Aktualności

[WYWIAD] Bogdan Zając: Nie tylko kibice są niezadowoleni, my również mam wielki niedosyt!

Rozgrywki22.12.2020 

Praca w trudnych warunkach i radzenie sobie z problemami, gdy nie na wszystko mamy bezpośredni wpływ to najlepsza szkoła. Człowiek wówczas najlepiej się hartuje. Musisz wtedy podejmować szybkie decyzje. W takiej sytuacji musimy działać dynamicznie, ale z rozwagą. Musimy reagować, gdy otrzymujemy ciosy. Sztuką jest odpowiednie podejście do tego, aby móc je też oddawać. My to robimy swoją ciężką pracą – mówi Bogdan Zając, trener Jagiellonii Białystok, z którym porozmawialiśmy o jego pierwszych miesiącach w nowej roli. Specjalnie dla Łączy Nas Piłka!

Za panem cztery miesiące samodzielnej pracy w premierowej roli pierwszego trenera. Coś pana zaskoczyło czy też wszystko, co do tej pory się wydarzyło, działo się w obrębie pańskiego wyobrażenia na ten temat?
My musimy być przygotowani na to, żeby podejmować często szybkie decyzje, żeby czas reakcji i sama reakcja była jak najlepsza dla zespołu. Obecny sezon od początku dla wszystkich trenerów, bez względu na poziom rozgrywkowy, jest nowym doświadczeniem. Mam na myśli oczywiście kwestie związane z tym, jak na rozgrywki wpływa COVID. Funkcjonujemy w trudnej do przewidzenia rzeczywistości. Każdy dzień w zasadzie zaczyna się od sprawdzenia telefonu czy aby nie pojawiła się jakaś informacja o tym, że mamy do czynienia z kolejnym zarażonym. Teraz sytuacja nieco się uspokoiła, ale przez pewien czas tak właśnie było, gdyż tych przypadków mieliśmy sporo, nie tylko w pierwszym zespole, ale też w obrębie jego bezpośredniego zaplecza czy też w drużynach młodzieżowych. To wszystko jest ze sobą mocno powiązane i z jednej strony jesteśmy na to przygotowani, z drugiej często jest to zaskoczeniem, dlatego tak ważna jest reakcja. Nie był to na pewno łatwy okres, ale staraliśmy się do tego wszystkiego podchodzić z pozytywnym nastawieniem.

Trafił pan na bardzo trudny okres, żeby rozpocząć samodzielną pracę.
Praca w trudnych warunkach i radzenie sobie z problemami, gdy nie na wszystko mamy bezpośredni wpływ, to najlepsza szkoła. Człowiek wówczas najlepiej się hartuje. Musisz wtedy podejmować szybkie decyzje. W takiej sytuacji musimy działać dynamicznie, ale z rozwagą. Musimy reagować, gdy otrzymujemy ciosy. Sztuką jest odpowiednie podejście do tego, aby móc je też oddawać. My to robimy swoją ciężką pracą. Najważniejsze w tym wszystkim jest zachowanie optymizmu. Ja jestem optymistą. Przez całe swoje życie w piłce tak podchodziłem do trudnych spraw. Przeżyłem wiele niepowodzeń i kontuzji, ale zawsze się podnosiłem i wstawałem. Najważniejsze to się nie poddać, a wynieść coś pozytywnego z każdego niepowodzenia, coś co uczyni cię silniejszym w przyszłości. Takie jest życie, życie sportowca.

Można powiedzieć, że sztukę upadania i wstawania pańska drużyna w ostatnim czasie opanowała do perfekcji. Po przegranych meczach wyjazdowych przychodziły widowiskowe wygrane na własnym boisku.
Po każdym niepowodzeniu mówię zawodnikom w szatni, że to była tylko przegrana, a porażka dotknie nas dopiero wówczas, kiedy spuścimy głowy i się poddamy. W chwilach niepowodzenia szukam pozytywnej energii i zaszczepiam to w zespole. Dążę zawsze do tego, żeby zespół nie zwątpił i walczył o to, by w kolejnym meczu się odbić. Życie pokazuje, że w trudnych momentach jesteśmy w stanie to zrobić, ale nawet w tym aspekcie jeszcze wiele pracy przed nami.



Gdy za każdym razem wydawało się, że to już jest ten moment, że zespół ruszy, to przychodził ktoś z kubłem zimnej wody, wylewał ją na głowę i zabawa zaczynała się od nowa…
Tak się akurat składało. Wiele razy, gdy się wydawało się, że zaczynamy to składać i idziemy do przodu, to wypadali nam kolejni kluczowi zawodnicy, przez kontuzje albo kolejny przypadek Covid-19. Dochodzenie zawodników do pełnej dyspozycji to proces, niekiedy kilku tygodni. Bywało, że niektórzy po jednym lub dwóch treningach po przebytym wirusie wchodzili do zespołu, aby uzupełniać luki, ale fizjologii nie oszukasz. Dyspozycja fizyczna to główny czynnik, który decyduje o powrocie do formy sportowej, a jak sami się przekonaliśmy, to jest trudne do nadrobienia w krótkim czasie. U niektórych te ubytki motoryczne były bardzo duże, co pokazały testy wydolnościowe. Dlatego musimy być wytrwali i cierpliwi. Ciężką, mozolną pracą walczyć o powrót do optymalnej formy, co pozwoli ustabilizować poziom gry naszego zespołu.

Jak to jest być na pierwszej linii? Dotychczas liderem waszego sztabu był trener Adam Nawałka, teraz cała odpowiedzialność spadła na pana barki.
To jest ciężka robota od rana do nocy, a zazwyczaj jeszcze do późnych godzin nocnych. Było co robić już w roli asystenta, jest i ogrom pracy, gdy jest się pierwszym trenerem. Miałem jednak tego pełną świadomość. Nie ma co ukrywać, że praca pierwszego trenera ciągnie za sobą dodatkowe zajęcia, ale to pasja, która nakręca. Jeszcze więcej rozmów, spotkań, jeszcze więcej analiz. Asystent działa w obrębie określonych zadań, pierwszy trener natomiast musi czuwać nad wszystkim, zarządzać grupą. Pierwszy trener musi kontrolować i brać za to pełną odpowiedzialność. Mam na szczęście świetny sztab, na który mogę liczyć. Mówię o wszystkich bez wyjątku, zarówno o osobach, z którymi przyszliśmy do Jagiellonii i pracuję od dłuższego czasu, jak i tych, z którymi się spotkałem i poznałem dopiero w Białymstoku. Praca idzie w dobrym kierunku i jestem przekonany, że z czasem będziemy jeszcze lepsi. Cały czas staramy się udoskonalać różne rzeczy, chcemy się rozwijać. To jest najważniejsze, bo zawsze  są rezerwy.



Gdy zespołowi nie idzie, najczęściej jako pierwszy obrywa trener. Jak pan na to reaguje? W pewnym sensie to też nowe doświadczenie. Da się od tego odciąć?
Ja krytyki się nie boję. Każdy ma prawo do swojego osądu i ja to szanuję.  Zawsze jak siedzi kilka osób, to każda widzi daną sytuację i zdarzenie po swojemu. Inaczej widzi to dziennikarz, inaczej kibic, a jeszcze inaczej trener. Jako, że jestem najbliżej zespołu i mam najlepszy obraz tego, jak pracują poszczególni zawodnicy i jak wygląda ich dyspozycja, to zawsze staram się dobrać najlepsze rozwiązanie dla całego zespołu w danym momencie. Zadaniem każdego trenera jest szukanie optymalizacji. To jest proces szkoleniowy, mający wiele zmiennych. Plan musi być, ale codziennie musimy wprowadzać korekty. Rolą trenera jest reagowanie na zastaną sytuację. Myślę, że obraliśmy dobry kierunek. Nie cofniemy już tego, co było, to już się zapisało, ale musimy z tego wyciągnąć wnioski i pracować. Nie jest tak, że przegrywamy mecz i o tym zapominamy. Doświadczenie , które zebraliśmy w tym trudnym okresie wzmocni zespół, jestem o tym przekonany! To pozwoli nam na wiosnę być mocniejszym.

Często używa pan słowa „analiza”. Za każdym razem gdy to słyszę, to zaczynam sobie wyobrażać te legendarne analizy trenera Nawałki. Coś się zmieniło? Czy rozkładanie wszystkiego na czynniki pierwsze do późnych godzin nocnych tak weszło w krew, że nadal tak funkcjonujecie, zastanawiając się w międzyczasie jak rozciągnąć dobę, żeby znaleźć jeszcze trochę czasu na sen?
We współpracy z trenerem Nawałką tak się zahartowałem, że wystarczą mi trzy czy cztery godziny snu. Tak na serio, to jednak wiadomo, że każdy organizm potrzebuje resetu. Nasze też, oczywiście są dni, gdy siedzimy długo i zastanawiamy się nad kolejnymi działaniami, ale są też takie, że zdejmujemy nogę z gazu. Przez ostatnie cztery miesiące w domu byłem tylko trzy razy. Dobrze, że się wnuczka urodziła. W przeciwnym wypadku pewnie tych wizyt byłoby jeszcze mniej. Nie jest to lekki kawałek chleba, ale nie narzekam, tylko z pasją podchodzę do każdego kolejnego dnia pracy. Układamy sobie życie tak, żeby wystarczyło czasu na wszystko. Mam też dwóch dorosłych synów, z którymi chce porozmawiać, choćby telefonicznie. Każdy ma swoje sprawy rodzinne, a są takie dni, że nawet nie ma czasu wykonać telefonu za dnia, więc rozmowy około pierwszej czy drugiej w nocy nie są rzadkością. Staramy się dostępny czas wykorzystać maksymalnie.



Co mówią te analizy, gdy zastanawia się pan nad tym, dlaczego Jagiellonia potrafiła wygrać z Legią, Lechem czy Piastem, a w ostatnim czasie miała ogromne problemy na wyjazdach, przegrywając między innymi ze Stalą?
Te mecze z silnymi przeciwnikami pokazały, że nasza drużyna jest w stanie powalczyć o wygraną z każdym. Na pewno nie powiem, że dziś możemy wygrać każdy mecz z każdym rywalem, ale w każdym meczu możemy powalczyć o wygraną. Jeśli jest stabilizacja, jeśli w składzie nie dochodzi do zbyt wielu roszad, to przekłada się to później na naszą dyspozycję. Natomiast, gdy przyszły problemy z koronawirusem, a także kontuzje, to trochę nam się to posypało. Nagle okazało się, że każdy może nam strzelić gola. Powstały luki w zespole, a zmiennicy nie zawsze byli w stanie udźwignąć ciężar i zastąpić nieobecnych. Ale pracujemy, by być lepszym, indywidualnie i jako zespół wyciągać wnioski. Tracimy wiele bramek, sporo z nich było wręcz kuriozalnych. Na przykład w meczu z Rakowem nie ustrzegliśmy się błędów indywidualnych, które otwierały przeciwnikom drogę do bramki. Można powiedzieć, że sami sobie nie pomagamy. Potrafimy wrócić do gry, zdominować przeciwnika, zbliżyć się do wyrównania, a nagle kolejnym błędem przekreślamy pracę w dobrym momencie. To jest kolejne doświadczenie, które wzmacnia zespół. Pokazuje, że w nawet najtrudniejszych momentach trzeba podjąć rękawice i walczyć. Mimo trudnej sytuacji nie możemy się poddawać, oczywiście nie zawsze uda się wygrać, ale to też cementuje zespół. Cały czas zdobywamy doświadczenie, szczególnie młodzi zawodnicy, którzy są w szatni. Dla nich każdy mecz, nawet jeśli nie uda nam się zwyciężyć, to duży kapitał, który w przyszłości z pewnością będzie procentował. Wszyscy chcieliby, żeby efekty tego przyszły już teraz, od razu, ale to jest proces, tutaj potrzeba cierpliwości. My cierpliwie pracujemy i czekamy. Oczywiście, każdy chciałby wygrywać wszystkie mecze, ale nie zawsze to się przekłada na zwycięstwa.

Nie jest łatwo zachować cierpliwość, kiedy nie ma możliwości utrzymania stabilizacji w składzie, a zestawienie linii defensywnej z wielu przyczyn wygląda jak efekt jakiegoś losowania. To w żaden sposób nie pomaga.
Mieliśmy takie mecze, że w dniu spotkania po porannym posiłku musieliśmy dokonywać roszad w składzie, ale taka jest nasza rola. Musimy mieć przygotowany wariant A oraz B, a jak trzeba, to również C i wdrażać go w zależności od sytuacji. Niestety jak w jednym czasie straciliśmy trzech środkowych obrońców, to wiele automatyzmów w grze obronnej przestało funkcjonować na dobrym poziomie. Do tego doszły błędy indywidualne, które kosztowały nas utratę bramek i punktów. Wierzymy jednak, że ten zespół stale będzie rósł w siłę i wyjdziemy z opresji, jaka nas zastała po tych wyjazdowych porażkach w ostatnim czasie.



Złapanie serii z pewnością mocno pomogłoby zespołowi i dało pozytywnego kopa.
Nie ma co ukrywać, że zwycięstwa zawsze budują i dodają energii. Każdy zespół, który wygrywa, idzie do przodu. Odnieśliśmy ich sporo, wygraliśmy swoje mecze z trudnymi rywalami. Późniejsze niepowodzenia powodowały, że wkradały się niespokojne myśli. Staramy się robić też postęp mentalny i reagować na to, co dzieje się w meczach, w których nam nie wychodzi. Ta sinusoida często przytrafia nam się nie tylko z meczu na mecz, ale również w czasie jednego spotkania. Wiemy, że to też jest nasz mankament. To są zmienne w meczu i musimy na to reagować. Trudne sytuacje nie powodują tego, że musimy od razu stracić bramkę i przegrać mecz. Dobrym przykładem było starcie przy Łazienkowskiej, gdzie przeżywaliśmy trudne chwile, ale determinacja, dobra organizacja i nasz dobry skład osobowy pozwolił nam się wybronić. To pokazało, że zespół ma swoje DNA. Do tego dokładamy naszą ofensywę, gdzie robimy spore postępy, co widać chociażby po Jesusie Imazie i powrocie Jakova Puljicia, którzy są czołowymi strzelcami nie tylko zespołu, ale również ligi. Jakov też miał swoje problemy zdrowotne, które wpływały na stabilizację. Teraz daje zespołowi bardzo dużo i bardzo na niego liczymy. Czekamy na resztę, każdy ma swój potencjał i każdy z nich ma swoje trudne momenty. Staramy się to analizować i zawracamy uwagę na pracę mentalną. Wielu z tych zawodników, którzy są w kadrze, zrobiło postęp pod tym względem. Wiemy, gdzie tkwi problem, korygujemy to, ale potrzebujemy cierpliwości i wytrwałości w tym, co robimy.

Trudno jest mentalnie podnieść zespół po takiej porażce jak ta w Mielcu? Czy też po tych seriach błędów, dyktowanych rzutów karnych, przypadkowych odbitek? Trzeba przyznać, że szczęście wam za mocno nie sprzyja w tym sezonie…
My też to analizujemy i widzimy, że los nam nie sprzyja. Najważniejsze jest jednak to, żeby pamiętać, że po każdej burzy przychodzi piękne słońce. Musimy dążyć do tego, żeby nam w końcu zaświeciło i utrzymywało się nad nami jak najdłużej. Nie zmieniamy nastawienia. Mobilizujemy się po popełnianych błędach. Czasem, gdy je analizujemy, to sami zastanawiamy się, jak mogliśmy coś takiego zrobić w danym momencie na boisku. Każdy będzie lepszy, ale wiemy też, że jeszcze wiele spotkań przed nami, gdzie będą trudne momenty, musimy pokazać w nich, że potrafimy reagować i odwracać mecze. Po spotkaniu w Mielcu złość sportowa była ogromna, ja byłem bardzo zły. Nasza słaba momentami gra kosztowała punkty. Czasem jest tak, że to rywal nakręca mecz, a  czasami robimy to sami swoimi błędami. Wówczas zaistniała ta druga rzecz, co bolało nas jeszcze bardziej.



Dużo na przestrzeni rundy jesiennej mówiło się o nowych twarzach w pana zespole. Kiedy Fernan Lopez, Kris Twardek czy Mateusz Wyjadłowski, czyli zawodnicy, co do których media i kibice mają chyba największe zastrzeżenia, pokażą to, co zadecydowało, że trener chciał tych piłkarzy w swoim zespole?
Przychodząc do klubu słyszałem opinie, jak to wypalony jest Imaz, jak to Jakov nie spełnia oczekiwań. Dziś obaj są w czołówce ligi. To pokazuje, że każdy potrzebuje czasu, żeby się zgrać, inny żeby pokonać jakieś trudniejsze momenty. Każdy ma swoje prywatne życie, a sytuacje z nim związane też przekładają się na boisko. Obaj pokazali jednak, że każdy zasługuje na to, żeby dać im wsparcie, a efekty tego widzimy. W tym momencie też musimy zachować cierpliwość i spokój, każdy pracuje na to, żeby eksplodować. Nie możemy nikogo skreślać po jednym niepowodzeniu. Tak jest też z nowymi zawodnikami. Wiedzieliśmy, że w początkowej fazie będą oni uzupełnieniem składu, ale zakładamy też, że pracując z nami po czasie będą wzmocnieniem. Pracują mocno i ich zaangażowanie jest ogromne. Do nikogo nie możemy mieć nawet najdrobniejszych zarzutów. Co do pracy i serca wkładanego w trening całej drużyny, to częściej muszę tonować zawodników, niż zachęcać ich do niej. Ich zapał do pracy jest dla nas bardzo ważny. W ciągu tych ostatnich miesięcy wiele się wydarzyło. Było sporo zmiennych. Poczyniliśmy wiele obserwacji i spostrzeżeń. Mamy na pewno bardzo duże rezerwy, które będziemy chcieli wykorzystać.

Następna runda to skupienie na rozwinięciu tego potencjału czy jednak może czas na wdrożenie kolejnych nowych twarzy?
Wiemy jak jest z nowymi twarzami. To zawsze adaptacja do zespołu. Po pół roku pracy łapiemy pewne automatyzmy, mimo niepowodzeń widzimy też wiele dobrych rzeczy. Musimy podchodzić do tego analitycznie. Ważne jest dla nas to, żeby zespół szedł do przodu, mimo niepowodzeń. Brakuje nam przełożenia na wyniki, to prawda, ale jak złapiemy stabilizację, to spowoduje to, że zespół będzie miał mocniejszy fundament. Na bazie tego będziemy mogli ugrać coś więcej. Niepowodzenia, które nam się przytrafiły, są dla nas wielkim powodem do niezadowolenia. Nie tylko kibice są niezadowoleni, my również. Bardzo głęboko to analizujemy. Wiele pracy przed nami i wierzymy, że idziemy w dobrym kierunku.

Czego życzyć panu na kolejne miesiące pracy?
Myślę, że jak każdy będzie zdrowy, to wszystko samo się ułoży. Kontuzje i wirus spowodowały wiele spustoszenia w naszym zespole. Dlatego wsparcie od kibiców dodaje kopa, by się nie poddawać. Na pewno brakuje nam bezpośredniego kontaktu z nimi na stadionach. Wierzymy, że już niedługo będą mogli emocjonować się na żywo naszą grą i razem z nami cieszyć po strzelonych golach. Jak będziemy zdrowi, to wiele rzeczy wyprostujemy, będzie nam dużo łatwiej i przyjemniej. Tego wszyscy pragniemy!

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności