Aktualności

[PIĘĆ PYTAŃ] O nadzieje Wisły, atrakcyjne mecze i pressing na ŁKS

Rozgrywki05.06.2020 

Czy po porażce 0:4 na wznowienie rozgrywek pozbiera się Wisła Kraków i sprawi problemy Legii Warszawa? Jak ŁKS poradzi sobie w drugim meczu Wojciecha Stawowego i z pressingiem Rakowa? Dlaczego w spotkaniu Zagłębia z Lechem może być sporo goli? Czy bramki są jedyną odpowiedzią na problemy Pogoni i Cracovii? Co musi zrobić Arka Gdynia, by nawiązać walkę o utrzymanie w Ekstraklasie? Na te pytania szukamy odpowiedzi przed spotkaniami 28. kolejki PKO Ekstraklasy.

Czy Wisła Kraków się pozbiera?

Dobre wieści: Wisła Kraków otrzymała licencję do uczestnictwa w rozgrywkach kolejnego sezonu Ekstraklasy. Złe wieści: Paweł Brożek złamał rękę i wątpliwe, by mógł jeszcze w obecnych rozgrywkach pomóc drużynie. A wsparcia swojego najlepszego strzelca i jednego z najbardziej doświadczonych zawodników zespół naprawdę w obecnym momencie potrzebuje. Pierwsze spotkanie po wznowieniu rozgrywek było z perspektywy Białej Gwiazdy okropne: zaczęło się od błędów już po kilkunastu sekundach i od straconej bramki. Po jednej złej informacji następowała kolejna: drugi gol Piasta po jedenastu minutach sprawił, że wyzwanie było jeszcze trudniejsze, a trzecie trafienie zamknęło temat wyniku, choć po przerwie Wisła zaczęła grać lepiej. A jeszcze trzeba wspomnieć, że Maciej Sadlok obejrzał czerwoną kartkę i rywale zdobyli czwartą bramkę.

Co gorsza, piłkarze Wisły przeciwko Piastowi wykonali dwa razy mniej sprintów i przebiegli ponad dwa razy mniej dystans na tej szybkości, niż w starciu z Lechem Poznań przed przerwą. Jednak trener Artur Skowronek zaznaczał, że nie było to efektem złego przygotowania zespołu w okresie poprzedzającym wznowienie rozgrywek, ale wydarzeń w meczu. – Ci piłkarze mają bardzo dobrą jakość, potrafią wejść na wyższy poziom. Potrzebują tylko na to chwili. Jestem spokojny o ten zespół i to mimo tej sromotnej porażki. Nie jest teraz łatwo, ale podniesiemy się, tak jak to już robiliśmy. Oczywiście nie możemy tak grać, musimy lepiej funkcjonować, gdy prowadzimy grę, bo to jak to robiliśmy w tym meczu, nas zniszczyło – tłumaczył.

Jeśli wyjazd na stadion mistrza Polski był dla Wisły skomplikowanym wyzwaniem, to jak potraktować mecz z obecnym liderem Ekstraklasy i zespołem, który rozbił Białą Gwiazdę aż 7:0 w pierwszym spotkaniu? Przed rozpoczęciem rundy finałowej każdy punkt będzie miał znaczenie, ale terminarz nie ułatwia Wiśle zadania: po Legii zmierzy się ona z niewygodnym z taktycznego i fizycznego punktu widzenia Rakowem, a potem na wyjeździe w pierwszym z kluczowych w kontekście utrzymania w lidze starć z Arką w Gdyni. Po sezonie zasadniczym znaczenie poukładania finansowych spraw klubu może stracić na znaczeniu, jeśli chaos na boisku będzie równy temu z Gliwic.

Czy ŁKS przebije pressing Rakowa?

To był trudny początek dla drużyny Wojciecha Stawowego. W pierwszych minutach meczu piłkarze Górnika nie dali gospodarzom swobody, rzucili się na nich z pressingiem i wymuszali kolejne błędy. Co z tego, że ŁKS miał w pierwszej połowie ponad 60-procentowe posiadanie piłki, gdy rywale prowadzili jedną bramką i był to najniższy wymiar kary za mnożące się pomyłki w rozegraniu? Goście przed przerwą zebrali 11 drugich piłek na połowie gospodarzy i wykonali też siedem przechwytów. Nawet gdy pod koniec pierwszej cześci ten pressing zelżał, po części ze względu na prowadzenie Górnika, to w drugiej połowie znów zabrzanie ruszyli i w kadrans oddali sześć strzałów, choć wykonali dwa razy mniej podań od gospodarzy.

Raków we Wrocławiu był w podobnej sytuacji do Górnika. Również w pierwszym meczu po przerwie nie pozwolił rywalom na komfort rozegrania, samemu może nie zagrażając tak często bramce Śląska, ale oddalając zagrożenie z dala od własnego pola karnego. Ostatecznie to gospodarze byli bardziej szczęśliwi ze zdobytego punktu, niż zespół Marka Papszuna.

Schemat ten może się powtórzyć w tej kolejce, zresztą ŁKS musi być przygotowany na to, że rywale widząc jeszcze niespójny sposób gry będą starali się to wykorzystać. A z Rakowem będzie o tyle trudniej, że w porównaniu do Górnika inne jest ustawienie, a więc też poruszanie się zawodników w pressingu, przestrzenie pojawiające się na boisku. Pytanie jednak, czy ŁKS w ogóle zacznie tak podchodzić do meczów, szukając rozwiązań w wadach rywali? Wojciech Stawowy rozwiał wątpliwości w wywiadzie dla Interii. - Każdy trener ma swój styl i powinien go modyfikować, natomiast nie powinien odchodzić od pewnych zasad do których jest przekonany. Ja jestem przekonany do stylu kreacyjnego, ofensywnego, kombinacyjnego i temu będę wierny. Dziś praktycznie cały świat tak gra, piłka jest ofensywna i widowiskowa i to chciałbym w ŁKS-ie wprowadzić. To jest proces i na pewno wymaga to czasu, pewnych rzeczy nie można zrobić z dnia na dzień - mówił. Problem jego i ŁKS-u polega na tym, że z każdym kolejnym przegranym meczem tych dni w Ekstraklasie będzie coraz mniej.

Dlaczego w Lubinie może być sporo goli?

Zagłębie, choć w tej chwili wciąż znajduje się pod kreską dzieląca tabelę na dwie grupy po sezonie zasadniczym, to zwłaszcza pod względem ofensywnym wypada znacznie lepiej. Tylko dwa zespoły strzeliły więcej goli od lubinian, tylko pięć ma wyższy współczynnik „goli oczekiwanych”, który może być wyznacznikiem jakości stwarzanych szans. Zresztą samo wygrane 3:0 spotkanie z Pogonią w Szczecinie pokazało, jakim potencjałem dysponuje Martin Sevela, słowacki szkoleniowiec Zagłębia.

Poprzednia kolejka zresztą jest póki co jedynym wyznacznikiem w ocenie możliwości drużyn. Dla Lecha, który przegrał z Legią, oznacza to również mierzenie się z krytyką. – Mam nadzieję, że ten mecz z Legią szybko zamknęliśmy. W treningu zespół wyglądał dobrze, dlatego liczę na to, że nie będziemy żyć historią i będziemy patrzeć do przodu – mówił trener Dariusz Żuraw o „Kolejorzy”. Jego słowa o „patrzeniu do przodu” można jednak interpretować również w kontekście stylu zespołu: dla Lecha powrotem do podstaw będzie chęć ataku, prowadzenia gry. Takie podejście nie jest obce trenerowi Zagłębia.

Zagłębie jest labilne, lecz w swojej grze również atrakcyjne. Na własnym boisku tylko Lech i Legia strzelały więcej goli, a w Lubinie kibice mogli oglądać takie wyniki jak 4:4 czy 5:0. W tym roku kalendarzowym tylko w meczach Lechii padało więcej bramek. Stąd szukając w tej kolejce Ekstraklasy widowiska warto włączyć starcie Zagłębia z Lechem.

Co jest właściwą odpowiedzią dla kibiców Pogoni i Cracovii?

Szczecinianie są po drugiej stronie kategorii atrakcyjności, którą rozumiemy przez liczbę bramek w meczach. Solidni w defensywie, lecz bez błysku w ataku, zwłaszcza wobec odejścia kluczowych piłkarzy dla ofensywy zespołu Kosty Runjaicia. A jednak to właśnie Pogoń, pomimo wysokiej porażki z Zagębiem, oddała najwięcej strzałów w pierwszej kolejce po przerwie.

Było ich aż 24, a ponad jedną trzecią oddał Paweł Cibicki, choć z dziewięciu jego prób tylko jedna była celna. Co więcej, tylko dwa zespoły stworzyły sobie szanse o wyższym współczynniku xG (Lechia i Arka w swoim szalonym, zakończonym wynikiem 4:3 spotkaniu). Jeszcze celność prób piłkarzy Runjaicia pozostawiała wiele do życzenia – co piąty strzał był celny – ale odnajdywali się oni w niezłych sytuacjach. Świadczyć może o tym aż 28 dokładnych zagrań w pole karne, więcej, niż miało ich ogółem Zagłębie.

Braku goli nie da się oczywiście w pełni zamaskować, a i Cracovia w najbliższym spotkaniu nie otworzy się i nie ułatwi Pogoni zadania. Zwłaszcza, że dla „Pasów” to również kolejna okazja na przełamanie narastającej serii porażek. Stąd ciekawe może być to, że ani Pogoń, ani Cracovię bezbramkowy remis nie zadowoli, nie będzie oznaczał poprawy. Dla tych zespołów jedyną właściwą odpowiedzią na wątpliwości kibiców będą strzelane gole.

Czy Arka przebije niekorzystny trend gospodarzy?

W trzech najwyższych klasach rozgrywkowych z 26 spotkań gospodarze wygrali tylko pięć, w Ekstraklasie ta sztuka udała się jedynie Piastowi Gliwice i Lechii Gdańsk. Ze względu na puste trybuny jeszcze przez kilka tygodni będzie mówiło się o utracie przewagi własnego boiska. Zwłaszcza dla drużyn broniących się przed spadkiem to istotny aspekt. Arka na własnym terenie zdobyła 15 z 25 punktów, ŁKS aż 15 z 20, Korona Kielce – 17 z 29. Jeszcze bardziej widoczne jest to po bilansie bramkowym, nieznacznie ujemnym lub zerowym (odpowiednio -3, -3 i 0) u siebie i wyraźnie negatywnym na wyjazdach (-13, - 17 i -12).

Arka w Gdyni przegrała tyle spotkań, ile czwarta w tabeli Cracovia na własnym terenie (po 4), remisowała bezbramkowo z Piastem i Lechem, nieznacznie uległa liderującej Legii (0:1). A teraz trafia na zespół, który na wyjazdach wcale nie błyszczy: Śląsk pięć z sześciu porażek w obecnym sezonie odniósł właśnie poza Wrocławiem, tylko Korona i ŁKS strzeliły mniej goli. Dla Arki to spotkanie oraz ostatnie w sezonie zasadniczym z Wisłą w Gdyni to największe nadzieje na nawiązanie walki o utrzymanie przed fazą finałową. Między nimi przypada trudny wyjazd do Warszawy. Jeśli więc wygrywać, to właśnie u siebie, choć może to oznaczać konieczność przełamania negatywnego trendu z okresu po pandemii.

Michał Zachodny

 

 

 

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności