Aktualności

[WYWIAD] Rafał Boguski: Debiut w Prima Aprilis i prawie 15 lat w Wiśle

Rozgrywki10.05.2020 
Po nieudanych testach w Jagiellonii Białystok Rafał Boguski wrócił do ŁKS-u Łomża. Tak samo było z rezerwami Legii Warszawa. Potem chciał go Kujawiak Włocławek, ale tym kierunkiem piłkarz nie wykazywał większego zainteresowania. Dalej błyszczał w trzeciej lidze i zwrócił uwagę wielkiej wówczas Wisły Kraków. Przedstawiciele „Białej Gwiazdy” nie pojawili się, mimo zapowiedzi, na sparingu ekipy z Łomża z Jagiellonią, w którym Boguski strzelił dwa gole. Zdążyli zauważyć, że mają do czynienia z wielkim talentem, który zawodnikiem Wisły jest już prawie… 15 lat! Specjalnie dla Łączy Nas Piłka sześciokrotny reprezentant Polski opowiedział swoją historię.

Droga transferu do Wisły Kraków w twoim przypadku nie była usłana różami.
Jak się dowiedziałem, że Wisła się mną interesuje, to od razu pomyślałem, że to jakiś żart. Nieźle mi szło w ŁKS Łomża i dostawałem zaproszenia na testy do różnych klubów. W Jagiellonii, która występowała wówczas w dawnej drugiej lidze, trener powiedział mi, że nie będę grał. Na sparingu w Warszawie przeciw Legii II wypadłem blado w drużynie testowanych i wróciłem do Łomży. Nie byłem z kolei przekonany do przenosin do Kujawiaka Włocławek, także ze względu na odległość. Miałem szczęście, że trafiłem na swojej drodze na Jerzego Engela juniora, który polecił mnie ojcu, wówczas trenerowi Wisły Kraków. Zostałem zaproszony na mecz z Panathinaikosem Ateny w eliminacjach Ligi Mistrzów. Jak go oglądałem z trybun, to marzyłem, żeby uczestniczyć w takich wydarzeniach. Na rozmowach z dyrektorem Grzegorzem Mielcarskim i prezesem Zdzisławem Kapką czułem się jakbym trafiał do piłkarskiego raju. Gdy już formalnie zostałem zawodnikiem „Białej Gwiazdy”, bałem się wejść do szatni, czułem niesamowity stres. Na treningu przyszło mi uderzać na bramkę Radka Majdana i w głowie kłębiły się różne myśli. Co tutaj robi chłopak z Łomży? Pierwsze dni, miesiące nie były łatwe, ale starsi koledzy pomagali. Trzymałem się z Konradem Gołosiem, który dobrze znał Engela juniora i nie marudziłem, gdy nosiło się sprzęt z Adamem Kokoszką czy Marcinem Juszczykiem. Ciężkie treningi Dana Petrescu też mi dały mocno w kość i potrzebowałem czasu, żeby się odkręcić. Co ciekawe debiut w ekstraklasie zaliczyłem w Prima Aprilis i wciąż nie dowierzałem, że to dzieje się naprawdę.



Wypożyczenie do GKS-u Bełchatów bardzo ci pomogło w karierze?
Byłem zdołowany, bo czułem, że czeka mnie gra w rezerwach Wisły. Zadzwonił jednak dyrektor sportowy klubu i kazał jechać do Bełchatowa. Wiedziałem, że nikt mi nie da tam miejsca w składzie bez walki. Kiedyś podróżowałem pociągiem z Krakowa do Piotrkowa Trybunalskiego z Orestem Lenczykiem i mi wyliczał: Mariusz Ujek, Łukasz Garguła, Radosław Matusiak… Na dodatek byłem zajechany treningami u Petrescu, który w Wiśle Kraków startował na głębsze wody. Trzy miesiące czekałem na prawdziwą szansę, dostałem ją i poszło. Na drugą część sezonu Wisła planowała mnie wypożyczyć do Odry Wodzisław, już była gotowa umowa do podpisania, ale odezwał się trener Lenczyk. Bez wahania znowu stawiłem się w Bełchatowie i niedługo potem zdobyłem z kolegami wicemistrzostwo Polski. Już nawet szykowałem się na występ w europejskich pucharach z GKS, ale zadzwonił Jacek Bednarz. Nowy dyrektor Wisły nakazał mi się stawić przy Reymonta i pojechałem tam prosto z obozu Bełchatowa ze Spały. Tak to wyglądało, ciągłe podróże, zmiany planów, a w Krakowie wcale nie musiało być wtedy pięknie.

Ale chyba nie masz czego żałować, bo zagrałeś choćby przeciwko Barcelonie?
Powalczyłem o swoje podczas przygotowań do sezonu i trener Maciej Skorża na mnie postawił. Życie bywa przewrotne, nie chciałem opuszczać Bełchatowa, ale wszystko zmieniło się jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Rafał Boguski nawet nie śmiał w Łomży marzyć, że zagra przeciwko Eto’o, Inieście, Puyolowi, Xaviemu. Barca pykała z nami na Camp Nou na takim luzie, że szok, wygrała 4:0. Potem sobie gadaliśmy, że dobrze, że nie było tego małego z dziesiątką, bo pojechał na igrzyska. Chodziło o Leo Messiego, który z Argentyną sięgał wtedy po złoto olimpijskie. Na pewno jednak pozostała olbrzymia satysfakcja, że wielką Barcę pokonaliśmy 1:0 w rewanżu w Krakowie i odpadliśmy honorowo z eliminacji Ligi Mistrzów.



W pucharach Wisła powinna zdziałać znacznie więcej?
Teraz tak sobie człowiek analizuje i mówi, że mogła. W Pucharze UEFA byliśmy bliscy pokonania Tottenhamu. W Londynie powinniśmy ich ograć, ale szwankowała skuteczność i polegliśmy 1:2. Tak samo w rewanżu marnowaliśmy okazje. Na lewej stronie w Tottenhamie blado wyglądał Gareth Bale, który zrobił spektakularną karierę. W środku już klasę pokazywał Luka Modrić, megagwiazda współczesnego futbolu. Śledziłem mundial w Rosji w telewizji i pojawiała się satysfakcja, przeciw komu się grało. Oglądam mecz Serbii i patrzę – znajomy golkiper. Vladimirowi Stojkoviciowi, legendzie Partizana Belgrad, strzeliłem swojego  pierwszego gola w reprezentacji, dostał lobika. Dla takich miłych wspomnień warto grać w piłkę. A co do Wisły, to szkoda, że nie awansowaliśmy do Ligi Mistrzów, choć było blisko, ale z drugiej strony przeżyłem fajną przygodę z Ligą Europy. Mecze z Twente Enschede, a szczególnie Fulham z Damienem Duffem też mocno utkwiły w świadomości fanów „Białej Gwiazdy”. Ogranie zespołu z Premier League, a Fulham przecież rok wcześniej wystąpił w finale Ligi Europy, to był duży wyczyn. Myśmy wtedy z grupy wyszli. Mieliśmy naprawdę silna pakę.

Jak wytłumaczysz odpadnięcie Wisły w eliminacjach Ligi Europy w 2010 roku z Karabachem Agdam?
Tego nie da się niczym wytłumaczyć. Na Suchych Stawach, gdzie musieliśmy grać w roli gospodarza, panowała piknikowa atmosfera, ale Azerów powinniśmy rozwalić. Porażka 0:1, jeszcze Maciek Żurawski nie wykorzystał karnego. Tłumaczyliśmy sobie, że to wypadek przy pracy, ale w rewanżu Karabach do przerwy prowadził 3:0 i jechał z nami jak chciał. To, że przegraliśmy w końcu tylko 2:3, nie stanowiło żadnego pocieszenia.  Suche Stawy były jakieś niefartowne, tam zawaliliśmy w meczach z Koroną Kielce, a szczególnie Cracovią tytuł mistrza Polski w 2010 roku. Z mojej perspektywy najbardziej bolesna była porażka z Legią na Łazienkowskiej 0:7 w tym sezonie. Podróż powrotna do Krakowa przebiegała w dramatycznej atmosferze, nikt nie miał ochoty cokolwiek powiedzieć. Z Wisłą przeżywałem wzloty i upadki, momenty bardzo dobre i fatalne. Nie miałem jednak ochoty jej przez te lata opuszczać,  no może z wyjątkiem transferu zagranicznego, który storpedowała kontuzja. Wisła to marka, która zawsze się broni, są ludzie, którzy jej pomagają w tarapatach. Na przykład Kuba Błaszczykowski, wspaniały piłkarz i człowiek.



Wchodząc pierwszy raz do szatni Wisły pomyślałeś, że zostaniesz jedną z legend tego klubu?
Dziwnie się czuję, gdy pada słowo legenda. Weteranem się też nie czuję, bo mam taką samą ochotę do gry jak kiedyś, chciałbym jeszcze coś fajnego dla Wisły zrobić. „Białej Gwieździe” zawdzięczam… nawet nie wiem jak dużo. Sukcesy na arenie krajowej, europejskie puchary, powołania i występy w pierwszej reprezentacji Polski. Miałem bardzo dużo szczęścia do trenerów. Dużo nauczył mnie jeszcze w Łomży mój pierwszy szkoleniowiec, Maciej Ruszczyk. Przy Engelu juniorze wszedłem na wyższy poziom. Kształtowali mnie Orest Lenczyk, dzięki któremu poznałem jak istotne jest przygotowanie fizyczne. Maciej Skorża z super warsztatem, Franciszka Smudę też cenię bardzo wysoko. Miło wspominam Holendra Roberta Maaskanta, a także w reprezentacji Polski jego rodaka – Leo Beenhakkera. Selekcjoner w fajny i prosty sposób przekazywał cenne wskazówki piłkarzom. Ubolewam, że – też ze względu na kontuzje – zaliczyłem tylko sześć meczów w drużynie narodowej. Zapisałem się jednak w kronikach, gdyż strzeliłem najszybszego gola dla kadry w meczu z San Marino, zakończonym naszą rekordową wygraną 10:0. W sezonie 2008/2009 znajdowałem się w życiowej formie i miałem przyjemność zagrać dla Polski razem z Robertem Lewandowskim. „Lewy” już wtedy wyglądał bardzo dobrze, ale szczerze mówiąc nie spodziewałem się, że zajdzie tak daleko. To niesamowity piłkarz.

Najlepsi piłkarze z jakimi grałeś w Wiśle? Kto od razu przychodzi do głowy?
Na pewno nie przewidywałem takiego rozwoju Marcelo. Środkowy obrońca z Brazylii potem z powodzeniem występował w PSV Eindhoven, Hannover 96, Besiktasie czy obecnie w Olimpique Lyon. Nazwy jego klubów i liczby robią wrażenie. Spotkałem w Wiśle wielu znakomitych zawodników, a najlepiej rozumiałem i rozumiem się z Pawłem Brożkiem. On wrócił na boisko strzelać gole już po zakończeniu kariery, która jest ciekawa, a pewnie potoczyłaby się jeszcze lepiej, gdyby za młodu wyjechał do ligi zagranicznej. Znacznie więcej powinien osiągnąć Nikola Mijajlović, który posiadał wielką boiskową inteligencję i według mnie prezentował się niczym profesor. Łatwo się wszystko ocenia, ale są różni ludzie, różne charaktery.



Z jakiej bramki kibice zapamiętają najbardziej Rafała Boguskiego?
Zaliczyłem trzy hat-tricki w ekstraklasie: z Odrą Wodzisław, Górnikiem Łęczna i Arką Gdynia. W starciu z tym ostatnim zespołem czułem się rewelacyjnie, wychodziło mi wszystko. Bramka dla Wisły? Dla mnie numerem jeden pozostanie trafienie w derbach na stadionie Cracovii. Lewa noga, uderzenie po długim, piłka od słupka i w sieci. Cieszyłem się jak dziecko, a coś wyjątkowego także przeżywałem występując dla reprezentacji Polski. Przecież nie zagrałem w żadnej kadrze juniorskiej, młodzieżowej, a w seniorach trafiłem trzykrotnie. Gdzieś tam się zapisałem w kronikach, ale spokojnie, jeszcze nie zamierzam kończyć. Chcę by Wisła nadal miała ze mnie pożytek i już się nie mogę doczekać powrotu na boisko po koronawirusie. Teraz cały futbol przeżywa trudny okres, sytuację niespotykaną nigdy wcześniej. Sport nauczył mnie jednak ciągłej wiary w sukces, powodzenie. Jeszcze troszkę i wróci wielka radość.

Rozmawiał Jaromir Kruk

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności