Aktualności

[WYWIAD] Leszek Ojrzyński na życiowym zakręcie. „Powoli dochodzę do równowagi”

Rozgrywki28.03.2020 
– Wyznaję zasadę, że wszystko dzieje się z jakiegoś powodu. Nie wierzę w przypadki, wierzę w opatrzność. Takie sytuacje jak pandemia koronawirusa, czy w moim przypadku śmierć bliskiej osoby, mają coś na celu – mówi w szczerym wywiadzie z Łączy Nas Piłka były trener Wisły Płock, Arki Gdynia, Korony Kielce, czy Górnika Zabrze Leszek Ojrzyński.

Jest pan obecnie w Liverpoolu u swojego syna. Czy pandemia koronawirusa mocno zmieniła życie Anglików?
Teraz dopiero zrobiło się poważnie, bo rząd podjął środki bezpieczeństwa, aby zapanować nad pandemią. Pozamykano sklepy, z wyjątkiem spożywczych. Tak samo puby, które i tak długo były otwarte w porównaniu z Polską. Gdy u nas władze zdecydowały się na radykalne kroki, tam normalnie wszyscy żyli. Ludzie chodzili do pubów, uczniowie do szkół. W kilka dni sytuacja zmieniła się diametralnie, przypomina to, co przerabiamy w Polsce. Można tylko raz dziennie wychodzić na spacer w nie więcej niż dwie osoby. Zmiany w funkcjonowaniu angielskich miast, społeczeństwa widoczne są na każdym kroku. Wcześniej, kto mógł to spacerował, a pogoda temu sprzyjała – piękne słońce, kilkanaście stopni na plusie. Ludzie siadali na trawie i rozkoszowali się słońcem. Na ulicach jest mniejszy ruch, zamarło sportowe życie. Nic się nie dzieje. Sportowcy trenują jedynie indywidualnie w domach. Świat się wyciszył i Anglia się wyciszyła.

Długo Anglikom zajęło zamknięcie się w domach.
Na początku wyglądało to bardzo dziwnie... Politycy mówili różne rzeczy, w końcu doradcy premiera Anglii zwrócili mu uwagę na to, jak niebezpieczny jest koronawirus, jakie skutki może spowodować, gdy w porę się nie zareaguje. Musieli więc wyciszyć Anglików, bo ci sami z siebie tego by nie zrobili. Za bardzo lubią towarzyskie życie. Przecież ich rozrywka to przesiadywanie w pubach od rana do wieczora. Gdyby rząd w porę nie zareagował, ludzie ot tak nie zrezygnowaliby ze swoich przyzwyczajeń. Ktoś musiał to ukrócić. Mam tylko nadzieję, że Anglia szybko poradzi sobie z koronawirusem.



Anglia bez piłki nie jest tym samym krajem?
Nie jest, nie jest... Życie Anglików przepełnione jest rozmowami o piłce. Większe i mniejsze miasta tętnią futbolem. Teraz kibice nie mogą się spotkać i podyskutować o ostatniej kolejce. A te ich dyskusje to było cała esencja. Nawet jeśli by się spotkali, to o czym rozmawiać, skoro sezon w zawieszeniu? Dobrze, że są media społecznościowe, przynajmniej ludzie mogą podpatrzeć kto jak trenuje w domu. Zawsze to jakaś namiastka piłki. Ale to nie to samo, co weekend meczowy, gdy wszystkie stadiony od Premier League po niższe ligi zapełniają się kibicami, gotowymi na emocje. Mecze w Anglii to jedno, potem zaczyna się dogrywka – komentarze, analizy i tak do weekendu. Nic dziwnego, że próbują różnych rozwiązań. Trzeba jakoś zabijać czas w oczekiwaniu na mecze. Na przykład w czwartek rano widziałem w telewizji, jak Everton połączył się ze swoimi kibicami przez Skype'a. Uważam, że dla nas wszystkich to dobry czas, żeby ponadrabiać zaległości. Skupić się na innych rzeczach. Wracając do piłki – Liverpool ma zamiar w następny piątek wznowić treningi grupowe. I tak przesunęli to o tydzień, bo wstępna wersja zakładała piątek 26 marca.

Aktualna sytuacja skomplikowała wasze plany?
Mieliśmy być z synem w Polsce. Kuba został powołany do reprezentacji Polski na turniej eliminacyjny U-17 w Swarzędzu. Siedzę obecnie na obczyźnie, trenujemy z synem we własnym zakresie. Niestety dla niego, bo w tych tygodniach miał być na zajęciach z pierwszym zespołem. Dostał sygnał, że cały czas będzie przy pierwszej drużynie. Koronawirus zmienił wszystkie plany.

Ostatnie miesiące nie były dla pana łatwe. Dwa miesiące temu zmarła pańska żona. Pogodził się pan już z tą stratą? Da się w ogóle?
To jeszcze potrwa. Są lepsze i gorsze dni. Pojawiają się pytania bez odpowiedzi. Tym bardziej żałuję, że nie mogę być teraz w Polsce z córką, której chciałbym pomóc. Dobrze, że ma przy sobie najbliższych – babcię, dziadka, chrzestnego. Muszę poświęcić swój czas dzieciom. Tak jak poświęcałem się pracy, do której mam nadzieję, że niedługo wrócę. Co by nie mówić, obecnie ciężko jest wszystkim. Upadają firmy, ludzie chorują i umierają. Tragiczne dni dla świata. Obyśmy to przetrwali, oby życie jak najszybciej wróciło do równowagi. Ciężko będzie później mówić o normalności, bo świat się bardzo zmienił, gospodarka dostanie po tyłku. Niektóre kraje mogą mieć problemy.



Słyszę głosy, że potrzebne nam było takie przewartościowanie świata. Ludzie wierzący mogą doszukać się w tym boskiej ingerencji.
Wyznaję zasadę, że wszystko dzieje się z jakiegoś powodu. Nie wierzę w przypadki, wierzę w opatrzność. Takie sytuacje jak pandemia koronawirusa, czy w moim przypadku śmierć bliskiej osoby, mają coś na celu. Tłumaczę sobie, że żona ma „tam” lepsze życie. Życie bez problemów. My jesteśmy na ziemi, ona w niebie, za jakiś czas znów się spotkamy. Wiemy, jak my, Polacy, zareagowaliśmy po śmierci Jana Pawła II. Byliśmy zjednoczeni, ale na krótko. Inny przykład: katastrofa smoleńska. W takich chwilach człowiek przewartościowuje życie. Potem jednak większość z nas wracało do normalnego życia. Niekoniecznie pozytywnej normalności. Dużo w nas ostatnio jadu i nienawiści, może teraz będzie tego mniej? Pożyjemy, zobaczymy...

Osobisty dramat mocno pana zmienił?
Staram się wrócić do psychicznej równowagi, ale nie da się zapomnieć o stracie bliskiej ci osoby. Być może praca pomoże mi w uzyskaniu tej równowagi. W otoczeniu ludzi, kiedy coś się dzieje, człowiek mniej myśli o dramacie. Mogę wyglądać tak jak przed śmiercią żony, lecz nigdy nie będę już taki sam. Bo zmieniony wewnętrznie. Ale jestem dobrej myśli, wierzę w Boga i mam świadomość, że swoim życiem pracuję na spotkanie z Bogiem. Moja żona była dobrym człowiekiem, zasłużyła sobie na niebo. Wiem, co mówię, znam ją 20 lat. Robiła wiele dobrego dla innych. W ostatnich tygodniach przed śmiercią bardzo cierpiała. Robiłem wtedy za pielęgniarza – podawałem jej zastrzyki z morfiny i inne sterydy. Swoje przeżyłem. Nie żałuję tego, bo jestem i byłem po to, żeby być jak najbliżej Urszuli. Jest inaczej, została pustka. Ciężki okres, trzeba to przeżyć. Wszedłem na ścieżkę, żeby czynić dobro. Zobaczymy gdzie życie i Bój mnie pokierują. Ja jestem „oczekujący”. A jeśli zdrowie dopisze, to damy sobie radę.



Pustkę najlepiej zapełnić czymś, co się lubić, choćby emocjami sportowymi. Tyle, że w obecnej sytuacji pustka się powiększa, bo jesteśmy wszyscy w stanie zawieszenia.
Chciałbym w tym miejscu podziękować piłkarzom, działaczom, kibicom wszystkich klubów, w których pracowałem, przede wszystkim Arki Gdynia, Wisły Płock i Korony Kielce. Swoimi akcjami, gestami wsparcia, podtrzymywali mnie na duchu. Dali mi sygnał, że mogę na tych ludzi liczyć. Koszulki z dedykacją dla mnie i dla mojej żony, transparenty, minuta ciszy – wielka sprawa! Te wszystkie gesty na pewno zostaną w moim sercu. Dzięki nim w tych trudnych chwilach było choć przez moment przyjemniej. Bardzo się wzruszyłem. Dziękuję zawodnikom, którzy byli na pogrzebie i wspierali nas w walce z chorobą żony. Człowiek sobie uświadamia, że nie pracuje dla pieniędzy, aby spełniać marzenia, wie, że dobro wraca i może liczyć na innych. Tym ludziom będę wdzięczny do końca życia. Niech wiedzą, że kiedy zajdzie potrzeba mogą na mnie liczyć.



Kibice Arki zapamiętali pana jako dobrego trenera, a nade wszystko dobrego człowieka. To chyba najważniejsze?
Oni się super zachowali. I prawdą jest, że trenera docenia się po czasie. Z Arką trochę tych trudnych chwil razem przeżyliśmy, być może to nas tak złączyło. Mamy co wspominać. Przyznam się, że miałem zapytania z Arki. Zresztą byłem na meczu żółto-niebieskich w Gliwicach z Piastem. Spotkałem się z chłopakami. Porozmawialiśmy. Byłem też wcześniej na meczu Wisły Płock z Rakowem Częstochowa. Korzystałem z okazji, że mecze były w środku tygodnia. Przy okazji pozałatwiałem kilka spraw. Po drodze odwiedziłem sanktuarium maryjne na Jasnej Górze. Do Arki się nie wybieram... na razie. Arka ma swoje problemy – jest niejasna sytuacja właścicielska. Nie wiadomo kto będzie dalej rządził klubem. Pojawiły się kłopoty z płynnością finansową. Mam nadzieję, że Arka poradzi sobie z przeciwnościami. Trzymam za nią kciuki. A, miałem nawet w planach odwiedzić Gdynię w przerwie reprezentacyjnej. Plany planami – z Anglii długo się nie wydostanę. Święta spędzę w innym kraju. Nie dość, że bez żony, to jeszcze bez córki, zostaliśmy rozłożeni na łopatki.

Rozmawiał Piotr Wiśniewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności