Aktualności

VAR od środka: protokół, „czysto” i tętno 200

Rozgrywki08.08.2017 
Piątkowy mecz Ekstraklasy w Płocku był dla Bartosza Frankowskiego pierwszym w karierze, które poprowadził ze wsparciem VAR. – Szymon, mówiłeś coś? – główny arbiter pyta swojego asystenta, który siedzi kilkadziesiąt metrów od boiska, zamknięty w minibusie i sprawdza wszystkie sporne sytuacje na kilku ekranach. – Nie, nic, gramy dalej – odpowiada Szymon Marciniak, czyli sędzia od wideo weryfikacji. Była 95. minuta, Wisła Kraków właśnie strzeliła zwycięskiego gola. Kontrowersji nie było.

Najczęściej powtarzanym słowem w busie VAR – czyli Video Assistant Referee jest „czysto” – tak na szybko dwóch sędziów od wideo weryfikacji komunikuje, że nic się nie stało lub arbiter główny nie popełnił błędu. Cały czas go słyszą, ale różnica w emocjach jest spora. Gdy Frankowski zdecydowanie strofuje zawodników nawet krzykiem, jedyną oznaką emocji przed monitorami jest szybsze tempo wyrzucanych słów: „odwiń”, „ta kamera”, „zapisz” i odliczanie do wznowienia gry. To ostatnie jest kluczowe w reakcji VAR na większość sytuacji: by skutecznie zainterweniować w krótkim czasie i zachować płynność gry na boisku.

Jednak porównanie emocji towarzyszących sędziom na boisku i w wozie VAR jest po prostu mylne. – Sam wiem to po jednym ze spotkań mistrzostw świata do lat 20 – przyznaje Szymon Marciniak. – Był to półfinał, najtrudniejszy mecz turnieju, Wenezuela-Urugwaj, derby Ameryki Południowej. Po nim do szatni wchodzi mój VAR, Danielo Orsato i mówi: „Simon, tyle trudnych decyzji to ja nie miałem nigdy na boisku! Mam tętno 200, a byłem bez gwizdka, bez kartek i tylko pomagałem!”

Marciniak to już weteran VAR, który pierwszą styczność z wideo weryfikacją miał już rok temu. – Zaczęło się od spotkania preselekcyjnego w Zurychu dla sędziów wybranych pod kątem pracy na mistrzostwach świata w Rosji w 2018. Wtedy przez dwa tygodnie poznawaliśmy ten system, pracowaliśmy z dwoma zespołami, które kreowały nam bardzo trudne decyzje. Nie było jak w meczu, gdy czasem zdarzy się jedna sytuacja lub dwie. Nie, tam było po kilkanaście w ciągu kilku minut. Zostaliśmy rzuceni na głęboką wodę: ledwo poznaliśmy coś nowego, a już musieliśmy podejmować kluczowe decyzje.

Jeszcze szkolenie we włoskim Coverciano, a potem już wyjazd na MŚ U-20 w Korei Południowej. Tam praca sędziów nie kończyła się wraz z ostatnim gwizdkiem spotkania. Testy VAR były prowadzone codziennie, choć tym razem z użyciem drużyn złożonych z sędziów. – Później śmialiśmy się, że to były najtrudniejsze zespoły do sędziowania, tak dobrze inicjowali skomplikowane sytuacje z pozycją spaloną, ukrywali faule… A my łączyliśmy się z VAR lub nimi będąc musieliśmy reagować wedle protokołu – tłumaczy Marciniak.

Protokół to kluczowa sprawa. Po pierwsze, tłumaczy dokładnie w jakich sytuacjach VAR w ogóle może interweniować. Po drugie, wskazuje sędziom, jak powinni się komunikować z VAR i na odwrót. – Boisko to nasz chleb powszedni, podejmujemy decyzje na podstawie tego, co widzimy. Ale będąc VAR trzeba się tych wszystkich nawyków wyzbyć, kompletnie wyłączyć emocje. Oglądać mecz na chłodno, reagować na czarno-białe błędy. W kilkanaście sekund przypomnieć sobie protokół, przeanalizować sytuację, odwinąć, znaleźć najlepsze ujęcie, czasem sprawdzić w slow-motion… Im szybciej, tym lepiej – dla sędziów, kibiców, piłkarzy i w ogóle projektu. Przecież VAR nie może czekać dwóch, trzech minut i jeszcze podjąć złą decyzję. Odpowiedzialność jest duża, ale trzeba o niej zapomnieć, bo dociskanie się nią nic dobrego nie da – zaznacza Marciniak, który w roli VAR zadebiutował w Ekstraklasie właśnie w Płocku.
Wcześniej większość spotkań z tego miejsca kontrolował Paweł Gil, który wspomagał również Szymona Marciniaka w niedzielnym meczu Jagiellonii Białystok z Sandecją Nowy Sącz (1:3). Wtedy było więcej pracy, choćby przy sprawdzeniu pierwszego gola dla gości. Chociaż pojawiły się wątpliwości przy zagraniu ręką Tomasza Brzyskiego, to weryfikowana była wyłącznie możliwa pozycja spalona piłkarza Sandecji - tak uznano na boisku i w wozie VAR.

Inni sędziowie również poznają VAR i to już od trzeci miesiąc. Gdy Marciniak przebywał na MŚ U-20, w Polsce odbyło się pierwsze szkolenie z VAR poprowadzone przez Davida Elleraya, byłego sędziego, obecnie członka zespołu IFAB – czyli International Football Association Board, które zajmuje się przepisami gry, wprowadzaniem zmian i także regulowaniem zasad wideo weryfikacji. To właśnie na specjalny serwer po meczu sędziowie VAR wysyłają przeanalizowane sytuacje, odpowiednio je opisując. – A koniec pracy jest po dwóch dniach, gdy dostajemy od centrali odpowiedź, sygnał, że wszystko zostało odpowiednio zrobione – mówi Marciniak.

Tempo wprowadzania VAR jest naprawdę imponujące, ale to pokłosie efektów pracy polskich sędziów. Szkolenia, które rozpoczęto przed startem sezonu – choćby przy okazji mistrzostw Polski do lat 16 - trwają nadal. Dwa tygodnie temu w Krakowie rozegrano dwa spotkania towarzyskie z udziałem VAR, by kolejni sędziowie mogli spełnić minimalne wymagania pozwalające im na pracę „online” już w lidze. Ostatnio podobne testy przeprowadzono w Grodzisku Mazowieckim. – Paweł Raczkowski, Bartosz Frankowski i Tomasz Kwiatkowski dzięki temu już spełnili lub dopełniają wymagania. Nie było wiele czasu, ale mamy dobrze wyselekcjonowanych ludzi, sędziów międzynarodowych, naturalnym jest, że muszą szybciej przyswajać pewne rzeczy. Na takiej samej zasadzie rzucono nas na głęboką wodę na MŚ U-20, gdy tłumaczono, że skoro wybierali z grupy najlepszych arbitrów na świecie, to czas nie gra roli. „Wychodzimy na boisko i gwiżdżemy”. To miało tylko pomóc. Tak samo jest w Polsce: po meczach podpowiadamy sobie, ponieważ zawsze jest jakaś nowa sytuacja, nigdy nie da się w pełni zdarzeń wykreować. Boisko zawsze potrafi zaskoczyć, mecz odwraca się o 180 stopni – dodaje Marciniak.

Od dwóch meczów w czwartej kolejce Ekstraklasy, przez trzy spotkania w siódmej i aż do zrealizowania celu: pełnej serii ze wsparciem VAR do końca rundy jesiennej. Do tego czasu wszyscy kibice, piłkarze oraz trenerzy powinni być z działaniem wideo weryfikacji zaznajomieni.

Michał Zachodny

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu Regulamin sklepu Regulamin sklepu (2014) Polityka prywatności
Wzór odstąpienia od umowy sprzedaży