Aktualności

[WYWIAD] Patryk Kun: Asysta nie daje tyle radości, co bramka

Rozgrywki16.10.2020 

Pewnie niewielu się spodziewało, że październikową przerwę reprezentacyjną w roli lidera PKO Ekstraklasy spędzi Raków Częstochowa. Składowych tak udanego startu ubiegłorocznego beniaminka jest bardzo wiele. Jedną z nich jest postawa wahadłowych – w tej roli na lewej stronie bardzo dobrze spisuje się Patryk Kun. Z 25-latkiem porozmawialiśmy między innymi… o liczbach.

Spytam na początek trochę żartobliwie, ale też trochę na serio, skąd u Ciebie taka metamorfoza?

Tak, wiem, już przebiłem ubiegły sezon.

W ubiegłym sezonie nie miałeś ani jednej bramki i asysty. Teraz masz trafienie i dwa kluczowe podania.

Ciężko jednoznacznie powiedzieć czemu teraz jest lepiej, jeżeli chodzi o statystyki. Nie dochodziłem wcześniej przede wszystkim do sytuacji, teraz jest lepiej. Okazję miałem już w pierwszym meczu z Legią i ją wykorzystałem. W innych spotkaniach ligowych czy Pucharu Polski również miałem swoje okazje, bramkarz je bronił, ale najważniejsze, że one były. Tego brakowało w poprzednich rozgrywkach. Mniej pojawiałem się wówczas w polu karnym, może piłka mniej mnie szukała, tym samym takich okazji nie miałem. Teraz jest pod tym względem lepiej. Na pewno też jako drużyna gramy zdecydowanie lepiej, bardziej ofensywnie, kreujemy więcej sytuacji. To jest kluczowe, dzięki temu również ja mam więcej szans.

Brak liczb w poprzednim sezonie ciążył na tobie?

Tamten sezon był w ogóle dziwny… Na początku grałem, potem przyplątała mi się kontuzja, której długo nie mogłem wyleczyć. Trochę grałem na zastrzykach, trochę na tabletkach przeciwbólowych. Forma szła w dół, leczenie się przeciągało, a z czasem musiałem również pauzować, bo uraz nie pozwalał wybiegać na boisko. W lutym wróciłem do treningów. Ciężko było złapać jednak formę i odbudować dyspozycję fizyczną. Dopiero pod koniec sezonu wróciłem do podstawowej jedenastki i wyglądało to już lepiej. Brakowało mi liczb, miałem to z tyłu głowy, bo jest to pewien wyznacznik, ale w tym trudnym okresie najważniejsze dla mnie było, że wywiązywałem się z podstawowych zadań. Nie jestem bowiem typowym skrzydłowym, mam dużo zadań w defensywie, nie skupiam się tylko na kreacji czy grze do przodu, trener z tego mnie rozlicza. Liczby to taki plusik, którego brak mnie trochę bolał, ale wiedziałem, że przyjdą.

Wielu pomocników najmocniej ceni asysty, bo poniekąd pokazują ich dobrą pracę. Dla Ciebie jednak esencją są bramki.

Dokładnie. Uczucie po strzeleniu gola jest niesamowite. Nie będę próbował nawet go opisywać, po to się gra w futbol.  Od dziecka tak miałem, że zdobyte bramki cieszyły mniej najbardziej. Asysty owszem, są istotne, ale bramka daje największą radość. Strzelenie gola to taki wybuch radości, tym bardziej w moim przypadku. Wiem, że nie jestem napastnikiem, nie będę ich strzelał codziennie, ale na pewno będę starał się wykorzystywać te sytuacje, które będę miał.

 

Ten ciąg do przodu u Ciebie jest niezmienny chyba od lat, prawda?

Tak. Ja lubię wchodzić w pojedynki jeden na jeden, grać odważnie. Wychodzę z założenia, że tak trzeba grać. Odważnie, ryzykownie, szukając okazji. Trzeba o nie walczyć. Zresztą trener Marek Papszun tego od nas wymaga pod polem karnym rywala. Byśmy byli kreatywni, szukali gry, nie bali się wejść jeden na jeden. Powtarza, że to jest miejsce, gdzie możemy zagrać śmiało. W takiej grze czuję się bardzo dobrze, lubię taki styl. Pod naszą bramką musimy natomiast grać ostrożniej.

Rozumiem, że za dziecka na bramce nie stawałeś?

Nie. W Węgorzewie, gdzie zaczynałem karierę, zawsze wolałem iść do przodu. Gdy piłka dochodziła do mnie, to trzeba było samemu kilku kolegów ogrywać. Lubiłem brać ciężar gry na siebie. Czasem wolałem polegać na sobie niż grać z kolegami, zwłaszcza gdy widziałem, że odstają poziomem. W taki też sposób kształciłem technikę i kreatywność.

Ten mecz z Legią, paradoksalnie jedyny przegrany przez Raków w tym sezonie, ale w Twoim wykonaniu udany i zakończony golem, dodał Ci pewności siebie?

Pracowałem systematycznie. Od lutego wróciłem do treningów, początkowo nie czułem się dobrze, wchodząc z ławki rezerwowych również nie wyglądało to najlepiej. Pracowałem jednak ciężko. Potem przyszła pandemia, miałem dodatkowy czas na pracę, może w pewnym ograniczonym zakresie, ale jednak indywidualnie mogłem cały czas dochodzić do pełnej sprawności. Po powrocie do gry brakowało mi czucia piłki, ale wiedziałem, że czas gra na moją korzyść. Czułem się coraz lepiej. Forma rosła, więc jeden mecz z Legią jakoś specjalnie nic nie zmienił. Przed sezonem trenowałem bez dłuższej przerwy, teraz najważniejsze, że wszystko jest ok ze zdrowiem. Mogę regularnie trenować, to jest klucz. Wysoka forma fizyczna i sportowa daje pewność siebie.

Jak się czujesz na wahadle? Bo na tej pozycji wcześniej nie grywałeś.

Początkowo to był dla mnie duży przeskok, była to dla mnie nowa pozycja. Jako typowy skrzydłowy bywałem zawsze wyżej ustawiony, miałem więcej zadań ofensywnych. Gra w defensywie z kolei nie stała u mnie na wysokim poziomie, tego elementu właśnie się obawiałem zaczynając grać na wahadle w Rakowie. Miałem taki strach początkowo, obawy, czy uda się to załapać. Ale poszło w miarę łatwo. Mamy swoje automatyzmy, pewne elementy dodatkowe w nich się tylko zmieniają. Dzięki temu mamy komfort, wiemy co mamy robić na boisku. To pomaga w meczu. Wypracowane zachowania i schematy, w których czujemy się bardzo dobrze, pozwalają skupić się na dodatkowych zadaniach, ofensywie, na pojedynkach jeden na jeden, na słabszych elementach. Dobrze się w tym ustawieniu czuję.

Teraz w ankiecie zapytany o swoją ulubioną pozycję napisałbyś: wahadłowy czy skrzydłowy?

Już chyba bardziej wahadłowy. Parametry fizyczne i biegowe zawsze były u mnie dobre, zawsze brakowało tej skuteczności. W ustawieniu, gdy nie mogę grać wyżej, lepiej chyba wyglądam i chyba mam lepszy potencjał do rozwoju, jeszcze mogę więcej z siebie dać.

Spodziewałeś się, że w połowie października Raków będzie liderem?

Spokojnie do tego podchodzimy wszyscy w klubie. Już poprzedni sezon mieliśmy w miarę udany. Niewiele nam zabrakło do najlepszej ósemki, kilka punktów głupio straciliśmy, później zabrakło tego na finiszu sezonu zasadniczego. Graliśmy dobrą piłkę, teraz jest tak samo. Nie napalamy się jednak, nie myślimy gdzie to będziemy na koniec sezonu. Chcemy wykonywać dobrze swoją pracę, poprawiać rzeczy, które nam słabiej wychodzą i podtrzymywać te dobre. I myślimy jedynie o najbliższym spotkaniu.

Dużo wniosły do zespołu Rakowa wzmocnienia. Ty największy kontakt na boisku, z racji pozycji, masz z Maciejem Wiluszem.

Wszyscy wkomponowali się do zespołu bez większych problemów. Chwała im za to, jak wiele wnoszą do drużyny i jak szybko dostosowali się do taktyki. Nie wszyscy przecież muszą łapać to momentalnie, a w tym przypadku tak właśnie było. Przyszli, zdobyli zaufanie trenera i spłacają je. Z Maciejem bardzo dobrze się rozumiemy. Jeszcze uczymy się pewnych zachowań na boisku, ale wygląda to coraz lepiej. Ja wiem, jakiej piłki spodziewać się od Maćka, kiedy w jaki sposób mamy się zaasekurować. Jego ogólne doświadczenie piłkarskie, zdobyte także zagranicą, również wiele daje.

Wracając jeszcze do liczb. Zgadnij, kto ma więcej meczów w ekstraklasie, Ty czy brat Dominik?

Wydaje mi się, że ja.

Na ten moment macie oboje tyle samo meczów – 55.

Fajna sprawa. Z Dominikiem jesteśmy w stałym kontakcie, obecnie telefonicznym, widzimy się głównie przy okazji świąt. Na pewno starszy o dwa lata Dominik przecierał mi szlaki. Wyjechał pierwszy z Węgorzewa. Był dla mnie wzorem. Razem trenowaliśmy na podwórku, chciałem mu dorównać, a ta rywalizacja zawsze mnie motywowała. Nieraz musiałem znosić porażki w podwórkowych grach, ale brat mnie zawsze wspierał. Czerpałem z niego, chociażby pod względem pracowitości. Dominik pokazał, że można dojść do ekstraklasy, w pewnym momencie jednak kontuzje zastopowały jego karierę. Cały czas te wsparcie wspólne jest, kibicujemy sobie. Po meczach rozmawiamy, ale bez złośliwości. Nie ma czasem co się dobijać (śmiech)

Za chwilę w tej rywalizacji o występy w elicie Ty powinieneś być górą.

W I lidze trzymam jednak kciuki za Widzew (śmiech).

Wybiegasz w przyszłość, co dalej?

Zarówno ja, jak i koledzy z Rakowa staramy się twardo stąpać po ziemi. Jesteśmy świadomi, że to co daje efekty w ostatnich latach, to konsekwentna gra i praca. Przyszłością nie żyjemy, ja również. Wiem, że w sporcie wszystko szybko się może zmienić. Na swoim przykładzie wiem to najlepiej. Pół roku temu nie byłem brany pod uwagę przy ustalaniu składu, musiałem walczyć nawet o ławkę rezerwowych. Teraz gram w pierwszym składzie lidera, wszystko błyskawicznie się zmienia.

 

Rozmawiał Tadeusz Danisz

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności