Aktualności

[WYWIAD] Marcin Brosz: Jesteśmy na początku drogi

Rozgrywki16.09.2020 
– Nas cieszy gra, widać po zawodnikach w przerwie czy po meczu, że mają z tego radość. Piłka ma dostarczać właśnie takie emocje. Oczywiście, że przyjdzie trudny moment, ale to też będzie ciekawe – mówi Marcin Brosz, szkoleniowiec Górnika Zabrze, lidera PKO Ekstraklasy po trzech kolejkach i zespołu, który na tle ligi wyróżnia się wysokim pressingiem.

Co się zmieniło, że Górnik Zabrze gra tak agresywnym, wysokim pressingiem?

Odpowiedź jest prosta, którą podkreślamy za każdym razem: chcemy, by trybuny podczas meczu Górnika były wypełnione, jak tylko to możliwe przy obecnych ograniczeniach. Mecz ma być świętem i nie są to dla nas puste słowa. Wjeżdżając do Zabrza w dniu spotkania widzimy samochody z logo Górnika, taksówki z flagami… Dla tego miasta i regionu to wydarzenie. Po to wybudowany został stadion, by go wypełniać. A my chcemy robić dobre widowiska, by to nie był tylko mecz, ale coś o czym będzie się mówiło. Żeby tak się stało, to musimy grać do przodu, by tych sytuacji było dużo, ale… nie tylko dla nas. Patrząc nawet na mecz z Lechią Gdańsk, to on otworzył się od szesnastej minuty, była sytuacja dla nas, dla rywali i wtedy trybuny jeszcze mocniej zaczęły nas wspierać.

Czy kwestie związane z możliwościami drużyny także miały znaczenie?

Cały czas szukamy rozwiązań. To wzięło się z profilu piłkarzy, których mieliśmy i obecnie mamy do dyspozycji. Ciężko byłoby nam zastąpić Igora Angulo jeden do jednego, dlatego wyszliśmy z założenia, że te akcenty ofensywne chcemy podzielić na więcej zawodników. Teraz wykorzystujemy całą kadrę. Podkreślaliśmy cały czas, że niektórzy młodzi zawodnicy potrzebowali więcej czasu. Do pierwszego składu wrócił Adrian Gryszkiewicz i bardzo dobrze się wprowadza. Cieszymy się z tego, że coraz pewniej radzi sobie Daniel Ściślak. Inni powracali z wypożyczeń pierwszoligowych. Decyzję o zmianie podjęliśmy patrząc na to, co może nas czekać. Wiemy, że przyjdą ciężkie momenty, ale Górnik ma być rozpoznawalny i mieć swoją twarz.

Pozwolę sobie wrócić do początku roku, gdy Górnik w ramach przygotowań zagrał sparing z Red-Bull Salzburg. Skończyło się porażką, a Paweł Bochniewicz jeszcze po kilku miesiącach opowiadał mi pod jakim wrażeniem byli pana piłkarze tego wysokiego pressingu. Czy tamto spotkanie odegrało jakąś rolę przy decyzji o zmianie taktyki?

Pan wspomina o Salzburgu, a ja mam w głowie niedawną wizytę we Freiburgu. Chcemy rozwijać cały klub, więc musimy przyglądać się tym, którzy grają w Europie i też grać z nimi. To dla nas najważniejsze, choć nie tylko dla pierwszego zespołu. W odniesieniu do zawodników, często chcemy pokazać im coś przed monitorem, przy tablicy, na treningu, ale zupełnie inny jest efekt, gdy oni się z tym zmierzą na boisku. We Freiburgu zagraliśmy całą rzeszą młodych chłopaków i to doświadczenie będzie ogromnie procentowało, a efekty zbierzemy za jakiś czas. Oczywiście, że wizyta w Salzburgu to też możliwość przyjrzenia się organizacji, infrastrukturze, szkoleniu. Ale w szczególności zależało nam korzyści dla pierwszego zespołu, poznania tego, jak oni szukają rozwiązań. Jesteśmy bardzo wdzięczni gospodarzom tych wyjazdów, że podeszli do nas w sposób tak otwarty i cierpliwy.

Martin Chudy po tym ostatnim spotkaniu towarzyskim mówił, że Górnik podchodził wysokim pressingiem, ale Freiburg był za mocny i potrafił wyprowadzić skuteczny atak.

Dla mnie było bardzo ważne, że przeciwnik grał w najlepszym możliwym składzie. Wtedy takie mecze dostarczają bardzo cennych uwag, wyznaczają ścieżkę rozwoju. Nie wszystko uda nam się wytrenować i wyćwiczyć już teraz, ale to są momenty do których będziemy wracali. Widzieliśmy, jak potrafili grać z nami Salzburg i Freiburg, dostrzegliśmy nowe możliwości.

Dlaczego więc tak rzadko oglądamy polskie drużyny grające wysokim pressingiem?

Mogę mówić tylko o Górniku, bo tu pracuję i mam na drużynę wpływ. Chcemy tak grać, ale zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy na początku drogi. Próbujemy i widzimy, że przed nami jeszcze dużo pracy po tych trzech meczach. W Mielcu to Stal miała pierwszą okazję, w ostatnim spotkaniu była szansa Conrado dla Lechii. Musimy wciąż się rozwijać indywidualnie i jako zespół. Na dzisiaj nasz pomysł na grę jest taki, uwarunkowany profilami zawodników, chęcią atakowania. Czy w razie problemów wycofamy się z pressingu? Jesteśmy dopiero po czterech spotkaniach, włącznie z pucharowym, które to rozgrywki traktujemy bardzo poważnie. Mamy swoje wnioski, ale ciężko jest wyciągnąć tak daleko idące spostrzeżenia. Nas cieszy gra, widać po zawodnikach w przerwie czy po meczu, że mają z tego radość. Piłka ma dostarczać właśnie takie emocje. Oczywiście, że przyjdzie trudny moment, ale to też będzie ciekawe. Staramy się na to przygotować, by wiedzieć jak zareagować.

Czy ciężko było przekonać panu zawodników do wysiłku i ryzyka jakie niesie za sobą gra w wysokim pressingu? Przypomina mi się sytuacja z początku meczu z Lechią, gdy Michał Koj przewrócił Flavio Paixao przy dalekim zagraniu za obronę Górnika. Był on ustawiony kilkanaście metrów za linią środkową i na połowie przeciwnika, a jednocześnie był ostatnim z pańskich zawodników.

Chłopcy bardzo chcą się rozwijać. Zawsze mają pytania o to, jak mają zachować się w tym, czy innym momencie. Jeśli więc widzą spójność, że nasz pomysł na grę może zafunkcjonować, to nie jest trudno ich przekonać. Ale koniec końców każdy z nas chce wygrywać i ten pressing, ta gra jest właśnie po to.

Mówiąc ogólnikowo, polskiego piłkarza nie uważa się za takiego, który chciałby ryzykować, zostawiać przestrzeń za swoimi plecami.

Mam na to jedno określenie: to stereotyp. Naprawdę nie szufladkujmy tak naszych piłkarzy. Będą wracał do meczu w Niemczech i proszę mi wierzyć: słuchałem zawodników, jak po spotkaniu rozmawiają ze sobą, dzielą się wrażeniami i to, co działo się na boisku było jedynym tematem. Jak robił to Freiburg, jak zachowywali się ich piłkarze. Potem przychodzą treningi, chcemy coś wyegzekwować, a nasi chłopcy jeszcze sami coś od siebie dorzucają. Dlatego nie wszystko trzeba wykonać w formie nakazów. Oni sami czują i widzą, gdzie są ich możliwości. Piłka cały czas się rozwija i to, co było dobre wczoraj może nie przydać się za tydzień. Każdy z nas musi reagować, tyczy się to trenerów oraz zawodników.

Czy w przekonaniu piłkarzy pomogło to, że patrząc na ligi zagraniczne, topowe drużyny w zasadzie ten wysoki pressing jest wszechobecny?

Oczywiście, że tak. Każdy z nas patrzy na mecze innych lig, wydarzenia w Lidze Mistrzów czy Lidze Europy. I my też chcemy tak pracować, więc zadajemy sobie pytanie: jak to osiągnąć? Stąd wyjazdy o których rozmawialiśmy.

Górnik z tego sezonu ma inne oblicze niż w poprzednim sezonie, niż dwa lata temu i tuż po powrocie do Ekstraklasy. Czy te zmiany stylów pozwalają również panu rozwijać się jako trenerowi?

Zdecydowanie. Wymagając od klubu i zespołu muszę wymagać również od siebie. Rozwijamy się jako trenerzy, jeździmy i podglądamy najlepsze kluby. Mamy to trochę ułatwione, bo wielu zawodników z Górnika wyjechało do innych krajów, lig, w tym ostatnio Damian Kądzior do Hiszpanii. To praca zespołowa, a byli zawodnicy nam pomagają. Mamy łatwiejsze dojścia, które staramy się wykorzystać. Samemu pojechać, podpatrzeć, jako drużyna, albo nawet porozmawiać telefonicznie, by posłuchać, co tam się dzieje.

Ma pan obawy, że przyjdzie moment, gdy przeciwnik wykorzysta wolne przestrzenie za linią obrony, ominie pressing i wtedy zespół intuicyjnie się cofnie, nie chcąc dalej ryzykować?

Trudne momenty są wliczone w nasz system. Co więcej, one były już w tych spotkaniach, które rozegraliśmy, więc nie możemy patrzeć wyłącznie przez pryzmat tego, że wszystko nam się udaje. Obserwujemy, jaki przeciwnik będzie miał na nas plan, a wtedy przygotowujemy nasz drugi scenariusz. To proces, bo każdy kolejny mecz przynosi nowe rozwiązania. Ja to nazywam rozwojem. Podkreślam: czym więcej treningów, przygotowanych rozwiązań, tym lepiej zareaguje zawodnik. Pracujemy tak, by być gotowym na wiele scenariuszy.

Trenerzy różnie określają styl związany z wysokim pressingiem. Co on oznacza dla pana?

Mieszkamy w takim regionie w którym wszyscy szanują ciężką pracę. I pressing jest dla mnie pracą. Chcę, by kibice zawsze dostrzegali ją w Górniku i doceniali to, nawet po meczach, które przegrywamy. Jeśli będzie włożony wysiłek, to moi zawodnicy i tak dostaną brawa. W pracę trenera i piłkarzy porażki także są wkalkulowane, czasem trzeba będzie uznać wyższość przeciwnika. Jednak chcemy pracować na maksimum możliwości, by fani widzieli wykonaną przez nas pracę. By Górnik stał się lepszy musimy codziennie się rozwijać. To nasze credo do którego często wracamy.

Rozmawiał Michał Zachodny

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności