Aktualności

Od debiutu w Górniku do gry w Lidze Mistrzów. Marzenia piłkarskie Michała Rostkowskiego

Rozgrywki26.11.2020 

Przykładów, że w Górniku Zabrze odważnie stawiają na młodzież, nie brakuje. Najnowszym jest Michał Rostkowski, który w ostatnich tygodniach zadebiutował w wyjściowym składzie zabrzan. – Spełniłem tym samym jedno z moich piłkarskich marzeń. Teraz czas na kolejne! – śmiało zapowiada 20-letni pomocnik.

Kibice Górnika Michała Rostkowskiego mogli poznać latem ubiegłego roku, gdy zabrzanie sięgnęli po utalentowanego pomocnika, wówczas grającego w ROW Rybnik. W ubiegłym sezonie zdążył on zagrać zaledwie dziesięć minut w wyjazdowym meczu z Lechem Poznań w marcu tego roku. W tym sezonie zaliczył już dwa spotkania w wyjściowym składzie.

Kibic Górnika na boisku

Po raz pierwszy kibicom zaprezentował się w meczu wyjazdowym ze Śląskiem Wrocław. Zabrzanie w tym spotkaniu nie mogli liczyć na kilku graczy, między innymi na Jesusa Jimeneza i swoją szansę otrzymał lewy pomocnik. – Czekałem cierpliwie na ten debiut. Nie czułem żadnego stresu czy negatywnych emocji z tym związanych. Noc przed meczem ze Śląskiem normalnie przespałem – uśmiecha się pomocnik Górnika. – Był delikatny stresik, ale on mnie w takich sytuacjach jedynie dodatkowo buduje – zapewnia.

Za mecz ze Śląskiem Rostkowski zebrał pochlebne opinie, dlatego też również zagrał od pierwszej minuty w derbach z Piastem. Sam zawodnik z obu swoich występów jest umiarkowanie zadowolony, jednak wymaga od siebie znacznie więcej, zwłaszcza w grze ofensywnej. – Wiem, że stać mnie na więcej. Chociażby pod względem gry do przodu mogę dać zespołowi więcej – mówi 20-latek.

Zwłaszcza występ na stadionie Górnika w meczu z Piastem dla Rostkowskiego miał szczególny wymiar. Pochodzący z Rudy Śląskiej zawodnik wielokrotnie bowiem zasiadał na trybunach Górnika jako kibic, chociażby jeszcze na starym stadionie, więc mecz po „drugiej stronie” miał wymiar szczególny. – Szkoda tylko, że zabrakło kibiców. Pochodzę z Rudy Śląskiej, więc Górnik zawsze miał dla mnie ogromne znaczenie. Kibicowałem zabrzanom, chodziłem z kolegami na mecze. Co prawda piłek na spotkaniach nie podawałem, ale emocjonowałem się wynikami. Gdy później mogłem wejść do tej dorosłej szatni Górnika, to było to niemałe przeżycie – opowiada pomocnik.



Z Zabrza do Chorzowa

Rostkowski w swojej krótkiej przygodzie z piłką grał już w pięciu klubach z czterech śląskich miast. Jest co prawda wychowankiem rudzkiego Wawelu Wirek, z którego pochodzą przecież także Kamil Grabara czy Martin Konczkowski, ale swój najważniejszy okres spędził w Zabrzu i w MSPN Górniku. – To tam dojrzewałem jako młody chłopak – mówi o okresie spędzonym w klubie przynależącym do czternastokrotnego mistrza Polski. O tym, że proces dojrzewania przebiegał jak należy, świadczy fakt, że na przełomie 2016 i 2017 roku zdecydował się na zmianę barw klubowych i przenosiny do Chorzowa.

– To była decyzja moja i moich rodziców. Wtedy też na podobny krok zdecydowało się kilku kolegów z Zabrza – mówi o przenosinach do Stadionu Śląskiego. – Gdy Michał do nas trafił, to nie wybijał się fizycznością. Trafił do nas, do grupy juniora młodszego, ale początkowo nie grał zbyt wiele. Rocznik 2000 był u nas mocny, mieliśmy kilku lepszych chłopaków na jego pozycje, ale Michał się nie poddawał – wspomina jego ówczesny trener, Tomasz Osowski. – Był bardzo pracowity i sumienny. Pod tym względem nie szło mu nic zarzucić – dodaje.

W drugim półroczu 2017 roku w Chorzowie Rostkowski grał zdecydowanie więcej i wywalczył miejsce w zespole juniorów starszych. – Wykorzystał fakt, że z drużyny kilku chłopaków odeszło. Na pewno Michał się wyróżniał, ale było w tej ekipie 2-3 chłopaków, po których bym się spodziewał, że wcześniej zadebiutują w ekstraklasie – dodaje trener Stadionu Śląskiego.



Egzamin piłkarski i matura

Również w Rybniku, gdzie następnie trafił, potrzebował kilku miesięcy na aklimatyzację. Do drugoligowego ROW-u przeniósł się zimą 2018 roku, zaczął jednak grać dopiero w kolejnym sezonie. – Jak ja przyszedłem do klubu, to Michał już był w Rybniku – zaczyna Jacek Trzeciak, ówczesny trener rybnickiej ekipy. – Michał mocno pracował, zwłaszcza w okresie przygotowawczym, nie bałem się więc na niego postawić – dodaje.

W tamtym sezonie Michał zaliczył 28 występów drugoligowych. ROW w drugiej lidze się nie utrzymał, ale do młodego zawodnika nikt większych pretensji nie miał, chociaż w końcówce sezonu obniżył on loty. – W pewnym momencie mnie, jako trenera, zirytował, ale pokazał także swoją dojrzałość. Otóż wiosną 2019 roku zanotował obniżkę formy. Związane to było z przygotowaniami do matury, jak i samym egzaminem dojrzałości. Michał pokazał, że ważna jest też dla niego nauka, nawet mając przed sobą tak ważny piłkarski cel – opowiada trener.



Praca włożona w Rybniku nie poszła na marne. W Zabrzu cały czas monitorowano młodego chłopaka, w odpowiednim momencie postanowiono jedynie do tematu wrócić. – Mówiłem mu, że nie będzie miał łatwo w Górniku. Ekstraklasa to zupełnie inne wymagania, nawet jeżeli ktoś dobrze prezentuje się w drugiej lidze i ma potencjał. Michał przyjmował te słowa z pokorą, bo to grzeczny chłopak, ale na pewno swoje sobie myślał i wychodził z założenia, że wejdzie do Górnika z drzwiami – wspomina Trzeciak.

Tata kibicem numer jeden

Pierwszy sezon na Roosevelta nie był jednak łatwy. Rostkowski grywał głównie w trzecioligowych rezerwach Górnika, ale ambitny chłopak nie miał chwili zwątpienia.  – Wiedziałem, że na debiutanckie minuty będę musiał poczekać, ale Górnik i trener Marcin Brosz mieli plan na mnie, na moją grę. Pracowałem sumiennie i czekam na kolejne szanse – wspomina wydarzenia sprzed kilku miesięcy. Po dwóch meczach w podstawowym składzie zabrzan nie czuje się wcale pewniakiem. Wie, że czeka go bardzo trudna rywalizacja o kolejne spotkania. – Rywalizacja w zespole jest bardzo duża. Każdy się stara na treningach, bo wie, że nagrodą jest występ w meczu ligowym. Ja również chciałbym w kolejnych spotkaniach grać – mówi obiecujący pomocnik.

Charakteru do walki mu nie brakuje. Kilka dobrych meczów na pewno nie zmieni młodego chłopaka. – Sodówka mu nie grozi. Normalny chłopak, nigdy nie podnosił głowy zbyt wysoko. Dobrze się przyjął w rybnickiej szatni. Wiedział, że trzeba zanieść sprzęt, że to należy do obowiązków młodych, potrafił się z siebie śmiać – zwraca uwagę na poszczególne elementy piłkarskiego wychowania Jacek Trzeciak.



Sam zawodnik siebie charakteryzuje natomiast krótko. – Najpierw zawsze coś przemyślę, potem działam. Raczej należę do spokojnych i racjonalnych osób – mówi 20-latek, który zawsze może liczyć na wsparcie bliskich. – Tata to mój kibic numer jeden. Gdy, będąc jeszcze graczem ROW Rybnik, drużyna grała w Grudziądzu, ojciec był na meczu – opowiada. – Trzyma kciuki za realizację moich piłkarskich marzeń, chociaż gdy mi pójdzie słabiej, to także skrytykuje. Nie szczędzi mi ostrych słów, ewentualnie wskaże co należy poprawić, ale na mnie to pozytywnie działa. Teraz jest zadowolony, bo spełniłem marzenie związane z Górnikiem. A kolejne marzenia? Gra w Lidze Mistrzów i w Barcelonie, trzeba zastąpić Leo Messiego – mówi z uśmiechem pomocnik Górnika, u którego jak widać w spokojnym charakterze nie brakuje także nutki szaleństwa. Idealna recepta na zdolnego młodzieżowca? Czas pokaże.

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności