Aktualności

[PIĘĆ PYTAŃ] O zaskoczenie Lecha, potencjał Śląska i pressing Górnika

Rozgrywki11.09.2020 

Dlaczego Lech Poznań w pierwszych dwóch kolejkach nie był sobą? Jak wiele może pokazać jeszcze Śląsk Wrocław? Czy Piotr Stokowiec znajdzie sposób na wysoki pressing Górnika Zabrze? Kto zakończy swój falstart: Piast Gliwice, czy Warta Poznań? Dlaczego Pogoń Szczecin i Wisła Kraków w pierwszych meczach nie przekonały? Na te pytania szukamy odpowiedzi przed trzecią kolejką PKO BP Ekstraklasy.

Czy Lech znów da się zaskoczyć?

Nikt nie wchodzi częściej ze swoimi atakami w pole karne przeciwnika, nikt nie oddaje tylu strzałów, nikt nie równa się Lechowi Poznań posiadaniem piłki. A jednak po pierwszych dwóch kolejkach nowego sezonu Ekstraklasy drużyna Dariusza Żurawia zajmuje dopiero dziesiąte miejsce z jednym punktem. O „Kolejorzu” wciąż można sądzić, że jest to zespół z potencjałem, ale i miękkim podbrzuszem, co zresztą rywale skrzętnie wykorzystują.

Bronią przeciwnych zespołów są stałe fragmenty i frustrowanie Lecha. Spójrzmy: zarówno Zagłębie Lubin, jak i Wisła Płock wykorzystywały dekoncentrację zawodników z Poznania, gdy wydawało im się, że jest już wszystko dobrze. W pierwszej kolejce Lech długo prowadził z Zagłębiem, ale dwa rzuty rożne sprawiły, że stracił punkty w wyjazdowym spotkaniu. Z Wisłą przez kilkadziesiąt minut gonił wynik, by – po wyjściu na prowadzenie – znów dać się zaskoczyć w samej końcówce spotkania.

To negatywny trend w porównaniu do poprzedniego sezonu. Lech bywał cierpliwy i w ostatnim kwadransie dominował, strzelał mnóstwo goli. Teraz już stracił po 75. minucie niemal tyle goli, ile w ostatnich rozgrywkach (trzy w porównaniu do czterech). – To jest taki aspekt, na który poświęciliśmy sporo czasu w tej przerwie. Wiadomo, że nie było wszystkich zawodników, ale z tą grupą, która została w Poznaniu, to pracowaliśmy nad tym i mam nadzieję, że efekty zobaczymy już w meczu ze Śląskiem Wrocław – zapewnia jednak trener Żuraw.

Na jak wiele stać Śląsk?

Niech to będzie pierwszy poważny sprawdzian dla Śląska, choć przecież o meczach z Piastem Gliwice (2:0) i Wisłą Kraków (3:1) nie można powiedzieć, by były dla wrocławian łatwe. Zwycięstwa zostały wydarte, wywalczone, nawet wbrew sytuacji kadrowej, która zmuszała trenera drugiej obecnie drużyny do wystawiania weteranów na bokach obrony: Piotra Celebana na prawej i Mariusza Pawelca na lewej stronie.

Jednak oczekiwania we Wrocławiu idą wyłącznie w górę. Głównie za sprawą transferów dokonywanych przez klub i pierwszych efektach: z dobrej strony pokazuje się Fabian Piasecki, z jeszcze lepszej Mateusz Praszelik, a liderem jest Waldemar Sobota. Na swoje szanse czekają m.in. sprowadzeni w ostatnich dniach Marcel Zylla i Bartłomiej Pawłowski, choć dla nich mecz z Lechem przychodzi zbyt szybko, by móc mówić choćby o debiutach.

Pytanie jednak, na co stać Śląsk w tym sezonie? Mocny start może podkreślać ambicje, ale też przysłaniać to, że kilku zawodników jest kontuzjowanych, niektórzy wymagają wprowadzenia do składu. Dlatego gra zespołu wcale nie różni się od poprzedniego sezonu, jeśli już to nawet jest bardziej pragmatyczna. Z Lechem cofnięcie się i czekanie na błąd może nie przynieść takich efektów, zwłaszcza przy rosnących wymaganiach kibiców. By Śląsk zrobił krok w przód, musi on się na niego zdecydować: zwłaszcza na boisku.

Czy Górnik znów rzuci się na rywali?

Podbeskidzie dało się zaskoczyć już w pierwszej minucie, ale w Ekstraklasie rywale szybko czytają się nawzajem i w Mielcu Górnik zanim zdominował Stal, to miał spore problemy. Problemy, które są typowe dla zespołów chcących podchodzić wysokim pressingiem. Gdy on się nie powodził, to przeciwnicy mieli miejsce na długie podanie za linię obrony, w efekcie defensorzy zabrzan musieli ścigać się z napastnikami. Stal sytuacji nie wykorzystała i stopniowo przewaga w jakości Górnika stawała się oczywista.

W dwóch pierwszych kolejkach pressing Górnika był największy w całej lidze. Nikt nie odbierał tak często piłki na połowie rywali (średnio po 23 razy na mecz), nikt tak często nie podchodził do przeciwnika na jego połowie (śr. 21 razy). Ale zabrzanie przystąpią do meczu bez Pawła Bochniewicza na środku obrony, co może wpłynąć na organizację całego bloku i funkcjonowanie trójki w systemie, który stosuje Marcin Brosz.

Dodatkowo należy pamiętać, że Lechia należy do najmądrzej zarządzanych drużyn przez swojego trenera. Gdańszczanie nie grają spektakularnie, ale starają się punktować swoich rywali. Jednym z powodów tego był brak skrzydłowych: z Wartą Poznań wystąpił tylko jeden nominalny boczny ofensywny pomocnik, z Rakowem Częstochowa również. – Ta gra nie wyglądała dobrze, ale przynosiła nam punkty. Nie chce zdradzać, jak będziemy grali w najbliższym czasie, bo nie chce ułatwiać zadania przeciwnikowi, ale myślę, że powoli wracamy na właściwe tory – gwarantował Stokowiec. A to sprawia, że w niedzielę w Zabrzu można spodziewać się naprawdę dobrego spotkania, także z taktycznego punktu widzenia.

Czy Piast zakończy swój falstart?

Z perspektywy Waldemara Fornalika nie wyglądało to tak źle – po spotkaniu z Pogonią Szczecin chwalił swój zespół za dobrą grę – ale tabela nie kłamie. Wicemistrz zaliczył bardzo powolny start, przegrał dwa mecze i jeszcze nie strzelił gola. Frustracja była tym większa, że porażka przed przerwą na kadrę przyszła kilka dni po stylowym zwycięstwie z Dinamo w Mińsku, które to było historyczną chwilą dla klubu. Nie udało się jednak Piastowi rozpędzić, bo przegrana z Pogonią znów cofnęła cały entuzjazm.

– Będziemy chcieli konsekwentnie realizować swoją grę, czyli prezentować dyscyplinę w defensywie, a w ataku nie zamierzamy blokować możliwości zawodników. Pozwalamy im na prezentowanie pełni swoich umiejętności – mówił Fornalik przed wyjazdem do Grodziska Wielkopolskiego na mecz z Wartą. Doświadczony szkoleniowiec nie panikuje więc po dwóch wpadkach, wierzy w sprawdzony plan i ludzi, których ma do dyspozycji. To zawsze była mocna strona jego drużyn: przekonanie o sprawdzonym sposobie, dążenie tą samą drogą do określonych wyników. Dwoma porażkami tego poczucia nie udało się zaburzyć, ale Warta zrobi wszystko, by i swój falstart zakończyć i tym samym może pozwolić Fornalikowi choć trochę zwątpić.

Kto wygra starcie nieprzekonujących?

Pogoń w poprzedniej kolejce wygrała na terenie wicemistrza, ale wcale nie była lepsza, czy po prostu dobra. Jeden stały fragment gry wystarczył, co wcale nie musi być regułą na cały sezon… co zresztą pokazała pierwsza seria spotkań i porażka z Cracovią na wyjeździe. Ale przy Wiśle Kraków znaków zapytania przy formie i stylu gry drużyny jest postawionych równie dużo. Punkt w Białymstoku okazał się cenny, choć to Jagiellonia dominowała. Ze Śląskiem „Biała Gwiazda” u siebie miała częściej piłkę, lecz jej wynik „goli oczekiwanych” był bardzo niski – ledwie 0,33 przy 2,1 rywali.

– W ostatnim czasie skupiliśmy się przede wszystkim na boiskowej pracy oraz nad kwestią przygotowania fizycznego, bo to nam było najbardziej potrzebne. Ta przerwa była nam potrzebna, bo okres przygotowawczy był krótki i nie mieliśmy zbyt wielu okazji, by grać w meczach kontrolnych. Teraz mogliśmy zagrać takie spotkanie przeciwko Stali Mielec i przećwiczyć pewne schematy – mówił Artur Skowronek przed starciem w Szczecinie.

– Bardzo istotne jest, abyśmy poprawili kilka elementów gry. Musimy pokazywać lepszą piłkę. Dotychczas było to niewystarczające. Mamy odpowiednich zawodników, by to zrobić i oni wiedzą, że muszą się poprawić. Aspekty psychiczne muszą współgrać z kondycyjnymi. Istotne jest, aby całość elementów dobrze ze sobą współgrała. Jestem dobrej myśli i sądzę, że nie potrzebujemy aż ośmiu kolejek, by pokazać jakim zespołem naprawdę jesteśmy. Wierzę, że progres nastąpi już w meczu z Wisłą – zapewniał Kosta Runjaić. Jeśli zapowiedzi jednego i drugiego zrealizują się w spotkaniu, to kibice na słaby poziom nie będą narzekali.

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności