Aktualności

[WYWIAD] Bartłomiej Pawłowski: Moja kariera to sportowa sinusoida. Teraz forma rośnie

Rozgrywki11.12.2020 

– Kiedy grałem w Zagłębiu, robiłem wszystko, by wygrać ze Śląskiem. Teraz jestem w zespole z Wrocławia i dam z siebie wszystko, by zdobyć trzy punkty. Tak rozumiem zawód piłkarza – mówi Bartłomiej Pawłowski, pomocnik Śląska przed piątkowym spotkaniem w Lubinie (godz. 20:30, Canal+ Sport). – Mój forma? Po niezbyt udanej przygodzie w Turcji, jest coraz lepiej. Ostatnio jestem w podstawowym składzie i strzelam gole – podkreśla.

Jeszcze w lipcu 2019 roku wystąpił pan w meczu Zagłębia Lubin. W piątek zagra pan przeciwko tej drużynie jako zawodnik Śląska Wrocław, a te kluby mocno ze sobą rywalizują.

Dobrze czułem się w Zagłębiu. Spędziłem tam dwa lata, a sezon 2018/2019 był najlepszym w mojej karierze. Strzeliłem osiem goli, a do tego miałem dziewięć asyst. Na boisku jednak nie będzie sentymentów. Zrobię wszystko, by to Śląsk wygrał te dolnośląskie derby. Zawód piłkarza sprowadza się do tego, że trzeba za każdym razem dawać z siebie wszystko. Gdy byłem w Zagłębiu, zależało mi, by pokonać Śląsk. Teraz będzie odwrotnie. Może tym razem nie będzie wielkiej atmosfery, bo zabraknie kibiców, ale powinniśmy stworzyć widowisko. Cały ten sezon jest trudny pod tym względem i musieliśmy zaadaptować się do grania przy pustych trybunach, bez dopingu i całego klimatu wokół piłki. To jednak nie jest usprawiedliwieniem czy utrudnieniem. Możemy skoncentrować się wyłącznie przeciwniku.

Zwłaszcza, że obie drużyny są w czołówce tabeli PKO Ekstraklasy i dzieli je tylko punkt.

Na pewno można spodziewać się wielu ciekawych akcji. Derby rządzą się własnymi prawami i bywa tak, że zespół z dołu tabeli zaskakiwał faworyta. Tym razem rzeczywiście trudniej go wskazać. Jesteśmy trochę wyżej w tabeli, ale gramy w Lubinie.

I zdaje się, że wasza forma rośnie?

Właśnie wygraliśmy z Rakowem Częstochowa, który do tej pory przegrał tylko raz, na inaugurację sezonu i był liderem. To też rozbudziło nasze nadzieje. Na pewno chcemy liczyć się w walce o czołowe lokaty. Przed nikim nie chylimy czoła i ta runda pokazuje, że należymy do ligowej czołówki.



Chyba zna pan Zagłębie bardzo dobrze? Co jest atutem rywal?

Rzeczywiście skład za bardzo się zmienił, od kiedy ja grałem w Zagłębiu. Większość piłkarzy, która wtedy była w podstawowym składzie, jest w nim teraz. Dlatego ich gra nie będzie dla mnie niespodzianką. Mają kilku zawodników, którzy decydują o obliczu zespołu. Lubomir Guldan w trudnych momentach zawsze jest w stanie podnieść zespół. To piłkarz z charyzmą i umiejętnościami. Jest też Filip Starzyński, jeden z najlepszych pomocników w lidze, jeśli brać pod uwagę dokładność podań i strzał z dystansu.

A pan w jakiej jest formie? Przygoda w Turcji jeszcze odbija się czkawką?

Wyjazd do Gaziantep FK nie przebiegł po mojej myśli. Turcy mocno o mnie zabiegali. Odrzuciłem dwie propozycje, dopiero trzecią przyjąłem. Po moim najlepszym sezonie w karierze sprowadzali mnie jako skrzydłowego, a ja na tej pozycji właściwie nie zagrałem ani razu. Trener stosował zwykle taktykę 5–3–2 i nie za bardzo potrafił dla mnie znaleźć miejsce. Wstawiał mnie tam, gdzie akurat była potrzeba. Nie byłem z tego zadowolony. Czekałem, bo w kuluarach mówiło się, że dojdzie do zmiany szkoleniowca. Tak się jednak nie stało i nie chciałem znów być tylko zmiennikiem. Z mojej inicjatywy doszło do rozmów z prezesem klubu i rozwiązania kontraktu. Trochę to się jednak przeciągało i ominął mnie okres przygotowawczy ze Śląskiem. To sprawiło, że nie byłem w pełni gotowy fizycznie. Teraz jest z tym lepiej, gram coraz więcej, a do tego w bardzo dobrym klubie. Nie patrzę negatywnie na przeszłość.



Gdyby jednak policzyć to od 2013 roku, kiedy zadebiutował pan w ekstraklasie, był pan w siedmiu klubach.

Moja kariera to taka sportowa sinusoida. Gdy prezentowałem się na tyle nieźle, pojawiali się chętni z lepszych klubów. Tak było w przypadku Widzewa i Malagi czy Zagłębia Lubin i Gaziantepu. Kiedy jednak nie grałem na miarę oczekiwań lub w dojściu do formy przeszkadzały urazy, odchodziłem do innych zespołów lub byłem wypożyczany. Tak trafiłem do Zawiszy Bydgoszcz czy Korony Kielce. Nie chciałem siedzieć na ławce, dlatego szukałem drużyn, w których będę miał szanse na regularne występy.

W 2013 roku był pan blisko debiutu w reprezentacji Polski seniorów. Był pan na zgrupowaniu u trenera Waldemara Fornalika.

Droga do powołania wiodła przez Widzew, Malagę i dobre występy w reprezentacji U-21. U trenera Marcina Dorny byłem podstawowym zawodnikiem i zwykle byłem zadowolony z występów. Choć w Hiszpanii nie grałem regularnie, to w młodzieżówce mecz mi wychodziły. W pierwszej kadrze miałem możliwość pokazania się na treningach, ale potem wyjechałem na spotkanie młodzieżówek.

Rozmawiał Andrzej Klemba

Fot. Cyfrasport

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności