Aktualności

[WYWIAD] Andrzej Niewulis: Z Rakowem walczę o mistrzostwo i spełnianie marzeń

Rozgrywki18.12.2020 

Andrzej Niewulis 10 lat czekał, by znów zagrać w ekstraklasie. Z Rakowem Częstochowa ma bardzo ambitne plany. – Jesteśmy wysoko w tabeli, zdobyliśmy dużo punktów, a do tego dobrze wyglądaliśmy przez całą rundę jesienną i mamy szeroki skład. Mamy podstawy, by walczyć o tytuł – twierdzi 31–letni stoper.

Jest pan przykładem, że pech jednego piłkarza bywa szczęściem drugiego. Po kontuzji Tomasa Petraska, wskoczył pan do składu Rakowa i jest podstawowym zawodnikiem.

To prawda. Tomek był w formie, strzelał bramki, a zespół punktował. Wcześniej, jeszcze w pierwszej lidze, bywało tak, że trener wstawiał nas obydwu do składu. Wtedy to ja przy ustawieniu trójką obrońców grałem z boku, a Tomek w środku. Kiedy leczyłem kontuzję, na dobre zadomowił się na tej pozycji. I trudno mi było wygryźć go ze składu. Tak to jednak bywa w życiu piłkarza, że przytrafiają się urazy. Wskoczyłem w jego miejsce i staram się pokazać, że jestem w formie. Trener Marek Papszun ma dość szeroką kadrę i są nim odpowiedni zastępcy.

Co pan myślał, gdy Petrasek grał, a pan siedział na ławce?

Były momenty, gdy zastanawiałem się co ze mną będzie. Tyle że roztrząsanie tej sytuacji do niczego nie prowadziło. Znam długo trenera Papszuna i wiem, że warto pracować, bo muszę być gotowy właśnie na wypadek zawieszenia za kartki czy kontuzji. Każdy w zespole jest ważny. Ten, który aktualnie gra, ale także ten, który jest potencjalnym zmiennikiem.



Z Petraskiem w obronie, a teraz z panem Raków nadal nie traci wielu goli. Atutem Czecha było zdobywanie bramek, ale w końcu pan też trafił do siatki.

Kiedy wróciłem do podstawowej jedenastki w dwóch meczach nie straciliśmy gola. Potem zdarzyło się, że w Poznaniu rywal strzelił nam trzy bramki, ale i tak wywieźliśmy punkt. Straciliśmy też gole ze Śląskiem i Jagiellonią, ale obrona nie grał źle. Liczyłem, że w końcu też trafię do siatki, bo dobrze odnajduje się przy stałych fragmentach. Raz mi nie uznali gola, ale w końcu zdobyłem bramkę z Jagiellonią. To było mi potrzebne, bo poczułem się jeszcze pewniej. Tomek też potrafił korzystać z wzrostu. Jak już wróci, to razem na boisku możemy być bardzo groźni pod bramką rywali.

Po udanej rundzie jesiennej Raków jest w czołówce ligi. O co gracie?

Cel może być tylko jeden, a właściwie dwa – mistrzostwo i Puchar Polski. Jesteśmy wysoko w tabeli, zdobyliśmy dużo punktów, a do tego dobrze wyglądaliśmy przez całą rundę i mamy szeroki skład. Mamy podstawy, by walczyć o tytuł.

Trener Papszun podkreślał w jednym z wywiadów, że treningi u niego nie są po to, by podobały się piłkarzom, ale żeby się rozwijali.

I to daje efekty. Na treningach trzeba być maksymalnie skoncentrowanym i dobrze wykonywać pracę. Trener bardzo dużą wagę przykłada do spraw taktycznych. To ma sens i każdego dnia się o tym przekonujemy. Szkoleniowiec nie ma nic przeciwko, byśmy przyszli przed treningiem czy zostali po zajęciach, by ćwiczyć na przykład strzały. To mądry człowiek, z którym można pogadać na wiele tematów, nie tylko o piłce.



Za 2018 rok wybrano pana najlepszym pierwszoligowcem. Zanim jednak z Rakowem awansowaliście do ekstraklasy, w kwietniu 2019 roku doznał pan kontuzji i wrócił na boisku dopiero po piętnastu miesiącach.

To był bardzo poważny uraz. Okazało się, że chrząstka w kolanie była bardzo zniszczona. Długo grałem, choć z kolanem było coraz gorzej. Jestem jednak odporny na ból, ale coraz bardziej dokuczał. W końcu badania pokazały, że w kolanie są tak duże spustoszenia, że zabieg jest konieczny. Powrót rzeczywiście trwał długo. Myślałem, że jestem mocny psychicznie, ale to nie było takie proste, kiedy ta przerwa się wydłużała. Na dodatek, kiedy wydawało mi się, że za chwilę wrócę, kolano znów się odzywało. Było jeszcze za słabe i musiałem znów się rehabilitować. W głowie pojawiały się różne myśli. Zwłaszcza, gdy po mocniejszym treningu ból wracał. Na szczęście z badań wynikało, że wszystko jest w porządku, tylko trzeba jeszcze trochę czasu.

Pan się leczył, a w międzyczasie zespół awansował do ekstraklasy i rozegrał niemal cały sezon. Nie miał pan obaw, że Raków z pana zrezygnuje?

Rzeczywiście zastanawiałem się nad tym, choć przed kontuzją przedłużyłem umowę o trzy lata i byłem w pewien sposób zabezpieczony. Nie pozostawało mi jednak nic innego, niż rehabilitować się i walczyć o powrót na boisko. Nie wiem, czy trener aż tak mocno we mnie wierzył, ale nigdzie mnie nie oddał. Cieszę się, że sumiennie pracowałem, bo czuję się mocny.

W końcu w przedostatniej kolejce poprzedniego sezonu wrócił pan na boisko...

To była mieszanka uczuć – niesamowita radość, ulga i zadowolenie, że znów mogę wykonywać jeden z najpiękniejszych zawodów na świecie. Kiedy w końcu zagrałem, dodało mi to dużo pewności.



Czekał pan dziesięć lat na kolejny występ w ekstraklasie. Dlaczego nie udało się w Jagiellonii?

Zawiodła głowa, bo umiejętności mi nie brakowało. Na treningach musiałem powstrzymywać Kamila Grosickiego czy Tomasza Frankowskiego i uważam, że nieźle sobie radziłem. Pewnie były też dni czy sparingi, w których wyglądałem gorzej, ale zawsze byłem ambitny i nie spoczywałem na laurach. Największy jednak progres robi się w głowie. To klucz do formy i rozwoju.

Po odejściu z Jagielloni grał pan w niższych ligach. Był plan powrotu do ekstraklasy?

Tak, przeszedłem długą drogę i cieszę się, że się nie poddałem. Był moment w Zniczu Pruszków, kiedy walnąłem pięścią w stół i postanowiłem, że idę do przodu, wracam do ekstraklasy. Na kartce rozpisałem sobie cele, jak to ma wyglądać i co pół roku je korygowałem. Były takie mniejsze, nawet co zrobić w każdym tygodniu, by pójść kroczek w tym kierunku. Były też założenia takie na dłużej jak choćby, ile meczów rozegrać w podstawowym składzie czy ile razy nie stracić gola. Mam jeszcze te notatki. Od momentu przyjścia do Rakowa wszystkie główne cele udało mi się zrealizować.

Czytałem w wywiadzie, że marzy pan też o grze w reprezentacji?

To był najważniejszy cel zapisany w notatkach. A właściwie takie sobie postawiłem marzenie, by mieć do czego dążyć. I starałem się pamiętać o tym na każdym treningu. Mam 31 lat, ale wciąż marzę o reprezentacji

Rozmawiał Andrzej Klemba

Fot. Cyfrasport

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności