Aktualności

[WYWIAD] Jakub Moder: W Lechu zawsze jest presja na wynik

Rozgrywki12.02.2020 
Jakub Moder marzył o grze w Lechu, a rodzice dowozili go na treningi do Poznania ponad 100 kilometrów. 21-letni pomocnik dopiął swego, gra w zespole z ulicy Bułgarskiej, a ostatnio strzelił pierwszego gola w ekstraklasie. – Od dziecka kibicowałem i jeździłem na mecze Lecha. Teraz mogę dla niego grać. Kilka marzeń udało mi się spełnić – przyznaje Jakub Moder.

Czujesz się wychowankiem Lecha?

Pochodzę z Drawska, ale nie tego znanego z poligonu, tylko wielkopolskiego, leżącego niedaleko Krzyża. Od zawsze kibicowaliśmy Lechowi, jeździliśmy na mecze i marzyłem, by w tym klubie grać. Najpierw jednak trafiłem do Warty. Na początku rodzice dowozili mnie dwa razy w tygodniu na treningi i na mecz. Z Drawska do Poznania to ponad 100 kilometrów. Potem zacząłem chodzić do gimnazjum sportowego nr 3. Tam były dwie klasy: jedna z uczniami trenującymi na co dzień w Lechu i druga Wielkopolskiego Związku Piłki Nożnej, w której byli chłopcy z mniejszych klubów, w tym z Warty. Wtedy rodzice uznali, że może coś ze mnie będzie, więc wynajęli mieszkanie w Poznaniu. I na zmianę przyjeżdżali, by się mną opiekować.

Zazdrościłeś, że nie jesteś w klasie Lecha?

Nawet nie, bo wtedy nasz rocznik w Warcie był lepszy. Częściej to my wygrywaliśmy z Lechem. Potem zawodnicy zaczęli przenosić się do Akademii we Wronkach. Nie myślałem wtedy, że przejdę do Lecha, choć bardzo tego chciałem.

A jednak tak się stało. Jakie były kulisy?

Zanim trafiłem do Lecha, byłem na testach w RB Lipsk i Energie Cottbus. W tym pierwszym klubie od razu usłyszałem, że mnie nie chcą, ale w drugim miałem dostać szansę. Sam jednak stwierdziłem, że nie chcę wyjeżdżać za granicę. Pojawiła się opcja Lecha – trenerzy z mojego rocznika znali mnie z kadry Wielkopolski. Po testach usłyszałem, że widzą mnie w drużynie. To było dla mnie spełnienie marzeń, jak awans do wyższej ligi. Nie ma co ukrywać, infrastruktura Warty nie dorównywała tej w Akademii Lecha. We Wronkach był internat i boiska. To był dla mnie sportowy awans, choć Wartę bardzo szanuję.

Przeszedłeś drogę od juniorów do pierwszej drużyny. W 2018 roku zdecydowałeś się na wypożyczenie do Odry Opole. To była twoja decyzja czy sugestia trenera?

Latem 2018 roku drużynę przejął Ivan Djurdjević, który zadzwonił do mnie i zasugerował, żebym poszedł na wypożyczenie. Podobnie zrobił na przykład Tymek Puchacz. Sam zdawałem sobie sprawę, że w wieku 19 lat nie czułem się na tyle gotowy, by grać w ekstraklasie. Uznałem, że to będzie dla mnie dobry krok, bo miałem nadzieję na regularne występy i zbieranie doświadczenia. Trafiłem do Odry, której trenerem był Mariusz Rumak. Nie znaliśmy się, bo gdy prowadził Lecha, jeszcze byłem w Warcie. Przejście do Odry był świetnym pomysłem. Rozegrałem tam ponad 30 spotkań. Zaczęliśmy świetnie, bo na początku byliśmy liderem, ale z czasem było coraz gorzej aż skończyło się stresem, czy się utrzymamy.

Wróciłeś do Lecha, ale na początku tego sezonu najpierw grałeś w rezerwach.

Mimo że między sezonami z zespołu odeszło 10 zawodników, to spodziewałem się, że nie wskoczę do razu do podstawowego składu. Konkurentem na moją pozycją był Pedro Tiba i zdawałem sobie sprawę, że trudno będzie wygrać z nim rywalizację. Grałem w rezerwach i utrzymywałem niezłą dyspozycję. Dostałem szansę w dwóch meczach Totolotek Pucharu Polski i chyba pokazałem, że warto na mnie stawiać.



Zacząłeś grać regularnie, a w ostatnim meczu strzeliłeś pierwszego gola w ekstraklasie. To był najważniejszy mecz do tej pory?

To była bardzo miła chwila i kolejne małe marzenie spełnione. Ale wspominam jeszcze spotkanie z Wisłą Kraków. To był mój pierwszy mecz w podstawowym składzie przy ul. Bułgarskiej i do tego wygrany aż 4:0. Jest jeszcze jedno spotkanie, które akurat wspominam negatywnie. To porażka z Legią w Warszawie, choć do 60. minuty prowadziliśmy 1:0. Zawsze oglądałem te mecze jako kibic, a w końcu mogłem w nim zagrać. Wtedy mnie to zabolało.

A czy zabolało cię, kiedy nie znalazłeś się w kadrze na młodzieżowe mistrzostwa świata U-20? Selekcjoner Jacek Magiera powoływał cię na zgrupowania, grałeś w większości meczów, ale w turnieju nie wystąpiłeś.

Nie spodziewałem się, że nie będzie mnie w kadrze. W Odrze byłem razem z Serafinem Szotą i on dostał powołanie. To był cios, ale szybko zeszło ze mnie ciśnienie i uznałem, że to nie jest koniec świata. Od razu czułem, że mnie to nie załamie, a zmotywuje. Rozmawiałem wiele razy z trenerem Magierą i mówił mi, co mam poprawić. Brałem sobie jego uwagi do serca i pracowałem nad tymi elementami. Czułem, że byłem gotowy, ale stało się inaczej. Pozostało mi uszanować decyzję szkoleniowca. Wiedziałem na co mnie stać i chcę, a nawet muszę pokazać, że jestem dobrym zawodnikiem.

I trafiłeś do reprezentacji U-21 trenera Czesława Michniewicza. Eliminacje do mistrzostw Europy zaczęliście świetnie, ale sytuację skomplikowała porażka z Bułgarią.

Żałowaliśmy remisu z Rosją, bo gola na 2:2 straciliśmy w ostatniej minucie. Gdyby udało się utrzymać wygraną, moglibyśmy mieć pięć punktów przewagi nad Rosjanami. Wszystko nadal jest w naszych rękach, nogach i głowach. Tracimy do Rosji cztery punkty, ale rozegraliśmy jeden mecz mniej i zagramy z nią u siebie. Chciałbym zacząć więcej grać w reprezentacji i to jest mój cel na ten rok.

A z Lechem jakie masz jeszcze marzenia?

Na razie kilka małych udało się spełnić. Gram w klubie, któremu kibicowałem od dziecka, występuję w ekstraklasie i strzeliłem gola dla Lecha. Runda jesienna była dla mnie dobra, bo rozegrałem 11 spotkań w pierwszym zespole. Chciałbym, by wiosną było ich więcej. Słyszymy, że w związku z odmłodzeniem składu w Lechu nie ma presji na wynik. To nieprawda, w tym klubie zawsze jest nacisk, by walczyć o trofea. Oczekiwania kibiców i nasze są takie, byśmy byli w czołówce.

Rozmawiał Andrzej Klemba

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności