Aktualności

[WYWIAD] Skok Daniela Ściślaka z trzeciej ligi do ekstraklasy. „Sezon pełen pozytywnych emocji”

Rozgrywki30.06.2020 
Daniel Ściślak chciałby pójść drogą Szymona Żurkowskiego, który dzięki dobrym występom w Górniku Zabrze podpisał kontrakt w Serie A. 20-letni pomocnik rozgrywa pierwszy sezon w ekstraklasie i chciałby w kolejnych rozgrywkach być już mocnym punktem śląskiej drużyny. – W ostatnich miesiącach moja kariera nabrała rozpędu – przyznaje zawodnik Górnika.

Jesteś wychowankiem MOSiR Jastrzębie Zdrój, ale droga do Górnika Zabrze wiodła przez Wielkopolskę.

Treningi rozpocząłem już w wieku pięciu lat. Do 12. roku życia grałem w piłkę właśnie w MOSiR-ze, a potem przenieśliśmy się do Wielkopolski, by być bliżej taty, który tam właśnie pracował. Stąd wziął się mój krótki pobyt w Jarocie Jarocin i Lechu Poznań. Szybko wróciliśmy jednak do Jastrzębia. Jeszcze dwa sezony spędziłem w tej drużynie, ale zacząłem szukać klubu, w którym mógłbym się bardziej rozwijać. Jastrzębie to świetne miejsce, by stawiać pierwsze kroki, ale trzeba stawiać sobie wyzwania. W wieku 16 lat tydzień spędziłem na testach w rezerwach Górnika. Trenerem był Józef Dankowski i dał mi zielone światło. Rozegrałem jeszcze sparing w juniorach w mojej kategorii wiekowej i było jasne, że zostaję.

Najbardziej znanym wychowankiem MOSiR-u jest Kamil Glik. Dużo się o nim mówi w Jastrzębiu?

Kto jest z tego miasta i interesuje się piłką, ten doskonale wie, kim jest Kamil Glik. To ikona Jastrzębia i klubu. Jest ambasadorem miasta w Europie. Kibice jeżdżą na mecze reprezentacji i często widać flagę Jastrzębia na spotkaniach kadry narodowej. Glik pamięta o tym, gdzie się urodził. Na osiedlu, na którym mieszkał, wybudował boisko dla dzieci. Teraz najświeższym przykładem zawodnika wychowanego w Jastrzębiu jest Szymon Żurkowski, który najpierw trafił do Górnika, a teraz gra we Włoszech.



Może też pójdziesz w jego ślady? Na razie udało ci się zadebiutować w ekstraklasie.

Chyba wszystko idzie zgodnie z planem. Dwa sezony spędziłem w rezerwach. Już w wieku 17 lat miałem okazję rywalizować z seniorami w trzeciej lidze. To mi na pewno pomogło w rozwoju. Występowałem na przemian w Centralnej Lidze Juniorów i w trzeciej lidze. Nawet wolałem być z seniorami, ale trenerzy zwykle chcieli, bym grał jednak w rozgrywkach młodzieżowych.

Jak dowiedziałeś się, że będziesz w pierwszej drużynie?

Właściwie nie do końca zdawałem sobie sprawę, że już w niej jestem. Krótko pogadałem z trenerem Marcinem Broszem i usłyszałem, że widzi mnie w pierwszej drużynie. Wprost nie padło, że mam przyjść na treningi. Dopiero zadzwonił do mnie kierownik zespołu i powiedział, że jadę na obóz przygotowawczy do Wodzisławia. Wcześniej zdarzało się, że trenowałem z pierwszą drużyną. Do tego piłkarze z tego zespołu schodzili do trzeciej ligi, by grać w rezerwach. Dzięki temu wiedzieli kim jestem, większość znałem i było mi łatwiej wejść do szatni. Nie miałem problemu z aklimatyzacją w pierwszej drużynie.

Wszystko się działo szybko, bo już w drugiej kolejce zadebiutowałeś w ekstraklasie.

Rzeczywiście, nawet bardzo szybko. Do tego po rozegraniu kilku spotkań w ekstraklasie dostałem powołanie do reprezentacji U-21. Wcześniej bywałem na konsultacjach w kadrach od U-15 do U-19, ale nigdy nie wystąpiłem w koszulce z orzełkiem. Przed sezonem zakładałem sobie, że rozegram 15 spotkań w ekstraklasie, a tu już po rundzie jesiennej miałem 16 występów. Wiosną dość długo czekałem na kolejną szansę, bo dopiero po wznowieniu rozgrywek wystąpiłem w lidze.



Woda sodowa nie grozi?

Mam nadzieję, że nie. Ludzie, którzy są blisko mnie, starają stawiać mnie do pionu, gdy widzą jakiekolwiek zagrożenie. Rodzice, a także wujek i dziadek potrafią wylać kubeł zimnej wody na moją głowę.

W tej krótkiej przygodzie z ekstraklasą jakieś mecze już zapadły w twojej pamięci?

Na pewno wygrana z Legią Warszawa. To było dla mnie coś niesamowitego. Tym bardziej, że zagrałem właśnie po dłuższej przerwie. Dla mnie to była wielka sprawa, że wygraliśmy z liderem, a do tego rozegraliśmy bardzo dobry mecz. Zaliczyłem też pierwszą asystę w karierze, a teraz czekam na pierwszą bramkę. Wcześniej, na inaugurację sezonu, graliśmy z Wisłą Płock. Byłem w kadrze meczowej i z emocji tak mi spięło przywodziciel, że przez całą rozgrzewkę starałem się go rozluźnić. Kiedy pierwszy raz zagrałem w podstawowym składzie w Zabrzu, to jak wychodziliśmy na boisko, miałem gęsią skórkę. W tym sezonie przeżyłem mnóstwo pozytywnych emocji.

Rozgrywki zbliżają się do końca, a Górnik już się utrzymał w ekstraklasie. Jakie plany na kolejny sezon?

Chciałbym być ważną częścią zespołu. Górnik jest znany z tego, że odważnie wprowadza młodzież, choć ostatnio może nie tak bardzo, jak jeszcze dwa lata temu. Działacze i trener zapowiadają, że będą stawiać na młodyvh i chłopaków z regionu. W tym widzę swoją szansę. Wierzę też, że ten jeden występ w reprezentacji młodzieżowej nie był ostatnim. U trenera Czesława Michniewicza grałem z zawodnikami dwa lata starszymi. Jeśli będę regularnie występował w klubie, to mam nadzieję, że przyjdą kolejne powołania do reprezentacji.



A potem ścieżką wspomnianego Szymona Żurkowskiego, do zagranicznego klubu?

Znamy się bardzo dobrze i taka droga kariery, jaką poszedł Szymon, byłaby świetna. Może teraz nie występuje regularnie we Empoli, ale na pewno sobie poradzi. Choć gramy na podobnych pozycjach, to bardzo się różnimy. Szymon jest wyższy, mocniej zbudowany i potrafi to wykorzystać. Ja bazuję na technice, szybkości i sprycie. Im jestem bliżej bramki rywala, tym czuję się mocniejszy na boisku. Jako defensywny pomocnik trzeba być bardziej odpowiedzialnym, dlatego wolę grać na pozycji nr 8 lub nr 10.

Rozmawiał Andrzej Klemba
fot. Cyfrasport

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności