Aktualności

[PIĘĆ PYTAŃ] Wszystko, co najważniejsze o powrocie PKO Ekstraklasy

Rozgrywki29.05.2020 

Przed powrotem do rozgrywek PKO Ekstraklasy zebraliśmy dla kibiców najważniejsze informacje z klubów, ciekawostki oraz wypowiedzi kibiców, które prezentujemy w formie pięciu pytań. Poruszamy kwestie pustych stadionów, przygotowania fizycznego, mentalności, sposobu gry oraz możliwych sensacji przed spotkaniami 27. serii spotkań.

Kto lubi ciszę?

Od początku XXI wieku w najwyższej lidze polskiej rozegrano 39 spotkań bez publiczności. Dziś wiemy, że przynajmniej kilka kolejek odbędzie się w takich warunkach. Wiedza ze spotkań sprzed kwarantanny – Śląsk w grudniu grał przy pustych trybunach z Lechem, tak rozegrano ćwierćfinały Totolotek Pucharu Polski – może pomóc, ale przede wszystkim w wyrobieniu sobie świadomości o tym, że po prostu będzie inaczej.

Portal EkstraStats stworzył zestawienie dotyczące meczów bez kibiców: ze wspomnianych 39 gospodarze wygrali więcej niż połowę, ale bardzo nieznacznie. Były tylko trzy remisy, do tego aż 16 zwycięstw gości. Odsetek ich wygranych jest wyższy (41%), niż w porównaniu do standardowo rozgrywanych spotkań (tylko 25%). – Ważne będzie, by dostosować się jak najszybciej do warunków. Koncentracja będzie bardzo istotna. Nie będzie przecież kibiców, którzy w złych momentach mogą pomóc drużynie, ponieść ją do jeszcze lepszej gry – mówi Waldemar Fornalik, szkoleniowiec Piasta Gliwice.

– Rola kibiców jest ogromna – potwierdza Piotr Stokowiec, trener Lechii Gdańsk. – Często mówi się, że trybuny niosą. Zresztą najlepiej pokazują to rozgrywki o Puchar Polski, gdzie gra zwykle toczy się na specyficznym stadionie, kibice potrafią wykrzesać dodatkowe siły z zawodników. Dzięki temu dochodziło do wielu niespodzianek. Z jednej strony kibice nieśli zespół gospodarzy, a z drugiej wpływali deprymująco na rywali. Atut własnego boiska został zdewaluowany – przyznaje.

Jak więc polubić cisze? – Myślę, że będzie trudniej zmotywować się bez kibiców, bo oglądając teraz Bundesligę widać, że na końcu u zawodników brakuje tej motywacji od publiczności. Myślę, że u nas będzie tak samo – przyznaje Adnan Kovacević z Korony Kielce. Wydaje się więc, że wiele będzie więc zależało od nastawienia piłkarzy i trenerów: jeśli z góry będzie ono negatywne, to może wpłynąć bardziej na dyspozycję, niż na tych, którzy z ciszą szybko się zaprzyjaźnią.

Kto przygotował się na maraton, a kto na sprint?

Najpierw dwa miesiące treningów przed kamerami komputera, zdalnie, często na czterech metrach kwadratowych i w dusznym pomieszczeniu, gdy za oknem pogoda była coraz lepsza. Potem upragnione wyjście na świeże powietrze, ale tylko po to, by pobiegać. Wreszcie powrót na boisko w małych grupach i dwa tygodnie treningów na właściwych zasadach. Jednak wszędzie zadawano sobie to samo pytanie: jak dobrać środki treningowe, by o niczym w tych specyficznych warunkach nie zapomnieć?

– Teraz mamy taki lekki bigos, czyli koncentrujemy się na różnych aspektach. Jest dużo piłki, ale również aspektów fizycznych. Mamy również rozpisanych sporo zajęć indywidualnych i biegowych, które realizujemy popołudniami. Staramy się nadgonić czas i przez te ostatnie trzy tygodnie najlepiej przygotować się do restartu ligi – potwierdza Paweł Bochniewicz z Górnika Zabrze.

– Robiliśmy testy kontrolne po przerwie spowodowanej koronawirusem i fizycznie nie była to jakaś duża różnica w porównaniu do wyników wydolnościowych przed przerwą. Inna rzecz jednak to bieganie w parku albo w domu, a inna to wysiłek z piłką. Staraliśmy się wykorzystać w treningu wszystkie piłkarskie elementy, by zawodnicy krok po kroku wrócili do piłkarskiej kondycji – przyznaje Vitezslav Lavička, trener Śląska. Dlatego we Wrocławiu skupiano się na detalach: dodatkowych ćwiczeniach rozciągających, odpowiedniej rozgrzewce i diecie, zwracając uwagę na regenerację i ilość snu.

O ile zwykle trenerzy starają się wymijająco odpowiadać na kwestie związane z przygotowaniem fizycznym, o tyle przed restartem ligi większość przyznawała, że efektów swojej pracy nie mogą być pewni. – Nikt nie wie do końca, jak to będzie. W piątek oraz w kolejnych tygodniach dowiemy się, w jaki sposób wjedziemy w nowy rytm i jaka jakość będzie widoczna na boisku. Uważam, że strategia myślenia i działania z meczu na mecz to najlepszy sposób. Szczególnie w obecnej sytuacji, gdy nikt dokładnie nie wie, z czym przyjdzie nam się mierzyć – tłumaczy Kosta Runjaić z Pogoni Szczecin.

Zwykle letnie lub zimowe przygotowania są tworzone z myślą wytrzymania obciążeń na przestrzeni kilku miesięcy, teraz okres bez gry był dłuższy od tego, który nas czeka z meczami. Finisz rozgrywek nie będzie więc maratonem, lecz bardziej seria sprintów, a przy odpowiednich rotacjach składem – sztafetą. Do mety z najlepszym wynikiem dobiegną ci, którzy trafili z dobraniem ćwiczeń i obciążeń, skupili się na regeneracji i zadbali o każdy szczegół każdej godziny intensywnego finiszu.

Czyje głowy będą właściwie nastawione?

Odmrażanie w futbolu zaczęło się szybciej, niż w wielu innych obszarach gospodarki czy społeczeństwa, ale nie da się uciec od wrażenia, że w momencie startu Ekstraklasa jest już… o kilka kroków do tyłu. To z jednej strony zrozumiałe – wszystkich wyznaczonych przez Zespół Medyczny PZPN obostrzeń trzeba się trzymać, by sezon dokończyć – z drugiej może wpłynąć na zawodników. Sterylne warunki stadionów są zupełnie innymi od tych, jakie dziś można dostrzec wybierając się na spacer po którymkolwiek z miast. A przecież piłkarz, gdy już wyjdzie na dwór, wciąż musi to zgłosić w codziennej ankiecie.

Dlatego tak istotne będzie ich nastawienie. – Będzie gorączka przedmeczowa, zawodnicy mogą być spięci, a ja będę musiał z nich to ściągnąć, by byli pewni swoich umiejętności. Oni naprawdę je posiadają. Luz na boisku sprawi, że spokojnie zrealizują założenia. Bardzo mi na tej sferze mentalnej zależy – zapewnia Wojciech Stawowy, trener ŁKS-u. – Mentalnie dopiero zderzymy się z pewnymi problemami. Każdy próbuje sobie wyobrazić, jak będzie taki mecz wyglądał – przyznaje jednak Waldemar Fornalik.

To wyobrażenie nie dotyczy Legii Warszawa i Lecha Poznań, które już swoje pierwsze postpandemiczne mecze rozegrały w Totolotek Pucharze Polski. Ich piłkarze już wiedzą, że odpowiednie nastawienie jest bardzo istotne. Z kolei z perspektywy rywali widać było obawę, niepewność, również wynikającą z jakości przeciwnika. Słabsi podeszli do spotkań ze słabszej niż zwykle pozycji: w pustych trybunach i okolicznościach nie widząc swojej przewagi, ale będąc wszystkim przytłoczeni. Miedź Legnica zaatakowała dopiero w końcówce spotkania, Stal Mielec przebudziła się po przerwie.

Każdy taki element będzie lekcją, podobnie jak rozgrywki, które już trwają i do których można się odnieść, czyli Bundesliga. Bazując na niemieckim przykładzie już można dostrzec, jaką wagę przykładano do koncentracji. W pierwszym kwadransie po trzech kolejkach strzelono tylko jedenaście goli, do 30 minuty – tylko 19. Wystarczy zestawić to z ostatnimi fragmentami spotkań (16 goli po 75 minucie, aż 35 po godzinie gry), by dostrzec, że gardę trzymano tam od początku, lecz kosztem finiszu.  

Czy wszyscy skupią się na sobie?

Przeglądając przedmeczowe wypowiedzi trenerów można dostrzec powtarzający się wątek braku możliwości rozgrywania sparingów. – Z pewnością lepiej byłoby poznać zespół i ocenić pracę, którą wykonaliśmy w sparingu. Gra wewnętrzna coś nam pokazuje, ale nie tyle co rywalizacja z innym rywalem, który ma wpojone inne zachowania – mówi Ireneusz Mamrot w wywiadzie z portalem Piłkarski Świat. – Dla nas, trenerów możliwość rozegrania sparingów byłaby łatwiejsza, bo piłkarze mogliby się wykazać swoimi umiejętnościami – dodaje przed powrotem do ligi Waldemar Fornalik.

Brak sparingów dla wszystkich to też brak możliwości spojrzenia na rywali, dogłębnej analizy i przygotowania rozwiązań. Paradoksalnie to może Ekstraklasie… pomóc. Jednym z charakterystycznych dla polskich rozgrywek aspektów taktycznych było to, że większość drużyn spory nacisk kładła właśnie na to, jak gra przeciwnik. Jego kontekst bywał dominujący wobec własnych możliwości. – W tym momencie analiza przeciwnika jest nie do końca trafna. Nie będziemy wiedzieć wszystkiego, a pierwsze mecze będą duża niewiadomą pod wieloma względami, stąd musimy być przygotowani na różne sytuacje. Myślę, że wiele początkowych spotkań będzie polegało na badaniu przeciwnika – mówi Maciej Bartoszek, trener Korony Kielce.

Jednak nie wszyscy muszą tak podejść: czekając na to, co zrobi rywal. Część zespołów po prostu – wreszcie? – zacznie robić swoje. – My będziemy grali ustawieniem 4-3-3. To ustawienie pokazuje samo w sobie, że będziemy mieli trzech ofensywnych zawodników z przodu. Czy to będą nominalni napastnicy, czy ofensywni skrzydłowi, to już moja kwestia. Na pewno można spodziewać się ustawienia ofensywnego, rozsądnego. Główny nacisk kładziemy na strzelanie bramek, ale nie możemy zapominać o ważnym elemencie, czyli grze obronnej. Najpierw zabezpieczmy swoją bramkę, potem myślmy o rozwiązaniach w ataku – zdradza Wojciech Stawowy.

On przejął zespół w okresie kwarantanny, więc wydawałoby się, że ŁKS jest niewiadomą. Tymczasem jest zupełnie na odwrót: filozofia szkoleniowca łodzian jest powszechnie znana, choć Stawowy do ligi wraca po kilku latach nieobecności. Jednak wciąż jest wyjątkiem pośród grona trenerów: pod względem wyrazistości i zdecydowania w jaki stawia na konkretny sposób gry. Grono szkoleniowców w Ekstraklasie o których można powiedzieć podobnie wcale nie jest tak szerokie. Różnorodność stylów czy stosowanych systemów rośnie, ale wciąż nie jest na poziomie z czołowych europejskich lig: nie w jakości wykonania, lecz mnogości rozwiązań.

Sytuacja z brakiem sparingów oraz krótkim okresem przygotowań zespołowych paradoksalnie może pomóc tym drużynom i trenerom, które jeszcze przed przerwą miały wyrobiony styl. Po Lechu i Legii było widać, że nawiązanie do schematów i nawyków przyszło z łatwością we wtorkowo-środowych meczach.

Czy dojdzie do przewrotu?

Skoro wyrównały się szanse – rozumiane jako brak przewagi własnego boiska – to czy w tabeli dojdzie do rewolucji w tych ostatnich kolejkach? Znów warto spojrzeć na Bundesligę. Drużyny z sześciu ostatnich miejsc wygrały tylko dwa spotkania w trzech kolejkach po wznowieniu rozgrywek. Z kolei cztery porażki czołowej szóstki nieco zamazują faktyczny obraz: połowa z nich to efekt bezpośredniej rywalizacji faworytów. To jednak coś innego, niż sprawienie sensacji.

Na pewno na przewrocie najbardziej zależy trzem ostatnim drużynom. O każdej można powiedzieć, że będzie dla ligi nowością: Ireneusz Mamrot oraz Wojciech Stawowy dopiero objęli odpowiednio Arkę Gdynia i ŁKS. Maciej Bartoszek poprowadził Koronę Kielce w zaledwie jednym spotkaniu przed przerwaniem rozgrywek.

Jednak o odpowiedzi w pierwszej kolejce będzie trudno. ŁKS i Korona od ich rywali dzielą tylko cztery pozycje, choć też przynajmniej dziesięć punktów. Najwięcej do nadrobienia zdaje się mieć Arka w derbach Trójmiasta, bo Lechia jest wyżej w tabeli (o siedem miejsc) i ma większą przewagę (13 punktów). Jednak o meczach z lokalnym rywalem zawsze mówi się, że ze względu na swoją specyfikę niespecjalnie ma znaczenie aktualna sytuacja drużyny w tabeli. Jedynym starciem zespołów ze ścisłej czołówki z dołem jest to Piasta Gliwice z Wisłą Kraków. Tu wrażenie znów może być mylne, bo wiosną „Biała Gwiazda” należała do najlepiej punktujących w Ekstraklasie i jej skład jest mocniejszy niż wskazuje na to miejsce w tabeli.

O przewrót będzie trudno również ze względu na specyfikę rozgrywek. Do końca sezonu zasadniczego tylko cztery spotkania, a kluczowa rywalizacja przebiega w zasadzie nie na dole tabeli, lecz w jej środku. Między siódmą Lechią a dwunastym Górnikiem jest ledwie pięć punktów różnicy, czyli tyle, ile ostatni bezpieczny zespół (Wisła Kraków) ma przewagi nad czternastą Koroną Kielce. O sensacjach będzie więc można rozmawiać dopiero, gdy dojdzie do fazy finałowej. Tam jak zwykle wszystko będzie możliwe.

Michał Zachodny

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności