Aktualności

[PIĘĆ PYTAŃ] O pewność Jagiellonii, odmianę Sosnowca, grę Arki z Zagłębiem

Rozgrywki15.03.2019 
Czy wygrana w Pucharze Polski odmieniła Jagiellonię Białystok po fatalnej serii? Co stało się z Zagłębiem, że wreszcie zaczęło wygrywać u siebie w Sosnowcu? Czy Śląsk Wrocław przełamie swoją serię dwóch spotkań? Czy dla Arki Gdynia starcie z Zagłębiem Lubin będzie łatwiejszym wyzwaniem? Czego możemy się dowiedzieć po derbach Krakowa? Na te pytania szukamy odpowiedzi przed meczami 26. kolejki LOTTO Ekstraklasy.

Ile powietrza wypuściła Jagiellonia?

Mecz w Opolu powinien Jagiellonii pomóc, choć nie wszyscy widzieli ulgę od razu. – Trener jest smutny, a ja się uśmiecham, ale zdaję sobie sprawę, że to były dla niego duże nerwy – mówił Mariusz Rumak, szkoleniowiec Odry, siedząc obok Ireneusza Mamrota. Szef Jagiellonii właśnie zobaczył, jak jego zespół – nie bez problemów – rozprawia się z pierwszoligowcem i notuje pierwsze zwycięstwo od trzech spotkań.

Jagiellonia tego potrzebowała. Kilka dni wcześniej we Wrocławiu wyglądała jak grupa nieznajomych, których przekonanie o wspólnym celu zostało doszczętnie zdeptane pierwszym golem gospodarzy. A do tego doszły plotki o możliwym zwolnieniu Ireneusza Mamrota. Jednak dojście do półfinału Pucharu Polski powinno pomóc jemu i jego drużynie. – Ta wygrana doda nam pewności siebie – mówił Mamrot.

Tego zdecydowanie wicemistrz kraju potrzebuje. Jakość wciąż jest po stronie Jagiellonii, zwłaszcza, jeśli zestawi się ją z Koroną Kielce (mecz w sobotę o godz. 15.30). Drużyna Gino Lettieriego w ostatnich sześciu meczach ugrała tylko sześć punktów, straciła aż dwanaście goli, w tym połowę przeciwko Wiśle Kraków. Jeśli więc białostoczanie potrzebowali kogoś, kto jest w większym kryzysie wiary we własne umiejętności, to trafił się im rywal idealny. Czy jednak Jagiellonia to wykorzysta?

Jak zmienił się Sosnowiec?

Nie może być przypadku w tym, że Zagłębie Sosnowiec – wygrywając wcześniej u siebie tylko dwa spotkania w całej jesieni – na wiosnę wreszcie poczuło się na własnym terenie tak pewnie. Na razie jednak wyzwania przed zespołem Valdasa Ivanauskasa nie były aż tak skomplikowane: Arka Gdynia i Korona Kielce były co prawda wyżej w tabeli, lecz ich forma w nowym roku kulała.

Trudno więc formować wobec Zagłębia jakikolwiek zarzut: jeśli chcą myśleć o utrzymaniu, to muszą wygrywać, a zwłaszcza te mecze z bezpośrednimi rywalami w tej walce. Jednak w sobotę czeka sosnowiczan zupełnie inne wyzwanie: bowiem do miasta przyjedzie lider tabeli (sobota, godz. 18). – Nie zamierzamy odpuścić – zapewnia trener Zagłębia.

A skąd ta lepsza forma? – Dokonaliśmy wzmocnień w zimowym okienku i teraz zaczyna to przynosić efekty. Wyglądamy lepiej na boisku i dobrze to wygląda taktycznie – mówił szkoleniowiec, jeszcze narzekając na sędziów. Jeśli jednak Zagłębie nie skupi się na arbitrach, a będzie robić swoje – jak z Arką, jak z Koroną – to Lechię czeka równie trudne wyzwanie, jak to w którym lider poległ w Lubinie. Też przeciwko Zagłębiu.

Czy Śląsk przełamie prawo serii?

Śląsk wiosną to prawo serii. Wygrać, przegrać i cykl powtórzyć. Zespół zwłaszcza na wyjazdach wygląda zupełnie inaczej od tego, co prezentuje na własnym boisku. Wystarczy zestawić dwa mecze z ostatniego cyklu: w Gliwicach wrocławianie zderzali się i łatwo tracili piłkę, a gdy przyjechała do nich Jagiellonia, to sytuacja się odwróciła. Ambitni gospodarze grali w skupieniu, z precyzją i skutecznością, jaka powinna im pozwolić utrzymać się w Ekstraklasie. Ale grając częściej tak, jak na wyjazdach mogą własną sytuację skomplikować.

Nie jest też tak, że wyjazd do Warszawy to coś strasznego dla rywali Legii – w połowie spotkań tego sezonu goście wywozili ze stolicy punkty, ostatnio zrobiła to Cracovia. Ale też dwa poprzednie mecze mistrza kraju u siebie pokazały, czego potrzebują przyjezdni i czego nie powinni robić. Cracovia zagrała agresywnie, wysokim pressingiem oraz szybko w kontrach, gdy Miedź Legii się nie postawiła. W sobotę (godz. 20.30) Śląsk musi wybrać swoją wersję – albo tą konkretną, jeśli nie chce podtrzymać swojej serii.

Kto w Lubinie zagra w piłkę?

Ciężko było grać w piłkę na tej murawie w Gdyni, ale Arka – przynajmniej w drugiej części spotkania – próbowała. – Do teraz nie wiem, jak można było przegrać to spotkanie. Jestem dumny z mojej drużyny. Jesteśmy w ciężkim kryzysie, ale nie było dziś w nas widać zwątpienia. Walczyliśmy i zostawiliśmy dziś dużo zdrowia na boisku. Kilka sytuacji mogliśmy zamienić na bramki. Jak to mówią - biednemu wiatr w oczy – mówił po porażce 1:2 z Legią szkoleniowiec gdynian, Zbigniew Smółka.

Trener Arki zasłynął już z zarzutów wobec rywali, którzy mieli dobierać przeciwko jego drużynie bardziej pragmatyczną taktykę, zamiast grać w piłkę. Dlatego najbliższy sprawdzian jest świetną okazją, by sprawdzić się na równym poziomie z zespołem, który chce cierpliwie budować swoje akcje. I w przypadku Zagłębia Lubin wygląda to nawet nie obiecująco, a po prostu najlepiej w Ekstraklasie.

Już teraz Zagłębie buduje swoje akcje bramkowe długo – średnio prawie 22 sekundy, co jest trzecim najwyższym wynikiem w lidze, choć Ben van Dael pracuje dopiero od listopada. Tylko trzy drużyny strzeliły więcej goli z gry, także w klasyfikacji kluczowych podań będąc znów wysoko – na równi z kilkoma liderami. Arka póki co się tym wynikom równać nie może, ale nie znaczy to, że w niedzielę – mając więcej przekonania o warunkach meczowych – sobie nie poradzi. Jak mówił Zbigniew Smółka: przełamanie musi kiedyś przyjść.

Wygra forma, czy wiara?

Dla kogo derby przychodzą w najlepszym momencie? Pewnie musi czuć się Cracovia, która miała niedawno serię siedmiu wygranych z rzędu, a nawet porażka z Wisłą Płock nie wytrąciła piłkarzy Michała Probierza z równowagi, o czym świadczy zwycięstwo z Zagłębiem Sosnowiec (2:1). Z kolei Wisła Kraków radzi sobie średnio, wygrała tylko dwa z ostatnich sześciu spotkań, choć to ostatnie, przeciwko Koronie Kielce, odbyło się na szóstkę (6:2).

Problem polega na tym, że w tym sezonie Wisła wygląda spektakularnie… tylko okazjonalnie. Dla potwierdzenia tego wystarczy przytoczyć statystykę: w sześciu meczach strzeliła trzy gole lub więcej, czyli niemal 60% wszystkich trafień. Z Cracovią tak wielki wieczór (derby w niedzielę, godz. 18) oznaczałby kolejny zastrzyk optymizmu we wciąż niełatwej sytuacji całego klubu. Nie mówiąc o poprawie pozycji w tabeli.

Cracovia jest w odmiennym miejscu, w zasadzie zwycięstwo nad Wisłą dałoby jej miejsce w czołowej ósemce na rundę finałową – także dzięki napędzeniu wygraną w derbach. – Chciałbym i wygrać, i fajnie zagrać. Ale wiem, że to jest mecz, w którym styl nie ma znaczenia – mówił na środowej konferencji prasowej. Ostatnio Cracovii udaje się i jedno, i drugie, ale wysoka forma „Pasów” była niejako ciągłym zaskoczeniem. Dlatego starcie z Wisłą może dać odpowiedź, jak zespół Probierza poradzi sobie z dodatkowym, tak mocnym, krakowskim ciężarem gatunkowym.

Gdyby to nie były derby, to można by pomyśleć, że mecz dwóch drużyn przychodzi w idealnym momencie: gra Cracovii jest na wysokim poziomie, Wisła też do tego wraca. Jednak w ostatnich trzech spotkaniach w każdym było przynajmniej 30 fauli, wiele przerw i mało rytmu, czy jakości. Wisła wyglądała w tym wszystkim bardziej doświadczona i opanowana. Niedzielne derby dadzą odpowiedź, czy chociaż w tej kwestii coś się zmieniło, jeśli nie w temacie poziomu piłkarskiego.

Michał Zachodny

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności