Aktualności

[WYWIAD] Ireneusz Mamrot: Do stylu potrzeba stabilizacji i filozofii

Rozgrywki10.11.2019 

Dlaczego niektóre mecze w PKO Ekstraklasie są przyjemne do oglądania, a inne wprost przeciwnie? Co stanowi o prawdziwej intensywności spotkań? Czego potrzebuje trener do stworzenia charakterystycznego stylu gry i wprowadzenia go z wynikami? O tym w rozmowie z „Łączy Nas Piłka” opowiada Ireneusz Mamrot, szkoleniowiec Jagiellonii Białystok.

Mecz Jagiellonii z ŁKS-em (2:0) z ubiegłego tygodnia był po prostu bardzo dobrym widowiskiem i od niego chciałem zacząć. Można było obejrzeć dwie drużyny, które chciały rozgrywać ataki po murawie, a nie po prostu kopiąc piłkę w stronę bramki rywali. Dlaczego w lidze nie ma więcej takich spotkań?

Dwa zespoły chciały grać w ten sam sposób gry, intensywny. Ale intensywność nie rozumianą jako samo bieganie, bo pod tym względem polska liga jest naprawdę wymagająca. Natomiast w poprzednią sobotę podania były wymieniane po ziemi, do przodu, przy zachowaniu organizacji gry. To pomogło stworzyć widowisko. Nasz wcześniejszy mecz z Cracovią też był dla kibiców niezły, choć nie było aż tak płynnej gry. W sobotę czuć było z boku, że to jest po prostu dobre spotkanie. Nie zawsze patrząc na taktykę i mecz się to czuje. My i ŁKS budowaliśmy grę przez każdą formację, nie przypominam sobie sytuacji, by było inaczej. Wiadomo, że każdy może zarzucić, że było sporo sytuacji pod naszą bramką, ale uważam, że było warto. Oczywiście nie łudzę się też, że każde spotkanie w Ekstraklasie będzie tak wyglądało. Każdy pilnuje punktów, nie chce tracić bramek… Paradoks polega na tym, że tydzień wcześniej z Wisłą w Płocku graliśmy bardzo dobrze, a przegraliśmy 1:3. Zwłaszcza w drugiej połowie, gdy dużo tworzyliśmy, mieliśmy sporą przewagę w posiadaniu piłki. Przeciwnik był od nas skuteczniejszy, ale my chcemy tak grać. Wiadomo, że są zespoły, które bardziej nastawiają się na grę z kontry. My wiosną, mając braki kadrowe, też tak graliśmy i ja się nie dziwię innym. Jednak wróciliśmy do tego, co chcę byśmy prezentowali, podobnie ŁKS ma swoją filozofię.

Czy to nie jest właśnie problem tego, że w większości klubów brakuje filozofii i jasnego planu gry do którego dobiera się zawodników?

Po ŁKS widać, że tam jest pomysł, każdy transfer przeprowadzony jest z myślą, jak mają grać. Nawet trener pod tę filozofię został dobrany i przez to wygląda to tak fajnie z ich strony. Ktoś chce budować atak pozycyjny, a przyjdzie piłkarz pasujący do gry z kontry, więc trudniej jest mu to wdrożyć. My też staramy się sprowadzać zawodników o odpowiednich umiejętnościach technicznych. Wiele zmieniło przesunięcie Martina Pospisila do środka pola. Może się o tym mało mówi, może ja jestem nieobiektywny, ale analizując naszą grę od początku rundy to jestem przekonany, że widać mocno naszą filozofię gry. W pierwszych kolejkach gole strzelaliśmy po atakach pozycyjnych. Przyszedł gorszy moment punktowy, lecz ja jako trener nad tym najbardziej pracuję w Jagiellonii.

Ma pan wrażenie, że w Ekstraklasie, gdzie wszyscy myślą przede wszystkim o punktowaniu, trudno jest przebić się przez barierę mentalną, która nie pomaga w budowaniu i trzymaniu się nakreślonego stylu gry?

To szeroki temat. Po pierwsze, trener musi pracować dłuższy okres w danym klubie. Po drugie, musi mieć możliwość dobierania zawodników pod to, co chce grać. Po trzecie, nie oszukujmy się, w kadrach jest mało Polaków, nasza liga jest nisko sklasyfikowana, więc nie przychodzą obcokrajowcy z najwyższej półki. By to wszystko sprawniej funkcjonowało, to musi być więcej polskich zawodników w kadrach. Ale przepis o młodzieżowcu jest fajny, choć widzę niebezpieczeństwo, że skończy się szybkimi transferami tych, którzy weszli i pokazali się z fajnej strony. Idealnie byłoby, gdyby Klimala i Bida zostali dwa, trzy lata, by przygotować w ich miejsce kolejnych, a w tym czasie grając w sposób, który wybraliśmy i tworzyć coraz silniejszy zespół. Doskonale znam realia, że za chwilę ich nie będzie, bo każdy, kto dobrze gra znika z ligi. Potrzeba większej stabilizacji oraz oczywiście filozofii trenera. Te bywają bardzo różne. Nawet w Hiszpanii znajdą się szkoleniowcy, którzy preferują atak pozycyjny lub szybki. To normalne. Trudno jest mieć pretensje do trenera, gdy nie dysponuje porównywalną kadrą do rywali i wybiera bardziej defensywny styl gry. Mam dobrych piłkarzy i cieszę się, że sam mogę wprowadzać swoją filozofię. A oni chcą tak grać, bo każdy zawodnik lubi mieć piłkę i w nią grać, niż za nią biegać.

Temat stylu gry pojawia się w dyskusjach kibiców, obserwatorów Ekstraklasy coraz częściej, ale czy również w rozmowach trenerów?

Często zauważalny jest w naszej lidze paradoks, że mając więcej piłki stwarzaliśmy sobie mniej sytuacji i przegrywaliśmy. Trenerzy odchodzą od tego, bo rozliczani są z wyniku. Ja mam inną filozofię, tylko wiosną musiałem od tego odejść ze względów kadrowych, ale mówiłem prezesowi, że wrócę do swojej gry i od niej nie odejdę. To, że czasami na boisku wygląda jakbyśmy grali bardziej cofnięci nie wynika z tego, że chcemy tak grać, ale przeciwnik jest w dobrej dyspozycji i nas do tego zmusił. Tak było z Wisłą Kraków, gdy chcieliśmy grać wysokim pressingiem, ale oni bardzo ryzykowali i im się to opłacało. Wygraliśmy, lecz był to dla nas trudny mecz. Kiedyś jako trener miałem okres, że mój zespół grał inaczej, ale wycofałem się z tego, bo uważam, że poza wynikami nie rozwijałbym piłkarzy. W ataku szybkim może dzieje się tak z bocznymi pomocnikami i napastnikiem, który pokazuje się w kontrze. A w pozycyjnym wszyscy muszą zrobić postępy. To kosztuje dużo więcej pracy, my to ciężko ćwiczymy i nie jest łatwo. Atakom szybkim nie trzeba poświęcić tyle czasu, wystarczy przypomnieć, bo jest w nich więcej miejsca, wystarczy nakreślić sposób. W ataku pozycyjnym jest się na kontry narażonym, wymaga się większej koncentracji i udziału od każdego zawodnika.

Czy w Ekstraklasie tej różnorodności stylów gry jest obecnie więcej, niż choćby przed rokiem?

Widać, że Raków i ŁKS mają swoje filozofie. Fajnie łodzianie zaczęli punktować, bo ich gra bardzo dobrze wygląda. Widzieliśmy również, że w każdym meczu stwarzają sobie sporo sytuacji, choć nie zawsze są skuteczni. Style beniaminków są odmienne, oczywiście Raków nie jest zespołem defensywnym, ale choćby gra innym systemem. Część drużyn, które już grają stara się pokazać coś swojego… Może to ta ostatnia kolejka wpłynęła na negatywne oceny, bo mi w pewnym momencie wydawało się, że idzie to w lepszym kierunku. Mam nadzieję, że to był wypadek przy pracy. Zresztą moja ocena meczu Pogoni z Lechem jest również inna od krytyki, która spadła na te drużyny. W Szczecinie widziałem dwa zespoły chcące grać w piłkę. Dołożyłbym do tego Wisłę Kraków, która teraz ma mnóstwo kontuzji i ocenia się ją przez pryzmat braku wyników. Jednak wcześniej, na początku sezonu grali widowiskowo. Nie brakuje drużyn, które chcą dominować, natomiast są też takie bardzo pragmatyczne, skupione na punktach, na tym, co one im przynoszą. Każdy ma swój pomysł, ale… tak jest w każdej lidze. Wiem, że zabrzmi to przykro, ale u nas wpływają na to również mniejsze umiejętności, niż we Włoszech, w Hiszpanii, czy we Francji.

Rozmawiał Michał Zachodny

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności