Aktualności

Najlepszy moment dla młodzieżowców. Będzie rekord za rekordem?

Rozgrywki16.07.2020 
Na boiska wybiegło ich aż 52, poprzedni rekord sumy minut został poprawiony o ponad 200. Tak było w weekend, w środku tygodnia zagrało o ośmiu młodzieżowców więcej, debiutujący 17-letni Xavier Dziekoński z Jagiellonii został nawet wybrany bramkarzem kolejki. To dla nich najlepszy moment: mistrzostwo zostało rozstrzygnięte, spadkowicze również są już znani. Dlatego trenerzy już niemal wszędzie jednym okiem patrzą na kolejny sezon.

A mają o czym myśleć. Za nieco ponad pięć tygodni rozpocznie się następny sezon PKO Ekstraklasy w którym zawodnicy z rocznika 1998 nie będą już młodzieżowcami. Doskonałym przykładem są zwłaszcza Piast Gliwice i Śląsk Wrocław, kluby o najniższym procentowym udziale czasowym piłkarzy urodzonych w 1998 roku i później. U mistrza Polski z poprzedniego sezonu wystąpiło czterech młodzieżowców, ale jeden – Sebastian Milewski – do 35. kolejki ugrał aż 87% minut. W niedzielę pomocnik jeszcze przed przerwą obejrzał czerwoną kartkę, co oznaczało szansę dla Dominika Steczyka. Napastnik gola w Szczecinie nie strzelił, więc wątpliwości pozostają.

W Śląsku jest podobna sytuacja. Również wystąpiło tylko czterech młodzieżowców i tylko jeden mógł liczyć na regularne, jakościowe szanse. Przemysław Płacheta z miejsca stał się jednym z liderów drużyny, z Pogonią strzelił ósmego gola w sezonie i po zakończeniu rozgrywek – oraz wieku młodzieżowca – prawdopodobnie opuści Wrocław. Ale co z następcami? Śląsk jeszcze walczy o podium, lecz niechęć do sprawdzenia pozostałych zawodników może nieco dziwić. W końcu Płacheta (do meczu z Jagiellonią) rozegrał aż 94% ze wszystkich minut, które dostali młodzieżowcy w składzie Vítězslava Lavički. Najdłużej miał szansę występować Piotr Samiec-Talar , który w grudniu ubiegłego roku dostał 23 minuty z Legią Warszawa. Sebastian Bergier najwcześniej pojawił się na boisku w… 79 minucie.

Szanse dla nich można zestawić z tym, co zrobił Kosta Runjaić w niedzielnym meczu. Meczu, który miał być ostatnią szansą Śląska na doskoczenie do rywali na podium i długo wszystko wskazywało na to, że wrocławianie jeszcze będą się w tej walce liczyć. Jednak na sześć minut przed końcem kontrę gości rozegrało dwóch młodzieżowców: Sebastian Kowalczyk podał do Kacpra Smolińskiego , który w swoim drugim występie strzelił debiutanckiego gola. – Nie mogę tego opisać. Chciałem zejść do środka, uderzyć z lewej nogi, piłka zeszła na prawą… Wyszło jak wyszło – mówił rozemocjonowany nastolatek po spotkaniu. Gdy piłka po ładnym strzale wpadła do bramki Śląska najpierw pobiegł w jedną, potem w drugą stronę, w kierunku ławki rezerwowych do Adama Frączczaka. – Bardzo cieszę się, jak młodzi zawodnicy wchodzą i pokazują jakość, jak Kacper. Na pewno ten moment będzie pamiętał do końca życia. Jest świetnym przykładem na to, jak w młodym wieku walczyć o miejsce w składzie – mówił kapitan „Portowców”.

Należy rozróżnić dwie kwestie: ambicje Śląska i Pogoni na fazę finałową były różne, także pod względem ciągłości szkolenia i stawiania na młodzież szczecinianie mają wciąż przewagę nad wrocławianami. Jednak patrząc na nowych zawodników z których korzystał Kosta Runjaić widać przemyślaną strategię: występ kolejnego młodzieżowca nie jest okazją na odpoczynek dla innego, lecz realną szansą. Smoliński zadebiutował w 33. kolejce i dostał jedenaście minut, a napędzony debiutem w kolejnym występie zasłużył na pół godziny. To dłuższy epizod, niż trzech z czterech młodzieżowców Śląska otrzymało w tym sezonie. A w Pogoni podobnie było z Hubertem Turskim , napastnikiem z rocznika 2003, który we Wrocławiu pojawił się na boisku w 77 minucie i… był to najkrótszy z jego siedmiu występów w Ekstraklasie. Już w trzecim meczu dostał całą drugą połowę do pokazania swoich możliwości, w środę wyszedł w pierwszym składzie na spotkanie z mistrzem Polski. Warto przypomnieć również Macieja Żurawskiego , 19-letniego pomocnika, który po udanym kwadransie z Cracovią kolejne cztery mecze zaczynał w wyjściowym składzie. To wskazuje, że pod kątem przepisu o młodzieżowcu Pogoń jest znacznie lepiej przygotowana na następny sezon od Śląska, choć też „straci” dwóch urodzonych w 1998 roku zawodników, Kowalczyka i Marcina Listkowskiego.

Oczywiście w Śląsku i w Piaście w ostatnich tygodniach doszło do transferów młodzieżowców: we Wrocławiu kontrakt podpisał pomocnik Mateusz Praszelik, a w Gliwicach – Javier Ajenjo Hyjek. Widać również, że w innych klubach trwają poszukiwania, lub na ostatnie kolejki dokooptowywani są zawodnicy z młodszych roczników. Nie jest jednak tak, że w całej Ekstraklasie to piłkarze z rocznika 1998 zdominowali tę przestrzeń, którą udostępnił przepis. Owszem, rozegrali oni najwięcej minut, ale z ogółu młodzieżowców to 49,3% czasu gry (do 35. kolejki włącznie). Pod względem liczebności z rocznika 1998 wystąpiło 29 zawodników, dokładnie tyle samo, ilu z 1999. Obecni są również ci jeszcze młodsi: 21 z 2000, 18 z 2001 i 14 z 2002 . Wspomniany Turski był jednym z czterech piłkarzy urodzonych w 2003 roku, a nawet pojawiło się dwóch zawodników z 2004. Można powiedzieć, że oni są przygotowywani, wdrażani w to, co czeka ich w seniorskim futbolu.

W Krakowie w meczu Wisły z Koroną po raz drugi w Ekstraklasie zagrał Iwo Kaczmarski , młodzieżowy reprezentant Polski z rocznika 2004. Dostał dziesięć minut i zaprezentował się obiecująco: wszystkie siedem jego podań było dokładnych, wygrał pięć z sześciu pojedynków, miał dwa udane dryblingi i jeden odbiór piłki. Było tak dobrze, że z Wisłą w Płocku zagrał całe spotkanie. Zresztą w tym samym meczu dwa lata starszy Daniel Szelągowski rozegrał swoje pierwsze pełne 90 minut i… nie odstawał od starszych kolegów, za każdym razem strzelał jedynego gola dla Korony (z Krakowa zdjęcie powyżej). Znów: dłuższa szansa nawet w tak beznadziejnej sytuacji (potwierdzony spadek kielczan) opłaciła się zawodnikowi i drużynie. Zawodnikowi, bo zyskał doświadczenie, a drużynie, bo pokazała, że są obiecujące rezerwy w młodzieży. Tej samej, która dla Korony zdobyła mistrzostwo Polski juniorów i której szansę występów długo zamykali zagraniczni piłkarze o niskiej jakości. W Krakowie w jej barwach wystąpiło pięciu młodzieżowców i… było to jedno z lepszych spotkań drużyny w ostatnich tygodniach.

– Przede wszystkim trzeba uważać, żeby nie uśpić swojej czujności. Wchodząc na pewny poziom największym problemem jest go utrzymać. Ważna jest tutaj pokora i ciągła praca nad sobą, nie można zadowalać się tą chwilą, która była, tylko trzeba wciąż patrzeć do przodu. Każdy z tych piłkarzy ma określone umiejętności, pracują nie rok, dwa tylko kilkanaście i ciągle się rozwijają. Ważną rolę pełni tutaj sztab szkoleniowy i klub, aby umiejętnie tych chłopców wprowadzać do tego grania, a nie wrzucić na głęboką wodę. Potrzebny jest spokój i praca, a myślę, że wówczas będziemy mieli z nich pociechę – zastrzegał po spotkaniu Kamil Kuzera, asystent trenera Korony.

Czym różni się szansa od epizodu? Argumenty trenerów w odniesieniu do postawienia na młodzieżowców są w większości podobne: muszą oni zasłużyć na szansę, nie mogą poczuć, że dostają coś za darmo. Jednak tyczą się one głównie decyzji o tym, czy wystawić danego piłkarza, a nie ile dać mu grać. Piłkarz w trakcie meczu jest średnio rzadziej niż przez dwie minuty przy piłce, co również jest zależne od pozycji na boisku, przebiegu spotkania. Przykładowo, Kaczmarski zaliczył siedem podań w 10 minut, czyli tyle, ile debiutujący w Zagłębiu Lubin wychowanek Jakub Sypek , który na murawie pojawił się w 65 minucie. A wracając do Śląska i Sebastiana Bergiera można zastanowić się, jakim doświadczeniem są dla tego 21-latka kolejne kilkuminutowe epizody. Przeciwko Pogoni przynajmniej mógł się „nacieszyć” piłką, wykonał pięć podań – to więcej w poprzednich trzech występach razem wziętych. Już w kolejnym starciu nie znalazł się nawet w kadrze, a szkoleniowiec Śląska tłumaczył, że nie dał on tyle, by wykorzystać swoje szanse. Pytanie nasuwa się samo: co musiałby w tych epizodach zrobić, by tak się stało?

Trenerzy są też świadomi ryzyka, jakie niesie ze sobą wystawianie niedoświadczonych zawodników w kontekście wyniku spotkania. Podjął je Iwajło Petew, który w obronie na mecz w Gliwicach postawił na debiutanta, Wojciecha Błyszko (na zdjęciu powyżej). Stoper wystąpił już raz w tym sezonie w Totolotek Pucharze Polski – z Cracovią strzelił gola mimo przegranej 2:4 – ale to było jeszcze we wrześniu. W tej formacji kolejną okazję dostał również Bartłomiej Wdowik i… po kwadransie Piast prowadził z Jagiellonią 2:0. – Fajnie było zadebiutować, trochę na ten moment czekałem. Chciałem się pokazać z jak najlepszej strony i jeżeli jest taka opinia, że mi się to udało, to bardzo mnie to cieszy. Sam jestem wobec siebie krytyczny, w paru momentach mogłem zachować się lepiej. Jestem jeszcze młodym zawodnikiem i mam nadzieję, że te błędy w najbliższych meczach bądź na treningach podczas nadchodzących tygodni będę eliminował i popełniał ich coraz mniej – mówił Błyszko po spotkaniu. Swoją wypowiedzią niejako pokazał sens dłuższej szansy dla młodego zawodnika: w 20, 30, czy 90 minut piłkarz podejmuje więcej decyzji, jest zaangażowany w więcej akcji, może popełnić więcej błędów i wyciągnąć z nich więcej wniosków. A trenerom dać więcej materiału na podstawie którego ostatecznie zweryfikują jego przydatność. Czy to ostatnie jest możliwe, gdy w ciągu kilkuset sekund piłkarz – młody czy stary – wykonuje jedno podanie? Szanse na to, że choćby tym jedynym kontaktem zrobi coś pozytywnego nawet w przypadku najlepszych są znikome.

Mówił o tym również Aleksandar Vuković, którego Legia już zdobyła mistrzostwo Polski i ma teraz 180 minut sezonu, by… myśleć o przyszłości. Szkoleniowiec zapowiedział, że przeciwko Lechii w Gdańsku od początku zagrał 17-letni Radosław Cielemęcki, a debiutów doczekali się Szymon Włodarczyk i Ariel Mosór, którzy byli ostatnio dołączani do kadry pierwszej drużyny, zgłaszani do Ekstraklasy i znajdowali się na ławce rezerwowych. – Chodzi też o to, aby dać więcej możliwości pokazania się zawodnikom, którzy grali mniej,  nieważne czy są młodzi czy starsi. Przed nami jeszcze mecz z Pogonią i to też będzie okazja, by dać szansę młodym zawodnikom – mówił Vuković. Jego słowa są również zapowiedzią, że nawet jeśli na finiszu sezonu emocji w kontekście rozstrzygnięć ubyło, to kibice w większości klubów mogą liczyć na wgląd w przyszłość swoich drużyn. Wraz z tym może przyjść kolejny rekord.

Michał Zachodny

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności