Aktualności

[PIĘĆ PYTAŃ] O Zagłębie w Europie, rewolucje Lecha i 145 dni Arki

Rozgrywki20.04.2019 

Czy Zagłębie Lubin podtrzyma świetną passę z wiosny i włączy się do walki o ligowe podium? Co po rozpoczynających rewolucję kadrową informacjach uda się zbudować Lechowi Poznań? Czy Cracovia zdoła powtórzyć swój popis w kolejnym meczu z Legią w Warszawie? Czy Miedź Legnica przełamie kiepską formę domową z rywalami z grupy spadkowej? Ile da Arce Gdynia spokój trenera Jacka Zielińskiego? Na te pytania szukamy odpowiedzi przed meczami pierwszej kolejki fazy finałowej LOTTO Ekstraklasy.

Kogo stać na puchary?

Zagłębie to zdecydowanie najlepsza polska drużyna w 2019 roku - ugrała najwięcej punktów (23), a do tego imponuje stylem gry. W ataku pozycyjnym lubinianie czują się pewnie, po piłkarzach widać chęć wykorzystania swobody w ofensywie i nie brakuje pracy w wysokim pressingu. Z pewnością na to, co zimą stworzył Ben van Dael z uznaniem patrzy Kosta Runjaić, trener najbliższego rywala Zagłębia.

Nic więc dziwnego, że w Lubinie myśli się o gonieniu trzeciego Piasta Gliwice i walce o podium, która może dać europejskie pucharu. Szanse Pogoni na podobne osiągnięcie są znacznie mniejsze, strata szczecinian wydaje się nie do nadrobienia. Jednak zespół Runjaicia potrafił już seriami wygrywać (cztery mecze z rzędu) lub po prostu nie przegrywać (pięć meczów). Trzeba tylko pamiętać, że wszytko to zdarzyło się Pogoni jesienią, gdy wiosną stabilizacji jeszcze nie zauważono.

Runjaić sytuację tabelaryczną zna doskonale, dlatego mówi o minimalnych szansach. Jeżeli spojrzymy na bilans z zespołami z TOP8, to mamy sporo do nadrobienia. Przegraliśmy dwa razy z Piastem czy z Lechią. Niezależnie jak wtedy graliśmy, to przegraliśmy. Teraz w tych siedmiu meczach postaramy się poprawić pod tym względem.

Co ciekawe, szansa może być w tym, że Zagłębie w tym sezonie... lepiej radzi sobie na wyjazdach, zwłaszcza w meczach bezpośrednich z grupą mistrzowską. O ile u siebie lubinianie wygrali tylko dwa z siedmiu spotkań, o tyle na wyjeździe zdobyli 16 z możliwych 21 punktów. Jeśli przeniosą tę formę na wszystkie mecze, to na pewno czekają ich puchary.

Czy rewolucja coś dała?

Ubiegły tydzień przyniósł wyczekiwaną przez kibiców Lecha informację: listę zawodników, którzy na tym sezonie zakończą swoją przygodę z poznańskim klubem. Patrząc na nazwiska można by złożyć zespół, który miałby szansę... no właśnie, czy na zrealizowanie celów, które rok w rok przyświecają władzom "Kolejorza"?

Także dlatego do rewolucji musi dojść, ale jej przeprowadzenie nie będzie łatwe. Trener Dariusz Żuraw sam czeka na wyjaśnienie, co z jego przyszłością w Lechu, a do tego nie zamierza odstawiać od składu już żegnanych piłkarzy. Kto wie, czy ostatnie dni wcale nie pomogły w polepszeniu klimatu wewnątrz zespołu, nawet jeśli było to konieczne działanie klubu. Mam nadzieję, że teraz każdy wiedząc jak sytuacja wygląda, podejdzie profesjonalnie do swoich obowiązków, że będzie chciał się z Lechem normalnie pożegnać i pozostawić po sobie jak najlepsze wrażenie mówi Żuraw, ale jedynym zapewnieniem, jakie ma jest właśnie... nadzieja.

Dlatego w kontekście meczu Lecha w Białymstoku najciekawszy może okazać się moment przedstawienia składu gości. Zawodnicy, którzy znajdą się w wyjściowej jedenastce to również ci, którzy dali w treningach pozytywny sygnał. A część to piłkarze, których Lech w fazie finałowej będzie budował na przyszłość. Kto wie, czy da kibiców to nie bardziej przyciągająca wizja, niż kolejne pogodzenie się z losem.

Nic dwa razy się nie zdarza?

To był mroźny, ale ważny lutowy wieczór: tak dla gospodarzy, jak i gości. Pierwsi zobaczyli, że ich gra wymaga planu, skoordynowania, a nie tylko włożonego wysiłku. Z kolei ci drudzy zostali za to wszystko nagrodzeni, bo Cracovia w Warszawie grała po prostu futbol mądrzejszy, a co za tym idzie, skuteczniejszy. To był również pierwszy sygnał, że wiosna z Ricardo Sa Pinto może nie potrwać zbyt długo.

Nie jest również tak, że Legia po trzech zwycięstwach z Aleksandarem Vukoviciem u sterów już nie ma żadnych problemów. Ostatnie dwa mecze rozpoczynała od stracenia gola, skutecznie goniła wynik w Zabrzu i w Warszawie. – Odnoszę wrażenie, że wokół naszej drużyny, po trzech zwycięstwach, wytwarza się nieuzasadniony entuzjazm. Jak po porażce w Krakowie mało kto stawiał na Legię w kontekście mistrzostwa, tak teraz wiele osób już nas koronuje. Nie możemy zacząć w to wierzyć – mówi Vuković.

Warto jednak napomnieć, że w Warszawie spotkają się dwie najlepsze drużyny drugiej połowy fazy zasadniczej Ekstraklasy. Legia i Cracovia zdobyły po 34 punkty, wygrały po jedenaście potkań, ale to "Pasy" były skuteczniejsze, strzelając pięć goli więcej. Należałoby oczekiwać w sobotni wieczór fajerwerków, choć już nie tylko ze strony jednego z zespołów.

Ile będzie ostatnich szans?

Już w poprzedniej kolejce w meczu z Wisłą Płock wydawało się, że Zagłębie Sosnowiec ma ostatnią szansę na dobicie do reszty grupy walczącej o utrzymanie. Jednak porażka skomplikowała te plany beniaminka i teraz to starcie z Miedzią wyrasta na ostateczną okazję do nawiązania walki. Zwłaszcza, że z każdą kolejką i przy powtarzających się wpadkach może ich być mniej.

Pocieszeniem może być fakt, że z pięciu meczów, które Miedź rozegrała w Legnicy z zespołami znajdującymi się za ich plecami wygrała tylko raz. Widać nie sprzyjają drużynie Dominika Nowaka te chaotyczne, fizyczne starcia, gdy zwykle ten beniaminek stara się prezentować w sposób poukładany, nawet jeśli nieco jednostajny w tempie gry.

Tak było w dwóch meczach, które Miedź rozegrała z Zagłębiem, dwukrotnie przegrywając – jedna trzecia zwycięstw sosnowiczan to efekt spotkań z legniczanami! – nie mając w nich kontroli i pozwalając rywalom na wiele sytuacji podbramkowych. Także przez to mowa o dwóch najgorszych defensywach w lidze, a jeśli akurat dochodzi do ich starcia, to kibice powinni spodziewać się wymiany ciosów. Kto wie, czy nie jednej z ważniejszych w rundzie finałowej grupy spadkowej.

Kiedy swój mecz wygra Arka?

I dlaczego akurat w Zabrzu? Przede wszystkim dlatego, że Górnik gorzej radzi sobie na własnym stadionie, niż na wyjazdach. To największy problem drużyny Marcina Brosza, który po 30 kolejkach poprzedniego sezonu miała jeden z najlepszych „domowych” bilansów w Ekstraklasie, przegrała tylko jeden mecz. Teraz ta różnica w grze na własnym terenie jest przyczyną dla której Górnik będzie bił się o utrzymanie: forma wyjazdowa jest mniej więcej taka sama, ale w Zabrzu gospodarze zdobyli niemal połowę punktów mniej (spadek z 28 do 15).

Oczywiście samo liczenie na los może nie wystarczyć do zwycięstwa drużynie, która na trzy punkty czeka od listopada. To już 145 dni odkąd Arka efektownie pokonała Wisłę Kraków (4:1) i wydawało się, że grając solidnie ma szansę na grupę mistrzowską. Jednak kolejne cztery miesiące były dla zespołu trudne, tak jak przyjęcie gola zabierającego zwycięstwo z Miedzią Legnica przed tygodniem. – Powiedziałem chłopakom w szatni po meczu, że jeśli utrzymamy tą grę i dołożymy chłodną głowę oraz skuteczność to damy sobie radę. Nie ma pogrzebu, nie opuszczamy głów. Sytuacja jest ciężka, ale nie z takich opresji się wychodziło – zapewniał jednak trener Jacek Zieliński. Jego spokój może być w nadchodzącym i wciąż skomplikowanym okresie największym atutem Arki.

Michał Zachodny

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności