Aktualności

[WYWIAD] Włodzimierz Gąsior: W walce o utrzymanie potrzebny jest optymizm

Rozgrywki04.05.2021 
Swoim doświadczeniem Włodzimierz Gąsior mógłby obdzielić kilka pokoleń piłkarzy. Grał w Stali Mielec w latach jej świetności, od blisko czterech dekad jest trenerem. To doświadczenie najstarszego szkoleniowca pracującego w PKO Ekstraklasie (pobił wynik Oresta Lenczyka – 71 lat i 132 dni; sam w momencie przejęcia mielczan miał 72 lata i 243 dni) ma pomóc dwukrotnym mistrzom Polski utrzymać się w elicie. Tylko jak to zrobić? – Potrzebny jest optymizm – sugeruje nestor polskich trenerów.

Znalazł pan już sposób na utrzymanie Stali w ekstraklasie?
W Stali jestem czwarty tydzień, przyszedłem tutaj przed meczem z Zagłębiem Lubin. Wcześniejsze dwa spotkania zespołu oglądałem z trybun, inne sprzed telewizora. Zauważyłem, że wiele zespołów ekstraklasy ma problem z równą grą przez 90 minut. Grają po jednej dobrej połowie, a drugiej słabszej. Może z wyjątkiem Legii Warszawa... Zastanawiam się z czego to wynika. Uważam, że w meczu ligowym powinno się grać jak w pucharowym – duża intensywność od 1. do 90. minuty. Kibic musi być usatysfakcjonowany poziomem spotkania. A z tym bywa różnie. Trzeba coś zrobić z tym, żeby polskie zespoły grały z pełnym zaangażowaniem w całym meczu. Bo jakość wielu drużyn ekstraklasy jest duża, tyle że nie zawsze to widać. Choćby Stal – potencjał większy niż oddawało to boisko. Uznałem, że trzeba tutaj zadbać o sferę mentalną. Wchodząc pierwszego dnia do szatni Stali, zobaczyłem smutne twarze piłkarzy, wszechobecną ciszę. Milczenie aż kuło w uszy. Gdyby pan widział co się działo w naszym autobusie po powrocie z Poznania... Uśmiechy, radość – o to w piłce chodzi.



W końcu w piłce chodzi o sprawianie radości – kibicom, sobie. Zatem to jest pana sposób na uratowanie ekstraklasy?
Gdy na siedem kolejek przed końcem sezonu dostałem zapytanie ze Stali, czy zdecyduję się poprowadzić zespół, nie mogłem odmówić. Stali nigdy bym nie odmówił. Moim obowiązkiem jest jako byłego zawodnika tego klubu, który spędził w nim wiele lat jako piłkarz, później trener, pomóc klubowi w trudnej sytuacji. Jeśli wszystko zgra się w jednym momencie – zbudujemy atmosferę, nabierzemy wszyscy do siebie zaufania, w piłkarzach odezwie się pasja z gry w piłkę, do tego połączymy to z umiejętnościami, które mają ci zawodnicy, to dlaczego mielibyśmy się nie utrzymać? W siedmiu kolejkach można dużo zrobić. Jeszcze przed Lechem postawiono krzyżyk na tej drużynie... Mnie podbudował jeden fakt – zaraz po tym jak przejąłem zespół dostałem bodajże 70 sms-ów od byłych piłkarzy, trenerów, znajomych. Były też sms-y od nieznanych mi numerów.

I co pisali?
Słowa otuchy, wsparcia. Cieszyli się, że to akurat jak zdecydowałem się poprowadzić Stal.

W końcu jest pan legendą Stali.
Wie pan... legendą to jest Grzegorz Lato, Jan Domarski, Henryk Kasperczak. Ja byłem zwykłym rzemieślnikiem na boisku. Człowiekiem od harowania. W Stali najczęściej pracowałem, kiedy była tu bieda i inne problemy. Utożsamia się mnie ze Stalą w trudnym momencie.

Takie doświadczenia kształtują człowieka. Ma pan więc czego uczyć zawodników – charakteru.
Życie tak mnie zahartowało, że nie zmieniam się pod wpływem chwili. Z jednej strony sam dużo od siebie wymagam, z drugiej strony wymagam od ludzi, z którymi współpracuję. Bywam upierdliwy, przez co w domu mają mnie niekiedy dość, ale taki jestem. W gruncie rzeczy, życie, zawód trenera, czy piłkarza składa się z niuansów, szczegółów. Szczegół do szczegółu i można coś zbudować – związek, dobre relacje w rodzinie, atmosferę w drużynie. Wzajemna sympatia – na tym mi zależy.



Trzeba jeszcze odpowiednio dopasować do siebie te szczegóły.
Właśnie o tym mówię!

Szczególne miejsce w pańskiej pamięci będzie mieć zapewne mecz z Lechem? To jak wyciągnęliście wynik, przegrywając od 80. minuty, strzelając zwycięskiego gola w 96. minucie, zasługuje na duże brawa.
Piłka nożna to gra błędów. Lech ma takie możliwości, że z dużym respektem i pokorą podchodziłem do naszego starcia. Kiedy udało nam się, proszę podkreślić słowo udało, wygrać w Poznaniu aż przyjemnie się ruszało w drogę powrotną. Nie da się tego opisać słowami... To dziwne, bo ostatnio przecież tak dużo mówię. Wiem, że charakteru nie można zmienić. Dla mnie to niezrozumiałe jak piłkarz może być smutny, skoro wykonuje zawód, który kocha. Szkoda, że tak mało czasu mi zostało, postaram się szybko żyć, by móc się cieszyć życiem i piłką. I dbać o pozytywne myślenie piłkarzy Stali!

Rozmawiał Piotr Wiśniewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności