Aktualności

[PIĘĆ PYTAŃ] O iberyjskie starcie, serię Górnika, walkę Śląska i wyjazdy Lecha

Rozgrywki14.12.2018 
Który z piłkarzy okaże się kluczowym w meczu Cracovii z Pogonią Szczecin? Czy Górnika Zabrze stać na pozytywną serię? Czy osłabiony brakiem podstawowych zawodników Piast poradzi sobie z Legią w Warszawie? Co dla Śląska Wrocław ma oznaczać więcej walki? Czy Lech Poznań znów zdoła wygrać na wyjeździe? Na te pytania szukamy odpowiedzi przed dziewiętnastą serią spotkań Lotto Ekstraklasy.

Kto wygra iberyjskie starcie rozpędzonych?

Trudno nie patrzeć na Cracovię oraz Pogoń jako drużyny w tym sezonie o splecionych losach. Gdy te dwa kluby grały ze sobą w sierpniu w Szczecinie, to gospodarze wciąż czekali na pierwsze punkty i pierwszego gola, gdy zespół Michała Probierza spisywał się niewiele lepiej, mając tylko remis. Jeszcze po ósmej kolejce Cracovia była ostatnia i miała trzy punkty, a Pogoń była pozycję wyżej. – To, czego dokonały obie drużyny potem to spory wyczyn – mówi Kosta Runjaić, trener szczecinian.

Faktycznie, patrząc na tabelę za okres kolejnych dziesięciu spotkań sytuacja całkowicie się odwraca: Pogoń jest pierwsza z przewagą trzech punktów nad Lechią Gdańsk i najwyższą liczbą zdobytych bramek, a Cracovia zajmuje czwartą pozycję i ma najmniej goli straconych. – Te zespoły udowodniły swoją mentalność, bo bez niej nie byłyby w stanie wydobyć się z tych miejsc w strefie spadkowej – zapewnia Runjaić, którego Pogoń jest już w czołowej ósemce, a Cracovia w obecnej formie również tam zmierza.

W podobnym tonie wypowiadał się Michał Probierz. – Nie dziwiło mnie, że prezes Pogoni zachowywał spokój. To trzeba pochwalić, bo drugi raz wyszła z ciężkiego okresu. Ma jednak bardzo doświadczonego szkoleniowca – zaznaczał. W kontekście tego starcia Probierz uważa, że jednym z ważniejszych zawodników rywali jest Tomas Podstawski, defensywny pomocnik Pogoni. Dla Portugalczyka bezpośrednim rywalem na boisku będzie z kolei… najmocniejszy punkt Cracovii, czyli Javi Hernandez. Hiszpan to lider drużyny w kluczowych podaniach (ma ich 21, następny jest Marcin Budzyński – 15) oraz w strzałach (ma ich aż 53, drugi wynik w lidze, lecz tylko cztery gole). Wydaje się więc, że spotkanie dwóch odbudowanych, odnowionych i rozpędzonych ekip rozstrzygnie się właśnie między tymi indywidualnościami.

Czy Górnika stać na pozytywną serię?


To główny problem Marcina Brosza w tym sezonie: pomijając początek rozgrywek i serię czterech spotkań bez porażki, w kolejnych miesiącach Górnik nie potrafił wytrwać nawet trzech meczów bez wpadki. Co więcej, ostatnich osiem kolejek to już skakanie ze zwycięstwa lub remisu na przegraną.


Co na to wpływa? Z pewnością fakt, że jest to zespół młodszy, pozbawiony jasnych liderów w ofensywie, których Górnik miał w poprzednim sezonie. Kontuzja Szymona Żurkowskiego w ostatnim okresie również odegrała sporą rolę, jak i rotacje na bokach defensywy. Gdy w bardzo udanych rozgrywkach zabrzanie wyróżniali się stabilnością składu, teraz czasem z trudem przychodzi odgadnięcie wyjściowej jedenastki.

Górnik potrzebuje serii bez porażki, by budować, a nie tylko szukać rozwiązań. Stąd mecz z równie zmienną ostatnio Arką jest ostatnią szansą na zbudowanie pozytywnej serii – krótkiej, bo na ledwie dwa spotkania – zanim zakończy się ten rok.

Czy Piast da sobie w Warszawę radę?


Nie da się ukryć, że Piast Gliwice w czołówce znajduje się dzięki swojej solidności. – Piast to dobra drużyna, która pracuje i walczy. Jej siłą jest zespołowość. Piłkarze są zmotywowani, jak wszystkie zespoły, które mierzą się z nami. Musimy być niezwykle skoncentrowani, podchodzimy do tego meczu bardzo poważnie – mówił Ricardo Sa Pinto przed sobotnim meczem. Zupełnie jakby z trudem przychodziło mu znalezienie jednej cechy wyróżniającej rywali.

To oczywiście nic złego. Skoro trudno wyróżnić jedno ogniwo, to znaczy, że cały system odpowiednio funkcjonuje. Problemem Waldemara Fornalika jest jednak to, że w Warszawie nie będzie miał do dyspozycji aż czterech podstawowych zawodników: Michala Papadopulosa, Patryka Dziczka, Mikkela Kirkesova i Joela Valencii. A tak poważne absencje oznaczałyby ból głowy dla każdego szkoleniowca w Ekstraklasie.


W Warszawie swoje atuty będą musieli pokazać zmiennicy. Jednak trzynastu zawodników Piasta zagrało przynajmniej połowę minut, co pokazuje, że pole manewru Fornalika było ograniczone. – Ale to może się też przełożyć na coś pozytywnego, ponieważ ci zawodnicy, którzy grali mniej, mają większą świeżość mogą zagrać równie dobrze, a nawet dołożyć coś ekstra – zapewnia w wywiadzie ze stroną oficjalną Patryk Sokołowski. Skrzydłowy zagrał tylko w jednym spotkaniu od początku i w sześciu innych w roli rezerwowego. W sobotę mógłby być podwójnie zmotywowany, by dać coś ekstra, bo jest wychowankiem Legii.

Co Śląskowi da sama walka?


Według Tadeusza Pawłowskiego, który został ostatnio odsunięty od prowadzenia Śląska Wrocław, jego drużynę chwalili niemal wszyscy jej przeciwnicy: za styl gry, jakość futbolu. Jednak te ciepłe opinie mogły wynikać z tego, że… zwycięstwa ze Śląskiem przychodziły im łatwo. Jak łatwo? Otóż w 2018 roku wystarczyło wrocławianom strzelić pierwszego gola, a szanse na remis były nie wielkie, porażka nie zdarzyła się żadna. Zupełnie jakby otwierająca wynik bramka tak deprymowała piłkarzy Pawłowskiego, że nie byli w stanie już niczym odpowiedzieć.

– Problemem w naszej grze jest to, że błąd jednego zawodnika nie jest naprawiany przez kolejnego – mówił z kolei Paweł Barylski, tymczasowy trener Śląska. To odzwierciedla powyższy efekt: jest plan A, jednak w razie niepowodzenia nie ma ratunku w planie B. – To jest jak łańcuch, który trzeba przerwać, a my tego nie robimy. Jakiego Śląska można się teraz spodziewać? Walczącego. To słowo najlepiej oddaje to, nad czym ostatnio pracowaliśmy – dodawał.

Przerwanie łańcucha samą walką może nie być takie łatwe. Zwłaszcza, że do Wrocławia przyjeżdża doświadczona, wyróżniająca się w tym elemencie gry Korona. Zespół nieprzyjemny do gry, problematyczny w pressingu w każdej strefie. Jeśli więc piłkarze Śląska skupią się tylko na tym elemencie może okazać się, że Korona już ich przewyższa. Natomiast brak odpowiedzi może oznaczać, że wszechobecne wrażenie pogodzenia ze swoją fatalną pozycją jest w Śląsku zbyt trwałe, by wystarczyła zmiana trenera.



Czy Lech odbije się na wyjeździe?


Trudno to uwierzyć, ale ostatnie ligowe zwycięstwo Lecha Poznań na wyjeździe to… trzecia kolejka sezonu i 1:0 ze Śląskiem we Wrocławiu. Również w pierwszej rundzie spotkań udało się „Kolejorzowi” zwyciężyć w Płocku. Jednak w dalszej części sezonu nic i na tym etapie tylko trzy drużyny na wyjazdach grają słabiej. Co więcej, w tabeli rocznej Ekstraklasy piątego Lecha od pierwszej Legii dzielą nie mecze u siebie (w nich „Kolejorz” ugrał więcej punktów), ale te na wyjeździe, gdzie różnica wynosi aż piętnaście punktów.

Także pierwszy wyjazd Lecha za kadencji Adama Nawałki skończył się porażką z Cracovią. W meczu u siebie ze Śląskiem była to zupełnie inna drużyna: szybsza w ataku, nawet jeśli niezbyt bardziej konkretna, gole strzelająca dopiero w ostatnim kwadransie i doliczonym czasie. Natomiast tydzień wcześniej w Krakowie „Kolejorz” miał mniej kluczowych podań od rywali, swojej dominacji w posiadaniu nie potrafił przekuć na nic więcej.



Z Zagłębiem w Sosnowcu może być o tyle łatwiej, że mowa o… czwartej najgorszej drużynie własnego boiska w Ekstraklasie. Poprawa poznaniaków w tym elemencie jest istotna, ponieważ do końca roku grają tylko na wyjazdach, zresztą w sezonie regularnym czekają ich jeszcze wyprawy do Gdańska, Gliwic i Kielc, czyli rywali, których Lech ma gonić.

Michał Zachodny

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu Polityka prywatności