Aktualności

[PIĘĆ PYTAŃ] O rolę Flavio, twierdzę w Gliwicach i małą grę Lecha

Rozgrywki05.03.2021 

Dlaczego Flavio Paixao jest liderem Lechii Gdańsk? Kto faktycznie odbije się po kiepskim początku 2021 roku? Dlaczego Piast nie wygrywa w Gliwicach? Czy Lechowi brakuje odwagi w małej grze? Czym dla Śląska Wrocław jest balans? Na te pytania szukamy odpowiedzi przed meczami 20. kolejki PKO BP Ekstraklasy.

Jak wyjątkowy jest Flavio Paixao?

Z ośmioma bramkami jest najlepszym strzelcem Lechii, choć w niespełna połowę meczów rozegrał w pełnym wymiarze czasu, właśnie podpisał przedłużenie kontraktu o kolejny sezon. – Cieszę się, że zostaję w Lechii na dłużej. Czuję się tutaj jak w domu. Już zdobyłem z Lechią Puchar Polski, ale wciąż mam ambicję zdobycia mistrzostwa Polski dla biało-zielonych. Chcę poprowadzić tę drużynę jak najwyżej i cieszę się, że będę to mógł robić przez kolejny rok – mówił dla oficjalnej strony gdańskiej drużyny.

Widać, że zarządzanie liderem zespołu jest ważnym aspektem pracy Piotra Stokowca. Paixao w meczach w których strzelał gole, to Lechia nie przegrywała. W ostatniej, ważnej i reperującej atmosferę wokół klubu serii trzech wygranych spotkań Flavio był cały czas na boisku. O jego roli, oprócz dotychczasowych goli w tym sezonie i w ponad czterech poprzednich, świadczy uniwersalność klasyfikacji w jakich można go odnaleźć w ligowej czołówce.

Jest w czołówce m.in. tabeli udziału w akcjach bramkowych swojej drużyny (52%, 12. pozycja), strzałów (47, 5.), spalonych (10, 4.), pojedynków (380, 2.), starć w ataku (291, 3.) i bycia faulowanym (39 razy, 10.). Jest więc dla Lechii punktem odniesienia, liderem dosłownie i w przenośni, a mowa przecież o 36-latku. W takich meczach jak to z Podbeskidziem Bielsko-Biała widać to jeszcze wyraźniej.

Kto się odbije w tabeli formy?

Mowa o półfinalistach Fortuna Pucharu Polski, o zespołach, które aspirują do górnej części tabeli Ekstraklasy, o drużynach ukształtowanych w pełni przez swoich szkoleniowców. Ale też styl w jakim Raków Częstochowa pokonał Lecha Poznań, a Cracovia rozprawiła się z Chojniczanką Chojnice nie jest wyznacznikiem tego, co dzieje się z ekipami Marka Papszuna i Michała Probierza od początku roku.

W tabeli formy z ostatnich sześciu meczów ligowych Cracovia jest na ostatnim miejscu (tylko dwa punkty i trzy strzelone gole), a Raków na pozycji dwunastej (dwie wygrane, ale z trzema zdobytymi bramkami). – Wierzę, że teraz mój zespół nabierze rozpędu – mówił po pucharowej wygranej Probierz, który jeszcze po porażce z Zagłębiem Lubin stwierdził, że „Pasy” są na właściwej drodze ku poprawie wyników. Mniej wątpliwości jest w kontekście Rakowa, który trzy ostatnie mecze wygrał i zbudował większą pewność siebie – taką, którą zaprezentował w Poznaniu. W sobotę przeciwko Cracovii to również może być najistotniejszy element.

Co dzieje się w Gliwicach?

Gdyby wziąć pod uwagę wyłącznie wyniki osiągane na własnym boisku, to Piast Gliwice wraz z Wisłą Kraków musiałby najbardziej drżeć o utrzymanie w Ekstraklasie. Pewnie nie powinno więc dziwić to, że imponujący defensywną solidnością, wygrany mecz z Legią przypadł na terenie rywala, nie zespołu Waldemara Fornalika. Doświadczony szkoleniowiec ma bowiem problem z tym, jakie wyniki osiąga Piast w Gliwicach.

W Ekstraklasie trzecia drużyna ubiegłego sezonu wygrała dopiero w dziesiątej kolejce. A przecież w całych poprzednich rozgrywkach Piast punktował na własnym terenie niemal najlepiej, tylko o punkt ustępując warszawskiej Legii. Nikt nie stracił tak mało goli (12), ledwie Śląsk przegrał jedno spotkanie mniej. Co się stało z twierdzą Gliwice?

Analizując mecze, które Piast wygrał można otrzymać odpowiedź: miał w nich mniejsze posiadanie. Gra reaktywna sprzyja drużynie Fornalika. – Zawsze chcemy prowadzić grę, ale zawsze jest też przeciwnik. Jeden pozwala na więcej, drugi na mniej i dlatego te mecze różnie wyglądają. Na pewno nie wyobrażam sobie tego tak, że oddajemy piłkę Stali i to ona będzie grała, a my będziemy czekać – mówił jednak szkoleniowiec. Statystyki temu przeczą: z Wartą 63-procentowy udział w grze nie przełożył się na efekty (0:1), podobnie jak 56-proc. z Rakowem (0:0), 60-proc. z Wisłą Płock (2:2), 55-proc. z Jagiellonią (0:1) też nie… Może po prostu brakuje tego pierwszego gola, który pozwalałby Piastowi ułożyć sobie mecz tak, jakby tego chciał? Bilans w pierwszych 30 minutach wszystkich meczów to -5, więc jeśli swoich szans Stal jeszcze szuka, to mocny początek ze strony gości byłby wskazany. Potem niech gospodarze znów się martwią.

Czy Lechowi brakuje odwagi?

Ciekawą rzecz w kontekście gry Lecha zauważył Dariusz Żuraw przed meczem z Pogonią w Szczecinie. – Nie wyglądaliśmy najlepiej, jeśli chodzi o pojedynki w ostatnim meczu, tutaj "sypię głowę popiołem", bo był taki moment, kiedy trenowaliśmy na sztucznym boisku, że przytrafiły się dwie, trzy kontuzje i doszliśmy do wniosku, że odejdziemy od gier na mniejszych przestrzeniach, bo powodują one dużo powrotów, przyspieszeń, hamowań – mówił szkoleniowiec „Kolejorza”.

Mówił w kontekście przegranej w ćwierćfinale Pucharu Polski z Lechem, ale ten problem może być dostrzegalny w szerszym kontekście. Lech w tym sezonie pod względem pojedynków w ataku jest drugim najmniej angażującym się w te starcia zespołem ligi. Równym Stali Mielec i Jagiellonii Białystok, choć to ekipy mniej oparte na atakach pozycyjnych. A w nich przecież chodzi o to, by również odwagą i jakością indywidualną stworzyć przewagę. Co więcej, patrząc na tę klasyfikację tylko w 2021 roku, to „Kolejorz” jest ostatni pod względem skuteczności (43%), w dryblingach również będąc poniżej ligowej średniej (53% udanych prób, przeciętny wynik to 57%). To spadek o 10 punktów procentowych w efektywności w odniesieniu do poprzedniego sezonu (63%, drugi wynik w lidze).

Czy w odmianie tego elementu gry pomoże Lechowi krótkie zgrupowanie w Opalenicy, gdzie „Kolejorz” będzie trenował wyłącznie na naturalnej nawierzchni i będzie mógł wrócić do małej gry? Do takiej, gdzie nawet nie pojedynek, lecz ruch lub zgranie dwóch zawodników tworzy okazję do kluczowego podania? Nawiasem mówiąc, tych również Lechowi brakuje. Ze średniej liczby prób 16 w poprzednim sezonie spadł do ledwie 7 w 2021 roku. Słowem: jest nad czym pracować.

Czy Śląsk odnajdzie balans?

– Zawsze mówię, że chodzi o balans. Nie chcemy w meczu z Legią tylko się bronić. Potrzeba, żeby był tam dobry balans i żeby ta nasza gra, jeżeli nie posiadamy piłki, była dobrze zorganizowana, aktywna i abyśmy nie dali przeciwnikowi przestrzeni na szybkie przejście środkiem boiska – mówił przed meczem z Legią Vitezslav Lavicka, czeski szkoleniowiec Śląska.

Tymczasem w Ekstraklasie statystyki pokazują, że jest tylko jedna bardziej reaktywnie nastawiona drużyna od Śląska – Warta Poznań. Problemem wrocławian jest również to, że nikt rzadziej nie wprowadza piłki w pole karne przeciwnika (11 razy, przy średniej ligowej wynoszącej 15), niemal najniższej liczbie ataków pozycyjnych i ich skuteczności (co dziesiąty kończy się strzałem). Gdyby ktoś na bazie tych obserwacji starał się wywnioskować, jak zagra Śląsk w niedzielnym hicie, to pewnie oceniłby, że schowa się za podwójną gardą i będzie wyprowadzał nieliczne ciosy.

Nie byłoby to dalekie od prawdy. – Jeżeli będziemy w sytuacji, gdy przejmiemy piłkę i będzie okazja do szybkiego przejścia, to na to czekamy. Pracowaliśmy w treningu nad tym, aby chłopacy mieli odwagę iść do takiego szybkiego przejścia, aby tam była szybka współpraca między zawodnikami, abyśmy po prostu wykorzystali swoje okazje – dodawał Lavicka. Paradoksalnie może ten mecz być dla Śląska idealny pod reaktywną filozofię trenera, łatwiejszy do przygotowania i nie wymagający pójścia w sprzeczność, czyli grę na posiadanie piłki.

Michał Zachodny

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności