Aktualności

[PIĘĆ PYTAŃ] O posiadanie Śląska, Lechię, obronę Legii i możliwości Zagłębia

Rozgrywki04.12.2020 

Dlaczego Śląsk Wrocław ma najgorsze posiadanie piłki w Ekstraklasie? Czy Lechia Gdańsk faktycznie gra bardziej ofensywnie? Skąd tyle goli straconych przez Legię w meczach w Warszawie? Na co stać Zagłębie Lubin? Czy Lech już przeniósł koncentrację z europejskich pucharów na Ekstraklasę? W tych pytaniach zapowiadamy mecze najbliższej, dwunastej kolejki PKO Ekstraklasy.

Czy Śląsk potrzebuje piłki?

W ubiegłym tygodniu, gdy wrocławianie pokonali na wyjeździe Podbeskidzie (2:0) wydawało się, że humory będą dopisywać piłkarzom Śląska. Jednak nawet strzelec jednej z bramek wykorzystał wywiad po spotkaniu, by zwrócić uwagę na istotny aspekt gry zespołu. – W tym tygodniu rozmawialiśmy z trenerem o posiadaniu piłki, mówiłem, że według mnie powinniśmy mieć go więcej. Dużo biegamy i trudniej strzelać gole. Trzeba nad tym pracować, by się mniej bronić, bo wtedy może być groźnie i łatwiej tracić bramki – mówił Robert Pich.

Faktycznie, nie ma drużyny, która tak rzadko ma piłkę w swoim posiadaniu w Ekstraklasie, jak Śląsk. Co więcej, średni wynik 21 minut i 10 sekund jest gorszy o cztery i dziesięć minut od odpowiednio średniej ligowej i lidera klasyfikacji, Legii Warszawa. Nawet w poprzednim sezonie Śląsk dłużej utrzymywał się przy piłce (nieco poniżej 25 minut w meczu), jego średnie posiadanie wynosiło 49%, a nie 43%, jak obecnie. Skąd ta zmiana? Zwłaszcza, że odejście Jakuba Łabojki miało zostać zrównoważone przez przyjście Waldemara Soboty. W środku pola gra on z Krzysztofem Mączyńskim, byłym reprezentantem kraju. W teorii ta dwójka powinna gwarantować to, że zespół potrafi utrzymać się przy piłce.

– Z naszej strony są jednak w meczach fragmenty, gdy kontrolujemy spotkanie, przeciwnik biega więcej. Ale mniejsze posiadanie nie oznacza złego wyniku. Pokazaliśmy to chociażby w ostatnim meczu z Podbeskidziem. Rywal miał więcej piłkę, ale my byliśmy efektywniejsi – zauważa szkoleniowiec Śląska, Vitezslav Lavicka. Jednak w porównaniu do poprzedniego sezonu o siedem punktów procentowych spadła liczba wejść w strefę ataku, mniej jest podań w pole karne (o siedem). Na pocieszenie dla Czecha, średnia wartość goli oczekiwanych – czyli jakości szans tworzonych przez zespół – nieznacznie wzrosła. Może tym sezonem udowodni, że dla Śląska lepiej, by piłkę miał jak najrzadziej.

Czy Lechia jest niedoceniana?

Rzadko w Ekstraklasie zdarza się sytuacja, by przed wyjazdowym meczem do jednego z najmocniejszych rywali w lidze i faworyta do mistrzostwa trener zapowiadał… ofensywną grę. – Na pewno będziemy szli w kierunku ofensywy i widowiska. Najistotniejsze teraz jest przekuć to w konkrety – powiedział Piotr Stokowiec, szkoleniowiec Lechii Gdańsk przed meczem z Legią Warszawa.

Trener starał się swoje spostrzeżenia o zmianie stylu gry zespołu pomimo ostatnich niepowodzeń uzasadnić. – Przodujemy w ofensywnych statystykach takich jak liczba podań w pole karne rywala, celność oddawanych strzałów, Flavio jest w czołówce zawodników, którzy najczęściej oddają strzały na bramkę przeciwnika. Nasza gra ofensywna wygląda bardzo dobrze i żałuje, że w tych dwóch ostatnich meczach, pomimo tego, że były to dobre spotkania, nie udało nam się zdobyć punktów – dodawał.

Czy faktycznie Lechia powinna zajmować wyższą pozycję? Według wyliczeń portalu EkstraStats – nie do końca. Chociaż gdańszczanie strzelili nieznacznie więcej goli, niż wynika to modelu „goli oczekiwanych” statystyków, to już w „punktach oczekiwanych” są ponad założeniami. I to pomimo faktu, że stracili więcej bramek w porównaniu do wyniku prognozowanego przez xG. Może więc Lechia musi jeszcze odważniej ruszyć do ataku, by dało to bardziej wymierne korzyści dla jej pozycji w tabeli.

Dlaczego Legia traci tyle goli u siebie?

Ofensywne podejście Lechii może być przed wyjazdem do Warszawy… właściwym założeniem. W końcu w tym sezonie Legia straciła u siebie już dziesięć goli, gdy na wyjazdach… ledwie jednego. W pierwszej klasyfikacji jest czwarta od końca, w drugiej zdecydowanie prowadzi. Przy Łazienkowskiej nie udało się obrońcom tytułu jeszcze utrzymać czystego konta w rozgrywkach ligowych obecnego sezonu. Co więc takiego się dzieje z obroną mistrzów Polski na własnym terenie?

Przede wszystkim, gra ona w sposób bardziej ryzykowny, co niekoniecznie sprzyja profilom obrońców Legii. Wystarczy przejrzeć stracone gole, by dostrzec, że choćby Jagiellonia Białystok tak dwukrotnie trafiła do siatki gospodarzy, że Jesus Jimenez mógł od połowy biec sam na sam z Arturem Jędrzejczykiem, że także w starciu z Lechem Poznań podstawowy defensor miał po jednym zwodzie Daniego Ramireza kilkadziesiąt metrów za swoimi plecami. To w sumie cztery trafienia z całkiem podobnych kontr, a dodając błąd Jędrzejczyka przy podaniu do napastnika Śląska Wrocław wychodzi połowa negatywnego dorobku Legii.

Na zmianę nastawienia i ograniczenie tego problemu dla obrońców w meczach u siebie jednak się nie zapowiada. – W Legii problemem na dziś nie jest obrona, wręcz przeciwnie, naszą bolączką jest skuteczność. W meczach począwszy od Zagłębia, poprzez Śląsk, Lecha czy teraz ostatni z Piastem, tych sytuacji stworzyliśmy na tyle dużo, że tych bramek powinniśmy zdobyć znacznie więcej. Nad tym powinniśmy się najbardziej skoncentrować. Nigdy nie chcemy się cofać, dążymy do zdobywania kolejnych bramek, tak jak było to w meczu z Piastem – mówił przed Lechią Czesław Michniewicz, szkoleniowiec Legii.

Na co stać Zagłębie?

Wyjazd do jednej z najlepszych drużyn ostatnich lat w Ekstraklasie to zawsze lepsza weryfikacja możliwości danego zespołu, niż mecz z outsiderem. Tak, mimo historycznej pozycji Wisły Kraków, należałoby określić ostatnie wyzwania stojące przez Zagłębiem Lubin, które w niedzielę zagra w Gliwicach ze stopniowo odradzającym się Piastem. – Plan jest prosty i wszyscy dążą do tego, aby go wykonać. Chcemy wszystko wygrać i udanie zakończyć ligowe zmagania w tym roku – zapowiada Jakub Bednarczyk, młody zawodnik lubinian.

To odważna deklaracja, zwłaszcza, że przed Zagłębiem oprócz meczu z Piastem derbowe starcie ze Śląskiem, wyjazd do Szczecina i przyjęcie zawsze niewygodnego rywala, jakim jest Wisła Płock. Może nie jest to najwyższa skala trudności, ale też należy zauważyć, że dla Zagłębia nie zawsze… to oznacza łatwiejsze wyzwanie. Jak przystało na zespół, który pokonał u siebie Lecha i Górnika, by ulec na wyjeździe Podbeskidziu oraz stracić w Lubinie punkty ze Stalą Mielec…

Na co więc stać Zagłębie? Podobne pytania stawiano przed rokiem, choć akurat dobicie do osiemnastu punktów zajęło drużynie dwie kolejki więcej. Dopiero później przyszedł kryzys oraz gorsze wyniki, które sprawiły, że rok lubinianie kończyli na jedenastej pozycji. Jeśli teraz poprawią się w ostatnich czterech starciach do przerwy, to kibice będą mogli poważniej zastanawiać się nad tytułową kwestią.

Czy Lechowi opłaci się rotacja?

Lech potrzebuje punktów – fakt. Lech nie wystawił w Lizbonie najmocniejszego składu – fakt. Lech zaryzykował i po rozczarowującym 0:4 w Lidze Europy musi wygrać z Podbeskidziem – fakt. To nie jest najlepsza sytuacja dla drużyny Dariusza Żurawia, choć trzy mecze w siedem dni musiały skończyć się rotacją. Pytania o to, czy siły zostały właściwie rozłożone zwycięstwo w niedziele wcale nie musi oddalić, przecież wszystko zależy od stylu. Jeśli uda się pokonać Podbeskidzie łatwo, to krytycy uznają, że można było grać drugim garniturem. Męczarnie zostaną odebrane jako brak zamierzonego rotacjami efektu.

Stąd łatwo o tezę, że Lech z Podbeskidziem może wygrać trzy punkty i niewiele więcej. Byłoby to jednak błędne założenie, gdy zajrzy się pod szatnię drużyny. Kulisy spotkania z Lechią w Gdańsku pokazały, jak zdeterminowani są piłkarze Żurawia, by wygrywać w Ekstraklasie. W przemowie Thomasa Rogne przed pierwszym gwizdkiem przypominał on, że przecież udawało się już zaskoczyć u siebie Benficę, zmusić do błędów jej doświadczonych obrońców. Dlaczego więc nie miałoby się udać w Ekstraklasie?

Może nie uda się z intensywnością i jakością spotkań, które już „Kolejorz” rozegrał w pucharach, ale chociaż nastawienie Lech przeniesie z Europy do Ekstraklasy. Nawet w kwestii „pięciu brakujących do utrzymania korzystnego wyniku sekund” może to być dla nadrabiającego dystans do czołówki Lecha ważniejsze, niż wyżyłowanie się w Lizbonie. Nawet jeśli już wyszła wizerunkowa klapa.

Michał Zachodny

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności