Aktualności

[WYWIAD] Ireneusz Mamrot znów na ławce. „Każda praca jest wyzwaniem”

Rozgrywki11.05.2020 
– Spotkałem się już z opiniami, że nie podjąłem dobrej decyzji, przejmując Arkę. Nie zgadzam się z tym. Zapominamy o jednej istotnej rzeczy: każda praca jest nowym wyzwaniem, mało który trener sam sobie wybiera klub. To kluby wybierają trenerów. I albo akceptujesz propozycję, albo nie. Arka jest w trudnej sytuacji, a dla mnie praca w niej to projekt długofalowy – mówi nowy szkoleniowiec żółto-niebieskich Ireneusz Mamrot, który z walczącą o utrzymanie Arką związał się dwuletnim kontraktem.

Odchodząc z Jagiellonii, powiedział pan: „Nie żegnam się, mówię: do widzenia”. Po pół roku znów widzimy pana na ławce w klubie PKO Ekstraklasy.
Gdyby nie koronawirus to powiedziałbym, że pół roku bez pracy to długi czas, aczkolwiek zakładałem, że tyle mogę pozostać poza ławką trenerską. Uważałem nawet, że taki stan potrwa do czerwca. Zdarza się, że trenerzy wracają do pracy dużo szybciej niż ja, ale są też i tacy, którzy czekają o wiele dłużej. W zawodzie pracowałem przez 20 lat, dobrze więc mi ta przerwa zrobiła. Naładowałem akumulatory, oczyściłem głowę, postawiłem na swoją edukację. Miałem w planach odbycie dwóch stażów. Z jednym – w VfL Wolfsburg – było już wszystko dograne. Niestety, epidemia rozwinęła się do takiego stopnia, że musiałem odmówić, poza tym zawieszono rozgrywki Bundesligi. Drugi staż miałem odbyć we Włoszech – a tutaj wiadomo: koronawirus rozwinął się dużo wcześniej niż w innych rejonach Europy. Te staże przypadły na niefortunny dla mnie czas. Szkoda, bo kosztowało mnie to dużo wysiłku, żeby je zorganizować.

Wybór Włoch zapewne wynika z tego, że to ojczyzna taktyki, która jest pana „konikiem”?
Tak. Poza tym, byłem już na stażu w Chievo Werona. Obserwowałem pracę trenera w pierwszym zespole i Primaverze. Rano miałem trening Serie A, po południu zajęcia drużyny młodzieżowej. Zwróciłem uwagę jak duży nacisk Włosi kładą na taktykę, ile się jej poświęca czasu w trakcie treningu. Spodobało mi się to, stąd pomysł na kolejny staż we Włoszech.

W tekście analitycznym Michała Zachodnego na Łączy Nas Piłka stwierdził pan, że: „Chciałbym więc, by świadomość kibiców, obserwatorów i komentatorów rosła”. Nauczył się pan żyć ze świadomością zwolnienia?
Każdy trener musi mieć świadomość tego, jaki zawód wykonuje. Inaczej słuchać kogoś, kto został zwolniony, co innego przeżyć to na własnym przykładzie. Poradziłem sobie z tym, chociaż to nic przyjemnego. Ciężko znaleźć trenera, któremu nie podziękowano nigdy za pracę przed czasem. W Jagiellonii doświadczyłem zwolnienia pierwszy raz. I mam przez to czego się uczyć. Na pewno człowiek w takim momencie jeszcze mocniej analizuje swoją pracę. Dochodzi do mnie, że mogłem się inaczej zachować w niektórych sytuacjach. Takie rozmyślenia trwają kilka dni, potem zapomina się o tym, zaczyna się chłodniej patrzeć na wspomnianą okoliczność.



Fakty z pańskiej pracy w Jagiellonii: ponad 100 meczów; ponad 900 dni w roli trenera; średnia punktowa w lidze 1,63; wicemistrzostwo Polski. Staż jak na polskie realia duży, i osiągnięcia lepiej niż dobre?
Najbardziej z pracy w Białymstoku żałuję przegranego finału Totolotek Pucharu Polski z Lechią Gdańsk, gdy straciliśmy bramkę w doliczonym czasie gry. Gdybym zdobył to trofeum, byłbym dużo bardziej zadowolony z pobytu w Jagiellonii. Wprawdzie do ostatniej kolejki graliśmy o mistrzostwo, ale na PGE Narodowym do triumfu potrzebowaliśmy jednego meczu. To powoduje u mnie mocny niedosyt.

Jagiellonia z panem na ławce zdołała wypromować kilku młodych zawodników. To chyba ten element dwuipółletniego projektu, z którego czuje pan szczególną dumę?
Przemek Frankowski rozwinął się już za kadencji Michała Probierza. U mnie tylko potwierdził swój potencjał. Zasługi w wypromowaniu „Franka” wypada więc przypisać Michałowi. Jeśli chodzi o Patryka Klimalę i Bartosza Bidę, to był to już mój pomysł z postawieniem na nich. Patryk zrobił bardzo dużo postęp, Bartek zadebiutował w ekstraklasie. W Jagiellonii była duża rywalizacja, pewnie w klubach niżej sklasyfikowanych tej młodzieży z Białegostoku byłoby łatwiej o grę. Cieszę się, że mimo wszystko tak wystrzelił Karol Świderski, który miał kapitalną rundę jesienną sezonu 2018/19.

Skoro młodzież, to pierwsza myśl z Arką: brak zaplecza młodzieżowców. Trzeba odnaleźć ukryte talenty w akademii klubu.
Znaleźliśmy się w tak specyficznym momencie życia, że ciężko o obserwację. Rezerwy i drużyny młodzieżowe nie mogą grać. Nie ukrywam, że lubię w weekendy pooglądać spotkania zespołów z szerokiego zaplecza klubu. Aktualnie to niemożliwe. Mam jednak zamiar spotkać się z trenerami grup młodzieżowych Arki. Normalnie też bym z nimi porozmawiał, tyle że teraz muszę bardziej opierać się na podpowiedziach tychże trenerów. Na pewno młodzież dostanie szansę treningu z pierwszą drużyną, chociaż sytuacja w tabeli jest niełatwa. Mamy końcówkę ligi, za chwilę spotkania co trzy dni. W tym sezonie skupimy się przede wszystkim na utrzymaniu. W przyszłości zrobimy selekcję i mocniej postawimy na młodych zawodników.



Przed przejęciem Jagiellonii mówił pan o sobie, że jest trenerem bliżej nieznanym. To było nowe wyzwanie. Położenie Arki sprawia, że to dla pana big challenge?
Spotkałem się już z opiniami, że nie podjąłem dobrej decyzji, przejmując Arkę. Nie zgadzam się z tym. Zapominamy o jednej istotnej rzeczy: każda praca jest nowym wyzwaniem, mało który trener sam sobie wybiera klub. To kluby wybierają trenerów. I albo akceptujesz propozycję, albo nie. Arka jest w trudnej sytuacji, a dla mnie praca w niej to projekt długofalowy. Tak się na to nastawiam. Przychodzę jako trener bardziej doświadczony, znający już ekstraklasę z perspektywy trybun, ławki.

Problemem Arki są duże dysproporcje w obsadzie konkretnych pozycji. Jak temu zapobiec w końcówce sezonu?
Nie chcę mówić o personaliach. Priorytet na teraz to punktowanie w lidze. Musimy zrobić wszystko, żeby powalczyć o utrzymanie. Do bezpiecznego miejsca tracimy sześć punktów. To mało i dużo, bo pamiętajmy, że po sezonie regularnym tabela dzieli się na dwie części. To zawsze szansa dla tych drużyn, które mają mniej punktów, gdyż jest okazja starcia z bezpośrednimi rywalami. Ciągle sporo zależy od nas samych. Widzę szansę. Od poniedziałku zabieram się mocno do pracy!



W pierwszym meczu pod pańską wodzą Arkę czekają derby Trójmiasta. To okazja dla pana i Arki na poprawienie niekorzystnego bilansu starć z Lechią, a także okazja do rewanżu za przegrany finał Totolotek Pucharu Polski.
W naszym położeniu to w ogóle wyjątkowo warto poprawić ten bilans. Nie patrzę na derby przez pryzmat mojego przegranego finału, a przez pryzmat potrzebnych Arce punktów. To jest specyficzne spotkanie. Musimy być skupieni, żeby móc gonić drużyny przed nami. W tym sezonie zremisowałem z Lechią 1:1, w poprzednim przegrałem 0:1, 2:3 i 0:2. Ale bilans to tylko liczby.

Rozmawiał Piotr Wiśniewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności