Aktualności

[PIĘĆ PYTAŃ] O nadzieję Górnika, problem z Koroną i kryzysy Zagłębia

Rozgrywki30.11.2018 
Gdzie nadziei powinien szukać Górnik Zabrze? Jakie są największe problemy Dominika Nowaka? Dlaczego nikt nie lubi grać z Koroną Kielce? Które Zagłębie wygrzebie się z kryzysu? Czy Adam Nawałka odblokuje kreatywność Lecha? Na te pytania szukamy odpowiedzi przed siedemnastą kolejką LOTTO Ekstraklasy.

Czy zadziała prawo serii i... nadziei?

Nastały trudne czasy dla Marcina Brosza i zabrzańskiej młodzieży. Mniejsza o kryzys wiary kibiców w projekt – o obniżce frekwencji na stadionie Górnika pisaliśmy kilka tygodni temu – ale bardziej chodzi o nadzieję samych zawodników. Ostatnio wynikami nie zachwycają i nawet gdy pojawi się zwiastun lepszej gry, to zaraz przychodzi brutalna weryfikacja.

Tak było tydzień temu w Kielcach, gdzie Górnik na przerwę schodził z bagażem czterech goli. – Taka pierwsza połowa nie powinna nam się przydarzyć na poziomie Ekstraklasy – grzmiał Marcin Brosz. A przecież przed meczami kadry zabrzanie zremisowali u siebie ze Śląskiem Wrocław (2:2) i wydawało się, że coś ruszy.

W przypadku obecnego Górnika jednak zwykle jest właśnie tak: jedynie wydaje się, że to koniec kryzysu trzeciej drużyny poprzedniego sezonu. Wcześniej po zwycięstwie z Zagłębiem Lubin piłkarze Brosza dostali lanie w Warszawie z Legią (porażka 0:4), gdy w październiku zremisowali z Lechem Poznań (2:2) to po tygodniu oddali punkty Cracovii (0:2).

Stąd teraz przed Górnikiem w Płocku kolejny test na cierpliwość: czy uda się odbudować zespół po szkolnych błędach z Koroną? Do przerwy zimowej zabrzanom skala wyzwania będzie tylko rosła: od starcia z Miedzią Legnica, przez imponującą Arkę Gdynia i na liderze z Gdańska kończąc. Jeśli więc ostatnio piłkarze Brosza dostali dobrą lekcję futbolu, to odbyła się ona również w ostatnim momencie, by przed świętami odrobić zadanie domowe i zacząć oddalać się od strefy spadkowej.

Nieskuteczność jest największym problemem beniaminka?

Oddają tyle samo strzałów z pola karnego, ile zalicza Legia Warszawa, pod względem liczby stwarzanych szans nie ustępują imponującej ostatnio Pogoni Szczecin, piłkę utrzymują dłużej od Jagiellonii Białystok, nikt w lidze nie drybluje częściej od nich. Zgadlibyście, że mowa o przedostatniej drużynie Ekstraklasy, Miedzi Legnica?

A jednak zespół Dominika Nowaka czeka na gola od 447 minut, na zwycięstwo w lidze jeszcze dłużej, bo od początku września. Nic dziwnego, że humor wyróżnianego na starcie rozgrywek szkoleniowca jest coraz gorszy. – W piłce skuteczność jest na pewno ważnym elementem. Nie ma co mieć pretensji do zawodników, ponieważ skrupulatnie realizowali założenia. Wynik nie odzwierciedla tego, co działo się na boisku. Z liczby sytuacji to my powinniśmy wyjść na prowadzenie – mówił trener Miedzi po porażce 0:2 z Pogonią w Szczecinie.

Jemu braku reakcji nie można zarzucić: we wspomnianym spotkaniu zmienił ustawienie zespołu na grę z trójką środkowych obrońców, by ograniczyć szansę przeciwnikowi. I o ile w ataku pozycyjnym Pogoń nie była w stanie nic zrobić, o tyle rozbiła Miedź kontrami. A legniczanom na nic przyszło oddanie inicjatywy rywalom: 41% posiadania piłki to jeden z najniższych wyników zespołu Nowaka w sezonie, znacznie poniżej ich średniej (49%).

Można się więc zastanawiać przed starciem z Wisłą Kraków – kolejnym zespołem chcącym budować grę w ataku pozycyjnym – czy Miedź zdecyduje się na podobny manewr. Na własnym terenie nie idzie jej specjalnie lepiej, doznała już dotkliwych porażek otwierając się przeciwko Legii (1:4), Arce (0:4) i Śląskowi (0:5). Może więc oddanie piłki rywalowi i ciężka praca w defensywie jest tym nowym sposobem, który Dominik Nowak obrał, by beniaminka w Ekstraklasie utrzymać?

Dlaczego gra z Koroną jest koszmarem?

Po trzech z rzędu zwycięstwach bez straconego gola nastąpiły cztery mecze w których Legia Warszawa wygrała tylko raz. Mowa oczywiście nie o formie ligowej piłkarzy Sa Pinto, a najnowszej historii spotkań tego klubu na własnym boisku z Koroną Kielce. Można w tym upatrywać tego, że wyjazd do stolicy przestał już być postrzegany dla innych drużyn jako wyzwanie ponad ich siły, ale też efekt zmiany charakteru samej Korony: to od kilku lat jest zespół z którym najmniej przyjemnie się gra.

W Ekstraklasie jest sporo miejsca na boisku, które piłkarze niespecjalnie wykorzystują – to jedna z różnic, które wymieniają przychodzący z lepszych lig obcokrajowcy. Więcej jest za to biegania oraz walki, spore znaczenie ma dyscyplina taktyczna i pressing. W tych aspektach zespół Gino Lettieriego już dał się we znaki całej ligowej stawce i to niezależnie od tego, że – według włoskiego szkoleniowca – Korona osłabiła się latem, a jej przygotowania były dalekie od ideału. Po prostu w jej meczach ta wolna przestrzeń i czas przy piłce jest u rywali najbardziej niwelowany.

– Nie spodziewaliśmy się aż takiej liczby punktów i tak dobrej gry. Zawodnicy muszą być jednak świadomi. Dotychczas pokazali bardzo dobrą pracę, ale przed nami cztery ciężkie mecze w których muszą ją powtórzyć. Muszą to wiedzieć sami, nie potrzeba im trenera, by o tym przypominał – mówił Lettieri przed wyjazdem do Warszawy. Warto zwrócić uwagę: mówi nie o grze, ale o pracy na boisku.

Dlaczego z Koroną jest tak niewygodnie? Po pierwsze, to najskuteczniejsza drużyna ligi w pojedynkach na murawie. Dobrze zamyka przestrzenie, agresywnie rusza na przeciwnika i ma też najwięcej prób odbiorów oraz drugi wynik w przechwytach. Po drugie, nikt tak często nie reaguje, gdy przeciwnik ma piłkę, zresztą zaczyna się to już od bramki rywali, gdyż w tej strefie mają najwyższą liczbę pojedynków i są w nich ponadprzeciętnie skuteczni. Po trzecie, z tego powodu oddają najwięcej strzałów z pola karnego (średnio osiem) i zaliczają najwięcej ataków w meczu. Naprawdę rzadko zdarza się, by przed wyjazdem do Warszawy rywal miał tyle argumentów po swojej stronie.

Które Zagłębie wygrzebie się z kryzysu?

W Sosnowcu po dwóch porażkach z rzędu przyszedł remis, ale powodów do optymizmu i tak nie może być zbyt wiele. Jednak Valdas Ivanauskas uważa, że z ostatnią drużyną w tabeli nie jest tak źle. – Uważam, że ostatni mecz w Gliwicach był dla nas bardzo ważny. Piast to dobry i solidny zespół, a wynik podniósł morale w naszej drużynie – podkreślał Litwin.

Szukając racji Ivanauskasa, brak straconego gola – dla sosnowiczan dopiero drugi taki przypadek w sezonie, pierwszy od początku sierpnia – może oznaczać brak popełnionych błędów. – Jesteśmy na ostatnim miejscu w tabeli i każda pomyłka kosztuje nas bardzo wiele. Najważniejszy jest rezultat. W Gliwicach zaczęliśmy dobrą passę i musimy ją kontynuować – stanowczo podkreślał trener Zagłębia.

A skoro o seriach mowa, to beniaminek z Sosnowca najdłużej bez porażki w tym sezonie wytrzymał bez kolejki. Krótsze okresy zanotowały tylko dwie drużyny: obok Śląska Wrocław był to najbliższy rywal Zagłębia, czyli imiennik z Lubina. Tam zmiana szkoleniowca nie przyniosła żadnego efektu, tylko Miedź czeka na zwycięstwo dłużej od „Miedziowych”. Może dlatego Ben Van Dael zabrał swoich piłkarzy w ostatnim tygodniu na trening sztuk walki? Zwłaszcza, że w ostatnim meczu ligowym oddali Legii punkty bez wielkiego wkładu w ofensywę, kończąc na ledwie dwóch celnych strzałach i trzech kluczowych podaniach.

Gdzie Nawałka znajdzie asystentów?

Na pewno były selekcjoner nie podszedł do nowego wyzwania na spokojnie, o jego całodziennych naradach sztabu już krążą po Poznaniu legendy, zupełnie jak działo się to w przypadku reprezentacji. Nawet gdy w czwartek piłkarze dostali wolne, to w Lechu z lekkim tylko uśmiechem zastanawiano się, czy to nie test, który z nich zjawi się i tak, by nie podpaść nowemu trenerowi.

Podwójne treningi we wcześniejszych dniach mają dać efekt już w meczu z Cracovią na wyjeździe. Zespół, który pomimo trudności w ostatnich dwóch meczach z Jagiellonią i Wisłą Płock odbudował swoją pozycję i ugrał cztery punkty, potrzebuje jednak dawki optymizmu. – Zawsze patrząc na szklankę z wodą widzę ją do połowy pełną. Lech był w trudnej sytuacji, jednak zawsze jest tak, że przychodzi jeden mecz i następuje przełom – tłumaczył na pierwszej konferencji dodając, że są w zespole jeszcze rezerwy. Zupełnie jakby zwycięstwa z Wisłą nie uznał za wspomniany przełom.

Jedną z ważniejszych uwag jakie ma nowy szkoleniowiec do drużyny jest sposób gry w ofensywie, a zwłaszcza spójność atakowania i kreowania szans. Dość powiedzieć, że najwięcej asyst (po trzy) mają napastnik Christian Gytkjaer i rzadko grający w tym sezonie Darko Jevtić. Podstawowi boczni obrońcy jeszcze nie stworzyli żadnego gola swoim kolegom, pomocnicy Łukasz Trałka, Tomasz Cywka i Maciej Gajos mają jedno ostatnie podanie. Najwięcej prób kluczowych zagrań w całej Ekstraklasie ma tymczasem Pedro Tiba, lecz żadne z nich nie skończyło się zdobytą bramką.

A przecież, jak podkreślał Nawałka, możliwości piłkarze Lecha mają duże. – Chcemy pomóc zawodnikom w rozwoju, wskazać im taką drogę, by maksymalnie wykorzystali swój talent i potencjał – stwierdził i w zasadzie zdefiniował główny problem „Kolejorza” w ostatnich latach. Ale czy uda się to wyciąganie rezerw z piłkarzy już od spotkania z Cracovią? Nie od dziś w lidze wiadomo, że z takimi wyzwaniami zespoły Michała Probierza mierzą się najchętniej.

Michał Zachodny

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu Regulamin portalu 25.05.2018 Regulamin sklepu Regulamin sklepu (2014) Polityka prywatności
Wzór odstąpienia od umowy sprzedaży