Aktualności

[PIĘĆ PYTAŃ] O nieskuteczność Cracovii, serię Śląska i remisy Legii

Rozgrywki02.11.2018 

Czy Cracovia zacznie być skuteczniejsza pod bramką przeciwnika? Dlaczego Śląsk Wrocław ma takie problemy z odnoszeniem zwycięstw u siebie? Kiedy Legia zacznie częściej wygrywać niż remisować? Czy piłkarze Zagłębia Lubin dojrzeją u nowego trenera? Czy Lech podniesie się z kolejnego kryzysu? Pytamy o to w zapowiedzi czternastej kolejki ligowej LOTTO Ekstraklasy.

Komu strzeli Cracovia, jeśli nie Miedzi?

Czasy w Krakowie są niewesołe. W środę drużyna Michała Probierza odpadła z Pucharu Polski, w Ekstraklasie wciąż jest tylko o punkt nad strefą spadkową. Na trybunach kibice coraz głośniej wyrażają swoje niezadowolenie, choć jest ich również coraz mniej. A jednak gdyby problemy Cracovii zebrać, to ich przyczyna byłaby jedna – brak goli. W poprzednim sezonie z Krzysztofem Piątkiem w ataku tylko w dziesięciu meczach (z 39) nie udało się drużynie trafić do siatki przeciwnika. Tymczasem obecnie już na początku listopada i w ledwie piętnastu spotkaniach takich przypadków było sześć.

Wiele mówi klasyfikacja „jakości szans” (tzw. expected goals) tworzona po każdym meczu przez EkstraStats. Zespół Michała Probierza naprawdę dobrze broni, tylko cztery drużyny pozwoliły rywalom na mniej w ofensywie, ale problem jest po drugiej stronie boiska. I znów, nie dlatego, że Cracovia nie kreuje – pod tym względem nieznacznie ustępuje np. Lechowi i Legii – ale po prostu nie strzela. Według statystyk InStat piłkarze Probierza nie wykorzystują nawet 20% procent swoich szans, co jest najgorszą skutecznością w lidze.

Może z Miedzią (sobota, godz. 15.30) przyjdzie przełamanie? Cracovia tego potrzebuje, właśnie u siebie ma największe problemy ze strzelaniem – nie udało się to jej w czterech z sześciu ligowych meczach. Do tego trafia jej się beniaminek, który w ostatnich sześciu meczach stracił tych goli aż 18. – Jesteśmy w takiej sytuacji, że musimy tylko wygrywać. Styl? „Twój styl” można sobie kupić w kiosku. W piłce profesjonalnej trzeba wygrywać. Można pięknie rozgrywać, przez 75 minut mieć posiadanie piłki i przegrać – mówił w piątek Probierz.

Czy Śląsk podtrzyma ligową serię?


Dwa mecze bez porażki, dwa mecze przegrane – i tak od początku sezonu. Jeśli Śląsk w czternastej kolejce podtrzyma trend, to Wisła do Płocka na pewno nie wróci z kompletem punktów. Jednak to żadne pocieszenie dla kibiców z Wrocławia, ponieważ brak stabilnej dyspozycji nie pomoże drużynie w zrealizowaniu celu, jakim jest górna ósemka. – Musimy się obudzić, bo zaraz będzie za późno – ostrzegał Tadeusz Pawłowski, gdy Śląsk ostatnio przegrał u siebie z Arką Gdynia (1:2). Zresztą także domowa forma jest powodem do zmartwienia.

Śląsk dwa tygodnie temu przegrał już czwarte spotkanie domowe i jest to już dwa razy więcej niż w całym poprzednim sezonie, tyle samo, ile dwa lata temu. Jest jeszcze jeden kontrast w grze drużyny Pawłowskiego: w obecnym sezonie 20 z 28 piłkarze strzelili na wyjazdach. Połowę z pozostałych ośmiu bramek wrocławianie zdobyli w jednym meczu u siebie, z Piastem Gliwice.

Co jest tego przyczyną? Przede wszystkim Śląsk nie może grać tak często z kontry, jakby chciał i jak robi to w meczach wyjazdowych. Przegrywając z Arką gospodarze utrzymywali się przy piłce przez 58% czasu, demolując Miedź już tylko 44%. Wydaje się więc, że najlepiej Śląsk zrobi, gdy w sobotę (godz. 18) po prostu pozwoli przyjezdnym z Płocka dominować.

Czy Sa Pinto jest królem remisów?

Zaczął od remisu, a od połowy sierpnia dokładnie sześć z dwunastu spotkań kończył podziałem punktów – taki jest dotychczasowy bilans Legii prowadzonej przez Ricardo Sa Pinto. Zresztą im dłużej jest w Warszawie, tym częściej drużynie Portugalczyka te remisy się zdarzają: w ostatnich sześciu meczach aż czterokrotnie, w tym z Wisłą Kraków (3:3) pomimo dwubramkowego prowadzenia do przerwy.

Jednak Sa Pinto nie zgadza się, by patrzeć wyłącznie negatywnie na dotychczasowy okres jego pracy w Legii. – Gramy dobrze, kontrolujemy przebieg meczu, stwarzamy sobie więcej okazji. Moi podopieczni wykonali bardzo dużo dobrej pracy, dlatego teraz doszukuje się różnych małych rzeczy, które może mogłyby być jeszcze lepsze. Proszę, znajdujcie więcej optymizmu w naszej grze. To tak, jakby w skrzyni pełnej dobrych jabłek szukać tego jednego, zepsutego. Jesteśmy na dobrej drodze, by zwyciężać – tłumaczył przed sobotnim starciem (godz. 20.30) z Górnikiem Zabrze.

Oczywiście należy pamiętać, że… tabela jest bardzo płaska i zwłaszcza w Ekstraklasie rywalizacja jest specyficzna. W poprzednim sezonie Legia zdobyła mistrzostwo, choć aż 11 razy przegrała. Dwa lata temu sięgnęła po tytuł, choć z czołowej ósemki tylko Pogoń częściej dzieliła się punktami. Sa Pinto może o tych przypadkach nie wie, ale jego uwaga o tym, że drużyna weszła na właściwą drogę jest prawdziwa.

Czy Zagłębie Lubin dojrzeje?

Zaczęło się od zwrócenia uwagi na brak czasu. – To był bardzo krótki tydzień, a mieliśmy dużo pracy do wykonania w tylko czterech treningach. Piłkarze dostali wiele nowych informacji – tłumaczył Ben van Dael, nowy trener Zagłębia Lubin. – Nie wierzę, że piłkarze nie chcą. Nie widzę problemów mentalnych, bardziej w mądrości w grze. Musimy ich wiele nauczyć – tłumaczył szkoleniowiec, który latem dołączył do klubu w roli dyrektora akademii, a teraz zastąpił Mariusza Lewandowskiego.

Holender przyznał również, że piłkarze Zagłębia ostatnio „grali jak dzieci”. Jest to zadziwiające, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że lubinianie pod względem średniego wieku wyjściowej jedenastki to ósma drużyna Ekstraklasy, wyprzedzając m.in. Zagłębie Sosnowiec, Legię Warszawa, Koronę Kielce i Cracovię. Czy więc za szybkim dojrzewaniem zespołu pójdzie większe stawianie na jeszcze starszych piłkarzy w kadrze, przy tym odsuwając całkowicie wychowanków akademii?

Tego van Dael nie przesądzał, choć tłumaczył, że szuka piłkarzy inteligentnych, którzy szybko złapią jego pomysł na grę i pozostałe uwagi, które przekazywał drużynie. Ten proces musi być przyspieszony, bo Zagłębie – wcześniej dosyć pewne pozycji w środkowej części tabeli – przez ostatnie wyniki pozwoliło zbliżyć się całej grupie goniącej za miejscem w grupie mistrzowskiej. A przecież teraz przed lubinianami seria spotkań z rywalami, których akcje stoją wyżej: zaczynając od Korony Kielce (niedziela, 15.30), przez wyjazd do Krakowa na Wisłę i przyjęcie u siebie Legii.

W Poznaniu musi być gorzej, by było lepiej?

Lech w obecnym sezonie we wszystkich rozgrywkach przegrał już dziewięć spotkań – tylko o dwa mniej, niż w całych poprzednich rozgrywkach za Nenada Bjelicy i tyle samo, ile dwa lata temu. Obawy w Poznaniu są jasne: przegrywanie równa się zobojętnieniu, zbyt duża liczba wpadek powoduje, że kibice przyzwyczajają się do przeciętności drużyny. Jednak problem Lecha polega również na tym, że ten zespół jest zbyt dobry, by dać się tak często ogrywać – a do tego w takim stylu, jak przeciwko Pogoni w lidze i z Rakowem w pucharze.

A przed niedzielnym meczem z Lechią u siebie prawdopodobnie patrząc na rywali szefowie i kibice „Kolejorza” mogą drużyny Piotrowi Stokowcowi pozazdrościć. Nie tylko przez pryzmat pozycji (gdańszczanie są liderami), ale też charakteru (derby wygrane w ostatnich minutach, skuteczności w utrzymywaniu prowadzenia i odrabianiu strat). Tymczasem, gdy Lech w tym sezonie pierwszy traci gola, to po prostu nie wygrywa.

Jednak w Gdańsku zanim stało się tak dobrze, to i Piotr Stokowiec miał problemy z odbudowaniem drużyny. Zespół cierpiał, miał problemy z wygrywaniem, sezon skończył czwarty od końca, wiosną wygrał tylko trzy z piętnastu spotkań. Jednak szkoleniowiec dostał czas i narzędzia, by wprowadzić swoje zmiany, podjąć decyzje trudne i wybrać właściwych do planu piłkarzy. Zadziałało, a teraz – dość otwarcie na pomeczowej konferencji w Częstochowie – o to samo prosił Ivan Djurdjević.

Michał Zachodny

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu Regulamin portalu 25.05.2018 Regulamin sklepu Regulamin sklepu (2014) Polityka prywatności
Wzór odstąpienia od umowy sprzedaży