Aktualności

[PIĘĆ PYTAŃ] O możliwości Cracovii, pragmatyzm Lecha i… odtajnienie Legii

Rozgrywki08.02.2019 
Dlaczego najciekawszy, a na pewno najbardziej nerwowy mecz pierwszej wiosennej kolejki rozegrany zostanie we Wrocławiu? W co celuje Cracovia? Czy Adam Nawałka zimą zbudował do końca Lecha wedle swojej koncepcji? Czy Arce Gdynia wreszcie uda się ustabilizować wyniki zespołu? Co nowego po przygotowaniach pokaże Legia Ricardo Sa Pinto? Te kwestie poruszamy w zapowiedzi 21. kolejki LOTTO Ekstraklasy.

Kto zacznie wiosnę w depresji?

Aż dziesięciu nowych zawodników pojawiło się zimą w Zagłębiu Sosnowiec, to największa rewolucja kadrowa z klubów Ekstraklasy. Może do tego musiało dojść, skoro wyniki drużyny były jesienią niezadowalające – i to mało powiedziane. – Rewolucja kadrowa w zimowej przerwie jest takim naszym znakiem rozpoznawczym tego co myślimy. Nie zamierzamy się w żaden sposób poddawać. Jesteśmy to winni przede wszystkim sobie, kibicom, sponsorom i osobom, które wykładają na to duże pieniądze. Oni oczekują, że rywalizacja będzie na wysokim poziomie do końca – tłumaczył prezes Zagłębia, Marcin Jaroszewski przed sobotnim meczem ze Śląskiem we Wrocławiu (godz. 15.30).

Podobnie myśleli we Wrocławiu, choć zamiast rewolucji kadrowej więcej mówi się o wzmocnieniu zwłaszcza na pozycji trenera. Wiele mówi natomiast akcja marketingowa mająca na celu przyciągnąć kibiców na mecze drużyny: Śląsk od nowa. A więc dla całego klubu jest to kolejne już w ostatnich latach zamknięcie starego i otwarcie nowego rozdziału.

Tabela jednak nie kłamie: dla Zagłębia porażka nawet w tym pierwszym meczu może oznaczać zaprzepaszczenie wysiłku na rynku transferowym i… kolejne nerwowe ruchy. Z kolei w Śląsku wpadka przy beznadziejnym bilansie domowym z jesieni (dwa zwycięstwa w 10 spotkaniach) może tylko potwierdzić, jak tak naprawdę niewiele się zmieniło. Motywacji więc jest mnóstwo, lecz we Wrocławiu o wyniku rozstrzygnie wyższa jakość: albo to, kto zimą zebrał jej więcej.

Na co stać Cracovię?

Wyższa niż zwykle frekwencja, bardzo dobry humor trenera… Zimą o Cracovii – zwłaszcza w porównaniu z miejskim sąsiadem – mówiło się niewiele, także w samym klubie nie doszło do ważniejszych zmian. Jeśli już trzeba jakieś zdarzenie wyróżnić, to podniesienie rangi samego Michała Probierza, który został również wiceprezesem. Może to sprawi, że Cracovia zrobi kolejny krok i zadomowi się w czołowej ósemce?

Na pewno sam Probierz patrzy w górę tabeli. – Mamy sześć punktów straty do trzeciego miejsca, chcemy zająć jak najwyższą pozycję. Więcej nie powiem, by nie dawać pożywki hejterom. Jeśli ktoś chce wiedzieć, to przed nowym sezonem, gdy wszyscy będą mieć zero punktów również powiem, że gramy o mistrzostwo – mówił szkoleniowiec Cracovii.

Podstawy, by myśleć o czołówce na pewno dała końcówka poprzedniej rundy, gdy Cracovia wygrała cztery mecze z rzędu, w tym ze stojącymi wyżej w tabeli Lechem Poznań (1:0) i Pogonią Szczecin (2:1). Wciąż jednak drużynie Probierza brakuje goli: ze wszystkich klubów tylko w Piaście czołowy strzelec ma mniej zdobytych bramek (Tom Hateley – 4, gdy w Cracovii jest nim Javi Hernandez – 5). Właśnie drużyna z Gliwic będzie rywalem Cracovii na otwarcie wiosny (sobota, godz. 18).

Jednak dlaczego Probierz miałby nie myśleć optymistycznie o wiośnie w wykonaniu Cracovii? Poniekąd sam swój nastrój wytłumaczył w czwartek. – W Polsce mamy do wszystkiego negatywne podejście: co się zrobi, to jest źle. Musimy to zmienić. Może nasza liga jest kiepska, ale nasza. Sam, gdy oglądam takie mecze, jak Barcelony z Realem to wpadam w kompleksy. To półka dla nas nieosiągalna, ale trzeba ludzi zachęcić. Nawet jeśli marudzą, to niech marudzą, jednak w końcu robimy to wszystko dla nich – powiedział. I kto wie, czy nie zapowiedział ekstraklasowej wiosny najlepiej ze wszystkich trenerów.

Czy Lech już będzie autorskim dziełem Adama Nawałki?

Podobne podejście do Probierza miał zimą Adam Nawałka, który do Poznania wkroczył pod sam koniec rundy jesiennej i choć pierwszy mecz przegrał, to trzy kolejne zwycięstwa (bilans bramkowy 9:0) sprawiły, że nie chciał w składzie wiele zmieniać. – Szkielet drużyny opieram na tym, co działo się jesienią. Rozgrywaliśmy wtedy mecze na zadowalającym poziomie i chcemy kontynuować dobrą serię. Wiemy, że każda seria ma swój koniec, ale staramy się wszystko poprowadzić tak, by minimalizować ryzyko utraty bramki – zapewniał były selekcjoner.

I wszystko jasne: Lech na wiosnę ma być mniej hurraoptymistyczny, bez szumnych zapowiedzi, ale za to w pierwszej kolejności odpowiedzialny. Ten pragmatyzm jest zresztą typowy dla Nawałki w pierwszej fazie jego pracy z daną drużyną. Oczywiście specyfika prowadzenia zespołu klubowego jest inna, niż w przypadku reprezentacji, lecz pewne schematy pozostają te same, co zresztą było widać również na finiszu ligowej jesieni.

Może więc autorski Lech Nawałki będzie miał to do siebie, że rozpędu nabierze z czasem. Z pewnością pomoże temu terminarz: zaczynając od rozstawionego niżej Zagłębia Lubin w Poznaniu (piątek, godz. 20.30), przechodząc na trudniejsze starcie z Piastem w Gliwicach i kończąc drugi tydzień wiosny u siebie w klasyku przeciwko Legii. Jeśli do tego czasu „Kolejorz” nie wejdzie na najwyższe obroty, to strata do dwóch prowadzących drużyn może się tylko zwiększyć.

Czy Arka się ustabilizuje?

W porównaniu do innych drużyn Ekstraklasy, to dotychczasowy okres transferowy w Gdyni był zupełnie inny. Wzorem letniego okienka znów Arka sięgnęła po zawodnika Stali Mielec (wtedy po Michała Janotę, teraz – Maksymiliana Banaszewskiego), ale dodała do tego trzech piłkarzy bez klubu. – U mnie zawsze handicap będą mieli młodzi Polacy nad zawodnikami zagranicznymi. Było jeszcze kilku potencjalnych obcokrajowców, ale patrząc na postępy moich piłkarzy stwierdziłem, że tamci nie byliby wzmocnieniem. Jeżeli mam przyprowadzić zawodnika z zagranicy, by był numerem piętnastym w drużynie, to tego nie zrobię – zapewniał trener Zbigniew Smółka.

I można się tylko zastanowić na ile zasadne okażą się te słowa, gdy grać nie będą Rogelio Chavez z Meksyku oraz Agustin Baran z Urugwaju. To znów nietypowe transfery, zwłaszcza w obliczu wciąż aktywnego ograniczenia liczby obcokrajowców spoza Unii Europejskiej. Jeśli jednak ma to pomóc Arce w ustabilizowaniu jej kursu na czołową ósemkę i w tych piłkarzach Smółka widział potencjał na coś więcej niż tylko uzupełnienie ławki rezerwowych, to wypada z ocenami poczekać.

Na pewno przed Arką właśnie stabilizacja jest największym wyzwaniem. Jej czołowi zawodnicy – Luka Zarandia, Janota, czy strzelający w zimowych sparingach Rafał Siemaszko – to piłkarze, których forma bywa bardzo chwiejna. W jednej kolejce potrafią zachwycić, by w następnych dwóch zaliczyć mniej efektowne zawody. Także dlatego Arka z ostatnich ośmiu ligowych spotkań wygrała ledwie dwa i zdobyła w tym okresie tylko jedną trzecią możliwych punktów.

Wynika to również z filozofii pracy Zbigniewa Smółki, który jesienią wielokrotnie przypominał o swoim przywiązaniu do ofensywnego, otwartego futbolu. Także dlatego najdłuższa seria Arki z czystym kontem to… jeden mecz. A na konferencji przed meczem z Koroną Kielce (niedziela, 15.30) mówiąc o przeskoku zawodników z pierwszej ligi do Ekstraklasy mógł napomknąć również o kwestii trenerskiej. Na najwyższym szczeblu rywale bardziej pragmatycznie nastawieni dostrzegają niedoskonałości jego zespołu i skuteczniej z nich korzystają, niż to było w przypadku Stali Mielec w poprzednim sezonie. Także wiosna pokaże, jak w tym względzie dostosował się trener oraz cała drużyna i czy z tym lub bez tego uda się wejść do czołowej ósemki.

Co odtajni Ricardo Sa Pinto?

Nie pojechali tam, gdzie wszyscy, zamykali mecze sparingowe – przygotowaniom Legii Warszawa towarzyszyła atmosfera tajemniczości, skrywania czegoś, co ma pozwolić drużynie obronić mistrzowski tytuł. Jak to w przypadku największych marek bywa, większość takich zachowań była wyolbrzymianych, bo zdarzała się też u innych. Jednak, jakby na potwierdzenie tej aury, nawet dzień przed pierwszym meczem piłkarskiej wiosny Ricardo Sa Pinto wszystkie karty trzymał blisko siebie.

– Nie zamierzam zdradzać swojego pomysłu. Nie ustaliłem jeszcze składu wyjściowego, ponieważ każdy zawodnik daje z siebie wszystko. Mam wiele wątpliwości, nie tylko na pozycji bramkarza. Nie zmieniliśmy się za bardzo, choć mamy więcej opcji niż przed przerwą, ponieważ doszli do nas nowi zawodnicy. Mam nadzieję, że będziemy lepsi we wszystkim, nad czym pracowaliśmy w Portugalii – mówił Sa Pinto.

Znów: zero konkretu. A raczej mówienie naokoło o tym, co może się zdarzyć w Płocku w pierwszej kolejce. Na pewno do obrony mistrzostwa Warszawa potrzebuje lepszej Legii: skuteczniejszej, bo tylko sześć spotkań odkąd zespół przejął Sa Pinto wygrywała dwiema bramkami lub więcej. I to w ofensywie było więcej zmian w drużynie, zwłaszcza biorąc pod uwagę zimowe wzmocnienia.

Jednak czy jakość indywidualna wystarczy, by gra Legii nie była tylko efektywna, ale stała się bardziej efektowna? Tego brakowało, by efekt Sa Pinto się dopełnił. Portugalczyk na pewno poprawił wyniki, Legia stała się przewidywalnie dobra w defensywie (co jest zaletą w tak specyficznej lidze), ale do pokonania rywali może być potrzebne coś ekstra. Coś, co jeszcze nie zostało przez Legię odkryte.

Michał Zachodny

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu Polityka prywatności