Aktualności

[WYWIAD] Tomasz Loska: Jeszcze niedawno chciałem zrezygnować z gry, ale miłość do piłki wygrała

Rozgrywki21.11.2017 
Ostatnie miesiące w karierze tego młodego golkipera zapiszą się złotymi zgłoskami. Jeszcze na początku roku mało kto go bowiem kojarzył. Dzisiaj natomiast wielu uznaje za jednego z najlepszych bramkarzy w piłkarskiej elicie. Tomasz Loska, bo o nim właśnie mowa, jest jednym z liderów rewelacji ekstraklasy – Górnika Zabrze. Znajduje również uznanie w oczach trenera Czesława Michniewicza w reprezentacji Polski U-21. – Rok temu o tej porze grałem w Rakowie Częstochowa w drugiej lidze, walczyłem o awans na zaplecze ekstraklasy. W pół roku zadebiutowałem w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce i mam zaszczyt występować w kadrze młodzieżowej – opowiada w rozmowie z Łączy Nas Piłka Tomasz Loska.

Zacznijmy od tematu klubowego... Niedosyt po niedzielnym meczu z Legią Warszawa o fotel lidera pozostał?
Tak. Można było ten remis utrzymać do końca i taki wynik by nas satysfakcjonował. W szatni po spotkaniu nie było jednak ani załamania, ani wściekłości. Szybkie pogodzenie się z wynikiem, bo gramy przecież dalej. Nie możemy rozpamiętywać tego, co było. Trzeba pokazać, że mecz przy Łazienkowskiej to był tylko wypadek przy pracy.

Dla Ciebie, bez względu na to jakimi wynikami zakończą się ostatnie mecze w tej rundzie, 2017 rok jest... szalony.
Od stycznia rzeczywistość zmieniła się o 180 stopni. Rok temu o tej porze grałem w Rakowie Częstochowa w drugiej lidze, walczyłem o awans na zaplecze ekstraklasy. W pół roku zadebiutowałem w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce. Ogromny przeskok. Sam wiem, jak ciężko pracowałem na to, by grać w drugiej lidze, by znaleźć się w kadrze Górnika Zabrze, a teraz mogę jeszcze w tym klubie grać. I zostałem powołany do młodzieżowej reprezentacji Polski, dostałem bluzę z orzełkiem na piersi. Dużo się pozmieniało… Szanuję to, gdzie jestem, nadal chcę pokazywać się w każdym meczu z jak najlepszej strony i „sprzedawać” swoje umiejętności.



Zbliżamy się powoli do końca roku, pewnie za chwilę posypią się dla Ciebie indywidualne nagrody za ostatnie miesiące. A przecież równie dobrze mogłeś już… w piłkę nie grać.
Miałem trudne momenty. Nie było kolorowo. Musiałem długo czekać na swoją szansę w Górniku. Odchodziłem na wypożyczenia, grałem nawet w najniższych klasach, gdzie o równych boiskach można zapomnieć. Były chwile, gdy z piłki praktycznie nie było żadnych pieniędzy, a musiałem dokładać... Dopiero w Rakowie Częstochowa otrzymałem swoją szansę. Po przyjściu do Górnika również miałem furę szczęścia. Nie zacząłbym sezonu jako pierwszy bramkarz, gdyby nie kontuzja Wojciecha Pawłowskiego. Jego nieszczęście było moim szczęściem. Byłem ostatnim wyborem, a wskoczyłem do bramki i nie oddałem miejsca do tej pory. Jeszcze dwa-trzy lata temu miałem poważne momenty zwątpienia, ale na szczęście piłka pokonała to wszystko. Cieszę się, że jestem w tym miejscu, w którym jestem.

Zatrzymując się na chwilę przy reprezentacji Polski U-21. Liczysz, że wygrana z Danią to będzie dla Waszej ekipy przełom?
Mam nadzieję, że tak. Poczuliśmy impuls i teraz będziemy w stanie wygrać z każdym. Konsekwentnie musimy jednak robić swoje. W naszej grze nie ma miejsca na pomyłki. Jeżeli będziemy wygrywać wszystko do końca, zajmiemy pierwsze miejsce w grupie i nie będziemy pchać się w baraże. Mamy duży potencjał i jesteśmy w stanie osiągnąć awans. Ale trzeba też powiedzieć, że wygraliśmy z Danią, ale z drugiej strony z Finami i Wyspami Owczymi nie powinniśmy tracić punktów. Gramy dalej, nie jesteśmy jeszcze na straconej pozycji.



Na wielu pozycjach w kadrze trwa bardzo zacięta rywalizacja, ale walka o bluzę z numerem jeden przedstawia się chyba najciekawiej.
Póki co Bartek Drągowski ma rozegrane dwa spotkania, ja również, Kamil Grabara jedno. Jest rotacja w bramce, nie ma żadnego pewniaka do gry, trener decyduje. Kamil ma za sobą bardzo udany mecz z Danią, to był dobry wybór selekcjonera. Zobaczymy, kto będzie bronił na wiosnę, kto w ogóle znajdzie się w trójce bramkarzy powołanych na zgrupowanie. Mam tylko nadzieję, że znajdę się w gronie nominowanych.

Czy atmosfera w reprezentacji podobna jest do tej w klubie?
Nie ma co porównywać obu tych ekip. To dwa inne światy. W klubie znamy się wszyscy dłużej, na reprezentacji widzimy się trzeci raz, spotykamy się raz na miesiąc czy dwa, jesteśmy ze sobą tylko tydzień. Nie jest to długo, co chwilę pojawia się jeszcze ktoś nowy, więc musimy się poznawać. Czy po śląsku godomy? Jest Kamil Grabara, Mateusza Wieteskę też uczymy godki, ale raczej literacko po polsku mówimy. Trzeba się dostosować do reszty.



Z Kamilem Grabarą żyjecie jak Ruch z Górnikiem czy trochę lepiej?
Mamy bardzo dobry kontakt. W żartach sobie dogryzamy, ale w rzeczywistości kolegujemy się i dobrze się dogadujemy. Wiadomo, na temat naszych klubów się podszczypujemy, bo muszą być jakieś podkrętki, ale to piłkarskie żarty. Nigdy na poważnie.

Ty generalnie chyba z każdym zgrupowaniem coraz bardziej się rozkręcasz.
Wiadomo, że jak przyjeżdża się pierwszy raz na zgrupowanie, to niepewność jakaś jest. Może nie strach, ale też nikt na początek od razu się nie wychyla. Trzeba się wprowadzić, poznać klimat i zespół, a faktycznie z każdym kolejnym razem jest coraz lepiej. W kadrze rodzi się fajna ekipa, jest dobry klimat. Często rozumiemy się bez słów, nie ma między nami żadnych złośliwości i wierzę, że to też nam pomoże na boisku.



Pewnie wielu kibiców wie o muzycznej pasji Twojego ojca, który gra w zespole B.A.R. Który temat w rodzinnym domu jest teraz głównym – piłka czy muzyka?
Zdecydowanie piłka. Codziennie o niej dyskutujemy, a gdy już cała rodzinka się zjeżdża, z okazji jakichś urodzin czy większego święta, to temat piłkarski musi być wręcz obowiązkowo poruszony. Każdy chce od środka poznać, jak wygląda ten sport, kulisy, to całe środowisko i pada wiele pytań. Ale cieszę się też z muzycznych pasji ojca. Obaj występujemy. Gdy ktoś powie, że skojarzył mnie z tatą lub jego ze mną, to jest to dla nas podwójna radość.

Ta popularność, a przy okazji też presja, która rośnie w Zabrzu coraz bardziej, nie męczy?
Nie odczuwam presji. Ludzie na Śląsku szczerze kibicują Górnikowi, mają wymagania i wielkie oczekiwania, ale też chłodne głowy. My, jako piłkarze, odnajdujemy się w każdym razie w tej sytuacji, nie dajemy się ponieść presji i emocjom. A co do popularności, to ostatnio zaczęło się coraz więcej dziać. Gdzie się nie pójdzie, czy to do galerii, kościoła czy gdzieś do sklepu, to ludzie zauważają, chcą pogadać, o coś zapytać, zrobić fotkę. Dużo osób mnie rozpoznaje, ale staram się nikogo nie lekceważyć, z każdym zamienić chociażby kilka słów. Wiem, że kibic tego potrzebuje. Wielu ludzi w regionie utożsamia się z Górnikiem i staram się z tym sobie radzić.

Czy Zabrze nie robi się dla Ciebie za… ciasne?
Na razie liczy się tylko Górnik. Nie ma co zaprzątać sobie głowy tym, co będzie latem czy zimą. Podchodzę do tego spokojnie, bo mamy pewną robotę do zrobienia.

Rozmawiał Tadeusz Danisz

FOT: Łukasz Grochala / Cyfrasport


Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu Regulamin sklepu Regulamin sklepu (2014) Polityka prywatności
Wzór odstąpienia od umowy sprzedaży