Aktualności

[PIĘĆ PYTAŃ] O Janotę, Paixao, los Pogoni i hit kolejki

Rozgrywki13.09.2018 
Dlaczego od Michała Janoty zależy styl gry Arki Gdynia? Jaki wpływ na postawę Lechii Gdańsk ma Flavio Paixao? Dlaczego Michał Żyro może odmienić losy Pogoni? Jak Legia Warszawa uśredniła się w Ekstraklasie? Skąd zapaść Lecha i czy poznaniacy zdążą się podnieść na niedzielny hit? Na te pytania szukamy odpowiedzi przed ósmą kolejki LOTTO Ekstraklasy.

Czy Janota pozostanie liderem Arki?

Słowa Zbigniewa Smółki o tym, że rywale Arki Gdynia nie starają się w meczach z jego zespołem grać w piłkę dosyć długo wybrzmiewały w środowisku Ekstraklasy. Można się spodziewać, że ten zarzut będzie do trenera gdynian wracał ilekroć zespół się potknie, lecz jest jeden piłkarz, który może pomóc szkoleniowcowi w uciszeniu jakichkolwiek dyskusji. Pomoc ma przyjść ze strony Michała Janoty.

Z jednej strony można powiedzieć, że po to Smółka 28-latka ściągał ze Stali Mielec. Jednak mało kto spodziewał się, że rozgrywający ukształtowany piłkarsko w Holandii tak się w Arce odrodzi. W końcu od powrotu do kraju zawodził: w 96 meczach w lidze w Koronie, Pogoni i Górniku Zabrze strzelił tylko sześć goli, aż musiał cofnąć się na zaplecze Ekstraklasy. Po powrocie na najwyższy poziom na pewno nie zawodzi, ma już połowę dotychczasowego dorobku bramkowego w lidze, do tego dodał dwie asysty. Jego gol strzelony Zagłębiu Sosnowiec z pewnością będzie kandydował do miana najładniejszego w tym sezonie.

Lecz Janota daje Arce znacznie więcej. Do trzech trafień dołożył dwie asysty, tylko trzech zawodników zagrało więcej celnych podań kluczowych. Mowa również o trzecim najskuteczniejszym dryblerze w lidze, a więc dodającym także uroku grze swojej drużyny. Jednak sobotni mecz z Piastem w Gliwicach (godz. 18) jest dobrym testem dla drużyny, która ma problemy z przekuwaniem remisów (ma ich cztery) na zwycięstwa (jedno). Najbliżsi rywale postawią na futbol, który trenera Smółkę irytuje - pragmatyzm, stałe fragmenty i grę z kontry - ale też ogranicza. Czy ograniczy również największą indywidualność Arki? Od tego, czy Janota ustabilizuje formę i zacznie dawać zwycięstwa zależy, gdzie gdynianie będą na koniec sezonu.

Czy Piotr Stokowiec utrzyma rolę Paixao?

91% - w tylu golach Lechii Gdańsk swój udział miał Flavio Paixao. Najlepszy strzelec lidera Ekstraklasy ma już pięć goli na swoim koncie, czyli już połowę dorobku, który uzbierał w każdym z poprzednich dwóch sezonów. Jednak jego rola w drużynie Piotra Stokowca wykracza poza dobijanie piłki do bramki - także z rzutów karnych. Udział w pięciu innych akcjach bramkowych pokazuje uniwersalność Portugalczyka, którą w Lechii wykorzystują do maksimum.

Chociaż wystawiany jako napastnik, to Paixao zdecydowanie mniejszą liczbę swoich kontaktów z piłką ma w pobliżu pola karnego. Częściej schodzi do środkowej strefy i tam stara się utrzymać podawaną mu piłkę, wykreować sytuację dryblingiem. Grająca głównie z kontry Lechia potrzebowała zawodnika, który będzie udanie łączył defensywę z ofensywą. W meczu z Górnikiem w Zabrzu (2:0) podawał aż 36 razy, 33-letni Portugalczyk zaliczył też najwięcej pojedynków w lidze (207, wygrywając co trzeci).

Przeciwko Koronie Kielce w ostatniej kolejce trafił najpierw z rzutu karnego, a następnie po kontrze, która rozpoczęła się po lewej stronie. Paixao widząc rozwój sytuacji ruszył sprintem i znalazł się w odpowiednim miejscu, by wykończyć podanie Jakuba Araka.

Wysoka forma Flavio powinna kibiców Lechii cieszyć, jednak zasadne wydaje się pytanie o jego rolę, gdy w drużynie jest jeszcze dwóch napastników: wspomniany Arak i sprowadzony latem Artur Sobiech. Dla Piotra Stokowca oznacza to zmierzenie się z rzadkim w lidze dylematem - czy utrzymać system, który działa, czy zaskoczyć kolejnych rywali nowymi rozwiązaniami?

Czy Pogoń odwróci swój los?

W Szczecinie przed sezonem zapowiadano, że Pogoń w walkę o utrzymanie nie ma zamiaru się wikłać. W Kielcach trener Gino Lettieri narzekał, że po letnich transferach jego Koronę czeka trudna rywalizacja o pozostanie w lidze. Po siedmiu kolejkach pierwsi są na przedostatniej pozycji, gdy drugim brakuje dwóch punktów do miejsca na podium.

A przecież mowa o dwóch zespołach, które grają ofensywnie. Pogoń ma najwyższą średnią oddanych strzałów (16,3 w meczu), Korona stwarza najwięcej sytuacji (6 na mecz). Nikt nie podaje piłki częściej w pole karne od szczecinian (36 razy w meczu), nikt nie zagrywa dłuższych podań od kielczan (śr. 21,4 metrów). To też dwie drużyny, które utrzymują intensywność gry defensywnej na najwyższym poziomie (śr. 10,7 akcji defensywnych na minutę posiadania piłki przez przeciwnika).

Kibice wiedzą więc, czego spodziewać się w niedzielnym spotkaniu. Czy jednak w Szczecinie wreszcie dojdzie do zmiany ról, którą zwiastowały obie strony latem? Problemem Pogoni jest nieskuteczność, ledwie co czwarty strzał zespołu jest celny. Rozwiązać go ma wypożyczony z Wolverhampton Michał Żyro, który trafił już do siatki w sparingu z Chojniczanką. - Mam proste zadanie, czyli zdobyć najwięcej goli, jak się tylko da - mówi o swojej roli w zespole. Zaznacza również, że nie widzi wciąż problemu z zakończeniem sezonu w górnej ósemce. Do tego potrzeba jednak goli, więc pytanie o szanse Pogoni równa się temu, jak często będą trafiać do siatki.

Czy Legia zacznie się wyróżniać?

W trakcie przerwy na mecze reprezentacji bardzo ciekawego wywiadu oficjalnej stronie Legii Warszawa udzielił jej szkoleniowiec, Ricardo Sa Pinto. – Jeżeli chodzi o piłkę w Polsce, jak dotąd moje odczucia są takie, że jest niezwykle ciężka i fizyczna – tłumaczył Portugalczyk. – Sporo jest w niej pojedynków siłowych (…). Silniejsze zespoły mają przez to większa szansę na wygranie pojedynku o piłkę. W Polsce bardzo ważne jest, aby wygrywać „pierwsze” oraz „drugie” piłki. (…) Zawodnicy oczywiście potrafią grać w piłkę, są jednak nastawieni na walkę i nie dają stworzyć rywalowi wielu okazji strzeleckich. To nie jest piękna gra do oglądania, jest to gra praktyczna – zaznaczał.

Świetnie zobrazował to ostatni mecz Legii z Cracovią (0:0), gdy w ciągu całego spotkania były aż 34 faule, mistrz Polski grał przez większość czasu w osłabieniu i oddał tylko pięć strzałów. A i tak rywale, choć zmuszeni do dominacji w posiadaniu, czuli się nieswojo i mieli problemy ze stwarzaniem okazji w tym fizycznym starciu.

Prawda jest jednak taka, że Legia sama się pod taki styl gry w tym sezonie układa. Otóż w poprzednich rozgrywkach była na ostatnim miejscu pod względem wygranych pojedynków (81 w meczu), teraz wyprzedza już sześć zespołów, choć jej średnia nieznacznie wzrosła (83). Po prostu: więcej drużyn stara się grać, a mniej walczyć, lecz czy Legia do nich należy? Wszak największy wzrost jeśli chodzi o udział pojedynków w jej grze zespól zaliczył pod względem tych w powietrzu: z dwunastej pozycji w lidze mistrz Polski „awansował” na czwarte miejsce w rankingu skuteczności.

Legia dostosowała się do stylu ligi, zamiast wyróżniać się na miarę swoich ambicji i możliwości. Jednak od początku pracy Sa Pinto w Warszawie stało się jasne, że dopiero przerwa na mecze reprezentacji będzie dla Portugalczyka okazją, by nadać drużynie swój styl. Mecz z Lechem – poza oczywistym prestiżem – może przynieść pierwsze odpowiedzi na temat zmian, których szkoleniowiec chciał wykonać.

Czy Lech naprawi błędy?


Błędem byłoby postrzeganie niedzielnego hitu wyłącznie przez pryzmat jednej drużyny. Zwłaszcza, że i w Lechu dzieje się ciekawie: po rewelacyjnym starcie i czterech zwycięstwach z rzędu „Kolejorz” złapał jednak zadyszkę. W ostatnich czterech starciach tylko raz zdołał zremisować i zaczęto kwestionować nie tylko letnią zmianę taktyki, lecz również personalne wybory Ivana Djurdjevicia.

Problem pierwszy Lecha polega na tym, że tylko w dwóch z siedmiu meczów ligowych jego zawodnicy zagrywali więcej kluczowych podań od swoich rywali – a wygrać udało się dzięki temu wyłącznie ze słabą dotychczas Cracovią. W porównaniu do poprzedniego sezonu Lech przeprowadza mniej ataków (107 do 96), rzadziej posiada piłkę (z 123 razy na 109, czyli z pierwszej na przedostatnią pozycję), mniej oddaje również strzałów z pola karnego (spadek średniej z 8 na 7,4).

Ale kłopotem jest również równowaga w defensywie. W poprzednim sezonie Lech najczęściej w lidze odzyskiwał piłkę, obecnie jest dziesiąty w ligowej klasyfikacji, z czwartej intensywności akcji defensywnych (śr. 10,5) spadł na poziom poniżej ligowej średniej (śr. 8,5). Najbardziej widać to po odbiorach, których piłkarze „Kolejorza” z meczu na mecz wykonują coraz mniej – niemal o jedną czwartą!

W Poznaniu zgodnie przyznają, że przerwa na mecze reprezentacji przyszła w najlepszym momencie, by udało się kryzys zatrzymać i naprawić popełniane błędy. Czy jednak uda się już od meczu w Warszawie? Na stadionie Legii Lechowi w poprzednich sezonach nie grało się łatwo. Ostatni ligowy mecz przy Łazienkowskiej „Kolejorz” wygrał niemal trzy lata temu – wtedy decydującego gola strzelił Kasper Hamalainen, który od tego czasu już zdążył zmienić barwy i w bezpośrednich starciach byłemu klubowi napsuć sporo krwi.

Michał Zachodny

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu Regulamin portalu 25.05.2018 Regulamin sklepu Regulamin sklepu (2014) Polityka prywatności
Wzór odstąpienia od umowy sprzedaży