Aktualności

[WYWIAD] Przemysław Frankowski: Wyczyściłem głowę. Teraz celem jest pierwsza reprezentacja

Rozgrywki24.09.2017 
W ubiegłym sezonie był jednym z motorów napędowych Jagiellonii Białystok, która do ostatniej kolejki walczyła o mistrzostwo kraju. W czerwcu wystąpił w reprezentacji Polski do lat 21 na młodzieżowych mistrzostwach Europy. Latem był bardzo bliski zagranicznego transferu, lecz zmagał się z kontuzją i został w Jagiellonii. – Jestem ambitnym człowiekiem. Mam jeszcze wiele celów do zrealizowania. Gra w reprezentacji Polski jest jednym z nich. Każdy piłkarz trenuje po to, by móc zagrać kiedyś dla swojego kraju – zapewnia w rozmowie z Łączy Nas Piłka Przemysław Frankowski.

To już twój czwarty sezon w Jagiellonii. Przeciwko Lechii Gdańsk, w której dorastałeś, zagrałeś w lidze osiem spotkań, ale dopiero w ostatnim udało Ci się strzelić gola, a dodatkowo zaliczyć asystę. Jakie to uczucie?
Szczerze? Nie wywołało to już we mnie większych emocji. Oczywiście, nie świętowałem też szczególnie tej bramki z szacunku do Lechii. Od mojego odejścia minęło już jednak tyle czasu, że te trafienie traktuję, jak każde inne. Dla mnie najistotniejsze były zwycięstwo, dlatego szkoda, że się nie udało, ale oczywiście bramka mnie cieszy. Mam nadzieję, że teraz systematycznie będę powiększać swój dorobek.

Przeciwko Lechii trafiłeś w tym sezonie po raz pierwszy, ale przyznasz, że goli mógłbyś i powinieneś mieć już więcej.
Zgadza się. Miałem swoje sytuacje, ale nie potrafiłem ich wykorzystać. Cierpliwie pracowałem na treningach i czekałem na kolejne okazje do przełamania się. W końcu się udało.



W pamięci szczególnie zapadła sytuacja, jaką miałeś w meczu przeciwko Piastowi Gliwice, kiedy znalazłeś się w sytuacji więcej, niż stuprocentowej, a piłka i tak trafiła w słupek. Długo śniła Ci się po nocach ta okazja czy może wręcz przeciwnie i szybko o tym zapomniałeś?
To była mega setka, to prawda. Sam nie wiem, jak w tamtej sytuacji mogłem nie umieścić piłki w bramce. Na szczęście nie wpłynęło to na mnie w negatywny sposób, nie zacząłem się nagle stresować czy coś. Od razu po tamtej okazji zacząłem grać, jakbym jej nie zmarnował. Zdarza się najlepszym.

Trochę kazałeś na siebie czekać w tym sezonie. Trudy poprzednich rozgrywek dały o sobie znać z opóźnieniem?
Miałem złamaną kość w stopie. Długo się rehabilitowałem, ale dzięki zabiegom udało się przyśpieszyć mój powrót. Wiadomo, że kontuzje są nieodłącznym elementem sportu. Na szczęście to już za mną i mogę spokojnie grać. Wydaje mi się, że na uraz wpłynęło wiele rzeczy. Ostatni sezon był dla nas wymagający. Później graliśmy jeszcze w młodzieżowych mistrzostwach Europy i w końcu organizm się zbuntował.



Przez ten uraz ominęły Cię eliminacje do Ligi Europy, a możliwość gry w pucharach jest pewnego rodzaju nagrodą za pracę w całym sezonie. Szczęśliwy z tego powodu pewnie nie byłeś.
Oczywiście, że nie. W poprzednim sezonie ciężko na to pracowaliśmy, by otrzymać szansę gry w europejskich pucharach. Chłopaki walczyli na boisku, a ja mogłem śledzić losy tych rywalizacji jedynie w telewizji lub z trybun. Nie udało się zagrać ani minuty. Tego już jednak nie zmienię. Teraz mamy przed sobą nowy sezon, nowe wyzwania i trzeba zrobić wszystko, by znów zająć miejsce gwarantujące udział w eliminacjach do europejskich pucharów i w nich zaistnieć.

Jak oceniasz początek sezonu w wykonaniu Jagiellonii? Wyglądało to trochę tak, że gdy gra nie do końca się układała po Waszej myśli, to szły za tym punkty, a gdy zaczęliście grać fajną piłkę, to konto punktowe przestało się nabijać.
Trochę tak jest, ale mam nadzieję, że wkrótce obie te rzeczy zaczną iść w parze, że nasza dobra gra zacznie przekładać się także na zwycięstwa.

Trudno było Ci się przygotować do tego sezonu? Z jednej strony krótka przerwa, która dla Ciebie była jeszcze krótsza z powodu mistrzostw. Z drugiej długo mówiło się o tym, że być może latem zmienisz klub. Z trzeciej – kontuzja. Mimo że nie było Cię na boisku, to poza nim również dużo się wokół Ciebie działo.
Nie było łatwo. Z jednej strony cały czas jeszcze myślałem o mistrzostwach. Z drugiej po głowie chodził transfer. Nie wiedziałem, czy odejdę. Media robiły swoje, a w głowie zrobił się mętlik. Nie naciskałem na odejście, nie byłem zdeterminowany, żeby do przenosin doszło w tym okienku. Jeśli ktoś zgłosił się po mnie teraz, to dlaczego klub i ja nie możemy dostać jeszcze lepszej oferty później? Z drugiej jednak strony chciałem się od tego jak najszybciej odciąć i dobrze przygotować do sezonu. Dużo dały mi treningi z trenerem Piotrem Jankowiczem, teraz czuję się bardzo dobrze.



Na tyle dobrze, żeby poprawić indywidualne osiągnięcia z poprzedniego sezonu? Rozgrywki zakończone zdobyciem wicemistrzostwa Polski były do tej pory najlepsze w Twojej karierze pod względem strzelonych goli i zaliczonych asyst.
Z liczbami nie mogę dyskutować, te były całkiem niezłe, ale na pewno nie na tyle dobre, bym nie mógł ich jeszcze poprawić. Szkoda trochę tego początku sezonu, bo kilka meczów mi uciekło, ale nie będę na siłę starać się iść na rekord. Najważniejsze jest dobro zespołu, a jeśli do tego uda się dorzucić jeszcze kilka trafień czy podań, po których któryś z kolegów wpisze się na listę strzelców, to będzie fajnie.

Gdzieś w sieci widziałem komentarz po meczu z Lechią, który mówił, że widać po Tobie, że w końcu wyczyściłeś głowę z tych myśli o transferze, co przełożyło się na bramkę i asystę w Gdańsku.
Wydaje mi się, że to było już widać we wcześniejszych meczach. Poza tym to normalne, że w takiej sytuacji zaczyna się myśleć, co dalej? Czy bym sobie poradził? Czy nie? To oczywista rzecz w sytuacji, kiedy pojawia się szansa na transfer. Gdy jednak temat znika, trzeba jak najszybciej wrócić do równowagi i skupić się na tym co jest tu i teraz. Na tym, żeby w każdym kolejnym meczu pomagać drużynie, a przy okazji poprawiać swoje liczby i pracować nad tym, by ktoś znów się tobą zainteresował. Jak mówiłem już wcześniej, jeśli ktoś zgłosiłby się po mnie w czerwcu, to nie widzę przeszkód, żeby zrobił to również w styczniu, czy za rok.



Niedoszły transfer to chyba nie jedyny temat, który nadawałby się do twardego resetu. Mam tu na myśli czerwcowe mistrzostwa. Oczekiwania były duże, a jak się skończyło, wszyscy wiemy.
Wymazać, to może nie. To ważne, choć brutalne doświadczenie. Nie można o tym zapomnieć, bo wszystkie popełnione błędy niczego by nas nie nauczyły. Wszystko było kapitalnie zorganizowane i przygotowane tak, byśmy tylko dobrze zagrali i mogli zaistnieć. Popełnialiśmy sporo błędów, które uniemożliwiły nam osiągnięcie zamierzonego celu.

Wraz z zakończeniem turnieju drzwi do młodzieżowej reprezentacji Polski zostały bezpowrotnie zamknięte. Niektórzy zaczynają kolejny etap z trenerem Czesławem Michniewiczem. Innym, a Ty również jesteś w tej grupie, pozostała walka o uznanie selekcjonera pierwszej reprezentacji.
Taka kolej rzeczy. Coś się kończy, a coś zaczyna. Jestem ambitnym człowiekiem, mam jeszcze wiele celów do zrealizowania. Występy w reprezentacji Polski są jednym z nich. Każdy piłkarz trenuje po to, by móc zagrać kiedyś dla swojego kraju. Droga do zrealizowania tego celu nie jest prosta, ale jeśli nadal będę się dobrze prezentować, będę strzelać, asystować, to sądzę, że kiedyś moje marzenie może się ziścić.



Każdy zespół raz na jakiś czas potrzebuje dopływu świeżej krwi. Na ostatnim zgrupowaniu reprezentacji pojawił się Maciej Makuszewski, do domu wrócił z asystą. To pokazuje, że jeśli mocno się czegoś pragnie, to wszystko jest możliwe.
Nie myślę o tym cały czas. Muszę robić swoje. Dobra gra może mnie do tego przybliżyć. Jeśli ustabilizuję formę i będę poprawiać liczby, to kiedyś być może selekcjoner będzie pamiętał również o mnie przy powołaniach. Co do „Makiego”, to od początku sezonu znajduje się w wyśmienitej formie. Ciągnie wózek w Lechu Poznań i na kadrze również pokazał się z dobrej strony, czego mu bardzo gratuluję. Ja, jak i wielu innych, będziemy mocno pracować, żeby trener Adam Nawałka miał pozytywny ból głowy.

Jest też kilka innych kwestii, które za Tobą przemawiają. Chociażby taka, że mimo wciąż młodego wieku, jesteś już zawodnikiem mającym ogromne doświadczenie na najwyższym poziomie rozgrywkowym w Polsce.
Rzeczywiście, tych spotkań jest już grubo ponad setka. Sam nie wiem, kiedy to minęło. Jak dziś pamiętam debiut w ekstraklasie i to przeciwko Jagiellonii. Doświadczenie, doświadczeniem, ale dla selekcjonera najważniejsza jest aktualna dyspozycja.



Druga sprawa to uniwersalność. Mam tu na myśli fakt, że w razie potrzeby możesz zagrać też niżej, a jak trzeba, to nawet jako prawy obrońca. Choć częściej występujesz teraz na skrzydle czy w ataku.
Niedawno mówiłem o tym, że w dzisiejszym futbolu uniwersalność stanowi sporą zaletę. Nie zmieniłem jeszcze zdania i nie wykluczam, że kiedyś mógłbym częściej grać nieco dalej od bramki. Pozostaję do dyspozycji trenera, jeśli w ten sposób też mógłbym pomóc, to na pewno dałbym z siebie wszystko.

Jagiellonia miała świetny ubiegły sezon. Latem w klubie nie doszło do wielu zmian. Uważasz, że stać Was na ponowne zaskoczenie ligowych rywali?
Trudno mówić o ponownym zaskoczeniu. Do poprzedniego sezonu startowaliśmy jako zespół, po którym nikt nie spodziewał się, że może rozdawać karty w decydującym etapie rozgrywek. Teraz jest inaczej, bo po wicemistrzostwie również nieźle ruszyliśmy i rywale chyba jednak bardziej, niż przed rokiem nas doceniają. Co do powtórki, to nie mam nic przeciwko. Byłoby miło (śmiech).



W Białymstoku stanąłeś już na najniższym stopniu podium, ostatnio do kolekcji medali dorzuciłeś srebrny krążek, może teraz czas na złoto?
Spokojnie. O te złoto bije się cała liga. Oczywiście skłamałbym mówiąc, że nie chciałbym, ale sezon jest bardzo długi, a liga niesamowicie wyrównana. Gdyby jednak na przestrzeni czterech lat udało się zawiesić na szyi trzy medale z różnego kruszcu, radość byłaby ogromna.

Rozmawiał Kamil Świrydowicz

FOT: CyfraSport

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu Regulamin sklepu Regulamin sklepu (2014) Polityka prywatności
Wzór odstąpienia od umowy sprzedaży