Aktualności

[PKO EKSTRAKLASA] Czy kluby wreszcie mają plan na transfery?

Rozgrywki11.08.2020 

Wyjątkowe jest to lato dla polskich klubów: nie tylko ze względu na to, że przerwa między sezonami jest bardzo krótka, ledwie kilkutygodniowa, ale też przez ich działania poza boiskiem. Kibice pasjonujący się transferami mogą wreszcie dostrzec, że za większością działań ich klubów stoi jakaś myśl, a większość z ruchów można podporządkować do kilku kategorii.

Planowanie transferów w teorii wydaje się łatwe. Przecież trenerzy doskonale znają swoje drużyny, ich słabe i mocne punkty, pozycje obstawione bardzo dobrze i znacznie gorzej. Są świadomi różnych czynników np. średniej wieku, które mają przełożenie na dyspozycję zespołu, wiedzą też o tym, którym piłkarzom kończą się kontrakty i jakie są budżety płacowe oraz transferowe. Aspekt finansowy wydaje się w tym roku równie istotny, brak wpływów z biletów wobec kilkumiesięcznej przerwy w rozgrywkach mógł wpłynąć na plany transferowe. Jednocześnie ograniczenia budżetowe mogły wymusić właśnie planowanie i kreatywne działanie. O tym, że coś takiego odbyło się w klubach Ekstraklasy może świadczyć łatwość z jaką przychodzi skategoryzowanie już dokonanych transferów.

Uwierzyć w pierwszoligowca

We Wrocławiu jakby odkryli żyłę złota. Ubiegłoroczny transfer Przemysława Płachety z zaplecza Ekstraklasy, postawienie na skrzydłowego i sprzedanie go za rekordową kwotę trzech milionów euro do Norwich w ubiegłych tygodniach stało się dla Śląska przykładem planowego działania. I tego lata do klubu sprowadzono już czterech zawodników z pierwszej ligi: Patryka Janasika z Odry Opole, Michała Szromnika z Chrobrego Głogów, Fabiana Piaseckiego z Zagłębia Sosnowiec i Rafała Makowskiego z Radomiaka Radom (na zdjęciu poniżej).

Oczywiście każdego z nich w pierwszej kolejności czeka walka o podstawowy skład. Szromnik będzie tylko zmiennikiem Matusa Putnockiego, Janasika czeka konkurencja z kilkoma zawodnikami, a nawet najlepszy strzelec zaplecza i jeden z wyróżniających się zawodników rozgrywek nie mogą być pewni miejsca w wyjściowej jedenastce. Jednak kierunek działania jest jasny. O ile w ostatnich latach widać było, że drużynom awansującym do Ekstraklasy w pierwszym sezonie jest trudno, o tyle wyjęcie pojedynczych zawodników i dostosowanie ich do wyższej jakości i intensywności na tym poziomie zdaje się łatwiejsze.

Odnotujmy: Piasecki odszedł do Ekstraklasy jako król strzelców, Makowski miał udział w 47% goli Radomiaka, a jest jeszcze zdecydowanie najlepszy piłkarz zaplecza, czyli Bartosz Nowak, który ze Stalą Mielec awansował, choć w nowym sezonie będzie reprezentował barwy Górnika Zabrze. Jagiellonia zabrała Szymona Sobczaka, najskuteczniejszego piłkarza Stomilu Olsztyn, z kolei ten Bruk-Bet Termaliki, Vladislavs Gutkovskis będzie reprezentował barwy Rakowa Częstochowa. Również postawa Michała Żyro na wypożyczeniu w Mielcu (sześć goli i trzy asysty) przekonała działaczy Piasta Gliwice, by zabrać go z Korony Kielce. Kluby Ekstraklasy zdaje się, że dostrzegły w najlepszych zawodnikach nie tylko jakość, ale i okazję, by samemu na tym zyskać, również finansowo.

Rozebrać spadkowiczów

W każdej drużynie, która spadła w ostatnim sezonie Ekstraklasy panowało przekonanie o tym, że wynik końcowy nie odzwierciedlał jakości indywidualnej. W sporej liczbie transferów przeprowadzonych tego lata jest to odzwierciedlone: Pavels Steinbors (na głównym zdjęciu) uratował dla Arki Gdynia i tak sporo punktów, dlatego od nowego sezonu będzie bronił barw Jagiellonii. Z kolei z Korony Kielce już czterech piłkarzy zagwarantowało sobie utrzymanie się na poziomie Ekstraklasy.

– Zagłębie było najbardziej zdeterminowane aby mnie pozyskać, wykazywało swoje zainteresowanie od dłuższego czasu. Spodobała mi się zaproponowana perspektywa rozwoju, motywy jakimi kierował się klub oraz plan na to jak rozwinąć drużynę, aby była ona mocniejsza. Podoba mi się również sposób gry jaki preferuje trener Ševela – mówił Jakub Żubrowski, gdy prezentowano go w Lubinie po przeprowadzce z Korony. On, podobnie jak Petteri Forsell – dziś już w beniaminku z Mielca – nie narzekał na brak ofert. Skorzystała także Cracovia (ściągnęła ze spadkowicza Ivana Marqueza i Michaela Gardawskiego), a także Raków Częstochowa (Marcin Cebula).

Sytuacja jak spadek to po prostu doskonała okazja dla innych. Wartość piłkarzy jest obniżona, ich potencjał sportowy może niedoszacowany. A ewentualne wyróżniki – gole, asysty, sama gra – w klubie z dołu tabeli stanowią sygnał, że radzili sobie pomimo trudnej sytuacji.

Dać możliwość powrotu

Powrotu, który może być sentymentalny – jak w przypadku Artura Boruca, czy Waldemara Soboty, którzy na koniec kariery zdecydowali się jeszcze zagrać w klubach, które reprezentowali przed transferami zagranicznymi. Jednak tego typu ruchy powinny być rozumiane również po przejściu Michała Kucharczyka do Pogoni Szczecin, Macieja Wilusza do Rakowa Częstochowa i Filipa Bednarka do Lecha Poznań.

– W polskich realiach trudno jest mi wyobrazić sobie pozyskanie bardziej utytułowanego i doświadczonego w bojach piłkarza. Michał wnosi do zespołu bardzo dużo jakości oraz ogranie. Cieszymy się, że udało nam się przekonać zawodnika i doprowadzić do tego transferu – mówił szef pionu sportowego Pogoni Dariusz Adamczuk. I w tym jest sedno kwestii powrotów: piłkarze wracający z zagranicznych wyjazdów, udanych lub nie, krótszych lub dłuższych, reprezentują wartość zebranych tam doświadczeń i wciąż z możliwością powrotu na reprezentowany poziom. To okazja, nawet jeśli oznacza dodatkową pracę z i nad zawodnikiem, by wobec ponownej gry w Ekstraklasie jak najszybciej odzyskać jego jakość.

Zapewne najlepiej obrazuje to powrót Bartosza Kapustki do warszawskiej Legii. Jego doświadczenie to już granie i trenowanie w trzech krajach na kontynencie, nawet jeśli mało regularna, dodatkowo zaburzona kontuzjami. Jednak nikt nie wątpi w jego umiejętności: nawet brak przekonania wynika z faktu, że od marca ubiegłego roku nie rozegrał żadnego spotkania w pierwszym zespole. Ale to dla niego, jak i pozostałych wracających do ligi piłkarzy sprawdzian na determinację w pokazaniu, ile wciąż mogą znaczyć i czy tyle, ile przed wyjazdem.

Odnaleźć młodzieżowca

W tym okienku transferowym kluby Ekstraklasy pozyskały już ponad piętnastu młodzieżowców. Ich ścieżki są różne: od powrotów z zagranicznych klubów, przez wyciągniętych piłkarzy od ligowych rywali, z akademii pozbawionych liczących się zespołów seniorskich, aż do takich z doświadczeniem na niższych poziomach rozgrywkowych w Polsce.

Nic dziwnego, że najbardziej zdeterminowane były te drużyny, które z młodzieżowców korzystały rzadko, miały ich niewielu, bo i zaplecze akademii nie należy do najmocniejszych. Na przykład Piast Gliwice nie ma przedstawiciela w Centralnej Lidze Juniorów, w poprzednim sezonie w jego barwach wystąpiło tylko pięciu młodzieżowców, a procentowy dorobek minutowy był drugim najniższym w lidze. Na gorszej pozycji był tylko Śląsk, który na dodatek sprzedał swojego podstawowego młodzieżowca. W Piaście z kolei tak kategoryzowany już nie może być Sebastian Milewski, stąd poszukiwania. Wrocławianie ściągnęli Mateusza Praszelika, któremu wygasł kontrakt w Legii, a gliwiczanie podpisali Javiera Ajenjo Hyjka z Atletico Madryt (na zdjęciu powyżej) oraz Arkadiusza Pyrkę ze Znicza Pruszków. Znów różnica: pierwszy całe życie mieszkał w Hiszpanii, ale reprezentuje Polskę. Drugi od dwóch sezonów gra na poziomie seniorskim, ma niemal 50 spotkań.

Poszukiwanie pośród młodzieżowców, którzy pokazali się na niższym poziomie niż Ekstraklasa jest zresztą najczęstszym sposobem działania. Pogoń Szczecin już kilka miesięcy temu ściągnęła Mariusza Fornalczyka, którego talent eksplodował w Polonii Bytom, a Jagiellonia zabrała Garbarni Mateusza Wyjadłowskiego, który był pewnym punktem defensywy krakowian. Ich też czeka adaptacja, ale skala sięgania po młodzież w to lato nie ma precedensu w poprzednich sezonach.

Znaleźć okazję

Ostatnia opcja jest tą najbardziej oczywistą: poszukiwanie możliwości wzmocnienia w problemach u ligowych rywali. A nawet nie tyle w problemach, ile sytuacjach, które się zdarzają: komuś kończy się kontrakt, ktoś nie wygrywa rywalizacji, ktoś znalazł się na uboczu przez decyzję trenera. Nie oznacza to jednak braku przydatności lub wygaśnięcia potencjału, jeśli już to dodatkową pracę nad odbudowaniem takiego zawodnika.

A przykład idzie z samej góry. Tak od jakiegoś czasu wzmacnia się Legia Warszawa, która ściągnęła choćby Jose Kante z Wisły Płock i Waleriana Gwilię z Górnika Zabrze, czyli ważne postacie z mistrzowskiego sezonu. I w to lato sytuacja się powtórzyła. Z Gdańska do Warszawy przeniósł się Filip Mladenović, zabezpieczając lewą obronę Legii, a w ataku rywalizację wzmocni Rafael Lopes, który miał atrakcyjną dla mistrzów klauzulę wykupu w swoim kontrakcie.

Tak również skorzystał Piast Gliwice, gdzie do współpracy z Waldemarem Fornalikiem wróci jego były podopieczny z Ruchu Chorzów, Patryk Lipski. Lech Poznań uzupełnił prawą stronę defensywy Alanem Czerwińskim (na zdjęciu powyżej), któremu skończył się kontrakt z Zagłębiem Lubin. Na bocznym torze w Gdańsku był Błażej Augustyn, wiec jego zabrała Jagiellonia. Do Lechii trafił po wygaśnięciu umowy w Lubinie Bartosz Kopacz. Jasne, to transfery głównie bezgotówkowe – podobnie jak przejście Patryka Tuszyńskiego do Wisły Płock – ale pokazujące, że okazji wcale nie trzeba szukać za granicą lub wydawać na nie milionów. A to już kolejna oznaka planowania.

Michał Zachodny

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności