Aktualności

[WYWIAD] Krzysztof Drzazga: Cieszę się z hat-tricka, ale znam swoje miejsce w szeregu

Rozgrywki15.03.2019 
W Puszczy Niepołomice się odblokował, a w Wiśle Kraków błysnął hat-trickiem, pierwszym w historii swoich występów na poziomie ekstraklasy. Krzysztof Drzazga wrócił do „Białej Gwiazdy”, aby... –  Być sobą. Przebywanie w szatni z takimi zawodnikami, jak Błaszczykowski, Wasilewski czy Maciej Sadlok bardzo buduje – mówi piłkarz w rozmowie z Łączy Nas Piłka.

Trzy lata minęły, a ty znów w Wiśle. A może w końcu?
Na pewno warto było tyle czekać. Czas między Wisłą, a Wisłą z jednej strony minął szybko, z drugiej zaś trochę się to wszystko dłużyło. Co pół roku mój status piłkarski się zmieniał. Raz byłem zawodnikiem Stali Mielec, innym razem Chojniczanki Chojnice, a jeszcze innym Puszczy Niepołomice. Dopiero w Puszczy osiadłem na dłużej. I ten ostatni rok był dla mnie bogaty w pozytywne doświadczenia. Tam zacząłem więcej grać, regularnie strzelałem gole. To było mi bardzo potrzebne. Wiedziałem, że wcześniej, czy później, jeśli będę dostawał szanse, to bramki przyjdą. I przyszły.

Zadomowiłeś się w Niepołomicach?
Razem z narzeczoną dobrze się czuliśmy, mieszkając pod Krakowem, chociaż stąd nie pochodzimy. Niepołomice to przyjemne miejsce do życia. Polecam każdemu. Bliskość Krakowa też swoje robi. Sam Kraków także bardzo mi się podoba.

Puszczę jako klub też byś innym polecił?
Oczywiście. Ceniłem sobie współpracę z trenerem Tomaszem Tułaczem. Ta relacja dużo mi dała w tym sensie, że odważnie na mnie postawił. Sporo mu zawdzięczam. Także chłopakom z drużyny i ludziom z klubu. W czwartek pojechałem do Niepołomic kibicować im w meczu z Miedzią Legnica w Pucharze Polski. Zawsze będę trzymał kciuki za Puszczę. Spędziłem w niej najlepszy okres swojej kariery. Jestem dumny, że byłem częścią tej drużyny. Zostawiłem tam wielu przyjaciół. Życzę wszystkim, aby mieli okazję trafić do takiej szatni.



Trenerowi Tułaczowi odpłaciłeś się najlepiej jak mogłeś. Strzeliłeś siedem goli w rundzie jesiennej, byłeś wicekrólem strzelców Fortuna 1 ligi.
Forma przyszła z czasem, stopniowo rosła, w końcówce rundy czułem, że osiągnąłem apogeum. Ale to też zasługa tego, że bardzo dobrze wyglądaliśmy jako drużyna. W moim przypadku zaprocentowało to liczbą bramek.

W listopadzie cieszyłeś się z hat-tricka w pucharowym spotkaniu z KP Starogard Gdański. Trzy gole strzeliłeś również Koronie Kielce, tyle że już w ekstraklasie.
Uczucie nie do opisania! Nie przesadzę, gdy powiem, że był to mój najlepszy dzień w karierze. Ten hat-trick zostanie w pamięci na długo. Nie mogę jednak cały czas o nim myśleć, bo przed nami kolejne spotkanie, a to potyczka derbowa z Cracovią, czyli pojedynek o szczególnym znaczeniu. Wspomniany hat-trick przeciwko KP nie był moim pierwszym w historii. W IV lidze w barwach Górnika Polkowice strzeliłem cztery gole, wygraliśmy 6:2. W rezerwach Wisły też mi się zdarzyło ustrzelić hat-tricka. Ale ten w Starogardzie Gdański smakował bardziej. Mieliśmy piękną przygodę w Pucharze Polski, a kontynuacją była wygrana 3:1 z Wisłą Płock. Dotarliśmy do ćwierćfinału, to wielka rzecz!

Wielką rzecz zrobiła Wisła Kraków w ostatniej kolejce, pokonując Koronę w Kielcach aż 6:2. Narodziła się drużyna?
Mam nadzieję. Potrzebowaliśmy impulsu w postaci wygranej. Teraz powinniśmy pójść za ciosem. Trener Maciej Stolarczyk przewidywał, że wkrótce odpalimy. Też byliśmy tego świadomi. Do Kielc pojechaliśmy jak po swoje.



Zalążki lepszej gry Wisły widać już było w meczu z Pogonią Szczecin. Przegrywaliście 0:3, zdołaliście doprowadzić do stanu 2:3.
W ostatnich 30 minutach przeciwko Pogoni graliśmy już tak, jak zakładał trener. Tak jak w tym fragmencie meczu, mamy grać przez większość spotkania. No i ruszyło. Poza tym, w drużynie jest Kuba Błaszczykowski, którego przedstawiać nie trzeba. Wiadomo, jaką klasę sobą prezentuje jako człowiek i piłkarz. Kuba potrzebuje jeszcze chwili spokoju, przede wszystkim psychicznego. Jak już dojdzie do optymalnej dyspozycji, to będzie najlepszym zawodnikiem ekstraklasy, a nasze skrzydła będą najlepsze w lidze.

W Wiśle nie było dla ciebie miejsca, bo grał Zdenek Ondrasek. Teraz go nie ma. Wróciłeś, aby być jego następcą?
Wiem, że media tak sugerują. Tylko, że ja w Puszczy nie byłem dziewiątką, zresztą przez dłuższy czas nie występowałem na tej pozycji. W Wiśle też często byłem cofnięty. W Kielcach z Marko Kolarem zamieniliśmy się rolami, wyszło super. Jeśli mam zastąpić Ondraska, to ok. Nie przeszkadza mi to. Nie przyszedłem jednak do Wisły, aby być kopią kogoś jeden do jednego. Chcę być sobą. Przebywanie w szatni z takimi zawodnikami, jak Błaszczykowski, Wasilewski czy Maciej Sadlok bardzo buduje. To ważne persony w polskiej piłce. Praca z nimi każdego dnia musi procentować.



To jest twój czas, chwila, z której musisz wycisnąć ile się da?
Nie zamierzam popadać w hurraoptymizm po jednym hat-tricku. Fakt, wyszedł mi wyborny mecz, trzeba jednak skupić się na dalszej pracy. A tej pracy dużo zarówno przede mną, jak i całą drużyną. Bramki sprawiły za to, że ciśnienie ze mnie zeszło. Jestem ofensywnym piłkarzem, który potrzebuje liczb. Podświadomie źle się z tym czułem, że nie miałem jeszcze na koncie trafienia w ekstraklasie. Teraz od razu przyszły trzy. Powrót do ekstraklasy mam więc udany. Dalej będę tym skromnym Krzysztofem Drzazgą, który zna swoje miejsce w szeregu. Nie zamierzam się wychylać w szatni, swoją wartość chcę pokazywać na boisku.

Rozmawiał Piotr Wiśniewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności