Aktualności

[PIĘĆ PYTAŃ] Czym zaskoczy nowy sezon Ekstraklasy?

Rozgrywki19.07.2019 

Czy w polskiej lidze przekonamy się do wyższości zalet nad wadami młodości? Czy po fatalnym poprzednim sezonie nowi beniaminkowie poprawią opinię o niższej lidze? Co będzie dominującym trendem w Ekstraklasie? Komu uda się zastąpić gliwickiego Piasta? Co pokażą standardowi faworyci po swoich przemianach? Zapraszamy do lektury pięciu najważniejszych pytań przed pierwszą kolejką PKO Ekstraklasy.

Czy uda się wypaść poza pierwszą ósemkę?

Nie jest to ranking przynoszący chlubę polskiej lidze, ale wiele mówi on o strategiach budowania drużyn u przedstawicieli Ekstraklasy – chodzi o średnią wieku każdej z 31 rozgrywek wynotowanych przez CIES Football Observatory. Pomóc w tym powinien przepis o młodzieżowcu, który w wielu klubach przyjęto z niezadowoleniem. Nic dziwnego, tylko pięć zespołów wypełniłoby ten wymóg (3300 minut), gdyby obowiązywał w poprzednim sezonie.

Mało tego: w poprzednim sezonie udział obcokrajowców w grze był kilkukrotnie większy (średnio 42% czasu na boisku), niż zawodników o statusie młodzieżowca (7,7%).  A średni wiek zawodnika wyniósł niemal 27 lat, a strzelca gola – o rok więcej. Te wskaźniki niekoniecznie pomagały w budowaniu pozytywnego wizerunku Ekstraklasy.

Rozmawiając z trenerami można usłyszeć najczęściej rozważania, jak kluby są przygotowane na nowy przepis. Czy będzie to sama gra, nie poparta dodatkowymi analizami, treningami indywidualnymi, które pomogłyby przyspieszyć rozwój młodzieżowców? Czy dostaną oni wsparcie w szatni, by nie stawać się pierwszymi winnymi w razie porażek? Jak ci młodzi zawodnicy udźwigną mentalnie szansę, którą właśnie otrzymują? Jeśli w większości klubów odpowiedzi na te zagadnienia będą miały wydźwięk pozytywny, to i odbiór Ekstraklasy się zmieni – a co za tym idzie, spadek we wspomnianej klasyfikacji wcale nie będzie wymuszony.


Jak do ligi dostosują się beniaminkowie?

Jakkolwiek imponujący był poprzedni sezon w wykonaniu ŁKS-u oraz Rakowa Częstochowa – dwie zdecydowanie najlepsze drużyny pierwszej ligi i to od dłuższego czasu – tak historia przemawia przeciwko tym zespołom. Po pierwsze, czterech z ostatnich dziesięciu beniaminków doznawało spadku. Po drugie, tylko Zagłębie Lubin i Górnik Zabrze po powrocie na najwyższy poziom zagwarantowały sobie utrzymanie już po fazie zasadniczej. Po trzecie, system rozgrywek stał się jeszcze bardziej bezlitosny, gdyż w tym sezonie relegowane będą trzy drużyny.

– Nasze podejście się nie zmieni. My chcemy grać w piłkę, chcemy atakować. Byłoby nie po mojej myśli, gdybyśmy próbowali grać inaczej. Cały sezon w pierwszej lidze rozegraliśmy wprowadzając naszą filozofię. To my chcemy atakować i byłoby trochę nie po mojej myśli, gdybyśmy próbowali grać inaczej. Może się zdarzyć, że Lechia nas zdominuje. Ale to, co do tej pory robiliśmy, robiliśmy dobrze i będziemy chcieli to kontynuować. Ja zawsze gram o wszystko – mówi Kazimierz Moskal (trener ŁKS) przed startem ligi. W podobnym tonie wypowiadał się Marek Papszun z Rakowa Częstochowa.

Podobnie miało być przed rokiem z Miedzią Legnica, lecz zamiary trenera Dominika Nowaka szybko zweryfikowała ligowa rzeczywistość. Zagłębie Sosnowiec momentami zdawało się być drużyną, która nawet nie podejmowała walki o byt w Ekstraklasie. Dlaczego tym razem miałoby być inaczej? Choćby ze względu na styl ŁKS-u o którym mówił Moskal. To najczęściej będąca przy piłce polska drużyna na szczeblu centralnym – i w powszechnej opinii uważa się, że w Ekstraklasie to może być większym atutem, niż na jej zapleczu. Z kolei Raków pokazał już w Pucharze Polski, jak groźny może być poprzez znajomość systemu, który stworzył Papszun i który sukcesywnie rozwija. Jest większa ciągłość pracy, więcej niż zalążek filozofii w tych klubach. Tylko znów pytanie: czy w chaotycznym świecie Ekstraklasy będzie na to miejsce dłużej niż przez kolejnych dziesięć miesięcy?

Co będzie dominującym trendem w Ekstraklasie?

Ofensywnej gry chcą kibice, ale ich życzenie rzadko się spełnia. Chociaż średnia bramek na mecz w ostatnich sezonach oscyluje wokół liczby 2,6-2,8, to zmiana w regulaminie rozgrywek może zmusić trenerów do ostrożniejszego podejścia przy już dominującej pragmatyczności. Trzecia drużyna spadająca z rozgrywek zwłaszcza w fazie finałowej dla klubów z pozycji 9.-16. będzie oznaczała podświadomą chęć murowania własnej bramki.

Już w poprzednim sezonie rzadko oglądaliśmy drużyny, które podchodziły wysokim pressingiem. Tylko 43% goli zostało strzelonych po atakach pozycyjnych, nieznacznie więcej, niż po stałych fragmentach (37%). Drużynę zagrywającą piłkę najczęściej (Piast) od tej robiącej to najrzadziej (Zagłębie Sosnowiec) różniło ledwie 90 podań. Wszystko w lidze jest tak uśrednione, że często mecze mogły się zlewać w jedną całość, styl zespołu A nie różnił się niczym szczególnym od B czy C. Wyjątki można policzyć na palcach jednej ręki.

To również oddala Ekstraklasę od trendów panujących w europejskim futbolu, gdzie rywalizacja nie jest tak wyrównana, bo czołówka posiada na tyle większą jakość, że dominuje w sporej części meczów i… potrafi je wygrywać. W Ekstraklasie bardzo ciężko jest odwrócić wynik: tylko pięciu drużynom udawała się ta sztuka częściej niż dwa razy po stracie pierwszego gola. W tylko 12% meczach zdobycie bramki otwierającej wynik kończyło się porażką. Teraz strach przed utratą punktów może tylko wzrosnąć.

Kto zastąpi gliwickiego Piasta?

– Wydaje mi się, że specyfika ligi polega również na tym, że drużyny, które walczą o utrzymanie, w kolejnym sezonie biją się o mistrzostwo. Kilka miesięcy temu był to Piast Gliwice, dwa lata temu Górnik Zabrze. Nie jest wykluczone, że Wisła Płock, która w tamtym sezonie utrzymała się, teraz nie powalczy o puchary. Uważam, że to duży plus tej ligi – mówi Aleksandar Vuković, szkoleniowiec naczelnego faworyta Ekstraklasy.

Czy więc rywala do walki o tytuł mistrzowski należy szukać w grupie zespołów znajdujących się poniżej strefy, która dała europejskie puchary w tym sezonie? Z pewnością na to liczyć będą we Wrocławiu, czyli ostatnim przed Piastem mistrzem spoza Poznania czy Warszawy. Jednak niewykluczone, że odważniej w swoim trzecim sezonie pracy w Szczecinie zaatakuje prowadzona przez Kostę Runjaicia Pogoń. Na swój jubileusz cel powrotu do walki o mistrzostwo ma wyznaczony Jagiellonia…

Póki co zdaje się to być wróżeniem z fusów. Na pewno jednak rywal dla Legii się objawi: już jesień wskazywała najpoważniejszych kandydatów, choć akurat Piast zaatakował mistrzostwo z dalszej pozycji. To jednak nie zmienia faktu, że najważniejsza w tym wszystkim może okazać się stabilizacja: co pokazali gliwiczanie i Lechia Gdańsk.

Kto pierwszy wkurzy się na rewolucję?

Nie da się ukryć, że Poznań i Zabrze to dwa mocne ośrodki na piłkarskiej mapie Polski. Każdy potwierdzi, że Lech i Górnik mają potencjał na najwyższą frekwencję w kraju, co naturalnie pozwoli przyprowadzić sponsorów, więcej środków i wreszcie lepszych piłkarzy. Ale też nie da się ukryć, że te kluby latem ucierpiały najbardziej pod względem transferów.

W Poznaniu otwarcie mówią o „twardym resecie”. – Braliśmy piłkarzy z zagranicy, za całkiem duże pieniądze, wydawało się, że dojrzałych i gotowych, którzy mieli to od razu pociągnąć. Zawiedliśmy się. Dotyczy to także trenerów. Kilka lat temu założyliśmy w naszej strategii, że chcemy być klubem, który na boisku dominuje, gra wysoko, szybko, efektownie, tworzyć dużo sytuacji podbramkowych. Jak to się miało do rzeczywistości, w której katowaliśmy ustawienie niskim pressingiem? Nijak. Albo mecze na wyjeździe w których z góry było wiadomo, że gramy na remis. Męczyło to naszych kibiców. Mnie również. Teraz wracamy do naszego DNA – zapewnia Piotr Rutkowski, jedna z głównych postaci klubu w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego”.

To jednak może nie uspokoić kibiców, którzy są stęsknieni nie tyle za DNA Lecha, ale po prostu wygrywaniem. Poprzedni sezon był kolejnym, który kończył się dla nich z niesmakiem, obecny może być piątym bez trofeum. Spokój szefostwa „Kolejorza” niekoniecznie może im się udzielać, gdy młodsza drużyna może i zagra ambitniej oraz odważniej, ale dalej będzie przegrywała.

W Zabrzu też już wiedzą, czym jest rozczarowanie przy ogromnej nadziei – pierwszy sezon po powrocie do Ekstraklasy dał europejskie puchary, a kolejny przyniósł obniżkę formy, jakości i frekwencji. Lato to kolejne ubytki: zabraknie Marcinowi Broszowi zarówno Szymona Żurkowskiego, jak i Valeriana Gwilii. Ubytków ze środka pola nie da się tak łatwo i od razu uzupełnić: zwłaszcza, że o to starać się będą piłkarze w Ekstraklasie nowi. Nawet w kwestii nowego kontraktu dla trenera – kwestii wydawałoby się oczywistej – trwały długie negocjacje.

– Jeszcze nie wszystko w grze jest tak płynne, jak byśmy chcieli. Jeden zawodnik wychodzi, drugi nie wchodzi jeszcze w jego miejsce... Cieszę się jednak, że ci chłopcy starają się i już wiedzą, jak to powinno wyglądać – mówił Brosz po ostatnim sparingu Górnika. To nie jest wyraz wielkiej pewności, że zabrzanie zrobią krok w stronę grupy mistrzowskiej. I stąd pytanie, czy ten ośrodek znów urośnie, czy raczej będzie kurczył się na naszych oczach.

Michał Zachodny

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności