Aktualności

[WYWIAD] Młode serca Górnika Zabrze. „Byle mierzyć jak najwyżej”

Rozgrywki20.08.2017 
Maciej Ambrosiewicz i Szymon Żurkowski są ewenementem w Ekstraklasie. Dwóch nastolatków grających razem w środku pomocy Górnika Zabrze, tegorocznym beniaminku. Nie mają tremy, nie odstają i ciągle zaskakują. W rozmowie z „Łączy Nas Piłka” opowiadają o ich szybkiej drodze na szczyt.

- Przyjdzie czas na zastanowienie się i odpowiedzenie na pytanie: dlaczego, dlaczego, dlaczego i jeszcze raz dlaczego Górnik Zabrze spadł z Ekstraklasy – mówił załamany Jan Żurek kilkadziesiąt minut po tym, jak remis z Termaliką (1:1) przypieczętował los prowadzonej jego drużyny. Ale zamiast rozliczać, podsumowywać i dramatyzować, w Zabrzu rozpoczęto odbudowę, by w pierwszej lidze Górnik spędził tylko rok. Wtedy Żurek zajrzał do swojego notesu.

Warto pamiętać, że w tamtym czasie 61-letni szkoleniowiec przejął zespół awaryjnie. Wcześniej pracował w Zabrzu jako skaut i to jego działaniom z okresu przed nieudanym ratowaniem Ekstraklasy dziś Górnik zawdzięcza obecność w klubie, w pierwszej jedenastce, w samym sercu drużyny Marcina Brosza dwóch nastolatków: Macieja Ambrosiewicza i Szymona Żurkowskiego.

Jest to sytuacja unikalna w Ekstraklasie – gdzie kluby coraz mniej chętnie stawiają na młodzież, gdzie aż siedem drużyn w poprzednim sezonie w ogóle nie punktowała w klasyfikacji „Pro Junior System”, a w kolejnych sześciu cały dorobek stanowiły minuty jednego zawodnika. I w takich okolicznościach do rozgrywek wrócił Górnik Zabrze – ze zdecydowanie najmłodszą i nie zmienioną w pięciu kolejkach podstawową jedenastką. A tam, gdzie zwykle stawia się na zawodników ogranych, doświadczonych, Brosz wybiera 19-letniego Żurkowskiego i 18-letniego Ambrosiewicza. I juniorzy zdają ten egzamin od pierwszej chwili, od debiutu, w którym Górnik pokonał u siebie mistrza Polski, Legię Warszawa (3:1).

- Może Legia też nie wyszła na sto procent? – zastanawia się ten młodszy.

Co ty, na pewno chcieli wygrać – odpowiada starszy.

Ambrosiewicz: Ale zobaczyli, że to sami młodzi…

Żurkowski: …jakieś ogóreczki.

***

Żurek wyciągnął ich obu: Żurkowskiego z Gwarka, Ambrosiewicza z czeskiej Karwiny. – Za tym pierwszym wiedziałem, że chodzą już inne drużyny Ekstraklasy. Po ostatnim meczu w juniorach przed szatnią czekał na niego jakiś dyrektor sportowy, ale załatwiłem to tak, że następnego dnia był już na treningu Górnika. Dla Ambrosiewicza jeździłem do Czech, rozmawiałem z ojcem, pamiętam też, że miał ofertę z Bytovii. Poleciłem ich trenerowi Broszowi, on ich sprawdził, rekomendację przyjął i potem to już tylko ich ciężka praca – uśmiecha się Żurek.

Jednak wcale nie było to takie proste.

- Nawet nie miałem rozmowy z trenerem. Przyjechałem na treningi zaraz po tym, jak Górnik spadł. Trzy dni, piłkarze się rozjechali i nastał taki okres, że nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. Byłem w innych klubach, ale czekałem na Górnika – przyznaje Żurkowski.

- W piątek zadzwonił trener Żurek, że w sobotę jest wyjazd na obóz pierwszej drużyny do Rybnika. Jeśli się spodobam, to podpiszę kontrakt. Nie zastanawiałem się nawet. Po tygodniu podszedłem i spytałem, jak on widzi to trener Brosz, a on na to, że mam podpisywać. Ale na umowę czekałem tak jak Szymon, bodaj miesiąc – dodaje Ambrosiewicz.

***

We wspomnianym meczu z Legią Żurkowski przebiegł czternaście kilometrów, Ambrosiewicz – trzynaście. U Marcina Brosza środkowi pomocnicy w systemie 4-4-2 i asekurują ciągle całą linię obrony, i muszą podchodzić, gdy napastnicy zaczynają pressing. Daje to efekty, ponieważ w pierwszych pięciu kolejkach – pomimo rywalizacji z trzema z czterech czołowych ekip poprzedniego sezonu – Górnik ugrał osiem punktów, ma też najwięcej strzelonych goli (dziewięć). Jedyny raz przegrał w Białymstoku z Jagiellonią (1:2), gdy kończył mecz bez dwóch zawodników, a rywale wykorzystali dwa rzuty karne.



Beniaminek imponuje intensywnością gry, dyscypliną taktyczną i wybieganiem. To drużyna o średnio najniższym posiadaniu piłki (38%), najczęściej faulująca (ponad 19 razy na mecz), ale też najlepiej piłkę odbierająca (śr. 37 razy) i przechwytująca (śr. 68 razy). Indywidualnie Ambrosiewicz oraz Żurkowski są w ligowej czołówce rankingów pojedynków, odbiorów i zebranych drugich piłek.

Nie trzeba wiele, by skojarzyć styl Górnika z zagranicznymi drużynami.

- Na początku może wybralibyśmy inne nazwy klubów, ale po tym, co pokazał nam trener wszystko stało się jasne – mówi Ambrosiewicz.

- Nasza gra opiera się na Atletico Madryt – dodaje Żurkowski.

Ambrosiewicz: Trener puszczał nam urywki ich meczów, uczył nas tego i teraz widzimy te odniesienia także w ich meczach.

Żurkowski: Nasze treningi to głównie taktyka, choć zajęcia są zawsze z piłką. Mamy dwa punkty odniesienia: piłka i odległości między formacjami. Pod tym względem na zajęciach zawsze musimy trzymać warunki meczowe.

A: A my w środku jesteśmy w sumie podobni. Ja Gabi, on Koke.

Ż: Koke to ten bardziej techniczny…

A: …a Gabi kapitan!

Ż: Rzemieślnicy w środku.

A: Ktoś musi nosić fortepian, by inni na nim grali. My go nosimy.

Ż: Jeśli będziemy wygrywać, to mogę go nosić cały czas.

***

Jednak ich droga do obecnego miejsca wcale nie była prosta. Zaczynając od tego, że ani Ambrosiewicz, ani Żurkowski nigdy nie byli powoływani nawet na konsultacje młodzieżowych reprezentacji. W nich wątpiono też w poprzednich klubach, gdy dopiero piłki się uczyli.

- Mam do Arki Gdynia szacunek za dziewięć lat, które tam spędziłem, ale przed wyjazdem do Karwiny jeden z trenerów dziwił się, gdzie ja idę. „Do Czech? A co tam jest takiego? Będzie tylko gorzej!” – opowiada Ambrosiewicz. – Ale ci, którzy mnie wychowali i byli ze mną dziś wiedzą, że jestem im wdzięczny. To wtedy podjąłem decyzję, że stawiam na piłkę.

- W Jastrzębiu również miałem takie odczucie. Szanuję ich za to, że mnie podstaw nauczyli, ale uważam, że potrzebowałem wtedy czegoś więcej. Tam się zatrzymałem i więcej by ze mnie nie wyciągnęli – mówi Żurkowski. – A Gwarek znałem, brat zawiózł mnie na testy i potem trener w klubie przyzwyczajał mnie do warunków bardziej seniorskich, do tego co może mnie tam czekać. Krzyczał na mnie, przerywał treningi i pokazywał, że mam szybciej grać. Teraz widzę, że jednak miał rację.

- W Arce po gimnazjum przechodzi się z jednej drużyny do drugiej i to do słabego liceum, gdzie nie wszyscy zdają maturę. Mój rocznik był bardzo dobry, ale nikt nie chciał nas brać wyżej, nie widać było szans. Dlatego zimą, po namowach kolegi, pojechałem na testy do Karwiny. Po jednym meczu już mnie chcieli. Pod względem infrastruktury – super okazja. Siedem boisk naturalnych, internat, siłownia, trenerzy… Wszystko. Naszym trenerem był szkoleniowiec, który prowadzi teraz zespół w pierwszej lidze czeskiej. Robił bardzo podobne treningi taktyczne, fizyczne do tego, co mamy tutaj – dodaje Ambrosiewicz.

Dla obu przeskok z piłki juniorskiej prosto do seniorów również nie był łatwy. Przecież nawet w poprzednim sezonie Żurkowski rozegrał dwa razy mniej minut w pierwszym zespole, niż w rezerwach. Ambrosiewicz występował w drużynie Brosza częściej, ale w podstawowym składzie wybiegł w piętnastu spotkaniach w całym sezonie.

- Na początku na nic nie liczyłem, nawet w rozmowach z rodziną. Myślałem sobie, że fajnie byłoby choć raz jesienią załapać się na ławkę. Na obozie patrzyłem, kto jak wygląda i liczyłem, czy będę miał szansę na osiemnastkę… Wychodziło, że będzie z tym ciężko – zapewnia Ambrosiewicz. On jednak przebił się szybko, wystąpił przeciwko Legii w Pucharze Polski (3:2 pd.), od szóstej kolejki pojawiał się na boisku regularnie.

- Wiadomo, że jak przechodzi się od razu do pierwszego zespołu, to jest problem. Ja się z tym zderzyłem i musiałem poczekać swoje – przyznaje Żurkowski, który w Górniku zadebiutował jesienią (trzy minuty z Wisłą Puławy), a na podstawowy skład czekał do marca. – Nie mogłem dostosować się do wyższego tempa gry. Fizycznie nie odstawałem, ale nie mogłem się przestawić na szybsze rozegranie na jeden kontakt, zamiast podawać ja holowałem piłkę.

- A mi pierwsze momenty w Górniku kojarzą się z grą „w dziadka”. Kompletnie nie ogarniałem, nie czułem szybkiej gry i tylko biegałem w środku – mówi Ambrosiewicz.

- Dostał karnet do środka – śmieje się Żurkowski.

Ambrosiewicz: Albo gierki czterech na czterech na małym polu. Również nie potrafiłem się odnaleźć i dopiero po miesiącu zacząłem się przyzwyczajać.

Żurkowski: Na szczęście w szatni od początku była świetna atmosfera, bez żadnych problemów.

A: Teraz jest jeszcze lepiej i nawet łatwiej, bo w zasadzie sami młodzi.

Ż: O naszej szansie zadecydował okres zimowy. Już wtedy nie miałem problemów, przyzwyczaiłem się do gry i byłem pewniejszy swego. Przeczuwałem też, że teraz to moja szansa na przebicie.

A: Całą zimę graliśmy na dwie jedenastki. Trener przygotowywał tą pierwszą, podstawową pod rundę wiosenną i chociaż były drobne zmiany, to w gierkach w środku nie. My byliśmy w drugim składzie i wyglądaliśmy coraz lepiej.

Ż: Rywalizacja się pogłębiała.

A: Nasza jedenastka wygrywała z pierwszą.

***

Jednak Górnika Zabrze na dobrą sprawę w Ekstraklasie nie powinno w tym sezonie być. W pierwszych dziewięciu meczach wiosny podstawowa jedenastka Brosza zawodziła, Górnik wygrał tylko cztery mecze, a szanse na awans drastycznie spadły. Do tego stopnia, że w Zabrzu rozpoczęto przygotowania do kolejnego sezonu pierwszej ligi, pożegnano też kilku starszych piłkarzy, którzy nie spełnili oczekiwań w trudnym dla klubu momencie.

Górnik na sześć spotkań do końca zajmował dziewiąte miejsce, miał jedenaście punktów straty do prowadzącej Sandecji Nowy Sącz i siedem do drugiego Zagłębia Sosnowiec. Według wyliczeń 90minut.pl miał wtedy na awans jeden procent szans.

- Trener przed meczem z Chojniczanką powiedział, że mamy już grać dla siebie, dla kibiców. Tak, by pokazać sobie i wszystkim, że potrafimy. Panował luz i spokój – wspomina Ambrosiewicz.

- Wtedy wjechał też cytat – mówi Żurkowski.

W szatni Górnika na tablicy magnetycznej ktoś napisał: „gdy wszyscy w ciebie zwątpili, ty pokaż im, że się mylili”.

Żurkowski: Nie wiadomo, kto to zrobił.

Ambrosiewicz: Ale napis cały czas tam jest i chyba już nikt go nie zmaże.

Górnik od tego momentu zaczął wygrywać. Chojniczankę rozgromił 6:1, zwyciężył w pozostałych spotkaniach i do Ekstraklasy awansował. W dwóch ostatnich, decydujących kolejkach na środku pomocy obok siebie grali już Ambrosiewicz z Żurkowskim. W wyższej lidze też już tak zostało.



***

- Pamiętam, że po przyjściu Marcina Brosza graliśmy sparing z Bruk-Bet Termaliką. Trener postawił Żurkowskiego na pozycji defensywnego pomocnika i wszyscy byliśmy zaskoczeni jego grą. Rozmawiając między sobą mówiliśmy, że chłopak ma papiery na grę. W Gwarku dał się poznać jako ten nie tylko od biegania, ale też rozegrania, strzelał sporo bramek – mówi Jan Żurek.

- W przypadku Ambrosiewicza trener szukał kogoś na prawą obronę i w pierwszym momencie on u nas tak grał. Ale nie grymasił, po prostu chciał się ciągle uczyć. Zresztą oni tacy są. Nie myślą, że „co my już zrobiliśmy, jesteśmy gwiazdami”. Chodzą twardo po ziemi, mają swoje cele i to widać – dodaje.

- Płacimy frycowe. Ja miałem tak w meczu z Arką Gdynia przy golu Rubena Jurado – mówi Ambrosiewicz. – Przyjął piłkę tyłem do bramki, obrócił się i strzelił. Jest silniejszy i większy ode mnie, wyszło mu to fajnie, ale czułem, że mogłem zrobić więcej. Może to nie był kiks, jednak wtedy po raz pierwszy poczułem brak doświadczenia. Chciałem go „przeczytać”, zablokować mu strzał z prawej nogi, a on odwrócił się na lewą.

- W moim przypadku to było kilka sytuacji: gdy zamiast sprowadzić piłkę do ziemi, przyjąć ją, uspokoić i coś z nią zrobić, to wykopywałem, wdawałem się w tego „ping-ponga”. Miałem też niecelne podania do tyłu – wylicza Żurkowski.

Ambrosiewicz: Na razie może nam jeszcze tego brakować.

Żurkowski: Uspokojenia sytuacji, zamiast ciągnięcia „łupanki”.

A: Ale czujemy, że w każdym meczu jest takich sytuacji coraz mniej. Często rozmawiamy też z trenerem. Bierze nas dwóch i pokazuje współpracę.

Ż: Taktycznie trzyma nas co do centymetra.

A: Przed pierwszym meczem nie było stresu. W ogóle do mnie nie docierały emocje, z kim my gramy. Wyszliśmy jak po swoje. W kolejnych spotkaniach bardziej już na to patrzyłem. Przed Legią nasza drużyna miała największy luz. Teraz już więcej się o nas mówi, każdy lepiej wie, jak gramy.

Ż: Ekstraklasa robi wrażenie, ale teraz czujemy jeszcze większe wsparcie wokół nas: i w klubie, i pośród kibiców. To nam pomaga. W pierwszej lidze kibice nas pchali wyżej. Na nazwiska w lidze nie patrzę. Nie tak, by mieć jakąś presję lub strach. Przeciwko Legii, gdy już staliśmy w tunelu, to wszystko przeszło.

A: Jest nam łatwiej także dzięki temu, że w poprzednim sezonie bywało różnie. Te wyniki nie zawsze były najlepsze. Ale Górnik powinien być w Ekstraklasie, zresztą widać to w ostatnich tygodniach. Była presja, okrzyki, ale teraz jest łatwiej. Przyzwyczailiśmy się do tego, nauczyliśmy i to nam pomaga. Nie wyobrażam sobie teraz pójść do klubu, gdzie na mecze chodzi po pięć tysięcy ludzi.

Ż: W Ekstraklasie gra się także szybciej, zespoły są bardziej poukładane taktycznie, więcej zwraca się uwagi na ustawienie.

A: Zawodnicy popełniają mniej błędów indywidualnych. W pierwszej lidze często było tak, że nawet jeśli popełnialiśmy błąd, to rywal zaraz też. Ktoś źle przyjął, niedokładnie podał. Teraz jest tego mniej.

Ż: Tempo nas nie zaskoczyło.

A: Taki mamy styl. Cała drużyna więcej biega. Nawet cieszymy się, gdy tempo jest wyższe.

Ż: Wiemy, że to wytrzymamy.

A: Po roku jestem mądrzejszym piłkarzem. Widzę to po sytuacjach, w których już wiem, co mam zrobić. Mam automatyzmy.

Ż: Widać to też po naszym stylu, np. prowadzenia czy przyjęcia piłki.

A: Teraz na jaką bym nie poszedł pozycję, to wiedziałbym, jak się zachować.

Ż: Mamy poukładane w głowach, ale lepiej, że trener zawsze coś powie i nas kontroluje.

A: Często mówi nam w szatni, byśmy skupili się na treningach i na meczach. Nie chodzili po galeriach, ale odpoczęli w domu. Dobrze się wyspali, porządnie zjedli.

Ż: Lepiej spędzić czas z rodziną.

A: Ale trener widzi, że z nas każdy chce coś osiągnąć i nie zadowala się tym co jest. Zawsze nam to powtarza: chciejcie więcej.

Ż: My młodzi, to już o pucharach myślimy.

A: Trzeba mierzyć jak najwyżej. Tak było w pierwszej lidze, gdy śmiano się z nas, że jesteśmy na dziewiątym miejscu w tabeli.

Ż: Mieliśmy mniej niż jeden procent szans na awans.

A: Na razie myślimy mecz po meczu, a realne i konkretne cele wyznaczymy sobie po całej rundzie. Wtedy będzie więcej wiadomo.

Ż: Byle jak najwyżej.

Michał Zachodny

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu Regulamin sklepu Regulamin sklepu (2014) Polityka prywatności
Wzór odstąpienia od umowy sprzedaży