Aktualności

[WYWIAD] Maciej Sadlok: Liczymy na drugi happy end, tym razem na boisku

Rozgrywki05.04.2019 

– Kibice docenili determinację na boisku i zobaczyli, że nam też zależało na przetrwaniu klubu. Nazwali nas zawodnikami z charakterem. To znaczy bardzo wiele i mam nadzieję, że takim zespołem już dla nich pozostaniemy – mówi Maciej Sadlok, obrońca Wisły Kraków, która w sobotę o godzinie 18:00 podejmie wicelidera ekstraklasy – Piast Gliwice.

Tak emocjonującego sezonu w karierze chyba pan jeszcze nie miał?
To prawda. Ten sezon dla Wisły i jej kibiców jest bardzo niecodzienny i niesamowity. To, co się wydarzyło w klubie i wokół niego, to wielka huśtawka nastrojów. Były chwile ciężkie, a nawet bardzo ciężkie, ale w końcu słońce wyszło zza burzowych chmur. Teraz jest zdecydowanie lepiej.

Czy mieliście myśli, że jednak się nie uda?
Chyba każdy z nas musiał brać to pod uwagę, że może nie udać się ratowanie klubu. Staraliśmy się poprzez postawę na boisku, a także poza nim pokazywać wiarę, że Wisła przetrwa. Na szczęście klub żyje, oddycha, a my możemy dalej dla niego grać. Piłka nożna sama w sobie jest nieprzewidywalna. Takie historie, jaka nasza w tym sezonie pokazują, że trzeba wierzyć do ostatnich chwil i po prostu zająć się tym na czym najlepiej się znamy, czyli grą. Dla nas to, że solidnie trenowaliśmy, wychodziliśmy na mecze skoncentrowani, pomimo trudnych momentów, zakończyło się szczęśliwie, choć wcale nie musiało. Nasza cierpliwość została nagrodzona.

Mogliście po prostu złożyć wnioski o rozwiązanie kontraktów, ale tego nie zrobiliście. Co was przekonało, że jeszcze nie wszystko stracone?
Wisła jest specyficznym klubem, jeśli chodzi o przywiązanie. W sztabie pracują te same osoby od wielu lat. Są też byli zawodnicy, jak choćby dyrektor sportowy Arkadiusz Głowacki. Dlatego tym bardziej zależało nam, by zachować się tak, jak od nas oczekiwano. W drużynie jest też grono piłkarzy, jak Paweł Brożek, Rafał Boguski czy Łukasz Burliga, którzy od lat grają na Reymonta, tu właściwie piłkarsko się wychowywali. To też nakręcało innych zawodników, by nie wykonywali nerwowych ruchów, gdy widzieli jak nam zależy na losie klubu i ile dla nas znaczy Wisła. Z naszej strony była wiara i chęć, by nie okazywać słabości. Przetrwaliśmy i to się najbardziej liczy.

Pan w Wiśle jest piąty sezon. Niewielu piłkarzy jest tu dłużej.
Ja też jestem szczęśliwy, że tyle czasu już w tym klubie spędziłem i dalej będę mógł tu grać. Wisła to dla mnie ważne miejsce.



Kiedy uwierzyliście, że Wisła przetrwa?
Było kilka momentów, które dawały nadzieję, że będzie lepiej. My też czytamy, co się dzieje i dochodziły do nas coraz lepsze informacje. Zresztą w tym czasie właściwie w każdym liczącym się portalu można było przeczytać, co się w klubie zmienia. Dochodziło do nas czasem z dnia na dzień lub z godziny na godzinę, że nadchodzą słoneczne dni dla Wisły. Dzięki temu człowiek też odżywał i uwierzyliśmy, że się uda.

Pomogliście też postawą na boisku. Kibice bardzo to docenili.
Wiele złych historii się pokończyło, a my dołożyliśmy od siebie to, co potrafimy najlepiej, czyli grę i walkę. Wyniki były różne, ale kibice widzieli determinację na boisku. Chcieliśmy im w ten sposób podziękować za wsparcie i pomoc. Ludzie to docenili i nazwali nas zawodnikami z charakterem. To znaczy bardzo wiele i mam nadzieję, że takim zespołem już dla nich pozostaniemy.

Wisłę uratowało nie tylko zaangażowanie Jakuba Błaszczykowskiego czy Jarosława Królewskiego, ale także wiele oddolnych akcji fanów drużyny.
Kibice Wisły są niesamowici! Nieraz pokazali, że kiedy klub jest w trudnej sytuacji, to potrafią się skonsolidować i zrobić bardzo wiele, by pomóc. To dotyczy zarówno zwykłych kibiców, jak i takich, którzy mogą wyłożyć większe pieniądze. Ratowanie klubu wręcz ich nakręcało, co chwilę powstawały nowe inicjatywy, by wspierać Wisłę. To pokazuje, jaki dobry klimat dla piłki jest w Krakowie. Cieszę się, że tyłu kibiców pojawiło na ostatnich meczach i mam nadzieję, że to się utrzyma. To niezwykła przyjemność, by grać przy pełnym stadionie.



Ostatnio kibice pękali dzięki wam z dumy, kiedy wygraliście derby, a potem z Legią Warszawa.
Dla ludzi w Krakowie mecze z Cracovią i Legią są najważniejsze. Wygraliśmy derby Krakowa po raz czwarty z rzędu, a do tego pokonaliśmy mistrza Polski. Często mówimy, że za każde zwycięstwo są takie same trzy punkty, ale te wygrane mają dla nas zawodników też duże większe znaczenie. Do tego mecze były widowiskowe i świetne dla kibiców.

Ale w środę przytrafiła się wam porażka 3:4 z Zagłębiem Sosnowiec, która skomplikowała walkę o miejsce w grupie mistrzowskiej.
A już myślałem, że zakończyliśmy temat meczu w Sosnowcu (śmiech). Byliśmy przygotowani na trudny mecz z Zagłębiem i wiedzieliśmy, że przed nami nie klęknie. Niestety, przegraliśmy i zostały nam dwa spotkania, by znaleźć się w grupie mistrzowskiej. Piłka znów okazała się nieprzewidywalna. Zagłębie walczy o życie i każdy punkt stara się wyszarpać. Po tym, jak klub przetrwał, liczymy na drugi happy end, tym razem na boisku.

W sobotę podejmujecie Piasta Gliwice, czyli najlepszą drużynę wiosną.
Piast gra bardzo dojrzałą piłkę i ma wyrównaną kadrę. Widać to w przekroju całego sezonu. Nie ma tam miejsca na przypadek. Dlatego dla nas te punkty byłyby bardzo ważne i znacząco przybliżyły do grupy mistrzowskiej. Nie możemy czekać na ostatni mecz rundy zasadniczej z Zagłębiem Lubin, bo wtedy może już być za późno. Trzeba wygrać teraz.

Rozmawiał Robert Cisek

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności