Aktualności

[PIĘĆ PYTAŃ] O margines Cracovii, agresję Korony i szybkość Miedzi

Rozgrywki08.03.2019 

Co Cracovia musi zrobić, by nie stać się drużyną środka? Czy Korona w Kielcach spisuje się dobrze, czy źle? Jak długo kibice Arki będą czekać na prawdziwe oblicze swojej drużyny? Czy Zagłębie Lubin zepsuje celebracje Pogoni Szczecin? Jakiej szybkości brakuje Miedzi Legnica? Na te pytania szukamy odpowiedzi przed 25 kolejką LOTTO Ekstraklasy.

Czy Cracovia będzie drużyną środka?

Gdy trwała imponująca seria siedmiu zwycięstw z rzędu Cracovii, to każda kolejna wygrana dawała wrażenie napędzania drużyny Michała Probierza. Jednak sam trener po porażce z Wisłą Płock (2:3) zauważył coś innego. – Gdy się czyta, jak dobrze gra Cracovia, zawodnikom zaczyna wydawać się, że mecz sam się wygra – powiedział w czwartek.

Trudno jednak było nie chwalić Cracovii, gdy w trakcie swojej serii pokonała Legię Warszawa, Jagiellonię Białystok, czy Piasta Gliwice – a to tylko w tym roku. Porażka w Płocku była w jakimś sensie odzwierciedleniem przewrotności całej Ekstraklasy, z czym Probierz zdecydowanie stara się walczyć. Już tydzień temu przestrzegał o tym zawodników, a teraz swoje słowa powtarzał, ponieważ gośćmi w Krakowie będą piłkarze ostatniego w tabeli Zagłębia Sosnowiec (sobota, godz. 15.30).

Stąd zapewne chwyt trenera, by nadać większą wartość trzem punktom przeciwko czerwonej latarni ligi polskiej. – Nasz margines błędu jest ograniczony – mówił Probierz, przypominając fatalną serię ośmiu meczów bez porażki z początku sezonu. Stąd Cracovia musi wciąż nadrabiać, choć do końca sezonu zasadniczego tylko raz zmierzy się z zespołem obecnie zajmującym wyższą pozycję. To kolejny test, skądinąd równie istotny w kontekście budowania drużyny: wygrywać z teoretycznie lepszymi to jedno, ale pozycję Cracovia musi budować regularnie punktując pełną pulę w starciach ze słabszymi. Bez odpowiedniej mentalności pozostanie drużyną środka, z czego trener zdaje sobie najlepiej sprawę.

Czy Koronie wróci agresja?

Dziennikarzom obecnym na przedmeczowym briefingu Gino Lettieriego mogła zapalić się czerwona lampka przy jednej wypowiedzi trenera Korony. – Pracujemy tu od dwóch lat i w tym sezonie przegraliśmy u siebie tylko dwa mecze. W poprzednim przegraliśmy trzy spotkania na własnym stadionie, zatem to daje łącznie tylko pięć meczów – powiedział Lettieri cytowany przez stronę oficjalną.

Problem w tym, że to albo błąd tłumacza, albo trener się zapomniał. Otóż Korona przegrała w poprzednim sezonie sześć meczów u siebie. Może chodziło mu o to, że trzy w fazie zasadniczej, gdy walczyła o górną ósemkę? Bo przecież już w grupie mistrzowskiej nie tylko doznała kolejnych trzech klęsk, ale też nie strzeliła w nich ani jednego gola.

Także wskazywanie na małą liczbę domowych porażek w obecnych rozgrywkach jest ledwie jedną z dwóch stron medalu. Druga to taka, że w ostatnich trzech meczach w Kielcach strzeliła tylko jednego gola, a z dwunastu spotkań kibice cieszyli się ze zwycięstw po ledwie pięciu. To przyzwoity, ale dopiero ósmy w tabeli bilans meczów domowych. Może wcale nie być lepiej, skoro ostatnie zwycięstwo przyszło pod koniec listopada.

Korona ma problem z grą u siebie, a także wciąż szuka płynności w ofensywie po zimowej przerwie. W poprzedniej kolejce Zagłębie Sosnowiec uwydatniło braki również w defensywie, strzelając aż cztery gole. Co na to Lettieri? – To tylko porażka. Życie toczy się dalej. Zgadzam się z uwagami co do stylu, bo nie wyglądało to tak, jak sobie wyobrażamy. Jednym z naszych największych plusów jest agresywność, do której musimy wrócić – zapewnia. Przez złość do zwycięstw – oto więc droga Korony do grupy mistrzowskiej, co będzie musiała potwierdzić już przeciwko Wiśle Kraków (sobota, godz. 18).

Czy kibice znów zobaczą prawdziwą Arkę?

Nikt nie zaczął wiosny gorzej od Arki Gdynia – bo gorzej się nie dało. Zespół Zbigniewa Smółki w ostatnich czterech tygodniach odniósł cztery porażki, przegrywając nawet, gdy miał od rywali więcej sytuacji, jak z Lechem oraz Piastem Gliwice. – Jest to pierwsza taka sytuacja w mojej przygodzie z trenerką. Natomiast trudne sytuacje rozwijają człowieka, ale też trenera czy drużynę. W prawdziwie trudnych momentach, postanowiliśmy się zjednoczyć, postanowiliśmy być razem i skoncentrować się, aby pokonać słabość i szybko wyjść z tego dołka – zapewniał szkoleniowiec przed prestiżowym meczem z Legią Warszawa (sobota, godz. 20.30).

Przypominając, że zespół na zwycięstwo czeka od ośmiu kolejek trzeba zauważyć, jak trudna jest praca Smółki w tych okolicznościach. On sam przed Legią tłumaczył, że stara się piłkarzom wpoić, że „mają się nikogo nie bać”. – Wychodzimy na boisko, by pokonać rywala – mówił. Ale w takich meczach jak z Legią sama wiara nie wystarcza, drużyna musi być pewna siebie. – Samą walką i bieganiem nie da się zbyt wiele osiągnąć – mówił szkoleniowiec Arki.

Faktycznie, Arka w statystykach kilometrów przebiegniętych na mecz jest szósta, więc faktycznie – to nie wystarcza. Smółka podkreślał więc inny aspekt. – Żeby w Ekstraklasie osiągać rezultaty musimy pracować nad jakością. Rozmawiam z innymi trenerami i wiem, że taka sytuacja zdarza się bardzo rzadko i po takich sytuacjach poznaje się prawdziwy zespół – zapewniał. W sobotę do pokonania Legii potrzebna będzie mu Arka z tych najprawdziwszych meczów za jego kadencji: zwycięstw jak 4:1 z Wisłą Kraków i 3:1 z Zagłębiem Lubin. Na razie to jednak melodia przeszłości.

Jak skończy się dla Pogoni tydzień świetnych wieści?

Cóż to będzie za okazja: szesnaście tysięcy widzów w Szczecinie na meczu z Zagłębiem i to celebrujących wiele spraw naraz. Po pierwsze, zamknięcie bardzo starego i mało funkcjonalnego obiektu, by w jego miejsce rozpocząć budowę nowego stadionu. – Dzieje się coś, na co długo czekaliśmy – mówił Dariusz Adamczuk, dyrektor sportowy Pogoni, a „remont” dotknie też obiektów akademii, które w ciągu roku już mają być na poziomie znacznie wyższym, niż dotychczas.

Drugi powód to osoba trenera – Kosta Runjaić podpisał nowy kontrakt z Pogonią, aż do 2022 roku. Na razie nie ma powodu by sądzić, że Niemiec nie wypełni tej umowy. Zwłaszcza, że odkąd w listopadzie 2017 roku przejął zespół, tylko trzy inne drużyny punktowały lepiej, a nikt tak często nie wygrywał na swoim boisku. Pogoń z ligowego pośmiewiska i pewniaka do spadku stała się postrachem każdego rywala i pewnikiem bardzo trudnej rywalizacji.

Niedzielny mecz z Zagłębiem Lubin (godz. 15.30) będzie więc zamknięciem jednego rozdziału – stary stadion od poniedziałku pójdzie w częściową rozbiórkę – ale też otwarciem nowego, znacznie bardziej ekscytującego. Na dziś Szczecin zdaje się być oazą normalności na piłkarskiej mapie Polski, zarówno pod względem budowania pierwszej drużyny, jak i tworzenia jej podstaw poprzez akademię. Jest więc co celebrować, jest dla kogo i dla czego zwyciężać. Nawet jeśli Zagłębie Lubin popsuje tę imprezę, to w Szczecinie z uśmiechem powinni wypatrywać jutra.

Czy Miedź odzyska szybkość?

Przed kolejnym ważnym z perspektywy Miedzi Legnica niedzielnym meczem z Lechem Poznań (godz. 18) Dominik Nowak postawił prostą receptę na sukces. – Musimy grać szybciej w ataku – powiedział. Po prawdzie, jedyne co wiosną było szybkie w ofensywie Miedzi, to zmiany: aż trzykrotnie Nowak ściągał piłkarzy przed początkiem drugiej połowy, ewidentnie niezadowolony z postawy swojego zespołu w ofensywie.

Niemoc Miedzi potwierdzają liczby: pod względem jakości stwarzanych szans to najgorsza drużyna Ekstraklasy, także ma zdecydowanie najmniej strzelonych goli (tylko 23). Jeśli nagle drużynie nie przybędzie w tym względzie jakości, to trudno oczekiwać, by walka o utrzymanie była skuteczna, zwłaszcza w bezpośredniej rywalizacji w grupie spadkowej. – Uważam, że Miedź z dnia na dzień nabiera większego tempa. Po meczu z Wisłą Płock widzieliśmy dużo poprawy w szybkości grania, budowania akcji ofensywnych. Pracujemy nad tym nadal. Widzę jednak bardzo dużą energię w moich zawodnikach. Myślę, że nasza forma będzie na to spotkanie bardzo wysoka – zapewnia jednak Nowak.

Przeciwko coraz szczelniejszej defensywie Lecha Poznań – dwa mecze bez straconego gola – ta szybkość będzie konieczna, jeśli Miedź ma przełamać swoją niemoc. W jednym względzie ona już jest: legniczanie są drużyną, która na minutę posiadania piłki średnio wymienia najwięcej podań w lidze (14,9). To jednak nie o taką szybkość chodzi Nowakowi, bo z kolei ruchu bez piłki Miedzi brakuje najbardziej – stąd nie tylko mało sytuacji, ale i wrażenie stateczności gry jego drużyny. Tylko poprawiając ten element gospodarze niedzielnego meczu dadzą sobie szansę na zwycięstwo i odbudowę nastrojów przed dalszą walkę o utrzymanie.

Michał Zachodny

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności