Aktualności

Skok pressingowy Wisły: z przeciętniaka w lidera, czyli o efekcie Hyballi

Rozgrywki28.02.2021 
Wisła ma to, co chciała. Zamiast miejsc w środku lub w dole tabeli wreszcie znajduje się w czołówce ligowych klasyfikacji. Ktoś mógłby rzec, że wystarczyło zmusić piłkarzy do bardziej intensywnego biegania, jak zrobił to Peter Hyballa. Jednak wysiłek bez pomysłu szedłby na marne. „Biała Gwiazda” wiosną oznacza wysoki pressing.

Mówił o tym Hyballa jeszcze pod koniec minionej rundy. Była to obietnica „lepszego jutra” po zremisowanych derbach Krakowa, porażce z Legią Warszawa (1:2) i wygranej w Poznaniu z Lechem (1:0). – Dopiero po zimowych przygotowaniach zobaczycie mój pomysł na Wisłę – brzmiała zapowiedź niemieckiego trenera. Tego, który we wdrażaniu swojej idei gry nie bierze pod uwagę kompromisów. Kto nie chciał grać wedle jego reguł, ten zimą musiał szukać nowego klubu.

Wiele mówi się o tym, że trenerom brakuje jasno określonej charakterystyki: w tym, jak się zachowują, jaki budują wizerunek i jak przekładają to wszystko na zespół oraz boisko. Z Hyballą jest inaczej, on zdaje się być skrajnością w drugą stronę. Ten szkoleniowiec, który jest autorem kilku jasno prezentujących jego filozofię książek o futbolu. „Niemieckie ćwiczenia techniki podania”, „Sekrety holenderskiego futbolu”, „Współczesna gra podaniami: koncepty, perspektywy, idee i wizje”, także podręcznik z ćwiczeniami dryblingu… To nie tylko trener, który w futbol ofensywny wierzy, ale po prostu chce i potrafi go od podstaw nauczać.

Wisła tych podstaw zdawała się wymagać w momencie, gdy Hyballa przejmował drużynę. Pod względem częstotliwości dryblingów, oddanych strzałów i kluczowych podań „Biała Gwiazda” w najlepszym wypadku otwierała górną część klasyfikacji. Była zespołem do bólu przeciętnym, wręcz nijakim – odchodzącym od tak bliskich, regionalnych ideałów „krakowskiej piłki”, wtapiającym się w ekstraklasową rzeczywistość i w efekcie walczącym o utrzymanie.

– Peter jest wyjątkowym, kreatywnym trenerem. Co dla mnie jest wyjątkowo ważne – kładzie duży nacisk na fizyczną część piłki. Uwielbia intensywność, co najlepiej widać podczas treningu. W momentach, gdy inni trenerzy zarządzają chwilę odpoczynku, on mówi: "więcej". 20 skippingów, 10 pompek, 10 podskoków, 10-metrowe sprinty, 5-metrowe sprinty, 20-metrowe sprinty. Znów podskoki. I tak to wygląda. Inni trenerzy powiedzieliby: "Przerwa, idziemy się napić wody", a on wtedy każe włączyć wyższy bieg – mówił w wywiadzie z serwisem TVP Sport trener od przygotowania fizycznego Wisły, Robin Adriaenssen.

Z kolei Hyballa już zdążył użyć różnych określeń na to, co ma prezentować jego zespół. „W mojej drużynie musisz co mecz biegać jak diabeł i grać jak diabeł”, mówił w Super Expressie. „Taki jest sport, taki jest ten zawód. Cały czas trenujemy, a następnie regenerujemy się, by jak najlepiej przygotować się do czekających nas wyzwań. I na tym się skupiamy. To są zawodowi piłkarze, którzy po prostu wykonują swoją pracę”, tłumaczył przed meczem z Wisłą Płock. „Trzeba grać jeszcze prościej, szybciej, oddawać dużo więcej strzałów. Oczywiście, jakość strzałów też nie zawsze była zadowalająca, ale przede wszystkim musimy więcej się starać, więcej strzelać, wywalczać więcej rzutów rożnych czy karnych. Trzeba uszczelnić defensywę, grać bliżej przeciwnika. Koniec końców nie chodzi tylko o to, by grać piękniej, ale by zdobywać trzy punkty w każdym meczu”, tłumaczył przed wygranym starciem z Pogonią Szczecin.

Ten ostatni cytat idealnie oddaje prawdziwe motywy tego konkretnego sposobu działania Hyballi – on jest pragmatykiem. Trafił zresztą do ligi pełnej pragmatyków, czyli szkoleniowców grających na wynik, co jest przecież najczęstszym zarzutem wobec braku progresu klubów Ekstraklasy. Jednak on w wysokim pressingu i natychmiastowym kontrpressingu widzi większe szanse na uzyskanie korzystnych rezultatów, niż to, co prezentuje stereotypowy zespół polskiej ligi: obrona blisko własnej bramki, reagowanie na działania przeciwnika, ostrożność zamiast kreatywności… Tego typu styl nadał pragmatyzmowi złej renomy, gdy tak naprawdę współczesny futbol opiera swoją skuteczność na tym, by jak najszybciej i najbliżej bramki rywala przejąć piłkę. Potem jest już autostrada.

Dlatego Hyballa ratunek Wisły widział w przestawieniu jej z nijakości na konkret, który kosztuje mnóstwo sił. Obrazują to statystyki dostarczane przez Chyron-Hego do Ekstraklasy. W porównaniu pierwszych jedenastu kolejek za poprzedniego szkoleniowca do okresu, gdy Wisłę prowadzi Niemiec różnica jest zdecydowana. W pierwszej części rozgrywek tylko cztery razy piłkarze „Białej Gwiazdy” zaliczyli więcej niż 100 sprintów w meczu, od dwunastej kolejki działo się tak za każdym razem. Dystans przynajmniej dwóch kilometrów na tej intensywności przekraczali odpowiednio trzy na jedenaście razy i w pięciu na siedem spotkań u Hyballi.

Jednak sprinty to nie wszystko, bo przecież każda akcja u nowego szkoleniowca musi być wykonywana w odpowiednim tempie. I w tym, który dostarczyciele danych definiują jako „High Speed Runs” jest największa przepaść. Przed Hyballą ani razu nie zdarzyło się, by liczba tych biegów przekroczyła 600 na zespół w spotkaniu – po zatrudnieniu 45-latka tylko dwa razy się to nie udało. Ledwie jeden wynik z okresu do końcówki listopada znalazłby się pośród rezultatów z dalszej części sezonu. Z dystansem pokonanym w tym tempie jest podobnie: raz udało się wejść na poziom, który jest standardem za Hyballi. Nic dziwnego, że wówczas Wisła wygrała 6:0 ze Stalą Mielec. Problem polegał na tym, że – z różnych względów – nie była w stanie tego powtarzać tydzień w tydzień. Tamto zwycięstwo było wyjątkiem w beznadziejnym sezonie. Było do czasu, gdy w Krakowie pojawił się Hyballa.

On przy linii bocznej nie zachowuje się racjonalnie. Skacze on, skaczą jego asystenci. Nie ma momentu spokoju ani odpoczynku. To zresztą wskazanie szkoleniowca i wymóg w sztabie szkoleniowym. Gdy ktokolwiek dostrzeże moment rozprężenia, ma wyskoczyć do linii bocznej i okrzykami przypomnieć o standardach. Sam Hyballa pewnie kilkaset razy w trakcie meczu wykrzykuje hasło, które jest mottem obecnej Wisły: „gegenpress”, czyli reakcja po stracie piłki, czyli coś, co nawet klubowy sklep sprzedaje na koszulkach.

Co ciekawe, średnia odległość podania wykonywanego Wiślaków jest wyższa w 2021 roku, niż była w drugiej części 2020. Jednak sztuka takiego zagrania polega też na następnym działaniu. Obecnie w Krakowie to sygnał do pójścia za ciosem: zebrania drugiej piłki, zaatakowania przeciwnika, skrócenia pola gry i oddalenia jej od własnej bramki. Dlatego z siódmej pozycji w klasyfikacji kluczowych podań Wisła jest w tym roku pierwsza. Z ósmej awansowała na lidera pod względem liczby strzałów, progres w uderzeniach oddanych z pola karnego (wzrost średniej z 7,4 do 11,8!) jest równie znaczący. Tylko piłkarze Rakowa Częstochowa odbierają piłkę bliżej bramki przeciwnika, czyli obecnie zdecydowanie obniżają średnią zamiast ją przewyższać.

W konsekwencji wzrosła liczba podejmowanych pojedynków: tylko trzy zespoły zaliczają ich w meczach więcej, na połowie przeciwnika średnio o piętnaście więcej w każdym spotkaniu. Podobnie jest z przechwytami oraz zebranymi drugimi piłkami – te zdarzenia zostały w 2021 roku poprawione przede wszystkim na połowie przeciwnika…
Stefan Savić zaliczył najwięcej kluczowych podań, Felicio Brown Forbes oddał najwięcej celnych strzałów, Michal Frydrych jest trzeci w klasyfikacji odzyskanych piłek oraz pojedynków w defensywie... W pierwszym półroczu sezonu jedyne wyróżniające się statystyki piłkarza Wisły to pięć (najwięcej) podań Łukasza Burligi na pozycję spaloną.

W Wiśle nie ma czasu oraz przestrzeni na to, by coś działo się powoli. Sceny pokazywane w dokumencie niemieckiej stacji ZDF to doskonale obrazują, podobnie jak obrazki z kamer Canal+, które towarzyszyły Hyballi podczas ostatniego meczu z Pogonią Szczecin. Wyzwaniem dla Niemca i jego pomysłu na „Białą Gwiazdę” będzie ta chwila, gdy zespół nie będzie mógł używać pressingu jako głównej broni – rywale cofną się głęboko, zagrają z kontry i wyeksponują ograniczenia kadry „Białej Gwiazdy”. To jednak nie sprawi, że zespół Hyballi stanie się mniej atrakcyjny lub ciekawy do oglądania. Warto obserwować to zjawisko, gdy jeszcze ma miejsce w Ekstraklasie, czyi lidze do niedawna wzdrygającej się na myśl o bardziej aktywnej obronie – nie porównując tego z tym, co robi Wisła.

Michał Zachodny

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności