Aktualności

[PIĘĆ PYTAŃ] O faworyta z Gdańska, skuteczność Ondraska i fatalną serię Miedzi

Rozgrywki09.11.2018 
Jak Lechia Gdańsk poradzi sobie z rolą faworyta w meczu z Cracovią? Kiedy Zdenek Ondrasek wróci do formy strzeleckiej z początku sezonu? Na jakiej podstawie pierwszego od września zwycięstwa będzie szukać Miedź Legnica? Czy w Kielcach czeka kibiców najbardziej intensywny mecz kolejki? Jak Lech szykuje się na przyjście Adama Nawałki? Na te pytania szukamy odpowiedzi przed piętnastą serią spotkań LOTTO Ekstraklasy. Jakim Lechia będzie faworytem?

W Ekstraklasie lider zmienia się regularnie, w czołówce cztery najlepsze drużyny dzielą tylko trzy punkty, a żadna z nich w ostatnich sześciu kolejkach nie wygrywała częściej niż trzy razy. A teraz drugi raz z rzędu na Lechię Gdańsk spadło sprawdzenie, jak poradzi sobie będąc faworytem. Tydzień temu w trudnym spotkaniu z Lechem w Poznaniu piłkarze Piotra Stokowca zaprezentowali się wystarczająco dobrze, by pokonać rywala, który przechodzi przez wyraźny kryzys.

Jednak gra u siebie z przeciwnikiem, który nie będzie się otwierał i niechętnie przejmie posiadanie piłki to zupełnie inna historia. A Lechia wie, że w Gdańsku ma problemy z byciem faworytem. Zremisowała przecież ze Śląckiem Wrocław (1:1), Zagłębiem Lubin (3:3), a Arkę Gdynia pokonała po golu w ostatniej minucie. W każdym z tych spotkań zespół Stokowca prowadził, lecz nie wpłynęło to na Lechię pozytywnie.

Jak więc będzie z Cracovią? Cóż, także w tygodniu Lechia w Pucharze Polski pokazała, że rola faworyta jest trudna: w Rzeszowie musiała ratować wynik zmianami już w przerwie przy prowadzeniu gospodarzy. Może to jednak pomoże gdańszczanom przynajmniej w zdaniu sobie sprawy, że koncentrację należy trzymać od pierwszej minuty na najwyższym poziomie.

Tylko co na to Cracovia? Michał Probierz ma swój plan. –Czeka nas trudne starcie. Musimy być agresywni i konsekwentni, zdobywać więcej bramek po stałych fragmentach gry i przeciwstawić się Lechii dużą mądrością w grze. Szczęściu trzeba pomóc przez ciężką pracę – mówił szkoleniowiec "Pasów". Po serii trzech meczów bez porażki i bez straconego gola na pewno jego słowa znajdą potwierdzenie na boisku, a Lechia może spodziewać się poważnego sprawdzianu z bycia liderem tabeli.

Czy Ondrasek znów zacznie strzelać?

Dla Wisły to problem, choć na razie skutecznie wyciszany przez gole Jesusa Imaza. Ale jednak po świetnym starcie sezonu Zdenka Ondraska – strzelił siedem goli w ośmiu kolejkach – nie zdołał on już nic dodać do swojego dorobku w następnych meczach ligowych. Co więcej, w ostatnich dwóch występach najpierw wszedł na boisko z ławki rezerwowych (z Zagłębiem Sosnowiec), a przeciwko Piastowi w Gliwicach został zdjęty po godzinie gry. Czyżby Maciejowi Stolarczykowi kończyła się cierpliwość do czeskiego snajpera?


Ostatnio Ondrasek ma problem jednak z dochodzeniem do sytuacji. Z Piastem, Zagłębiem, Legią, Cracovią i Koroną oddawał tylko po jednym celnym strzale, tylko w dwóch z tych meczów miał jeszcze kolejne okazje. Jego początkowo imponująca średnia uderzeń na mecz zaczęła drastycznie spadać i obecnie jest gorszy od np. Ricardinho (Wisła Płock), Vamary Sanogo (Zagłębie), czy Igora Angulo (Górnik Zabrze). Czyżby ligowcy nauczyli się, jak radzić sobie z tym napastnikiem?

Problem ma jednak cała Wisła: ją, podobnie jak Ondraska, w ostatnich tygodniach złapała ekstraklasowa rzeczywistość. Otóż ostatni raz "Biała Gwiazda" miała więcej strzałów od swojego rywala jeszcze na początku sierpnia (z Wisłą Płock). W kolejnych meczach, zwycięskich lub nie, w tej statystyce dominowali rywale. Nie jest to równoznaczne z jakością stwarzanych szans – choć w klasyfikacji bilansu stwarzanych okazji i tych rywala ("ExpectedGoals" wg EkstraStats) Wisła jest dopiero na siódmym miejscu – ale widać jak na dłoni, który z zawodników najbardziej na tym cierpi.

Czy Miedź zakończy swoją fatalną serię?

Ostatnie zwycięstwo przyszło na początku września, wedle formy nie ma w ostatnich sześciu kolejkach gorzej grającej drużyny: Miedź strzeliła najmniej goli (tylko pięć) i najwięcej straciła (aż 16), tylko dwukrotnie w tym czasie remisując. Dla beniaminka będącego na skraju strefy spadkowej każdy punkt jest teraz na wagę złota, a zwłaszcza, gdy walczyć będzie o poprawę swojego dorobku z drużyną szeroko rozumianego środka tabeli: Arką Gdynia.

Jest jeszcze jedna strona kryzysu Miedzi: brak goli. W ostatnich trzech meczach piłkarze Dominika Nowaka trafili do bramki przeciwnika tylko raz. Może więc dziwić uwaga trenera, który twierdzi, że jego zespół musi być przede wszystkim skuteczny w obronie. – To dla nas jest klucz do wszystkiego. Grać stabilnie w obronie, a z przodu zawsze coś się urodzi – mówił przed niedzielnym spotkaniem Nowak.


To jednak normalne podejście w obliczu kryzysu: odbudować podstawy, w tym wypadku defensywę. Udało się to przeciwko Cracovii, choć utrzymanie czystego konta to głównie zasługa bramkarza Miedzi. A co wyjdzie przeciwko Arce? Możliwe, że zespół skorzysta na powrocie Mateusza Szczepaniaka. – Nie zapominajmy, że to nie on kreuje sytuacje, a drużyna musi to zrobić za niego – przypomina jednak Nowak.

Czyja kość okaże się słabsza?

W niedzielę w Kielcach zmierzą się dwie drużyny, które nie oszczędzają swoich kości. Pod względem skuteczności oraz średniej liczby prób odbiorów to zdecydowani liderzy Ekstraklasy. Do tego Korona przewodzi w klasyfikacji pojedynków (wygrywa 52% z nich, tylko Górnik zalicza ich więcej w meczach), a z kolei Piast znajduje się w czołówce starć defensywnych (trzecia średnia ligi). Pod względem intensywności gry defensywnej mówimy o pierwszej i piątej drużynie Ekstraklasy.

Czy spodziewać się więc brutalnej rywalizacji i "typowego meczu walki"? Nie do końca. Przecież Piast to druga drużyna ligi pod względem wymienianych podań i ich dokładności, gliwiczanie zaliczają również taką samą liczbę zagrań w pole karne w meczach, ile kielczanie. A Korona to najczęściej podejmująca akcje ofensywne drużyna w lidze.

Można bardziej spodziewać się więc meczu intensywnego, ale też jakościowego. Udowodniło to spotkanie Piasta z Wisłą Kraków, gdy zespół Waldemara Fornalika całkowicie zdominował rywala uchodzącego za lepiej grającego piłką. Z kolei Korona również poradziła sobie z "Białą Gwiazdą", a ostatnio ograli pewnie Zagłębie Lubin. Czasem więc "mecz walki" z perspektywy statystyk może nie mieć odzwierciedlenia w faktycznym stanie wydarzeń na boisku i oby tak było w niedzielę.

Jak Lech przygotowuje się na Adama Nawałkę?

Patrząc na ostatnie wydarzenia w Poznaniu, ktoś mógłby powiedzieć, że jedyną udaną akcją "Kolejorza" przed przerwą na kadrę może okazać się ta z Białegostoku. Otóż w dniu wyjazdowego meczu z Jagiellonią przedstawiciele obydwu klubów będą częstowali mieszkańców Podlasia... świeżymi rogalami świętomarcińskimi.


Niewiele dobrego można za to powiedzieć o boiskowej aktywności piłkarzy Lecha Poznań, a brak wyników kosztował Ivana Djurdjevicia utratę pracy. – Wiemy, że sytuacja nie jest najlepsza. Zespół po kilku porażkach nie jest mentalnie tak gotów, jak był wcześniej – mówi tymczasowy szkoleniowiec Lecha, Dariusz Żuraw.

Czy więc na problem przygotowania mentalnego – bodaj najczęściej powtarzający się zarzut wobec zespołu – zostanie poprawiony już przez sztab zbudowany na chwilę, a może samą wizją zatrudnienia nowego trenera? Ma nim być Adam Nawałka, były selekcjoner reprezentacji Polski. Właśnie pracując z kadrą jego sposób "budowania" piłkarzy przez rozmowy indywidualne był jednym z kluczowych elementów odnoszonych przez biało-czerwonych wyników. Do niedzieli ogłoszenie następcy Djurdjevicia może jeszcze nie nastąpić, ale jego obecność w razie zbliżającej się szczęśliwej finalizacji może odbić się na drużynie wyłącznie pozytywnie.

Michał Zachodny

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu Regulamin portalu 25.05.2018 Regulamin sklepu Regulamin sklepu (2014) Polityka prywatności
Wzór odstąpienia od umowy sprzedaży