Aktualności

Niedawno grał na czwartym poziomie rozgrywek, teraz czeka na debiut w ekstraklasie. „Ma charakter do piłki”

Rozgrywki05.02.2019 
Juliusz Letniowski jeszcze w czerwcu 2018 roku grał w III lidze. Tam wypatrzyła go Bytovia Bytów, a po jednej świetnej rundzie na zapleczu ekstraklasy trafił do Lecha Poznań. – Jest w wielkim klubie, dostał długi kontrakt i nikt nie oczekuje, że od razu będzie liderem, jak w Bytovii. Chciałbym, aby był kluczową postacią, ale musi być cierpliwy – mówi Sebastian Letniowski, ojciec Julka i trener Bałtyku Gdynia.

Sebastian Letniowski też był piłkarzem. Karierę kończył w IV-ligowym GKS Przodkowo, którego później został trenerem. Był jednym z najdłużej pracujących szkoleniowców na poziomie III ligi. GKS prowadził w latach 2012-2017. Potem przeniósł się do Bałtyku Gdynia. Tu ściągnął starszego syna – Juliusza, a ostatnio też młodszego – Jakuba.

Jeszcze w czerwcu ubiegłego roku syn występował na czwartym poziomie rozgrywkowym, a teraz czeka na debiut w ekstraklasie.
Sebastian Letniowski:
Rzeczywiście, w ciągu tych ostatnich miesięcy Julek zrobił duży skok. Tyle, że on już wcześniej zapowiadał się na dobrego zawodnika. W wieku 16 lat trenował z pierwszą drużyną Lechii Gdańsk. W pewnym momencie wydawało się, że coś wyhamowało. Poszedł na półroczne wypożyczenie do Bytovii w 2016 roku. I choć w wieku 18 lat zadebiutował w I lidze, to nie był dla niego udany okres. Wrócił do Lechii, ale zabrakło dla niego miejsca w pierwszej drużynie. Jako, że nie było też rezerw, to trafił do juniorów. Uznaliśmy jednak, że powinien występować z seniorami. Wtedy byłem trenerem Bałtyku Gdynia i ściągnąłem go do swojej drużyny. Z perspektywy wychodzi na to, że była to bardzo dobra decyzja. Miał wtedy również propozycje z I ligi, ale zdecydowaliśmy spokojnie przygotować się do rywalizacji z seniorami. W Bałtyku rozegrał pełny sezon, zdobył 10 goli, ale przede wszystkim nabrał pewności siebie. Konsekwencją tego był transfer do Bytovii. Tam też pokazał się z bardzo dobrej strony. Zagrał 19 razy, zdobył siedem goli i miał trzy asysty. Gdy oglądałem go na boisku, to był ten sam Julek, którego widziałem w Bałtyku. Chciał być liderem tej drużyny. Nie bał się brać odpowiedzialności, szybko podejmował decyzję strzelać, czy podawać. Wszystko wychodziło mu jak w III lidze.



Nie miał problemów, że przeskoczył dwa poziomy rozgrywkowe?
To jedna z jego cech charakteru, że jest bardzo pewny siebie. Nie widać tego może na zewnątrz, ale jak wchodzi do piłkarskiej szatni, to za chwilę na boisku pokazuje, że jest świadomy umiejętności i ma charakter do piłki. On się właściwie nie denerwuje. Do tej pory nie miało dla niego znaczenia, czy gra w III lidze, czy na zapleczu ekstraklasy. Wydaje mi się, że nie ma dla jego psychiki żadnej różnicy czy wystąpi na stadionie Lecha przed 30 tysiącami kibiców, czy w Gdyni dla 500 fanów.

W Lechii Gdański nie poznali się na umiejętnościach syna?
Raczej wiedzieli, jakim jest piłkarzem i człowiekiem. Przecież w Lechii spędził całą karierę młodzieżową. Gdy pierwszy raz go tam przyprowadziłem, to miał z 4,5 roku. Był w tym klubie właściwie przez kolejne 14 lat, musieli więc go doskonale znać. Przez półtora roku ćwiczył z pierwszą drużyną, kiedy trenerem był Piotr Nowak. To był bardzo mocny zespół i trudno mu było przebić się na tyle, by zadebiutować w ekstraklasie. Jeździł z seniorami na zgrupowania i nawet strzelił kilka goli w sparingach. Akurat w Lechii nie był to najlepszy czas dla młodych zawodników. Ściągano do klubu piłkarzy z nazwiskami, jak Sebastian Mila, Sławomir Peszko czy bracia Paixao. Julek całkiem dobrze na co dzień funkcjonował w zespole, ale w ekstraklasie nie zadebiutował.



Po udanej rundzie w Bytovii, Lechia nie chciała odzyskać wychowanka?
Pytała się o Julka, ale była najmniej konkretna chyba z siedmiu zespołów, które były nim zainteresowane. W teorii powinna być naturalna łatwość w kontakcie, ale Lechia niby chciała, ale nawet nie złożyła oficjalnej oferty. Wszystko skończyło się na nieformalnych rozmowach. Trener Piotr Stokowiec rozmawiał z Julkiem, ja spotkałem się z dyrektorem sportowym, ale konkretów nie było. Pozostałe kluby były bardziej aktywne, a Julek wybrał Lecha. Starałem mu się doradzać, ale decyzję pozostawiłem synowi. Jest dorosły i ma do tego pełne prawo. Zanim trafił do Bytovii, był bardzo blisko Podbeskidzia Bielsko-Biała. To był trudny moment dla mnie jako ojca w relacjach z synem. Chciałem właśnie, by zagrał w Podbeskidziu, przeszedł nawet testy medyczne i zostało tylko podpisanie kontraktu. Wtedy spakował się i zdecydował, że jednak wraca i będzie grał w Bytovii. Teraz wydaje się, że syn miał intuicję. W Bytovii wystrzelił, wypromował się i zapracował na transfer do Lecha Poznań. Dlatego też swoją rolę ograniczyłem do doradzania i zwracania uwagi na szczegóły. Sam podjął decyzję o wyborze klubu.

Poradzi sobie w Lechu? Rzucił się na głęboką wodę.
Teraz wiele zespołów coraz śmielej stawia na młodzież. To jednak Lech potrafi promować młodych zawodników najlepiej. Spotkanie Julka z trenerem Adamem Nawałką bardzo wpłynęło na syna. Szkoleniowiec chyba powiedział mu to, co właśnie chciał usłyszeć. To był moment kulminacyjny, bo my do końca nie byliśmy pewni, czy wybrać Lecha. Trafił do wielkiego klubu, dostał długi kontrakt i nikt nie oczekuje, że od razu będzie pełnił w nim podobną rolę jak w Bytovii. Chciałbym, by był kluczową postacią, ale nie musi to stać się od razu. Lech to obok Legii największy klub w Polsce w tym momencie i Julek na pewno będzie potrzebował czasu, by się zaaklimatyzować w nowym otoczeniu. Jak rozmawiam z synem, to przyznaje, że obciążenia treningowe w Lechu są dużo większe, niż to było w Bytovii, a co dopiero w Bałtyku. Dlatego na adaptację do tych warunków trzeba poczekać. Musi być cierpliwy i wiedzieć, że nie będzie od razu pierwszoplanową postacią.



Lech właśnie wrócił ze zgrupowania w Turcji. Jakie wrażenia przekazał Julek?
Na pewno nie miał problemów w szatni z nawiązaniem kontaktu. Przyznał, że piłkarsko jest bardzo wysoki poziom. Początki miał trudne, ale teraz słyszę, że jest optymistą.

Po wejściu nowych przepisów o młodzieżowcach w ekstraklasie Lech ma gotowego piłkarza?
To jedna strona medalu. Bardzo mi się podobało podejście działaczy Lecha, którzy nie traktowali tego transferu jako pozyskania młodzieżowca. Podchodzili do niego jako do wyróżniającego się zawodnika I ligi. Podkreślali, że Julek nie interesuje ich ze względu na wiek, ale właśnie jako wybijająca się postać zaplecza ekstraklasy. Tak naprawdę Lech ma bardzo silną Akademię i nie potrzebuje do niej ściągać 20-letniego zawodnika.

Rozmawiał Robert Cisek

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności