Aktualności

[PIĘĆ PYTAŃ] O siłę Piasta, formę Brożka i uśrednianie liderów

Rozgrywki30.08.2019 

Czy Piast Gliwice już pokazał, że znów będzie liczył się w walce o tytuł? Na ile Wisła Kraków w walce o górną część tabeli będzie musiała liczyć na formę Pawła Brożka? Czy Pogoń Szczecin – lub Śląsk Wrocław – znów zaczną równać do swoich średnich wyników? Czy Lech da kibicom w Poznaniu powody do radości? Jak trudne wyzwanie stoi teraz przed Legią Vukovicia? Zapraszamy do lektury zapowiedzi siódmej kolejki PKO Ekstraklasy.

Czy Piast znów idzie po tytuł?

To może nie być najciekawsze spotkanie kolejki, choć przecież zwykle starcia mistrza z brązowym medalistą zapowiadają się ciekawie. Prawda jest jednak taka, że w dotychczasowych meczach Piasta Gliwice i Lechii Gdańsk średnio pada najmniej bramek w Ekstraklasie.

Pośrednio ze względu na start w europejskich pucharach – w obu wypadkach nieudany – także początek rozgrywek ligowych nie był dla medalistów zbytnio udany. Wydaje się jednak, że szybciej do swojego poziomu wraca Piast, pomimo większej liczby zmian w wyjściowym składzie. W czterech ostatnich meczach zespół Waldemara Fornalika nie stracił gola, trzy z nich wygrał. Nie ma w tym przypadku, że nikt nie utrzymywał równie długo prowadzenia, jak oni – 280 minut gry to ponad połowa z czasu już rozegranego w tym sezonie.

Znów trzeba rozpatrywać gliwiczan jako ekipę z czołówki. Zwłaszcza sposób rozbicia Zagłębia w Lubinie (3:0) powinien imponować: odbyło się to ze spokojem i fachowością, jakie towarzyszyły Piastowi na drodze do mistrzostwa. Lechia, która już cztery razy remisowała, może czuć, że przed nią najtrudniejsze spotkanie dotychczasowego sezonu.

Ile jeszcze uda się wycisnąć z Pawła Brożka?

Renesans formy napastnika krakowskiej Wisły jest niesamowity. W dwóch ostatnich meczach strzelił trzy gole, w tym sezonie trafia do siatki co trzy próby – co jest jedną z lepszych średnich w Ekstraklasie. A mowa o 36-latku.

Jednak patrząc na jego inteligencję w grze, sposób poruszania się oraz to, ile widzi – a dostrzega możliwe okazje, jak w Białymstoku – nie może zaskakiwać fakt, że Maciej Stolarczyk tak przekonywał Brożka do dalszej gry w naszej lidze. I na razie jego postawa jest jedną z najlepszych informacji dla kibiców „Białej Gwiazdy”.

Korzystać na tym mogą młodsi, jak Aleksander Buksa – trafienie 15-latka przeciwko Jagiellonii to wypisz-wymaluj zachowanie Brożka z jego najlepszych sezonów. Umiejętne odnalezienie się w polu karnym, przyjęcie, zwód ze stworzeniem sobie miejsca i mocny strzał nie do obrony. Jak uczyć się to wciąż od tych, którzy mają coś do pokazania.

A Wisła skuteczności potrzebuje – to najczęściej strzelająca drużyna poprzedniego sezonu, która obecnie (znów według EkstraStats) wykorzystuje dopiero co piątą stworzoną okazję. To szósty najgorszy wynik w lidze, jasno wpływający na to, że zajmuje miejsce w dolnej części tabeli. Jeśli ma awansować wyżej i to bez transferów, to wydaje się, że wyłącznie dzięki wyciśnięciu tych kilku goli więcej z Pawła Brożka – i pilnych studentów jego gry.

Kto wyrówna do średniej?

Gdyby nie poniedziałkowa porażka Pogoni na własnym boisku z Wisłą Płock (1:2), to o starciu we Wrocławiu można by pisać, że jest hitem siódmej kolejki Ekstraklasy. Problem polega jednak na tym, że byłoby to złudzenie. Zarówno Śląsk – jak dyskutowaliśmy w ubiegłym tygodniu – pracuje na mnóstwo szczęścia w poprzednich spotkaniach, jak i Pogoń na razie notuje wyniki ponad średnią.

Wystarczy sprawdzić klasyfikację „goli oczekiwanych”, które prezentuje także w tym sezonie portal EkstraStats. Otóż wynik może być zatrważający, jak na pochwały, które drużyna Kosty Runjaicia zebrała: jakość stworzonych okazji przez szczecinian jest piątą najniższą w Ekstraklasie. Co z tego, że w defensywie Pogoń jest po drugiej stronie zestawienia, skoro bilans jest tylko delikatnie na plusie i z wyliczeń statystyków wynika, że… tylko Śląsk bardziej nadrabia nad średnią (+5,44), niż piłkarze Runjaicia (5,17).

Może więc w Ekstraklasie tego czynnika szczęścia się nie docenia? Na pewno jednak już niedzielne starcie lidera z wice sprawi, że ktoś – lub obydwa kluby – zaczną kierować się w stronę tego, co wyznaczają liczby. Do średniej, a więc znów do przeciętności, bo i gra Śląska oraz Pogoni do spektakularnych nie może być zaliczona.

Czy w Poznaniu fani zobaczą fajerwerki?

Znów wróciła ekscytacja z meczów Lecha? W dniach przed niedzielnym starciem z Cracovią wyszła z klubu informacja, że kibice kupują po dwa tysiące biletów w każde 24 godziny. To dużo i oczekuje się, że na Bułgarskiej zjawi się więcej widzów, niż na spotkanie ze Śląskiem Wrocław, które Lech przegrał (1:3). Przegrał, ale pokazał na tyle ofensywny i ambitny futbol, że była to porażka najlepiej przez fanów przyjęta w ostatnich latach.

Faktycznie, mowa o jednej z najgroźniejszych ofensyw w naszej lidze. Tylko w spotkaniach Jagiellonii pada średnio więcej bramek, tylko dwie ekipy stworzyły więcej okazji, nikt nie ma wyższej średniej uderzeń celnych. To zasługa sposobu gry, jaki swojej drużynie wpaja Dariusz Żuraw – a że przekaz trafia, to widać po wynikach.

Pytanie jednak, czy znacznie bardziej pragmatycznie grająca Cracovia nie zdoła – jak Śląsk kilka tygodni temu – tego potencjału ofensywnego zweryfikować. Zwłaszcza, że drużyna Michała Probierza pokazała także we Wrocławiu, że choć zakończyła swoją wizytę u lidera porażką, to stwarzała sporo okazji do strzelenia gola.

Czy Legia podoła temu wyzwaniu?

Ostatnia minuta doliczonego czasu gry na Ibrox Park minęła, sędzia zakończył spotkanie. Osiem meczu w eliminacjach obecnego sezonu Ligi Europy Legia utrzymywała czyste konto, ale straciła decydującego o jej losach gola w… 91. minucie tego, który okazał się być ostatnim. – Zrobiliśmy wiele, by wygrać ten mecz – mówił Aleksandar Vuković i na pewno determinacji oraz włożonych sił nikt jego piłkarzom nie odmówi.

Jednak teraz Legię czeka powrót do rzeczywistości i to zderzenie nie będzie należało do najłatwiejszych. Choćby dlatego, że do Warszawy przyjeżdża Raków, który w ubiegłym sezonie Pucharu Polski zdołał zespół ze stolicy wyeliminować. Marek Papszun znów zrobi wiele, by w starciu z rywalem z czołówki zaimponować taktyką i organizacją gry.

To przed Vukoviciem stoi większe wyzwanie. Po pierwsze, pozbierać zespół po druzgocącej i niejako definiującej początek sezonu porażce w Glasgow. Włożony wysiłek musi kosztować, a mentalne obciążenie po przegranej też nie będzie łatwe do uniesienia. Gdzie więc kibice Legii mogą wypatrywać nadziei?

Choćby w Jarosławie Niezgodzie, który tak dobrze zaprezentował się, gdy Vuković zmienił cały skład na mecz z ŁKS-em. Dwa gole przyczyniły się do wygranej w meczu, który mógł być dla Legii łatwym potknięciem. Teraz jest podobnie: przed przerwą na kadrę, już myślą o odpoczynku po wspólnym, intensywnym starcie sezonu… Może od taktycznych rozwiązań problemu, jakim będzie Raków, ważniejsza okaże się praca poza boiskiem treningowym.

Michał Zachodny

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności