Aktualności

[PKO EKSTRAKLASA] Boruc i Sobota: transfery na początek czegoś nowego?

Rozgrywki03.08.2020 

Efekt echa czy zrobienia hałasu powiódł się zarówno w przypadku Legii Warszawa, jak i Śląska Wrocław. Jednak wraz z transferami powrotnymi do tych klubów odpowiednio Artura Boruca i Waldemara Soboty można dostrzec dwie kwestie: ile w polskiej rzeczywistości piłkarskiej się zmieniło i w którym kierunku może się zmieniać.

W pewnym sensie pożegnanie Waldemara Soboty ze Śląskiem Wrocław było jak ze snu. Przy wypełnionym ponad 40 tys. widzów stadionie miejskim, po spotkaniu z markowym rywalem w eliminacjach europejskich pucharów. Jednak wobec wyniku 0:5 i 1:9 w dwumeczu z Sevillą nikt nie myślał o owacji dla jednego z najlepszych, a na pewno najbardziej ekscytujących zawodników klubu w jego najnowszej historii. I do lata 2020 najdrożej sprzedanego zagranicę.

Odejścia rzadko bywają bajkowe. Gdy Artur Boruc rozgrywał swoje ostatnie spotkanie w barwach Legii, to za jego plecami przed ostatnim strzałem, który mógł obronić ustawiali się gotowi do celebracji kibice. Kibice Groclinu Grodzisk Wielkopolski, bo to u tej drużyny rozgrywano półfinał Pucharu Polski, zresztą zwycięski dla gospodarzy. Boruc nie zdołał obronić ani jednej jedenastki, bohaterem był za to Sebastian Przyrowski. W tamtej drużynie Legii było mnóstwo jej obecnych pracowników: zaczynając od pierwszego trenera (Aleksandar Vuković), jego asystenta (Marek Saganowski), szkoleniowca rezerw (Tomasz Sokołowski), szef skautingu (Tomasz Kiełbowicz). Na treningach Legii pewnie zdarzy się, że Boruc będzie bronił strzały Szymona Włodarczyka, czyli syna swojego ówczesnego kolegi z boiska, Piotra.

To oczywiście jego statusowi – już wtedy bronił z opaską kapitana na ramieniu – niczego nie ujmuje. Podobnie jak to, że odchodził z trzeciej drużyny w kraju, która do mistrzowskiej Wisły Kraków straciła aż 15 punktów, a swoje jedyne tytuły z Legią zdobywał jako zmiennik. Po szkocko-włosko-angielskich wojażach wraca do Warszawy jako „król”, z ogromną historią i nadzieją. A przede wszystkim jako narzędzie dla klubu: pokazanie, że Legia z chęcią swoich byłych piłkarzy przygarnie, że nie jest to miejsce dla najemników. Zresztą prezes Dariusz Mioduski odchodzącemu latem Radosławowi Majeckiemu mówił dokładnie to samo: by najpierw stał się gwiazdą światowych boisk, a na koniec wrócił do Legii.

Boruc w Legii i Sobota w Śląsku to przede wszystkim zasięgi. Konta w mediach społecznościowych warszawskiego klubu zostały zdominowane przez nowego-starego bramkarza, przeplatane tylko reklamami sprzedaży karnetów na nowy sezon. Ogłoszenie transferu Boruca rozeszło się bardzo szeroko, na facebooku post Legii udostępniło prawie 3,5 tysiąca użytkowników. Wystarczy to zestawić z informacjami o poprzednich transferach, by dostrzec różnicę: kupiony z Cracovii Rafael Lopes to tylko 72 udostępnienia, Josip Juranović – 71.

Zresztą w przypadku Śląska i Soboty było podobnie. Post facebookowy z ogłoszeniem transferu pomocnika jeszcze nie przebił tego najchętniej oglądanego, ale do topowych wyników się zbliża. Przy znacznie niższym zasięgu od Legii i tak został udostępniony przez 366 użytkowników. Sam klub z powrotu swojego piłkarza zrobił kilkudniową akcję: z zapowiedzią urywkiem z kultowego filmu „Kiler”, z całostronicowymi ogłoszeniami w ogólnopolskiej prasie, wywiadami, sesjami zdjęciowymi… Rzecznik Śląska przyznaje, że o wywiad z Sobotą prosiła go już niemal każda redakcja sportowa w kraju. Kibice z Wrocławia mieli natomiast pretensje do popularnego portalu informacyjnego 90minut.pl, że nie umieścił ogłoszenia transferu Soboty jako jednego z głównych newsów – za tak istotne uznali to wydarzenie.

Pół żartem pół serio można stwierdzić, że transfery te już spełniły swoje zadanie, dostarczając wielu emocji. Będzie ich jeszcze więcej, gdy wrócą na boiska, choć efekt ich występów wcale nie musi być powalający. Boruc swój ostatni mecz zaliczył równo rok temu (trzeciego sierpnia w sparingu Bournemouth), Sobota przychodzi z czternastej drużyny drugiej Bundesligi. Chociaż piłkarz Śląska grał regularnie, strzelił trzy gole i zaliczył trzy asysty, to zmieniła się także jego pozycja na boisku: odchodząc był efektownym, szybkim skrzydłowym, dziś bardziej wykazuje się sprytem w rozegraniu i doskoku do przeciwnika w roli rozgrywającego. W przypływie radości po podpisaniu przez nich kontraktów to nie powinno umknąć uwadze.

Podobnie jak fakt, że wracają do zupełnie innej rzeczywistości. Boruc odchodził z Legii będącej w cieniu Wisły, dziś to warszawski klub rzuca cień na resztę ligi. W zdecydowany sposób odzyskał mistrzostwo, niedawno otworzył najnowocześniejsze w kraju centrum treningowe, dystansuje rywali budżetem oraz możliwością wypromowania się. W pierwszej dekadzie XXI wieku, gdy Boruc był częścią Legii wygrała ekstraklasę dwukrotnie, w kolejnej – sześć razy. Różnica we wszystkich tytułach jest równie imponująca i na korzyść obecnego okresu – 12 do 5.

Z kolei Sobota odchodził ze Śląska z którym trzy razy z rzędu kończył na podium i zdobył drugie mistrzostwo w historii klubu. Drużyna po transferze skrzydłowego do Belgii przechodziła kryzys za kryzysem i na koniec sezonu 2013/14 odnalazła się na pozycji lidera, ale tylko grupy spadkowej. W kolejnych latach ledwie na chwilę wróciła do gry w eliminacjach europejskich pucharów, piąta pozycja z poprzedniego sezonu oznaczała, że Śląsk po czterech latach walki o utrzymanie miał wreszcie nadzieje na podium. I tak jak Boruc nie wraca on w nieznane progi. W poniedziałek wchodząc do siedziby klubu przy Oporowskiej zobaczył odremontowane pomieszczenia, ale też wiele znajomych twarzy: od wieloletniego masażysty Jarosława Szandrocho, przez byłych kolegów z boiska, choć dziś w rolach poza nim. Dariusz Sztylka jest dyrektorem sportowym, Krzysztof Wołczek prowadzi zespół juniorów, Krzysztof Ostrowski – treningi indywidualne z młodzieżą.

Przede wszystkim jeszcze inna jest liga. Nie chodzi o opakowanie, bo w tym względzie ekstraklasa nadąża za wzorcami z Europy. Nie, ta liga po prostu bardzo chce o sobie przypomnieć i pokazać, że nie jest produktem zaściankowym lub zmarginalizowanym. Transfery Soboty czy Boruca nie przyczynią się do podniesienia poziomu piłkarskiego, tak jak ekstraklasa nie stała się nagle lepsza dzięki powrotowi Jakuba Błaszczykowskiego. Jednak jego temat w ubiegłym roku stał się historią znaną w całej Europie, oczywiście także ze względu na bardzo nietypowe okoliczności. Ale informacja się rozniosła. Ta o powrocie Boruca również, przynajmniej na Wyspach. Dla Śląska rozgłos krajowy w kontekście Soboty oznaczał spełnienie oczekiwań całego procesu ściągania piłkarza z powrotem do Wrocławia.

Bo w obydwu przypadkach trzeba mówić o procesie ściągania byłych piłkarzy do kraju. Interesowania się ich losami, przypominania w mniej lub bardziej oficjalny sposób o możliwości powrotu, a na koniec musiano wykorzystać sprzyjające okoliczności. Klub Boruca spadł z Premier League i już 40-letniego rezerwowego bramkarza nie potrzebował, w St. Pauli latem zmieniono trenera i to przyczyniło się do oddalenia możliwości przedłużenia kontraktu z Sobotą.

W ostatnich latach transferów zagranicę, niekoniecznie spektakularnych przybywa. Często w przypadkach młodszych zawodników dochodzi do nich tak szybko, że o stworzenie więzi emocjonalnej z klubem jest naprawdę trudno. Nie za każdym przypadkiem stoi taka historia, jak za Błaszczykowskim, Borucem czy Sobotą, nie zawsze wystarczy przypomnienie, że to w danym mieście, drużynie udało się piłkarza wypromować. Ale im więcej takich przykładów, tym częściej takimi argumentami będą mogli grać prezesi innych klubów. Nie uda się to ze wszystkimi zawodnikami, ale nawet w kadrze reprezentacji z mistrzostw Europy we Francji w 2016 wciąż znajdują się nazwiska, które z powrotem do ekstraklasy będzie się prędzej czy później kojarzyć.

Polska liga chce zmienić swój profil: z ligi dla nieznanych obcokrajowców chce stać się bliższą i łatwiejszą w utożsamianiu się dla kibiców, także przez (powolne, w większości przypadków wymuszone przepisem) stawianie na młodzież. Plany podboju Europy wynikami i transmisjami to na razie mrzonki, zresztą jasnym staje się, że w dobie postpandemicznego kryzysu gospodarczego także w sferze futbolowej trzeba walczyć o każdego kibica. Czasem przez takie chwyty, jak gra na emocjach, historii i przywiązaniu… Częścią tego są także te powroty, nawet jeśli na razie najlepiej wyglądają w mediach społecznościowych. Może to być jednak tylko początek pomysłu, sposobu, który koniec końców sprowadza się do jednego celu: sprawienia, by z powszechnego przekonania o jej nijakości ta liga stała się jakaś.

Michał Zachodny

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności