Aktualności

[WYWIAD] Artur Skowronek w obliczu kolejnego kryzysu z Wisłą. „Teraz mówimy o stanie wyjątkowym”

Rozgrywki08.04.2020 
Trener Wisły Kraków Artur Skowronek jest przyzwyczajony do trudnych sytuacji. Jesienią przejmował zespół, który przegrywał mecz za meczem, w wyniku czego krakowianie utkwili na dnie tabeli. Pożar szkoleniowiec opanował i rozpoczął z drużyną serię zwycięstw. Piłkarze „Białej Gwiazdy” bardzo dobrze rozpoczęli rundę wiosenną, a ich marsz w górę klasyfikacji przerwała pandemia koronawirusa. I Skowronek musi uporać się z kolejnym kryzysem. – Teraz mówimy o stanie wyjątkowym – podkreśla szkoleniowiec w rozmowie z Łączy Nas Piłka.

Nie udało mi się złapać pana telefonicznie za pierwszym razem. Dopiero kolejna próba zakończyła się sukcesem. Mimo specyficznej sytuacji, praca wre?
Czasu wolnego jest dużo więcej, a nasza praca w tym okresie jest dużo bardziej skomplikowana logistycznie niż w normalnych okolicznościach. Trzeba więc wykazać się większą kreatywnością, żeby być w kontakcie z zespołem i nie dać się zwariować. Kilka razy w tygodniu prowadzimy z zespołem trening on-line. Łączymy się poprzez specjalną aplikację, którą udostępnił nam klub. Wisła zaopatrzyła piłkarzy w rowerki stacjonarne. Do naszej dyspozycji jest także sprzęt do treningu cardio, wstawek siłowych. Aplikacja stwarza możliwość wideokonferencji. Dzięki temu mogłem zobaczyć w jakich nastrojach są moi zawodnicy. Widziałem na ich twarzy uśmiechy, to dla mnie znak, że cały czas jesteśmy zintegrowani, atmosferę mamy bardzo dobrą. W dzisiejszych czasach łatwo zatracić kontakt z innymi, popaść w zły nastrój, my dbamy o dobrego ducha zespołu.

Da się podtrzymać odpowiednią atmosferę, używając do tego nowoczesnych technologii?
Tak. Aplikacja zoom stwarza takie możliwości. Każdego z nas widać, słychać, łączymy się odpowiednio wcześniej – pół godziny przed treningiem, żeby chłopacy mogli jeszcze we własnym gronie pożartować, złapać kontakt. Jeżeli jest odpowiedni klimat wewnątrz zespołu, łatwiej utrzymać wysoki poziom dobrych relacji. Nie jest to jednak rozwiązanie na dłuższą metę.

To kolejna sytuacja kryzysowa, z którą musi się pan mierzyć odkąd pracuje w Wiśle.
Teraz mówimy o stanie wyjątkowym, sytuacji niespotykanej. To nowe doświadczenie dla całego świata, piłki. Najgorsze, że nie widać na horyzoncie mety tego kryzysu. Ta niepewność wpływa na naszą psychikę, codzienne funkcjonowanie, pojawiają się problemy gospodarcze. Trudno mieć w ogóle na cokolwiek wpływ. My, jako sztab, staramy się kontrolować w ramach naszych możliwości zespół tak, by wyjść bez jak najmniejszych strat. Piłkarze wykazują się dużym zrozumieniem. Zdają sobie sprawę w jakim położeniu wszyscy się znaleźliśmy. Zgodziliśmy się na obniżki kontraktów. Pokazaliśmy, że jesteśmy solidarni z Wisłą, potrafimy być empatyczni w obliczu problemów klubu.



Nikt się nie wyłamał?
Nie mieliśmy problemu z tym, że musimy podpisać aneksy do umów. Szacunek należy się wszystkim – mojemu sztabowi, piłkarzom. Tym większy, że wielu z nas kończą się kontrakty 30 czerwca. To pokazuje, że ta grupa zbudowana jest w oparciu o wzajemne zaufanie. Jakby nie patrzeć, ważą się losy całego sztabu szkoleniowego Wisły i kilkunastu piłkarzy.

Jest gotowy sposób na to jak zarządzać zespołem w kryzysie?
Nie ma. Szatnia piłkarska to specyficzne miejsce. To różne charaktery, narodowości, kraje pochodzenia. Co kultura, to inny odbiór tego, co dzieje się w związku z pandemią koronawirusa. Lepiej radzą sobie ci, którzy są blisko swoich rodzin. A w Wiśle nie każdy ma to szczęście. Trudno stworzyć odpowiedni model ułatwiający życie w dobie kryzysu dla obcokrajowców. Oni są z dala od bliskich, choćby Alan Turgeman nie może wrócić do Izraela. Dlatego musimy być razem. Stąd decyzja o wspólnym treningu on-line we wtorek. Doszliśmy do wniosku z zarządem, że puścimy naszych zagranicznych piłkarzy do swoich domów. Sami jednak stwierdzili, że zostaną w Krakowie, że wyjazd nie ma sensu, bo to zbyt duże ryzyko pod każdym względem.



Jakie więc rozwiązanie wydaje się najbardziej optymalne – dograć sezon, czy go zakończyć?
Ze sportowego punktu widzenia jedyna i najrozsądniejsza opcja to powrót do gry. Musimy cały czas trzymać ciśnienie, zrobić wszystko, żeby grać, nawet kosztem tego, że objętość meczów będzie bardzo duża. Owszem, restart może być późny, ale wznowienie rozgrywek jest w zaistniałej sytuacji najbardziej sprawiedliwe dla wszystkich. I ku takiemu rozwiązaniu wszyscy dziś zmierzają. Biorę też pod uwagę inne scenariusze. Nawet taki, że w ogóle nie zagramy. Przecież nie wiadomo ile potrwa pandemia, jakie spustoszenie będzie robił koronawirus. Na naszych oczach dzieją się ludzkie tragedie w Europie, generalnie na skalę światową. Daj Boże, aby te wszystkie decyzje, które zostały podjęte przez polski rząd, obroniły się. W tym sensie, że krzywa zachorowań zacznie spadać. Dążymy do zahamowania tego procesu. Kiedy to nastąpi? Nikt z nas nie wie. Mam nadzieję, że wcześniej czy później padnie hasło: „Wracamy na boiska!”. A my nauczymy się po prostu funkcjonować z wirusem.

Powrót na boisko raczej nie poprawi kondycji piłki nożnej. Konsekwencje obecnego paraliżu mogą pana zdaniem mieć konsekwencja dla futbolu na długie lata?
Już widać pierwsze skutki. Mocno ucierpiały budżety klubowe. Równowaga finansowa została zachwiana. Nasze środowisko myśli o powrocie do gry przede wszystkim ze względu na zdrowie psychiczne. Jako że futbol napędza wiele rzeczy, zyskają na tym inne gałęzie gospodarki. Dziś zamiast o piłce rozmawiamy o koronawirusie. To dla naszego społeczeństwa dobry sprawdzian, czy potrafimy odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Musimy wykazać się dużą cierpliwością, trzymać się razem i myśleć pozytywnie. Inaczej zwariujemy.

W tym trudnym czasie dla wszystkich, pojawiło się światełko w tunelu dla Wisły. Wisła Kraków SA i Towarzystwo Sportowe Wisła Kraków doszły do porozumienia w sprawie korzystania z logotypów. Co więcej, nowymi właścicielami klubu zostaną Jarosław Królewski, Tomasz Jażdżyński i Jakub Błaszczykowski.
To z kolei sprawia, że coraz lepiej czujemy się w naszym miejscu pracy, jakim jest Wisła. Nastraja nas to pozytywnie. Wraca nadzieja, że wspólnymi siłami – z zarządem, kibicami – przetrwamy kryzys w dobrej kondycji psychicznej. Szybciej wstaniemy na nogi, bo wielu z nas jest na kolanach...



W Wiśle powoli robi się normalnie. W Polsce natomiast żyjemy w stanie zawieszenia.
Bundesliga dała impuls całemu futbolowemu światu. Nasi sąsiedzi w poniedziałek zaczęli trenować w małych grupach. Liga osiągnęła kompromis z ministerstwem zdrowia. Uważam, że w tym kierunku powinna pójść także Polska. Przy trzymaniu się tych wszystkich obostrzeń, nie zapominajmy, że my musimy normalnie funkcjonować. Dla jednej grupy miejscem pracy jest biuro, kasa, teren budowy, środek transportu itp. piłkarze pracują na boisku. Jesteśmy zawodowymi sportowcami, konsekwencje za chwilę będziemy „brać na klatę”. Praca sportowca nie może wyhamować do zera. Potrzebujemy miejsca pracy, konkretnych wytycznych, tymczasem takich nie ma. Z jednej strony rozumiem: środki ostrożności, z drugiej strony skoro jedna grupa zawodowa może wykonywać swoje obowiązki służbowe, to dlaczego nam się zabrania trenować? My z piłki żyjemy. Nie można powiedzieć, że sport w dobie pandemii nie jest sprawą życia i śmierci. Skoro zawodowemu sportowcowi zamyka się np. dostęp do ścieżek leśnych, żeby mógł zadbać o kondycję, to szczerze nie rozumiem tego. Zamyka się również ośrodki sportowe, boiska. Zdaję sobie sprawę z powagi sytuacji. Uważam tylko, że nie możemy być „wrzucani do jednego wora” z innymi. Mam zamknąć piłkarza w czterech ścianach, bo dostanie mandat na kilka tysięcy za bieganiu po parku? Trochę w tej całej sytuacji zostaliśmy pominięci. Są zakazy, nie ma ogólnych zasad dla nas sportowców. Trzeba działać, a zabrano nam narzędzia pracy.

Rozmawiał Piotr Wiśniewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności