Aktualności

[PIĘĆ PYTAŃ] O skuteczność Korony, patent Fornalika i początek Lechii

Rozgrywki03.05.2019 

Dlaczego Korona Kielce jest tak nieskuteczna? Czy Zagłębie Lubin znów zdominuje Lecha w Poznaniu? O co zagra Piast Gliwice z Legią w Warszawie? Czy we Wrocławiu brutalna pobudka w strefie spadkowej ocuciła piłkarzy Śląska? Czym dla Lechii okaże się triumf w Pucharze Polski? Na te pytania szukamy odpowiedzi przed 34. serią spotkań Lotto Ekstraklasy.

Gdzie podziała się skuteczność kielczan?

Nad tym można się zastanowić każdy kibic Korony, bo tabela nie kłamie: tylko dwie drużyny w lidze strzeliły mniej goli od zespołu Gino Lettieriego. Co więcej, to właśnie nieskuteczność kosztowała kielczan miejsce w czołowej ósemce. W niemal połowie spotkań z tymi rywalami nie byli w stanie strzelić gola, ogółem zebrali ich tylko w dwóch trafiali do siatki rywali częściej niż raz - w tym w meczu przeciwko Wiśle Kraków, który skończył się dla nich klęską (2:6).

Nic lepiej nie pokazało problemu Korony, jak dwa ostatnie spotkania z Wisłą w Płocku (1:2) i przeciwko Arce Gdynia (0:2). W sumie rywale oddali pięć celnych strzałów i zdobyli dwie bramki. Bilans piłkarzy Lettieriego jest znacznie gorszy - jedenaście prób, jedna skuteczna. W każdym z tych meczów przewaga była po stronie kielczan, ale niewiele z niej wynikało. Chociaż utrzymanie jeszcze nie jest w stu procentach przypieczętowane i pewnie tylko kataklizm odebrałby Koronie status w lidze, to problem jest ewidentny.

Problem, który wynika z nieskuteczności, a nie braku kreatywności. Dość powiedzieć, że w tabeli "goli oczekiwanych" prowadzonej przez portal EkstraStats zespół Lettieriego jest w górnej jej części. Wyprzedza m.in. gliwickiego Piasta, Górnika Zabrze i Lecha Poznań. A także ostatnią w klasyfikacji Miedź Legnica z którą zagra w sobotę (godz. 15.30).

Problem jest więc indywidualny. Felicio Brown Forbes z 36 strzałów tylko trzy zamienił na gole, próbujący nieznacznie rzadziej (29 razy) Jakub Żubrowski wciąż nie ma na swoim koncie ani jednej bramki. Elia Soriano próbował nawet częściej niż oni dwaj razem wzięci, ma dwanaście goli, lecz w samym 2019 roku już tylko cztery. Dla pocieszenia kibiców: to on zdobywał bramki z Wisłą i Śląskiem Wrocław (2:0), więc jeśli w kimś widzieć odmianę losu Korony, to właśnie w 29-letnim napastniku.

Czy Zagłębie powtórzy dominujący występ?

Gdy poprzednio Zagłębie wygrywało w Poznaniu, to występ lubinian podsumowywano wieloma komplementami. Nieważne, że piłkarze Bena van Daela przegrywali jeszcze na kwadrans przed końcem, a decydującego gola strzelili w doliczonym czasie gry. W starciu z Lechem to oni lepiej operowali piłką, stwarzali większe zagrożenie i w zasadzie wygrali więcej niż zasłużenie. Wreszcie: jako pierwsi obnażyli problemy "Kolejorza", które wiosną jeszcze de facto nie zniknęły, choć zmienił się już trener.

Czy w sobotę (godz. 18) będzie podobnie? Ostatnio Zagłębie jest mniej stabilne, choć wciąż wierne stylowi gry wprowadzonemu przez holenderskiego szkoleniowca. Są mecze, jak ostatni z Jagiellonią (2:0), gdy wydaje się, że nie ma drugiej drużyny w Ekstraklasie tak łatwo tworzącej sytuacje. Było to widać również w Gliwicach, choć tam przeważyła druga strona: narażanie się na kontry rywali i brak tak charakterystycznego dla ligowych zespołów pragmatyzmu.

Czy zdoła to wykorzystać Lech, który sam ma problem z ustabilizowaniem swojej formy: wygrał tylko jeden z pięciu ostatnich meczów, do tego u siebie na przemian wygrywa i przegrywa. Patrząc na formę od początku marca, to teraz wypada to drugie rozwiązanie. Ale bardziej pozytywnym sygnałem będzie dla "Kolejorza" nie sam wynik, lecz styl. Nie pozwolenie gościom na dominację może być krokiem w rozwoju drużyny budowanej już pod kątem następnego sezonu.

Czy Waldemar Fornalik ma patent na Legię?

Na przedmeczowym spotkaniu dziennikarzy z Waldemarem Fornalikiem zapytano szkoleniowca Piasta o sposób na Legię z którą gliwiczanie jeszcze w Warszawie nie wygrali. Nawet w sezonie, gdy zespół prowadził Radoslav Latal i do ostatnich chwil trwała walka o mistrzostwo, to decydujący mecz przy Łazienkowskiej boleśnie przegrali (0:4). - Ale drużyny Fornalika wygrywały... - zaznaczył jednak obecny trener Piasta, przypominając o zwycięstwach z Legią, gdy prowadził chorzowski Ruch. Ostatnie z nich miało miejsce w lutym 2017 roku (3:1).

Oczywiście to Piast teraz musi pokazać więcej niż Legia: jest cztery punkty za liderem tabeli, więc musi gonić, przejąć dominującą pozycję i wykorzystać atuty dzięki którym jest najlepszą drużyną wiosny. W trzynastu meczach tylko trzy razy nie wygrał, stracił zdecydowanie najmniej goli (tylko dziewięć) i strzelił ich najwięcej (aż 26). -  jest to olbrzymia satysfakcja z tego, że jest się trenerem takiej drużyny, która doprowadziła do takiej sytuacji. Myślę, że przed sezonem mało kto się spodziewał, że na cztery kolejki przed końcem Piast w dalszym ciągu będzie miał realne szanse na zdobycie mistrzostwa Polski - zaznacza Fornalik.

Jednak była kwestia, której Fornalik unikał: mówiąc o celu na sobotni mecz (godz. 20.30) nie mówił o zwycięstwie, lecz chęci zagrania dobrego spotkania. To jednak nie to samo, choć z Piastem można było to stwierdzenie głównie utożsamiać. Mimo wszystko ciekawy będzie wybór byłego selekcjonera: czy w pierwszej kolejności postawi na jakość w ofensywie swojej drużyny, czy raczej zwróci uwagę na jakość przeciwnika. Bo im dłużej trwała dobra passa gliwiczan, tym częściej to właśnie Piast był stroną dominującą. Powtórzenie tego na Legii byłoby już zwycięstwem samym w sobie i przełamaniem bariery, która już poprzednich latach temu klubowi w osiągnięciu marzeń przeszkadzała.

Czy utrzymanie wciąż jest realne?

O utrzymaniu Zagłębia Sosnowiec już można mówić w kategoriach cudu, choć szanse Śląska Wrocław wcale nie są oceniane znacznie wyżej. Na pewno goście niedzielnego meczu ostatniej szansy - bo dla obydwu stron stawka jest identyczna - mają nieco lepszą sytuację, ponieważ wygrywając do końca wszystkie starcia mogą liczyć na pozostanie w Ekstraklasie. W przypadku Zagłębia nawet dwanaście punktów nie daje żadnej gwarancji.

Jednak w lidze rzadko zdarzają się mecze w których żadna z drużyn nie będzie chciała kompromisu i remis uzna za porażkę. - Wiemy, że Zagłębie będzie walczyć tylko o zwycięstwo. Ale tak samo będzie z nami. Musimy zdobyć punkty - zaznaczał Vitezslav Laivcka, szkoleniowiec Śląska. Jednak sama chęć to mało, zwłaszcza, że we Wrocławiu sposobów motywacji próbowano już wielu, zabrały się za to również ruchy kibicowskie. Mimo to w Krakowie z bardzo osłabioną Wisłą Śląskowi udało się ugrać tylko punkt, do tego nie dając wrażenia, że drużyna wróciła na drogę do utrzymania.

Można jednak powiedzieć, że w niedzielę Śląsk walczy o więcej niż Zagłębie Sosnowiec. Dla gospodarzy spadek będzie raczej w zgodzie z tym, jak mało stabilny jest to klub. Dla gości, którzy celowali w grupę mistrzowską na początku sezonu byłby to cios na miarę całkowitego rozbicia. Nieuchronnego, ponieważ nawet w ostatnim tygodniu w wywiadzie dla portalu 2x45.info prezes Piotr Waśniewski mówił, że przy wielu zmiennych koncepcjach wrażenie o potencjale Śląska było sztuczne. Do tego stopnia, że zaślepieni w klubie byli wszyscy, a pobudka w strefie spadkowej mocno zaskoczyła szefostwo, trenerów i piłkarzy. Jeśli Śląsk się do końca nie wybudzi, to większość z pozostałych szans na utrzymanie może stracić już w Sosnowcu.

Czy to dopiero początek?

Po zdobyciu Totolotek Pucharu Polski Piotr Stokowiec promieniał ze szczęścia – na konferencję prasową zabrał swoją córkę, uśmiechnięty zbierał gratulacje. A jednak w tym wyjątkowym dla niego i jego drużyny momencie nie zapomniał o szerszej perspektywie. – To dla nas dopiero początek odbudowywania silnej marki klubu – powiedział szkoleniowiec Lechii Gdańsk.

Jednak od tego, czy faktycznie tak będzie jeszcze zależy sporo. Faktem jest, że dla Lechii ten sezon już jest sukcesem – po 36 latach udało się zdobyć drugie w klubowej historii trofeum, do tego miejsce na ligowym podium jest pewne. Ale ambicje Stokowca na tym się nie zatrzymują. On doskonale wie, jak trudne jest utrzymanie w drużynie i w klubie chęci wygrywania, determinacji i ambicji, które przecież cechują jego zespół, które pomogły wygrać Puchar Polski w doliczonym czasie gry. Stokowiec wie, ponieważ doświadczył tego w Zagłębiu Lubin, które wprowadził do Ekstraklasy, na podium i do europejskich pucharów, ale w kolejnym sezonie został zwolniony.

Gdańsk i Lechia to oczywiście większy potencjał, o czym świadczy choćby to, że do Warszawy na finał przyjechało ponad 20 tys. kibiców. Jednak pierwszy test na podtrzymanie ambicji już w niedzielę w Krakowie, gdzie zespół Michała Probierza chętnie sprawdzi poziom koncentracji przyjezdnych. Lechia po triumfie na stadionie narodowym nie świętowała, już kolejnego dnia rano miała zajęcia regeneracyjne. Może to jest częściowa odpowiedź na wątpliwości, czy w niedzielę głowy zawodników będą właściwie przygotowane.

Michał Zachodny

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności