Aktualności

[PIĘĆ PYTAŃ] O rewanż Legii, ofensywę Lechii i odmianę Wisły

Rozgrywki22.11.2019 

Czy Legia Warszawa poradzi sobie z rolą faworyta w ligowym hicie ze szczecińską Pogonią? Czy przeżywająca trudny moment Lechia Gdańsk pokaże swoje walory ofensywne o których mówi Piotr Stokowiec? Czy Jagiellonia poprawi swoją formę domową? Czy Śląsk ustabilizuje formę, a Wisła Kraków zaprezentuje coś nowego pod wodzą Artura Skowronka? Zapraszamy na przegląd najbliższej kolejki PKO Ekstraklasy w formie pięciu pytań.

Czy Legia odbije sobie pierwszą porażkę?

Przegrana w meczu z Pogonią w Warszawie na starcie obecnego sezonu została przyjęta za oznakę tego, że letnie zmiany czy decyzje klubu nie poprawiły sytuacji Legii. Tymczasem z każdym tygodniem po rozczarowaniach pucharowych teraz drużyna Aleksandara Vukovicia wygląda coraz lepiej. A przede wszystkim widać po niej znamiona ofensywnego stylu gry i dominacji pod względem jakości, która – biorąc pod uwagę różnice budżetowe w Ekstraklasie – powinna być oczywista.

Faktem jest, że od porażki w Gliwicach (1:2) Legia strzeliła niemal połowę ze wszystkich bramek w tym sezonie (18 z 39), do tego zdobyła istną „koronę królów”, pokonując historycznie największych rywali, czyli Widzewa, Lecha, Wisłę Kraków oraz Górnika. Także te spotkania wyniosły stołeczny zespół na pierwszą pozycję w klasyfikacjach strzelonych goli i stwarzanych szans.

Można powiedzieć, że Legia nie tylko wraca do roli ligowego faworyta, ale też się w niej odnajduje. Mecz z Pogonią Szczecin jest doskonałą okazją do podkreślenia tego faktu i, przede wszystkim, ucieczki przed jednym z groźniejszych rywali w tabeli. Dotychczas w starciach z Pogonią i Piastem legioniści nie uzyskali nawet punktu. W poprzednim sezonie w rywalizacji wewnątrz czołowej trójki wygrała tylko połowę spotkań, co również przyczyniło się do utraty mistrzostwa. Odbicie sobie klęski z otwarcia obecnych rozgrywek będzie równie ważnym sygnałem w odwróceniu się losów drużyny Vukovicia, jak każde z poprzednich zwycięstw.

Czy Lechia faktycznie gra lepiej w ofensywie?

W poprzednim, rewelacyjnym dla Lechii sezonie, najdłuższa seria meczów bez zwycięstwa w rundzie zasadniczej trwała ledwie trzy spotkania. Obecnie gdańszczanie przeżywają znacznie gorszy okres, który trwa od pięciu kolejek. – Nie da się cały czas wygrywać, ale zła passa nie może trwać wiecznie – mówił Piotr Stokowiec przed spotkaniem z ŁKS-em. Przed takim spotkaniem, które jego Lechia po prostu musi wygrać.

Po pierwsze, trafia na najgorszą obok Wisły Kraków defensywę w lidze. Po drugie, zespół znajdujący się w strefie spadkowej. Po trzecie, drużynę, która chce grać otwarty futbol, a więc narażającą się na kontry przeciwnika. Można założyć, że w poprzednim sezonie Lechia byłaby zdolna szybko zamienić jeden z błędów rywali i szybko ustawić mecz pod siebie. Jednak teraz są z tym problemy.

– Nie jesteśmy daleko od seryjnego wygrywania – zapewnia jednak Piotr Stokowiec. – Dwa, trzy miesiące temu graliśmy świetny mecz z Broendby w europejskich pucharach, wygraliśmy z Legią na Łazienkowskiej, zdobyliśmy Superpuchar. Jesteśmy źli. Ostatni mecz przelał czarę goryczy, że nawet punkt nie został w Gdańsku. Wierzę, że na bazie podrażnionej ambicji i niesprawiedliwości pójdziemy w górę i zacznie się to przekładać na punkty. Nie chcę rzucać słów, bo wiem, że kibice są podirytowani, ale myślę, że gramy lepiej w ofensywie niż w poprzednim sezonie – dodawał.

Problem polega na tym, że na razie po Lechii tej lepszej gry w ofensywie nie widać. Tylko cztery drużyny oddały mniej strzałów, pod względem jakości stworzonych szans (xG) zespół nadal jest w dolnej części klasyfikacji. Wedle tego drugiego współczynnika dorobek bramkowy (17 goli) jak najbardziej odpowiada temu, co piłkarze Stokowca wykreowali. Z ŁKS-em, jakkolwiek jednoznacznie to brzmi, Lechia ma najlepszą okazję w sezonie, by słowa swojego szkoleniowca poprzeć czynami na boisku.

Czy Jagiellonia zbuduje swoją fortecę?

Szukając problemów w wynikach Jagiellonii Białystok w tym sezonie – drużyna typowana do walki o mistrzostwo Polski jest obecnie siódma w tabeli – wskazuje się na urazy, nieskuteczność czy nawet zbyt otwarty styl. Zwłaszcza ten ostatni argument nie trafia do trenera Ireneusza Mamrota, choć po rozmowach z drużyną on sam zdaje się przekonywać, że skuteczność będzie ważniejsza od walorów estetycznych. – Oczywiście wszyscy oczekują od nas ładnej i widowiskowej gry, ale w tej chwili jeszcze ważniejsze są punkty – mówi w rozmowie z serwisem klubowym przed niedzielnym spotkaniem z Arką.

Wydawało się, że po przeciętnym starcie (pięć punktów w czterech kolejkach) forma Jagielloni się ustabilizowała (jedenaście punktów w kolejnych pięciu spotkaniach), lecz ostatnio znów widać spore wahania. Po ważnej wygranej z Cracovią przyszła porażka w Płocku, po dobrym zwycięstwie nad ŁKS-em przydarzył się słaby mecz w Gliwicach. – Chcąc walczyć o najwyższe cele musimy złapać serię zwycięstw. Na razie strata do czołówki nie jest wielka, ale sami musimy punktować – zauważa sam Mamrot.

Problemy Jagielloni pokazują także mecze u siebie, w których stabilizacji również brakuje. Z czołowej ósemki Ekstraklasy tylko Śląsk stracił na własnym stadionie więcej bramek, co jest efektem męczarni z Wisłą Kraków (3:2), porażek z Pogonią (2:3) i Rakowem Częstochowa (0:1). To coś, co w Białymstoku utrzymuje się od dłuższego czasu. W poprzednim sezonie Jagiellonia na własnym terenie straciła aż 30 goli, trzy razy więcej od mistrzowskiej ekipy Piasta. – Jest spory niedosyt, dlatego w takim momencie jako drużyna bardzo liczymy na wsparcie ze strony trybun. Będzie ono dla nas bardzo ważne – mówi Mamrot. Jeśli jego piłkarze nie przekonają także w meczu z Arką Gdynia – najczęściej przegrywającą drużyną na wyjazdach – to tego wsparcia może im bardzo szybko zabraknąć.

Na co stać Śląsk Wrocław?

Dla kibiców wrocławskiej drużyny to dziwny sezon. Bardzo obiecujący początek i wyjście na lidera rozgrywek po pięciu kolejkach szybko ustąpiło niepewności, gdy zdarzyła się trwająca siedem kolejek niemoc. Trzy ostatnie wygrane poprawiły nastroje, lecz w ich tonowaniu pierwszy jest Vítězslav Lavička. – Chcemy podejść do meczu z Wisłą Kraków tak, jak w przeszłości. Skoncentrowani i zaangażowani. Musimy pokazać zbalansowaną grę, kompaktową i agresywną w defensywie. Wiemy, kiedy możemy zrobić wysoki pressing, kiedy niski, średni. Podstawa to balans oraz aktywność – podkreślał na konferencji.

We Wrocławiu do równowagi nie przywykli. Poprzednie lata były bardzo dobre – mistrzowskie, kończone na podium, grą w europejskich pucharach – albo bardzo słabe, czyli oznaczające walkę o utrzymanie. Dlatego Lavička zwraca uwagę na jak najmniejsze komplikowanie. – Kiedy zagrać szybko, kontratakiem, a kiedy wolniej, w ataku pozycyjnym. Proste rzeczy, nie chcemy nic zmieniać, musimy trzymać kierunek, którym idziemy – zauważa czeski szkoleniowiec.

Na pewno niepewności dodaje zmiana szkoleniowca, która dokonała się w Wiśle w trakcie przerwy na mecze reprezentacji. Kryzysowa sytuacja rywali stawia Śląsk w roli zdecydowanego faworyta, co również nie jest dla wrocławian komfortem. Widać to było po meczach z Górnikiem w Zabrzu (0:0), czy Koroną w Kielcach (0:1). Nawet we Wrocławiu gospodarze trzykrotnie już remisowali. Kolejne niepowodzenie będzie oznaczało, że owa stabilizacja wciąż dla Śląska jest odległym celem.

Jaka będzie nowa Wisła Kraków?

Siedem porażek z rzędu, jeden gol w ostatnich sześciu spotkaniach, dramatyczne występy w Warszawie (0:7), czy w Poznaniu (0:4)… Zmiana trenera w Wiśle Kraków wydawała się nieuchronna, nawet jeśli bolesna w kontekście pozycji, jaką wyrobił sobie Maciej Stolarczyk poprzednim sezonem. Uznano jednak, że kryzys jest tak poważny, że wymaga nowych rozwiązań. Pytanie jednak, czy Artur Skowronek, nowy trener w Ekstraklasie, będzie w stanie uratować Wisłę przed spadkiem. Spadkiem, który oznaczałby prawdopodobnie koniec „Białej Gwiazdy” pod taką postacią.

W wywiadzie udzielonym stronie oficjalnej Skowronek dość obszernie, choć ogólnikowo opisywał wyobrażenie stylu prowadzonej przez siebie drużyny. – Nie trenuję według schematów, moje zespoły trenują według zasad gry. (…) Zależy mi na tym, żeby to przeciwnik musiał dopasować się do nas. (…) Zależy mi na tym, aby patrzono na piłkarzy tak, jak na naprawdę bardzo dobrze zorganizowaną drużynę, zdyscyplinowaną – mówił.

Wie on jednak, że największym wyzwaniem nie jest ogarnięcie bałaganu taktycznego, jaki udzielił się kryzysowej Wiśle, ale odgonienie czarnych myśli, których głowy piłkarzy są pełne. – Wszystko zaczyna się od nastawienia i chcę zrobić, co w mojej mocy, żeby to nastawienie było pozytywne, bo to jest baza pozwalająca na „uruchomienie” umiejętności piłkarzy – zapewniał.

Mecz ze Śląskiem Wrocław nie jest łatwym początkiem, lecz sytuacja wymaga wyników niemal od zaraz. Przed zimą trudno oczekiwać, by pozycja Wisły Kraków uległa znacznej poprawie, więc każdy symptom wychodzenia z kryzysu będzie przyjęty z nadzieją przez kibiców w ostatnim miesiącu rywalizacji przed przerwą. Ale ma to swoją drugą stronę: brak pozytywów może sprawić, że ta misja ratunkowa stanie się jeszcze trudniejsza.
Michał Zachodny

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności