Aktualności

[PIĘĆ PUNKTÓW] Jak ligowcy wytrzymali trzy intensywne kolejki?

Rozgrywki10.03.2020 

Cztery drużyny nie przegrały żadnego meczu w ostatnich trzech kolejkach, trzy zakończyły ten gorący ligowy okres bez zwycięstwa. W piątce najgorzej punktujących znalazły się trzy kluby z czołówki, po drugiej stronie tej tabeli znalazły się te, które wciąż rywalizują o ostatnie miejsce w grupie mistrzowskiej. Podsumowujemy intensywny okres w PKO Ekstraklasie.

Dwóch trenerów mniej

– Meczem z Wisłą zakończyliśmy pewien cykl. Pod moją wodzą zagraliśmy ze wszystkimi drużynami w lidze. Dokonałem podsumowania tego, co zrobiłem, a czego nie. Po piętnastu meczach nie jestem zadowolony z tego, co osiągnąłem. Oczywiście, wszyscy zdajemy sobie sprawę, co działo się wokół klubu i drużyny w tym czasie. Nie szukam jednak wymówek. To nie jest początek sezonu, nie mamy przed sobą kolejnych 25 meczów. Po prostu swoich sił musi spróbować ktoś inny – powiedział Aleksandar Rogić po porażce z Wisłą Płock. Nie jest on jedynym trenerem, którego ostatni okres trzech kolejek kosztował pracę. W Koronie Kielce przed poniedziałkowym spotkaniem z ŁKS-em Maciej Bartoszek zastąpił Mirosława Smyłę.

Ich losy są jednak odmienne. Po pierwsze, Rogić sam zrezygnował, a Smyłę zwolniono. Po drugie, Serb nie widział sensu dalszej pracy, gdy Polak wyraźnie mówił, że wciąż wierzył w utrzymanie swojej drużyny. Korona była po serii trzech porażek z rzędu, Arka jeszcze zdołała za kadencji Rogicia wygrać. Czy przeważyła kwestia stylu gry? Gdynianie należeli do najmniej groźnych drużyn w lidze w tym okresie, jedynie piłkarze Śląska oddali mniej strzałów. Kielczanie w minimalnych porażkach z Lechią i we Wrocławiu nie prezentowali się źle, więc też naturalnym następstwem wydaje się poniedziałkowa wygrana – dodatkowo podparta mitycznym efektem nowego szkoleniowca. Na ten Arka, już z Krzysztofem Sobierajem w roli trenera, jeszcze czeka do najbliższej kolejki.

Największy przegrany

Widać było, że Michał Probierz po porażce z Górnikiem Zabrze był mocno zdołowany. Cztery przegrane w czterech kolejkach to dramatyczna seria Cracovii, ale jej moc podkreślają rywale: bezpośrednie starcie na szczycie z Legią Warszawa, derby Krakowa, czy jeszcze wcześniejsza klęska z Piastem Gliwice, czyli bezpośrednim rywalem w walce o europejskie puchary. Chociaż „Pasy” nie spadły w tabeli, to konsekwencje kiepskich wyników mogą być nieuniknione: zwłaszcza w sferze mentalnej.

Na to zwracał uwagę również trener Cracovii. – W futbolu nie można się rozczulać. Liczyliśmy, że "zrobimy" punkty w ważnych meczach, ale dziś jesteśmy zespołem, który przyjął cztery porażki z rzędu. To na pewno bolesne, lecz za dużo przeżyłem, by siąść teraz i płakać. Musimy się przygotować na ciężki bój w Pucharze w Tychach, a potem domowy mecz z Jagiellonią. Później może uda się nam w końcu przepracować jeden mikrocykl jak należy. Widzimy, jakie mamy braki i z czym się borykamy – tłumaczył.

Jego drużynę czeka więc nawet dłuższy, bo pięciomeczowy maraton. Probierz był zmuszony mocno rotować składem, nie wystawił w ostatnim meczu Janusza Gola. Jak ucierpiała Cracovia? Przede wszystkim na kreatywności. Żadna drużyna w tych trzech kolejkach nie zaliczyła tak niewielu kluczowych podań, również pod względem zagrań w pole karne zwykle prowadząca w tej klasyfikacji drużyna została zepchnięta na dwunastą pozycję. Czy to efekt kolejnych porażek, które nadwątlały pewność siebie zawodników, czy wymuszonych zmian – niezależnie od przyczyn, pozbieranie się z tego tygodnia zdaje się być największym wyzwaniem dla sztabu przed finiszem sezonu zasadniczego.

Dobry czas na odpalenie

O przerywaniu kiepskiej serii wiedzą coś w Białymstoku. Iwajło Petew po przejęciu drużyny zimą zaczął rundę wiosenną od trzech meczów bez strzelonego gola i dwóch wysokich porażek z Wisłą (0:3) w Krakowie oraz Legią w Warszawie (0:4). Co gorsza, nawet w spotkaniu w którym byli faworytem, z Koroną Kielce, nie potrafili trafić do bramki. Intensywny okres przyniósł wyczekiwaną odmianę.

– Wywalczyliśmy więcej punktów, niż przypisywano nam przed tymi spotkaniami. Nasze morale rosną, gra może nie jest idealna ale tych dobrych momentów jest coraz więcej. Chcemy zbliżyć się do tych, którzy są przed nami i zapewnić sobie grę w grupie mistrzowskiej – mówił Damian Węglarz, bramkarz Jagiellonii na jej oficjalnej stronie po wygranej 1:0 ze Śląskiem. – Liga jest wyrównana i wszystkiego można się spodziewać. Jakaś pozytywna seria może wywindować nas bardzo wysoko, podobnie jak po ostatnich słabszych rezultatach pikowaliśmy w tabeli. Przed podziałem chcemy zająć możliwie najwyższe miejsce – dodawał.

Najwięksi wygrani

Obok Jagiellonii Białystok w tym okresie wyróżnił się zwłaszcza Raków Częstochowa. Wysoka forma beniaminka nadchodziła i nie przerwało jej nawet przegrane spotkanie z Arką w Gdyni kilka tygodni temu. Wtedy Raków prowadził dwiema bramkami, ale w samej końcówce stracił trzy gole i wszystkie punkty. Mimo tej zapaści trener Papszun był zadowolony z występu swojej drużyny. On po powrocie na ławkę po zawieszeniu również wywarł efekt na piłkarzach w tych ostatnich dziesięciu dniach. Nawet w ostatnim, zremisowanym bezbramkowo meczu z Pogonią Szczecin jego zespół był lepszy, choć zabrakło Rakowowi skuteczności.

Raków wyraźnie okrzepł w Ekstraklasie. W pierwszych dziesięciu kolejkach sezonu wygrał tylko trzy mecze i aż siedem przegrał. Z kolei w ostatnich dziesięciu wygrał połowę, trzykrotnie schodząc pokonanym. Od początku grudnia tylko dwa zespoły punktowały lepiej, tylko cztery strzeliły więcej goli.

– Mało remisujemy, jesteśmy drużyną bezkompromisową, mająca swój styl. Duży niedosyt. Dzisiaj jesteśmy niepocieszeni, ale w poprzedniej rundzie przyjęlibyśmy punkt z Pogonią. To pokazuje w którym miejscu teraz jesteśmy, że się mocno rozwinęliśmy, możemy walczyć z najlepszymi i po meczu czuć niedosyt – mówił trener Papszun.

Odpoczynek miał znaczenie

Spore były różnice w kalendarzu rozgrywek tych ostatnich dziesięciu dni. Niektóre drużyny rozegrały trzy mecze w ciągu siedmiu dni, ale już inne, jak Piast Gliwice, miały te obciążenia rozciągnięte na znacznie dłuższy okres. Różnice te były widoczne w ostatniej kolejce. Przykładowo, Jagiellonia Białystok miała prawie 56 godzin przewagi nad Śląskiem Wrocław i choć może mniej wprawne oko nie dostrzegło różnicy, to zmęczenie u gości odegrało sporą rolę. Lewy obrońca Dino Stiglec na wyjazd z drużyną pojechał, był na ławce rezerwowych, ale nie mógł wystąpić. W takich warunkach najstarszy w lidze zespół – pod względem średniej wieku podstawowej jedenastki – zdobył tylko trzy punkty, wymęczając zwycięstwo z Koroną. Ale dwa mecze przegrał.

Różnica powyżej jednego dnia odpoczynku w tej ostatniej z trzech kolejek wystąpiła jeszcze w trzech spotkaniach. Generalnie ligę można podzielić na dwie grupy: zespołów, które rozegrały trzy mecze w ok. 170 godzin (było ich siedem), oraz taką z drużynami, które miały dodatkowy dzień lub dwa więcej. Co nam wychodzi, gdy porówna się ich dorobek punktowy? Pierwsze grono średnio ugrało nieco ponad trzy punkty (3,14), drugie już znacznie więcej – 5,33. Ta różnica po wyczerpującym tygodniu może wydawać się mała, ale na koniec sezonu zasadniczego może mieć spore znaczenie. Dwa punkty dzielą drugi Piast Gliwice od szóstej Pogoni Szczecin, a przecież rozstawienie przed fazą finałową jest w grupie mistrzowskiej kluczowe, choćby przez wzgląd na liczbę meczów u siebie. Taka sama różnica jest między siódmą Lechią Gdańsk i dziesiątą Wisłą Płock – a o tym, jak istotne dla klubów jest zakończenie w górnej ósemce nie trzeba przecież przypominać.

Michał Zachodny

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności