Aktualności

[PIĘĆ PYTAŃ] O zmorę Arki, zmiany Mamrota i imprezę Wisły

Rozgrywki20.12.2018 
Czy Arka Gdynia poprawi to, jak broni przy stałych fragmentach gry? Ile zmian będzie w drużynie Jagiellonii w reakcję na porażkę z Zagłębiem Lubin (0:4)? Czy Lech Poznań zepsuje imprezę w Krakowie? Czy Miedź utrzyma swoją serię bez porażki? Jak Cracovia rozwiąże problem z napastnikiem? Na te pytania szukamy odpowiedzi przed spotkaniami ostatniej w tym roku kolejki.

Czy Arka przezwycięży swój największy problem?

Koniec roku to również czas podsumowań. – Nie było meczu w którym ktoś by nas zdominował – mówił o jesieni w wykonaniu Arki Gdynia jej trener, Zbigniew Smółka. – Liczby i wskaźniki pokazują także rozwój zawodników, co mnie bardzo cieszy. Uważam, że jednak te wahania formy są zbyt duże – dodawał przed spotkaniem z Wisłą Płock.

Sam z siebie szkoleniowiec wskazał również największy mankament w grze Arki. – Mamy niski zespół. Jesteśmy liderem pod względem liczby rzutów rożnych, a strzeliliśmy tylko jedną bramkę. Straciliśmy w ten sposób natomiast bardzo dużo goli – tłumaczył. Faktycznie, Arka straciła aż dwanaście bramek ze stałych fragmentów, co jest najwyższym wynikiem w lidze. Co więcej, Wisła Płock to jeden z najskuteczniejszych zespołów Ekstraklasy w tym względzie – może dlatego Smółka poruszył tę kwestię?

Prawdą jest również to, że średnio Arka ma jeden z niższych zespołów w lidze (182 centymetry według CIES, dziesiąty wynik), gdy Ekstraklasa to ósme najwyższe rozgrywki w Europie. Także zmarnowanym potencjałem z perspektywy gdynian może być to, że w zespole jest Michał Janota, a więc jeden z najczęściej i najdokładniej zagrywających zawodników Ekstraklasy ze stałych fragmentów. Może więc mecz z Wisłą Płock będzie dla Arki okazją do przełamania niekorzystnej serii  - trzech meczów bez zwycięstwa i sposobu bronienia przy rzutach wolnych i rożnych.

Czy Jagiellonia będzie po zmianach lepsza?


Im więcej czasu upływało w spotkaniu Jagiellonii z Zagłębiem Lubin, tym w większym szoku byli gospodarze. Wszyscy: trener Ireneusz Mamrot, jego piłkarze na boisku, a także kibice na trybunach. Po porażce 0:4 zgodnie mówili, że nie spodziewali się, by historia z klęski ze Śląskiem Wrocław w październiku. – Trzeba powiedzieć jasno: mocno zawiedliśmy w tej rundzie, jeśli chodzi o grę i punkty zdobywane na naszym stadionie. Z tego jestem bardzo niezadowolony – mówił szkoleniowiec Jagiellonii po już czwartej porażce na swoim terenie. Kandydat do mistrzostwa kraju ma nie tylko dopiero siódmy bilans domowy, ale też ujemny ten bramkowy.

Stąd nie mogła dziwić pomeczowa zapowiedź Mamrota. – Trzeba ochłonąć, aczkolwiek na mecz z Piastem musi dojść do kilku zmian, bo po takim spotkaniu trzeba coś zmienić w zespole – zapowiadał od razu. Można się zastanowić, kogo szkoleniowiec miał na myśli. W meczu z Zagłębiem już w przerwie zmienił Lukasa Klemenza, kolejnym zawodnikiem, który zszedł z boiska był Martin Pospisil. Problem Jagiellonii był więc podwójny: brak porządku w obronie oraz poważne niedociągnięcia w rozegraniu akcji. Goście mieli aż jedenaście celnych strzałów, a gospodarze ledwie pięć.

Pocieszeniem dla kibiców z Białegostoku może być fakt, że wyjazdy ich drużynie wyraźnie służą w obecnym sezonie. W tej tabeli zespół Mamrota jest na trzecim miejscu, przegrał tylko raz w Gdańsku z Lechią (2:3) i to po swoim naprawdę dobrym meczu. Jednak ten argument można zbić formą domową… najbliższego rywala, czyli Piasta, który w Gliwicach też uległ jedynie Legii Warszawa. Trener Mamrot chcąc zmieniać musi działać ostrożnie, bo ewentualna strata punktów lub porażka może i zepchnąć Jagiellonię z podium na koniec roku, i sprawić, że gonienie Lechii oraz Legii wiosną będzie jeszcze trudniejsze.

Czy Lech Poznań zepsuje imprezę?

W Krakowie szykują się wesołe święta: przynajmniej zapowiedź przejęcia klubu przez nowych inwestorów oraz spłacenie zadłużenia jest wystarczającym powodem, by kibice tłumnie przyszli na stadion. Zresztą także forma i styl gry drużyny Macieja Stolarczyka powinien być magnesem, podobnie jak rywal znajdujący się w podobnym miejscu obecnego sezonu. W końcu fani „Białej Gwiazdy” poznają czym jest „nowa nadzieja”, a w Poznaniu kibice Lecha cieszą się z tego efektu, jaki dało przyjście Adama Nawałki.

Forma „Kolejorza” faktycznie idzie w górę, nawet jeśli styl gry drużyny jest nieco bardziej pragmatyczny, niż ten prezentowany przez zespół u poprzedniego szkoleniowca, Ivana Djurdjevicia. Trudno jednak zarzucić Nawałce, by ten postępował błędnie, nawet jeśli w meczu z Zagłębiem Sosnowiec Lech oddał rywalom piłkę. Efekt – sześciobramkowe zwycięstwo – w końcu jest dla byłego selekcjonera najważniejszy.

Na pewno dwa ostatnie mecze Lecha pokazały, że zespół gra po prostu skutecznie. Potrafi być cierpliwy, coraz lepiej organizuje się w defensywie i wie kiedy uderzyć. W Sosnowcu piłkarze Nawałki wykorzystali sześć z dziesięciu sytuacji, tydzień wcześniej do zwycięstwa nad Śląskiem 2:0 wystarczyło Lechowi pięć kluczowych podań. Coraz więcej wskazuje więc na to, że w Poznaniu sprawy się układają: zarówno w defensywie, jak i ofensywie.

Czy świetna seria Miedzi będzie trwała?

Minęła piętnasta kolejka sezonu i w Legnicy kibice mogli mocniej zastanowić się nad tym, czy trener Dominik Nowak jest właściwą osobą do prowadzenia Miedzi. Zwłaszcza, że ich zespół uległ właśnie 0:4 z Arką Gdynia, nie mógł strzelić gola od trzech spotkań i wylądował na przedostatnim miejscu. A jednak raz jeszcze okazało się, że cierpliwość w futbolu popłaca.

Owszem, tydzień później Miedź przegrała w Szczecinie z Pogonią (0:2), ale drużyna zagrała lepiej, gospodarze długo musieli się męczyć. I widać było, że piłkarze Nowaka spisują się lepiej. I w kolejnych trzech meczach zgarnęli siedem punktów, strefę spadkową zostawili za sobą i mogą myśleć o spokojnych świętach i przygotowaniach – ale najpierw trzeba passę podtrzymać w rywalizacji z Koroną w Kielcach.

– Na pewno taka gra daje im podstawy do tego, aby myśleć o spokojnym utrzymaniu, a może o czymś więcej – mówił Piotr Stokowiec o Miedzi po remisie lidera w Legnicy w poniedziałek. Z kolei trener Nowak podkreślał zaangażowanie i wkład fizyczny w to spotkanie. O znaczeniu tych elementów mówił również Gino Lettieri, którego Korona będzie następnym przeciwnikiem Miedzi. – Może taktyka w tym ostatnim meczu będzie się już mniej liczyła. Szukamy takich zawodników, którzy są w stanie dać z siebie wszystko i pomóc zespołowi. Tym razem to być może ważniejsze od taktyki – zaznaczał.

Faktycznie, Miedź swój kryzys po prostu zabiegała. Przeciwko silnej w tym aspekcie Lechii piłkarze Nowaka zrobili aż 118 kilometrów, w tym 600 metrów więcej od rywali w sprincie. Podobnie było przeciwko Górnikowi Zabrze, przewaga była również nad zespołem Wisły Kraków. To kolejny znak, że w Legnicy sztab szkoleniowy wykonuje naprawdę dobrą pracę.

Czy Airam Cabrera da argument na swoje miejsce?

Gdy w ostatnim tygodniu na stadionie Cracovii odbywała się wigilia, jeden zawodnik mógł nie mieć świątecznego nastroju. Zwłaszcza, że właśnie wtedy transfery w zimowej przerwie zapowiedział prezes klubu Janusz Filipiak, a Michał Probierz potwierdził, że chce nowego napastnika. Z jednej strony nie może to dziwić, bo najlepsi strzelcy Cracovii – Airam Cabrera i Javi Hernandez – mają ledwie po cztery gole, co jest wśród klubów Ekstraklasy najniższym wynikiem.

Ale właśnie Cabrera może być niepocieszony. On dołączył do Cracovii po kontuzji Gerarda Olivy, drugiego hiszpańskiego napastnika, w środku rundy wydawało się, że złapał odpowiedni rytm, dwa tygodnie strzelił swojego czwartego gola. Zapowiedź dokupienia mu kolejnego zawodnika do rywalizacji nie musi być dla niego zadowalająca.

Ale skuteczność jest problemem „Pasów” – zwłaszcza, że to drużyna, która najczęściej zagrywa piłkę w pole karne rywali w lidze. Jeszcze więcej o tej kwestii mówi statystyka jakości szans – nikt nie ma równie ujemnego bilansu „expected goals” do strzelonych goli. Wynik Cracovii to aż minus dziewięć, czyli ze wszystkich okazji zdobyli oni właśnie tyle bramek mniej niż w teorii powinni. Ten aspekt należy tłumaczyć jakością wykańczających akcje piłkarzy.

To natomiast nie przeszkodziło Cracovii w zbudowaniu świetnej serii trzech zwycięstw z rzędu i czterech meczów z rzędu bez porażki – najlepszych wyników zespołu Michała Probierza w sezonie. Można się tylko zastanowić, jak dużo wyżej byłaby drużyna z Krakowa, gdyby wciąż grał w niej Krzysztof Piątek…

Michał Zachodny

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu Polityka prywatności