Aktualności

[WYWIAD] Patryk Sokołowski: Mistrzowski sezon Piasta dla mnie był najtrudniejszy

Rozgrywki15.05.2020 
Cztery lata temu grał w trzeciej lidze, z pewnością futbol nieraz dostarczał mu wiele słodkich, ale także gorzkich chwil. Przez ten czas pokonał długą drogę. Dzisiaj Patryk Sokołowski – bo o nim mowa – jest jednym z podstawowych graczy mistrza Polski, Piasta Gliwice.  Jak przyznaje 25-latek z Warszawy, takiego scenariusza w żadnym wypadku się nie spodziewał.

Obecny sezon jest dla ciebie przełomowy?

Ja praktycznie o każdym sezonie od kilku lat mogę tak mówić. Wszystko przebiega u mnie harmonijnie, ścieżka od trzeciej ligi, przez drugą i pierwszą aż do ekstraklasy, w której w poprzednim sezonie nie grałem jeszcze zbyt wiele. Przyczyniłem się jednak w jakiś sposób do Mistrzostwa Polski, teraz wskoczyłem do pierwszego składu. Każdy więc sezon mogę uznać za przełomowy, w każdym się rozwijam.

Gdy tak sobie o tym myślisz, to czasem nie wybiegasz w przyszłość? Nie myślisz, gdzie ta harmonia może cię zaprowadzić?

Nie, bo cele zawsze sobie stawiam realne i na nich przede wszystkim się skupiam. Do tej pory głównie myślałem o jeden krok do przodu, teraz jest podobnie, a gdy dany cel zrealizuje, to zobaczymy co będzie dalej. Na ten sezon najważniejsze było wejście do pierwszego składu Piasta, chciałem grać w jak największym wymiarze czasowym. Z doświadczenia wiem, że nie warto wybiegać za daleko w przyszłość. Tu i teraz w stu procentach jest najważniejsze, reszta sama przyjdzie.

Patrząc na twoją obecną grę w Piaście, to w porównaniu do poprzedniego sezonu wiele się zmieniło. Grasz bardziej defensywnie, a co za tym idzie, również bardziej odpowiedzialnie.

Mam teraz inną rolę w zespole w porównaniu do okresu, gdy wchodziłem do gry. Na początku byłem jokerem, miałem pomagać w defensywie, ale również w grze do przodu. Gdy odszedł Patryk Dziczek więcej mam zadań defensywnych. Wcześniej będąc w innych drużynach grałem na różnych pozycjach w środku pola, wypełniałem różne zadania. Gdy jest potrzeba, to mogę grać zdecydowanie bardziej ofensywnie, jak również pozostawać w tyłach. Kiedyś grywałem jako typowa „ósemka” lub nawet „dziesiątka”, teraz jestem natomiast „szóstką”, więc tym samym muszę grać również bardziej odpowiedzialnie. Czy moje nawyki się zmieniły? Gram w piłkę od 20 lat, przez większość tego czasu byłem odpowiedzialności uczony. Jeszcze w czasach juniorskich grałem na środku obrony, czy też jako typowy defensywny pomocnik, również jako kapitan, więc z tą odpowiedzialnością, bez względu w jakiej kategorii wiekowej, się oswajałem. Przygotowywałem się do takiej świadomej gry już w Akademii Legii Warszawa, gdzie się piłkarsko wychowywałem. Dużo gry było na mnie, teraz w pewnym sezonie jest to powrót do przeszłości. Jestem przyzwyczajony, że w dużym stopniu biorę udział w grze.

Ubiegły sezon musiał być więc dla ciebie chyba bardzo trudny, mimo, że paradoksalnie zwieńczony ogromnym sukcesem?

Tak, zdecydowanie. Wtedy musiałem przestawić swoją grę i głowę. W Suwałkach czy w Elblągu przeważnie grałem od początku, a poprzedni sezon w Gliwicach był dla mnie dużą zmianą. Przez blisko rok musiałem czekać na swoją szansę i wchodziłem jedynie z ławki.

Jak ci się udawało wytrzymywać ten okres?

Najważniejsze w takiej sytuacji, gdy nie grasz w pierwszym składzie, jest nastawienie psychiczne. Ważne jest też wsparcie, nie tylko od trenerów, ale również od chłopaków w szatni. Musisz czuć, że ludzie w klubie wierzą w Ciebie. Ja tak miałem. Koledzy wspierali mnie, mówili, że będzie taki moment, że pomogę drużynie. To jest ważne, bo wchodząc na 10-15 minut musisz dać z siebie maksimum i wierzyć, że jesteś w stanie naprawdę drużynie pomóc. Takie myślenie zresztą w tamtym sezonie dało efekt. Podstawowi zawodnicy grali bardzo dobrze, a zawodnicy z ławki rezerwowych z bardzo dobrym nastawieniem wchodzili na boisko. To dało efekt w postaci mistrzostwa Polski.

Masz opinię zawodnika, który w sposób detaliczny dba o swój rozwój. Tak było również, gdy grałeś w trzecioligowej Olimpii Elbląg. Z jakimi wówczas reakcjami się spotykałeś?

Gdy po meczach myślałem o regeneracji, czy istotne było dla mnie zdrowe odżywanie, to nikt z moich kolegów się z tego nie śmiał. Raczej słyszałem głosy wsparcia. Chłopcy widzieli moje podejście do piłki i mówili: „wierzymy w Ciebie, musisz iść wyżej, nie możesz tutaj tkwić”. Sam wiedziałem, że jest na to szansa. Najważniejsze jednak – tak sobie myślę z perspektywy czasu – jest podjęcie ryzyka, wyjście ze strefy komfortu. Trening, odżywanie – to wszystko jest bardzo ważne, to są podstawy do tego, by iść wyżej, ale najważniejsze jest zaryzykowanie. Bardzo dużo dobrych zawodników spotkałem na swojej drodze, mieli oni umiejętności, ale podejmowali złe decyzje. Na wskutek tego grali dalej w drugiej lub trzeciej lidze. Prowadzili się odpowiednio, rozwijali, byli profesjonalistami – zabrakło jednak u nich odpowiedniej decyzji w danym momencie. Plus poznanie odpowiednich ludzi.

Ty lubisz ryzykować?

Najpierw muszę przeanalizować, przemyśleć wszystkie „za” i „przeciw”, tak by to ryzyko było podparte odpowiednimi fundamentami. Gdy nie mam ku temu absolutnie żadnych przesłanek, to nie lubię ryzyka, ale nawet przy przejściu z Olimpii Elbląg do Wigier Suwałki trzy lata temu, które było ryzykowne, miałem sygnały, że może się udać, wiedziałem, że trener Wigier mnie chce, ale najpierw chce mnie zobaczyć. Mogło być jednak różnie, bo odchodziłem z Olimpii jako pierwszoplanowa postać. Wyjeżdżałem na testy, które równie dobrze mogły się zakończyć fiaskiem, a wtedy wróciłbym zapewne do domu i szukałbym w Warszawie klubu trzecioligowego. Udało się jednak z Wigrami, poznałem tam wiele fantastycznych osób, które mnie „pociągnęły” do góry. Ryzykiem też, może nawet dużym, jest gra w trzeciej lidze za pieniądze, które pozwalają się jedynie utrzymać i stawianie w takiej sytuacji na piłkę. Wielu młodych chłopaków podejmuje decyzje, by w takich warunkach iść do normalnej pracy, inaczej ułożyć sobie życie. Granie w takich warunkach i myślenie o zawodowej piłce jest swego rodzaju stawianiem na jedną kartę.

Wśród młodych piłkarzy Legii dużo było takich, którzy zapowiadali się bardzo dobrze, a dzisiaj nie ma ich w ogóle w seniorskiej piłce?

Tak. Przyczyny takiego stanu rzeczy są różne. Często kontuzje stopowały chłopaków, chociażby kolegów z mojego rocznika. Norbert Misiak, Michał Makowski – obaj jeździli na kadrę Polski w wieku juniorskim. Teraz się spełniają jako trenerzy. Na reprezentacje jeździli także inni, których dzisiaj w piłce trudno znaleźć. Ja na młodzieżowych reprezentacjach nie byłem nigdy, jedynie na kadrze wojewódzkiej. Jestem więc pewnego rodzaju przykładem, że nie warto nigdy się poddawać, trzeba walczyć, bo nawet jeżeli czegoś nie widać w wieku kilkunastu lat, to nie znaczy, że później nie będzie to widoczne. Szczególnie jest to ważne dla zawodników, którzy nie są mocno fizycznie rozwinięci. Ja przez lata miałem z tym problem. Dla takich chłopaków ważna jest cierpliwość. Wiadomo, gdy się jest młodym to idealnie jest szybko wskoczyć na ten najwyższy pułap, ale w wieku 23-24 lat, a nawet jeszcze później,  również można dostać się do piłkarskiej elity. Smakuje to wtedy pewnie nawet jeszcze lepiej, bo wiadomo, że człowiek wywalczył to ogromną pracą.

Jesteś przykładem piłkarza, który wiele osiągnął dzięki pracy, który postawił na futbol i się opłaciło. Nie wierzę jednak, że nie miałeś chwil zwątpienia.

Były, oczywiście. Z rezerw Legii zostałem przecież wypożyczony do Olimpii, która na wskutek reorganizacji rozgrywek, mimo dobrej gry, zaliczyła spadek do trzeciej ligi. Trafiłem więc do drugoligowego Znicza Pruszków, tam głównie jednak siedziałem na ławce rezerwowych i podjąłem decyzję o ponownym pójściu do Elbląga. Po sześciu miesiącach zanotowałem jednak kolejne niepowodzenie, tym razem drużynowe – nie awansowaliśmy z Olimpią do drugiej ligi, tak więc czekał mnie kolejny rok w trzeciej lidze. Z jednej strony więc harmonijna droga, bo faktycznie kolejne szczeble pokonywałem systematycznie i grałem na każdym, ale jednak w pierwszych dwóch latach była to ciągła walka. Pokonywanie własnych barier, po porażkach trzeba było wstawać i walczyć dalej. Nie wszyscy decydowali się na to. Niektórzy wybierali inaczej – jak ktoś był inteligentny stawiał na naukę, inny szedł do pracy. Awans do drugiej ligi z Olimpią latem 2016 roku był dla mnie ważnym krokiem.

Niższe ligi cię zbudowały pod względem charakteru?

Tak, takie sytuacje kształtują człowieka. Teraz jeszcze bardziej doceniam to, gdzie jestem. Gdy coś łatwo przychodzi, to czasem nie jest tak doceniane. Ja widocznie do pewnych etapów musiałem dojść okrężną drogą, teraz z nostalgią wspominam czasy, gdy było zdecydowanie gorzej. Te momenty zwątpienia również były potrzebne, by czegoś nauczyły.

Dzisiaj determinacja i chęć rozwoju nadal jest u ciebie tak duża?

Pod tym względem jestem taki sam. Mam wokół siebie wspaniałych ludzi, z którymi mam świetny kontakt, którzy dbają o to, bym się rozwijał, dostarczają mi chociażby dodatkowe analizy pomeczowe. Wykonuję dodatkowe treningi, dbam także o to bym mentalnie był coraz silniejszy. Gdy czasem się nie chce i przychodzi gorszy dzień, to bodźce zewnętrzne od osób z bliskiego otoczenia są szalenie istotne. Moja rodzina, narzeczona, oni zawsze we mnie wierzyli i wszczepili we mnie charakter bym się nie poddawał.

Do osób, którym dużo zawdzięczasz należy również trener Waldemar Fornalik?

Tak. Zresztą od każdego szkoleniowca staram się brać jak najwięcej. Od Waldemara Fornalika nauczyłem się takiego grania ekstraklasowego, bo wcześniej jednak tego doświadczenia w elicie nie miałem. To, że jestem coraz lepszy to zasługa trenerów, ale także chłopaków z drużyny. Im lepsi piłkarze w nowym klubie, tym automatycznie musisz ty iść w górę, bo koledzy niejako cię ciągną. Ja mam to szczęście, że trafiam na dobrych ludzi, którzy pomagają mi w rozwoju piłkarskim.

Ty temu szczęściu chyba jednak również pomagasz. Mam wrażenie, że nie jesteś piłkarzem, który w relacji trener – zawodnik pokazuje fochy, grymasi, nawet, gdy ma gorszy dzień.

Tak zostałem wychowany przez rodziców i nauczony przez pierwszych trenerów. Wpajano mi żeby pokazywać swoją wartość na boisku. Jeżeli chcesz udowodnić, że zasługujesz na grę, to musisz się starać bardziej niż dotychczas, a nie obrażać, bo to do niczego nie prowadzi – powtarzali mi trenerzy. Mam tak to wszczepione, że nie narzekam i się nie obrażam, nawet jak we mnie w środku kipi. Staram się wtedy na boisku pokazać jeszcze bardziej swoją grą moje emocje. W zeszłym sezonie miałem dużo momentów, gdy nie było mnie nawet w kadrze meczowej, gdy zasiadałem jedynie na ławce. Starałem się udowadniać swoją wartość na treningach czy w meczu, nawet wchodząc na pięć minut. Tak, by trener miał problem mając do gry kolejnego dobrego piłkarza.

Twoja umowa z Piastem Gliwice została przedłużona o kolejny sezon. Gdzie widzisz siebie za rok? Chłopak z Warszawy myśli o powrocie do stolicy?

Na razie myślę o powrocie do gry, to jest cel numer jeden. Zobaczymy co przyniesie kolejny sezon, obym grał jak najwięcej i jak najlepiej. Ciężko planować, bo jak widzimy, nie wiemy co będzie za tydzień. Nie planuję transferów, trzeba się skupiać na meczach. Legia? Jestem chłopakiem z Warszawy, fajnie byłoby założyć koszulkę Legii, zagrać na Łazienkowskiej, ale nie jest to cel, do którego będą dążył po trupach, tym bardziej, że ta droga może być zupełnie inna. 3-4 lata temu nie wyobrażałbym sobie, że będę teraz w Piaście Gliwice i będę mistrzem Polski.

Rozmawiał Tadeusz Danisz

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności