Aktualności

Patryk Szysz – łowca bramek z Lubelszczyzny

Rozgrywki04.09.2019 

Jego byli trenerzy mówią, że zdobywanie bramek ma we krwi. Po prostu urodził się z talentem strzeleckim. Szczególny tego wyraz dał w Fortuna 1 lidze, kiedy debiutował na tak wysokim poziomie rozgrywkowym, a mimo to, mając 19 lat, zaliczył dziesięć trafień. W PKO Ekstraklasie Patryk Szysz dopiero przeciera szlaki, ale znalazł już sposób na pokonanie bramkarzy z tej ligi. Teraz pytanie, czy zdolności snajperskie pokaże także w reprezentacji Czesława Michniewicza?

Dochodziły do mnie głosy, że mogę zostać powołany. Dopóki nie zobaczyłem swojego nazwiska na liście powołanych, dopóty wstrzymywałem się z jakąkolwiek reakcją. Gra w kadrze to motywacja do dalszej pracy – mówi Łączy Nas Piłka Szysz, jedna z wielu nowych twarzy w kadrze U-21. Uwagę selekcjonera, napastnik Zagłębia Lubin zwrócił regularnością. Od 3. kolejki gra w podstawowym składzie „Miedziowych”. Na tym jednak nie poprzestaje: w bieżącym sezonie dwukrotnie wpisał się na listę strzelców.

Powrót do Łęcznej, czyli początek drogi ku ekstraklasie

Łączna liczba bramek piłkarza w najwyższej klasie rozgrywkowej, licząc obecny oraz poprzedni sezon, to trzy. Do wyniku tego potrzebował jedenastu spotkań. Na swojej krótkiej liście pokonanych ma bramkarzy Legii Warszawa, Jagiellonii Białystok oraz Arki Gdynia.

Obecne rozgrywki mogą być przełomowe dla Szysza. Dostaje dużo okazji, by się wykazać więc siłą rzeczy zwiększa się prawdopodobieństwo, że kolejne gole strzelane przez niego będą kwestią czasu. – Otrzymałem prawdziwą szansę, o którą walczyłem. Myślę, że ją wykorzystuje, oby tak dalej – podkreśla młody napastnik.

To, że nie jest napastnikiem z przypadku, udowodnił w ostatnich latach. Osiągnąwszy pełnoletniość, trafił do Motoru Lublin (sezon 2016/17). Pierwsza styczność z piłką seniorską zakończyła się 24 meczami i czterema golami. Na dobre odpalił w następnym sezonie po przygodzie z Motorem. W pierwszoligowym wówczas Górniku Łęczna był najlepszym strzelcem. Tak udany sezon sprawił, że zaczęły nim interesować się kluby ekstraklasy. Wybrał Zagłębie Lubin, z którym podpisał pod koniec sierpnia 2018 roku czteroletni kontrakt. Rundę jesienną dograł w Łęcznej, gdzie znów regularnie trafiał (11 razy), by wiosną wykazać się w ekstraklasie. Wchodził głównie na zmiany, za to w wyjazdowym spotkaniu z Legią, pierwszym, w którym pojawił się w wyjściowym składzie, strzelił premierowego gola w zespole z Lubina.

– Powrót do Górnika, występującego w pierwszej lidze, mogę uznać za przełom w mojej przygodzie z piłką. Tylko raz nie wystąpiłem w podstawowej jedenastce. To był bodziec, wskazówka, że mogę grać wyżej – podkreśla zawodnik.

Jeden cel pod bramką

Pierwsze wskazówki jako zawodnik dostał od ojca, którego uważa za nauczyciela w swojej piłkarskiej edukacji. – Miałem osiem lat, kiedy tata zabrał mnie na pierwszy trening. Nie pamiętam meczu, abym grał gdzie indziej niż w ataku. W tej części boiska zawsze najlepiej się czułem. Myślę, że sporo cech przejąłem po tacie, który był zawodnikiem odpowiedzialnym za ofensywę – tłumaczy 21-latek.

W Górniku Łęczna Szysz spędził całą piłkarską młodość. – Od razu było widać, że jest wielkim talentem. Znalazł się u nas z naboru. To był bardzo młody wiekowo zespół, dlatego nie graliśmy żadnych meczów ligowych. Starałem się jednak urozmaicić zajęcia chłopakom. Jeździliśmy na turnieje letnie oraz zimowe. I na tych turniejach Patryk raz za razem zostawał królem strzelców. Miał predyspozycje, żeby być klasowym napastnikiem. Sezon temu w Górniku strzelał rzuty karne, choć wokół siebie miał tylu doświadczonych zawodników. Chyba każdy zdał sobie sprawę, że Patryk urodził się, by zdobywać bramki – opisuje zawodnika jego pierwszy klubowy trener Piotr Jaroszyński.

Smykałkę do goli Szysz przejawiał od najmłodszych lat. Kiedyś w jednym z meczów juniorów Górnika, wygranego 7:0, zaliczył wszystkie trafienia. Mało tego: w lidze wojewódzkiej razem z Aleksem Aftyką strzelił łącznie 80 goli, przy stu całego zespołu. Górnik nie stracił wówczas ani jednego gola.

Tak jak Djorkaeff

– Cichy chłopak, który konsekwentnie robił swoje. Prowadzony przez mnie zespół junior młodszy wywalczył awans do makroligi. Patryk był wiodącą postacią tej ekipy, zresztą tak było z nim przez cały okres juniorski. W każdym meczu błyszczał. Szybko został przesunięty do Górnika II z pominięciem juniorów starszych. Mieliśmy młodą drużynę, a zajęliśmy 3. miejsce w lidze, niewiele brakowało, żebyśmy awansowali do III ligi. Przeprowadziłem wiele rozmów z ówczesnym trenerem pierwszej drużyny Jurijem Szatałowem. Mówiłem o Patryku jako o zawodniku najbardziej perspektywicznym. No i pewnej zimy pojechał na obóz z pierwszym zespołem – opowiada Maciej Grzywa, inny szkoleniowiec Szysza z czasów, gdy ten uczył się futbolowego rzemiosła.

– Graliśmy na turnieju Mondial Pupilles de Plomelin – międzynarodowe zawody dla chłopców U-13. Zjeżdżają tam młodzieżowe zespoły z Ligue 1 i reszty Europy. Wygraliśmy grupę, w ówczesnych czasach jako jedyny zespół z Polski. Odpadliśmy w ćwierćfinale, co nie przeszkodziło Patrykowi w wygraniu korony króla strzelców. Zdystansował wszystkich, chociaż rozegraliśmy kilka meczów mniej od zwycięzcy. Dodam, że na tej imprezie swoją karierę rozpoczął Youri Djorkaeff – wspomina z kolei Bartłomiej Janiszewski, u którego Szysz występował m.in. przy okazji różnych turniejów. Na co dzień ów szkoleniowiec odpowiadał za juniorów Motoru.

A co Janiszewskiemu rzuciło się w oczy, jeśli chodzi o boiskową charakterystykę byłego podopiecznego? – Jak dostawał piłkę i była możliwość minięcia jednego, dwóch zawodników,  oddania strzału na bramkę, to tak robił. Widać było, że jest mocno nakierunkowany na piłkę. Wszystko co nowe, chłonął jak gąbka. Szybko przetwarzał to na własną korzyść, dzięki czemu jego umiejętności rosły – podkreśla Janiszewski.

Przywódca pod względem umiejętności

Grzywa: Patryk przychodząc na treningi pierwszego zespołu, sprawiał wrażenie kogoś bez układu nerwowego. W pewnym momencie musiał zostać wypożyczony, żeby się ogrywać. Górnik spadał, Patryk miał propozycję z Motoru. Wahał się, czy zostać w Górniku czy wybrać III ligę. Porozmawialiśmy szczerze, przedstawiłem mu plusy i minusy każdej z opcji. Przekonałem go, żeby zaufał Górnikowi. Został. Początki były ciężkie, jak to w przypadku pierwszego starcia z piłką seniorską. Z czasem było coraz lepiej. Potem, w rundzie rewanżowej widać było, że dorósł, zmężniał, bardzo dobrze wykorzystał okres młodzieżowca.

Jaroszyński: Jako chłopak był charakterny, a jednocześnie skromny. Po przegranych turniejach płakał. Czy miał cechy przywódcze? Nie. Posiadał umiejętności do bycia przywódcą na boisku, nie osobowość. Od krzyku, przebojowości, poderwania zespołu byli inni. On ciągnął drużynę w inny sposób. Potrafił w jednej akcji minąć trzech, czterech rywali i strzelić gola. Był szybki, dynamiczny. Kiwał jak na zawołanie. Do tego świetna technika użytkowa. Stało się to, co miało się stać. Nie jest dla mnie żadną niespodzianką, w które miejsce Patryk doszedł. Wiem jednak, że stać go na więcej. Jeśli omijać go będą urazy, to polska piłka może mieć z Patryka dużo pożytku. Lubelszczyzna, w porównaniu z pozostałymi regionami Polski, jest uboga w talenty. Braci Bronowiccy, Tomek Kiełbowicz... Tym bardziej cieszę się, że mamy kolejnego reprezentanta wschodniej ściany w poważnej piłce.

Piotr Wiśniewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności