Aktualności

[WYWIAD] „Fantastyczne uczucie” – Przemysław Oziębała wrócił do ekstraklasy po ponad pięciu latach

Rozgrywki02.06.2020 
Przemysław Oziębała przyszedł do Rakowa na początku roku. Miał pomagać w akademii, pełnić rolę skauta i dawać przykład młodszym zawodnikom w rezerwach. Tymczasem trener Marek Papszun zaprosił go na treningi pierwszej drużyny, a potem wpuścił na boisko w meczu ze Śląskiem Wrocław. – Byłem bardzo zaskoczony – przyznaje 34-letni pomocnik.

13 grudnia 2014 roku zagrał pan w ekstraklasie w meczu wyjazdowym Górnika Zabrze z Jagiellonią Białystok. 5,5 roku później wystąpił pan w spotkaniu Rakowa Częstochowa ze Śląskiem Wrocław. Był pan zaskoczony?

Oczywiście, w ogóle się tego nie spodziewałem. To, że znalazłem się w pierwszej drużynie, to efekt koronawirusa i tego, że kluby chciały powiększyć kadrę, by mieć pole manewru. W krótkim czasie zostanie rozegrane 11 spotkań i zapewne będzie duża rotacja w drużynach. Wiele może się wydarzyć, kiedy mecze będą odbywały się co trzy dni.

W styczniu przyszedł pan do Rakowa, ale jako skaut i asystent trenera w akademii, a także zawodnik czwartoligowych rezerw. Szykował się pan powoli do życia po piłkarskiej karierze, a tu taka niespodzianka.

Byłem bardzo zaskoczony, że trener Marek Papszun tak szybko włączył mnie do kadry meczowej. Uważałem, że ekstraklasa to już temat zamknięty. To prawda, że już powoli zmierzam w kierunku trenerki i skauta. W tej drugiej roli dopiero stawiam pierwsze kroki. W dobie epidemii to o tyle trudniejsze, że nie można jeździć na mecze, a do tego rozgrywki w niższych ligach zostały zakończone. Pozostaje zdalna praca skauta. Na szczęście wciąż jestem też piłkarzem rezerw Rakowa, a jesienią występowałem regularnie w trzeciej lidze [w Gwarku Tarnowskie Góry – przyp. red.]. Taki jest pomysł, żebyśmy razem z Arturem Lenartowskim byli wsparciem dla młodzieży. W drugiej drużynie Rakowa grają przede wszystkim młodzi wychowankowie akademii.

Czyli był pan cały czas w treningu?

Tak, w rezerwach trenujemy profesjonalnie i codziennie, dlatego byłem przygotowany, kiedy trener zadzwonił i zapytał, czy mogę dołączyć do pierwszej drużyny. Nie podchodziłem do tego, że to dla mnie jakaś wielka szansa. Nie liczyłem, że zagram, ale trener mówił, że musimy być przygotowani na różne wypadki z powodu pandemii. Podszedłem do tego bardzo poważnie, bo po prostu chciałem pomóc drużynie. Oczywiście, treningi są dużo bardziej intensywne i przez pierwszy tydzień było ciężko. Wyglądałem chyba na tyle pozytywnie, że szkoleniowiec zabrał mnie na mecz ze Śląskiem.

I nadeszła 87 minuta spotkania….

To było fantastyczne uczucie. 5,5 roku nie grałem w ekstraklasie. To najwyższy poziom, a nie druga czy trzecia liga. Bardzo chciałem przez te kilka minut pomóc. Niestety sędzia podyktował w mojej ocenie bardzo kontrowersyjny rzut karny i straciliśmy dwa punkty. Ten remis to może nie tragedia, ale na naszym miejscu każdy czułby się pokrzywdzony.



Zwycięstwo we Wrocławiu sprawiłoby, że Raków do grupy mistrzowskiej traciłby tylko punkt.

Dlatego ten remis jest bolesny. Zostały jednak jeszcze trzy spotkania sezonu zasadniczego i wszystko jest w naszych rękach. Wciąż możemy awansować do grupy mistrzowskiej i to jest nasz cel. Tracimy do ósmego miejsca tylko trzy punkty.

I chyba terminarz wam sprzyja. Zagracie z ŁKS, Wisłą Kraków i Zagłębiem Lubin. Z tabeli wynika, że to drużyny od was gorsze, choć każda ma jeszcze o co walczyć.

Trudno tak powiedzieć, że ktoś jest słabszy, bo my przede wszystkim patrzymy na siebie. To, z kim gramy ma mniejsze znaczenie. Przed przerwaniem rozgrywek byliśmy na fali i punktowaliśmy. Wierzę, że remis we Wrocławiu jest zapowiedzią, że forma wciąż jest. Zresztą Raków od początku sezonu spisuje się dobrze, choć nie zawsze przekładało się to na punkty. Mamy styl, chcemy grać w piłkę i to rywale się do nas dostosowują, a nie odwrotnie.

Liczy pan na kolejne występy w ekstraklasie?

Bardzo spokojnie do tego podchodzę. Jest teraz trochę szumu wokół mnie, ale skupiam się na treningu. Nie myślę za bardzo do przodu. Cieszę się z tego, że trenuję w drużynie ekstraklasy, ale przekonałem się, że sytuacja jest nieprzewidywalna. Dlatego też zacząłem już myśleć o przyszłości. Kariera piłkarza jest zwykle krótka i warto sobie zaplanować co dalej. Biorę udział w projekcie rozwoju akademii Rakowa, sam chce też doskonalić się jako skaut, a powrót do ekstraklasy traktuję jako uśmiech od losu. Jeśli trener Papszun będzie uważał, że mogę pomóc, to jestem gotowy. Jeśli nie, to pogram z przyjemnością w rezerwach.



Pochodzi pan z Żarek nieopodal Częstochowy, ale do Rakowa trafił dopiero w wieku 30 lat. Po drodze zaliczył pan pięć innych klubów.

Raków zawsze dobrze radził sobie ze szkoleniem młodzieży i był najlepszym klubem w regionie, już wtedy z przeszłością w ekstraklasie. Dlatego w czasach juniorskich chciałem tam grać. Byłem nawet blisko, bo trenowałem przez kilka dni, ale jednak poszedłem do Zagłębia Sosnowiec. To był dla mnie duży przeskok, bo z czwartej ligi trafiłem do drugiej, a za chwilę awansowaliśmy do ekstraklasy. Zagrałem w niej kilka spotkań i wpadłem w oko Widzewowi. Podpisałem kontakt na pięć lat i trenowałem u takich szkoleniowców jak Waldemar Fornalik, Paweł Janas czy Czesław Michniewicz. Dwa razy awansowaliśmy do ekstraklasy. To był bardzo ciekawy okres w mojej karierze i chyba wspominam go najmilej. Potem jeszcze zagrałem w Górniku Zabrze u trenera Adama Nawałki.

Podobno Widzew niedawno chciał pana jeszcze raz sprowadzić po awansie do drugiej ligi?

Przewijał się ten temat delikatnie, ale nie było konkretów. Poza tym kiedy w 2018 roku odchodziłem z Rakowa, to już nie chciałem wyjeżdżać z domu, tylko w końcu w nim zamieszkać. Uznałem, że im wcześniej zacznę myśleć o przyszłości, tym lepiej.

Rozmawiał Andrzej Klemba
fot. Cyfrasport

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności