Aktualności

[PIĘĆ PYTAŃ] O cele Jagi, reakcje Górnika, rolę Rakowa i hit Ekstraklasy

Rozgrywki06.11.2020 

Czy Jagiellonia przełamie się zanim z dwóch przegranych meczów zrobi się dłuższa seria? Jak we Wrocławiu zagrają dwie drużyny, których jakość wyznacza w tym sezonie sposób reagowania na boisku? Czy Raków już pewnie czuje się w roli faworyta? Gdzie podziały się gole Legii po stałych fragmentach? Dlaczego Lechowi może pomóc cisza w niedzielnym hicie ligi? Tymi pytaniami zapowiadamy weekendowe starcia PKO BP Ekstraklasy.

Czy Jagiellonia zgarnie karetę?

Pokonali na wyjeździe Legię Warszawa (2:1), u siebie zwyciężyli z Lechem Poznań (2:1), a w Gliwicach triumfowali z Piastem. Oznacza to, że Jagiellonii Białystok została tylko Cracovia z tegorocznych reprezentantów Polski na arenie europejskiej do pokonania. Ale to też jedyne zwycięstwa ligowe Jagiellonii i stąd tak trudno ocenić zespół Bogdana Zająca. Nowy szkoleniowiec nie przejął zespołu w najkorzystniejszych dla siebie okolicznościach, dosyć spora wymiana zawodników latem tylko podkreśliła wyzwanie przed jakim stanął jego sztab. Jednak porażki takie jak z Zagłębiem Lubin, Śląskiem Wrocław i ostatnio Pogonią Szczecin nie pokazują postępu.

Wie o tym trener Zając i jest też świadom, że skoro napięty terminarz nie jest dla niego wymówką, to tym bardziej nie powinien być dla jego piłkarzy. – Nie możemy patrzeć przez pryzmat tego, kto grał, tylko na to, że przegraliśmy mecz. Kto wychodzi na boisko, ten bierze odpowiedzialność za zespół. Tego wymagam od zawodników i tego oczekuję w starciu z Cracovią – mówił przed wyjazdem do Krakowa. Ten progres nie jest więc wyłącznie zależny od jego decyzji w tygodniu i przy wypisywaniu składu, ale też od zawodników w trakcie spotkania. Wyznaczenie tych standardów może pomóc Jagiellonii nie tylko w zebraniu karety zwycięstwem z Cracovią, lecz przede wszystkim nie pozwoleniu na przedłużenie negatywnej serii dwóch przegranych spotkań. Porażka będzie krokiem ku przeciętności i dalszych pytań o odpowiedzialność za zespół oraz wyniki.

Kto będzie skuteczniej reagował?

O Górniku Zabrze w tym sezonie – całkiem zasłużenie – mówi się w kontekście wysokiego pressingu, agresywnego doskoku do przeciwnika. A więc reakcji po stracie piłki, grę bez posiadania piłki. Jednak do tego znacznie bardziej pasuje charakterystyka Śląska Wrocław. Nie ma bowiem w Ekstraklasie drużyny, która ma niższe średnie posiadanie piłki od zespołu trenera Vitezslava Lavicki.

– Górnik pokazuje w tym sezonie, że jest drużyną, która przeszła trochę zmian, ma nieco inny styl gry i system względem poprzednich sezonów. Zrobili solidną robotę na początku sezonu, złapali punkty i są wysoko w tabeli. To spotkanie będzie dla nas wyzwaniem. Robiliśmy już analizę Górnika, pokazaliśmy zawodnikom ich silne strony oraz te aspekty, które możemy wykorzystać, w których możemy mieć przewagę – mówił przed sobotnim spotkaniem Lavicka.

Ta przewaga będzie kluczowa, bo od niej często zależą losy Śląska: zdobycia piłki w środkowej strefie i wyprowadzenia szybkiego ataku dłuższym podaniem (średnia długość zagrania wrocławian jest najwyższa w lidze – 19,9 metrów). Tylko Lech oddawał więcej strzałów po kontrach od nich. A Górnik ze swoją wysoko ustawiona obroną już raz udowodnił, że będąc spóźnionym w reakcji jest po prostu odsłonięty – to kosztowało ich porażkę 1:3 z Rakowem Częstochowa. Mecz ze Śląskiem jawi się więc jako świetna okazja do pokazania, że zespół wyciągnął wnioski w obrębie swojego nowego stylu i wdrożył je w grę.

Czy lider już oswoił się z nową rolą?

– Przeciwnik ma dużo atutów, ale my też je mamy, posiadamy dużo jakości i dlatego wierzę w to, że to będzie bardzo dobry mecz, a przede wszystkim skuteczny po naszej stronie – mówił Artur Skowronek przed niedzielnym meczem Wisły Kraków z Rakowem Częstochowa. Nie powiedział tego wprost, ale chwaląc styl gry lidera Ekstraklasy jednoznacznie dało się wyczuć, że w tym starciu faworyt jest łatwy do wskazania.

Co zresztą nie powinno dziwić. Raków strzelił już dwadzieścia goli w ośmiu spotkaniach z których wygrał sześć. W poprzednim sezonie do osiągnięcia tylu wygranych potrzebował aż czternastu kolejek. Poprawa jest znacząca, lecz z rosnącym statusem zespołu Marka Papszuna przychodzi odpowiedzialność radzenia sobie w takich meczach, gdy trzech punktów po prostu się od nich oczekuje.

Skowronek podkreślał, że Raków niekoniecznie chce mieć piłkę, że najlepiej radzi sobie w fazach przejściowych. Jednak z każdym faworytem w Ekstraklasie prędzej czy później dzieje się tak, że rywale zmuszają go do dominacji posiadania. A to zwykle oznacza problemy.

Czy Legia wykorzysta piłkę stojącą?

W poprzednim sezonie tylko Raków Częstochowa strzelił więcej goli po stałych fragmentach gry od Legii Warszawa. W obecnym mistrzowie kraju mają problem, bo nikt nie jest bardziej nieskuteczny od nich – ani jedna bramka według portalu EkstraStats nie została zdobyta w efekcie rzutu wolnego, rożnego lub innej formy piłki stojącej. Patrząc na proporcje goli Legii w poprzednich rozgrywkach to tak, jakby nagle ubyła jej jedna trzecia wszystkich trafień.

Czesław Michniewicz zdaje sobie z tego sprawę. – Dotychczas po rożnym strzeliliśmy tylko raz, co miało miejsce w spotkaniu z Dritą. Cały czas mamy jednak swoje szanse – nawet w Szczecinie było bardzo blisko, ale świetnie wybronił wtedy Stipica. Dużo zależy od Artura Jędrzejczyka wchodzącego w pole karne i Bartka Kapustki, będącego egzekutorem. Mamy swój plan na stałe fragmenty i jesteśmy spokojni, że bramki po nich przyjdą – mówi szkoleniowiec Legii.

Czy przyjdą już z Lechem Poznań, zespołem, który potwierdził w początkowej fazie sezonu, że w bronieniu tych fragmentów meczu ma znaczący problem? Tylko Podbeskidzie straciło więcej goli w efekcie rzutów wolnych, rożnych i karnych. O ile trudno oczekiwać po Legii, by całą swoją strategię układała pod stałe fragmenty, o tyle od szybkości przywrócenia tego atutu w ofensywie zależeć mogą również dalsze losy w wyścigu mistrzowskim.

Czy Lechowi pomoże w Warszawie cisza?

Niemal rok minął od ostatniego wyjazdu Lecha do Warszawy na mecz z Legią i wiele o zmianach jakie dokonały się w zespole z Poznania mówi fakt, że pięciu zawodników z wyjściowej jedenastki z tamtego spotkania nie ma już w klubie. Patrząc po poszczególnych pozycjach można powiedzieć, że „Kolejorz” na tym skorzystał: Dani Ramirez lepiej współpracuje ze środkiem pola niż Darko Jevtić, Mikael Ishak sprawił, że szybko zapomniano o Christianie Gytkjaerze, Kamila Jóźwiaka udanie zastępują Michał Skóraś oraz Jakub Kamiński, a Roberta Gumnego – Alan Czerwiński.

Jednak starcie w Warszawie to inny wymiar emocji, które często przerastały Lecha. Ostatnie zwycięstwo na tym trudnym terenie odnieśli w 2015 roku, w całej dekadzie udało się tylko trzykrotnie zgarnąć komplet punktów na Legii. Teraz, gdy piłkarze Dariusza Żurawia przebijają kolejne bariery, które wydawały się nie do pokonania, jawi się przed nimi okazja do przełamania ważnej z perspektywy kibiców serii. Ważnej również przez wzgląd na tabelę Ekstraklasy, w której ostatnia z grających w Europie polskich drużyn traci do Legii siedem punktów, a do lidera – aż dziesięć.

Paradoksalnie Lechowi może pomóc to, co zwykle zdaje się młodym zespołom przeszkadzać: atmosfera, której hitowi ligi niestety zabraknie. Bez ściany dźwięku i presji łatwiej o rozgrywanie piłki, ryzykowne decyzje i… brak strachu. To może tylko wrażenie, prosty efekt, ale Lech jest na takim etapie strat w Ekstraklasie i w serii niepowodzeń w Warszawie, że może szukać każdej możliwej przewagi.

Michał Zachodny

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności