Aktualności

[WYWIAD] Krzysztof Warzycha: Ruch ma charakter i stać go na utrzymanie w elicie

Rozgrywki16.05.2017 
Takie postacie, jak Krzysztof Warzycha, budują markę polskiej ekstraklasy. Legenda dwóch klubów – Ruchu Chorzów i Panathinaikosu Ateny wróciła na Cichą w roli szkoleniowca, by pomóc zasłużonej marce w uratowaniu ligowego bytu. Mimo problemów, popularny „Gucio”, 50-krotny reprezentant Polski, trzykrotny król strzelców greckiej ekstraklasy, jednokrotny polskiej z optymizmem zabrał się do pracy w Ruchu, któremu – jak sam podkreśla – wiele zawdzięcza. Dzisiaj o godzinie 20:30 „Niebiescy” zmierzą się w niezwykle ważnym meczu z Piastem Gliwice.

Kiedy pojawił się Pan pierwszego dnia w Ruchu w roli trenera, to przeszło przez głowę pytanie „Co ja tutaj robię?”.
Krzysztof Warzycha:
Dobrze znałem drużynę „Niebieskich”,  a będąc w Grecji oglądałem jej wszystkie mecze. Na bieżąco śledziłem całą ligę polską, a w Chorzowie pojawiłem się, kiedy Janusz Paterman został wybrany po raz pierwszy prezesem. Obserwowałem mecze, treningi i wiem doskonale, na co stać Ruch. Gdy przyjąłem propozycję ze swojego dawnego klubu zaznaczyłem, że koncentruję się na kwestiach boiskowych.

Czy wywalczenie utrzymania to nie Mission Impossible?
Klub ma swoje problemy, dość poważne, i nie da się tego ukryć, ale sztab szkoleniowy i zawodnicy muszą robić swoje. Znam doskonale tutejsze środowisko, historię Ruchu, więc nie miałem żadnych problemów z aklimatyzacją. Zdaję sobie sprawę, że kibiców zaskoczyło postawienie na Krzysztofa Warzychę, bo brakowało mi doświadczenia szkoleniowego w polskiej ekstraklasie. Nie boje się jednak odpowiedzialności i wierzę w swoich podopiecznych. Ruch stać na to, by na boisku się w elicie utrzymać.

Nie widzi Pan apatii w zespole na treningach?
Po trzech tygodniach mam jak najlepsze zdanie o zawodnikach, ich podejściu do zawodu piłkarza. Każdy, nawet ci, którzy nie mieścili się ostatnio w osiemnastce meczowej, dawali z siebie wszystko.



Trudniej się pracuje z piłkarzami greckimi czy polskimi?
To zależy też od trenerów. Grecy nigdy się nie poddają, posiadają taki boiskowy charakter. Ruch jednak na co dzień, od wielu lat zmaga się z różnymi przeszkodami, ale i tak udaje mu się utrzymać ekstraklasę. Po spotkaniu z Zagłębiem Lubin, pechowo zremisowanym 1:1, kibice nagrodzili nas oklaskami, a to znaczy, że widzą, że walczymy i gramy coraz lepiej.

Gdy występował Pan w Grecji, tę ligę i naszą dzieliła przepaść finansowa. Jak to wygląda teraz?
W Grecji kluby nie dysponują takimi budżetami, jak przed kryzysem. Opóźnienia z wypłatami to norma, nawet w takich klubach, jak Panathinaikos Ateny. Stadionami, infrastrukturą wyprzedziliśmy Helladę zdecydowanie. Tam tylko Olympiakos i PAOK mają nowoczesne obiekty, bazy, co widać też po osiągnięciach. W Polsce równie lepiej pokazuje się futbol w telewizji.

Naprawdę kryzys w Grecji odcisnął takie piętno na futbolu?
Piłka nożna to dziedzina życia i kiedy Grekom wiodło się lepiej, kluby stać było na więcej, wydawanie duże kasy na transfery i płacenie sporych sum gwiazdom. Trzeba było to zredukować, choć można powiedzieć, że Olympiakos i PAOK poradziły sobie nawet w trudnym okresie, utrzymując finanse na wysokim poziomie.

Panathinaikos dołączy do tego duetu?
W klubowej kasie brakuje funduszy, planuje się kolejne cięcia, obędzie się bez szaleństwa w transferach i widać, że kładzie się nacisk na wychowanków z klubowej akademii.



Grecja wykorzystała wizerunkowo i marketingowo fakt, że reprezentacja triumfowała w EURO 2004 w Portugalii?
Chyba nie do końca. Od razu po tym złocie nastąpił boom, ale trwał krótko i wszystko się rozpłynęły. Plany wyglądały fajnie, lecz nie zostały zrealizowane. Kadra parę dobrych lat utrzymywała się na dobrym poziomie, kwalifikowała się do największych imprez, ale potem popadła w marazm. Kibiców strasznie zabolały porażki z Wyspami Owczymi i teraz znowu mogą żyć walką o awans do finałów MŚ 2018. Grecję czeka w czerwcu arcyważny wyjazdowy bój z Bośnią i Hercegowiną. Rywal jest mocny, ale po remisie z Belgami w Atenach liczy się na kolejny korzystny rezultat.

Jak Pan ocenia greckiego napastnika z Benfiki Lizbona, Kostasa Mitroglou?
Kostas znajduje się na fali. Nie poszło mu kiedyś w Anglii, w przeciętnym Fulham, a uchodzi za gwiazdę w znacznie mocniejszej Benfice Lizbona. W Portugalii jest podobny klimat jak w Grecji, podobny styl życia. W Anglii nie miał kolegów, brakowało mu wsparcia i szybko się zniechęcił. W kadrze ostatnio nie zawodzi i na nim opierają się nadzieje fanów Hellady na sukces.

Jak polski futbol oceniany jest w Grecji?
Kiedyś więcej polskich piłkarzy występowało w Grecji, teraz w najwyższej lidze nie ma nikogo. To o niczym jednak nie świadczy, a najlepsi z naszych reprezentantów bronią barw klubów z topu. Kiedyś, kiedy byłem skautem, Panathinaikos podchodził pod Roberta Lewandowskiego. Oglądaliśmy go z dyrektorem klubu w meczu Lecha Poznań. Rok później „Lewy” przeniósł się do Borussii Dortmund. Przed finałami EURO 2016 Mariuszem Stępińskim interesował się z kolei AEK Ateny, lecz nie było go stać na dokonanie transferu. Dziś w Grecji podziwia się reprezentację Polski, a „Lewy” cieszy się niesamowitym uznaniem fanów. Tam też kibice uwielbiają napastników strzelających dużo goli.



Czy był taki trener w Pana karierze piłkarskiej, na którym by się Pan teraz wzorował?
Zawsze rozpisywałem sobie treningi, szczególnie z okresów przygotowawczych. Trochę tych notatek się uzbierało i wydaje mi się, że od każdego szkoleniowca czegoś można się nauczyć. Nie tylko chodzi jednak o trening, ale i o podejście do zawodników. Zetknąłem się z różnymi filozofiami prowadzenia drużyn i wydaje mi się, że lepsze wyniki osiągano, gdy piłkarze nie bali się trenera, mieli z nim lepszy kontakt.

Kto jak kto, ale Krzysztof Warzycha nie miał problemów ze szkoleniowcami…
Nie miałem, taki charakter. Szkoda tylko, że bardziej nie walczyłem o to, by w kadrze wystawiano mnie w ataku, nie na pomocy. W Panathiniakosie świetnie szło mi na szpicy, strzelałem gole, przyjeżdżałem na reprezentację i nic. Wracałem do klubu i znowu trafienia… Gdybym uderzył pięścią w stół, może odniosłoby to efekt, lecz ja cieszyłem się z każdego powołania, meczu w drużynie narodowej. Traktowałem to jako wyróżnienie i zaszczyt, nie było mowy o obrażaniu się.



Za Pana czasów w kadrze roiło się od wspaniałych piłkarzy, ale bez przełożenia na wyniki. Dlaczego?
Dziekanowski, Furtok, Leśniak, Kosecki do przodu, Tarasiewicz, Urban, Prusik, Rudy do dogrywania, i mógłbym wymieniać dalej… Roiło się od gwiazd, ale nie tworzyliśmy zespołu. Szkoda, że nie urodziliśmy się 15 lat później, ale weźmy pod uwagę w naszym przypadku okres transformacji ustrojowej. Wtedy piłka nie była zorganizowana w Polsce tak, jak powinna, a graliśmy pod ogromnym obciążeniem. Tak widocznie musiały się ułożyć nasze losy, a ja zawsze będę dumny z tego, że reprezentowałem Polskę.

Rozmawiał Jaromir Kruk

FOT: www.400mm.pl

KRZYSZTOF WARZYCHA
Urodzony 17 listopada 1964 roku w Katowicach. Kariera piłkarska; Ruch Chorzów, Panathinaikos Ateny. W reprezentacji Polski w latach 1984-1997 50 meczów i 9 goli. Sukcesy: z Ruchem mistrz Polski 1989, król strzelców ekstraklasy 1988/89, z Panathianikosem mistrz Grecji 1990, 1991, 1995, 1996, 2004, Puchar Grecji 1991, 1993, 1994, 1995, 2004, Superpuchar Grecji 1993, 1994, król strzelców ekstraklasy Grecji 1993/1994, 1994/1995, 1997/98. Kariera trenerska: Panathinaikos (asystent), Aigaleo, Fokikos, Kalithea, Fostiras, Omonia Nikozja (asystent), Ruch Chorzów.

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności